No ale żeby tu nie komplikować za bardzo, to chcę powiedzieć, że jak ktoś ma problem z odczytaniem swojego własnego przedmiotu, to po prostu powinien go dać do oczyszczenia komuś innemu, kto nie ma emocji z tym związanych. Są osoby, które się tym zajmują. Sama znam kogoś, kto czyści przedmioty po bliskich za pomocą kryształów i intencji i ludzie wychodzą potem z tego z ulgą. Nie trzeba tego tak bardzo filozofować.
Dołączam, bo czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam takie skojarzenie z tarota, które nie wiem czy tu pasuje, ale jednak powiem. W karcie Dziewiątki Kijów jest taki motyw człowieka, który trzyma straż nad tym, co już minęło, bo boi się że jeśli odpuści, to coś się stanie. I jak czytam o tym pierścionku Czeslawej, to dokładnie to mi się przypomina. Nie trzyma go z miłości do mamy, ani z winy, ale może z lęku, że jak go odłoży, to mama naprawdę odejdzie po raz drugi.
Sasankaa, to bardzo trafne skojarzenie z Dziewiątką Kijów. Właśnie ta karta zawsze mi się kojarzyła z takim zmęczonym czuwaniem, nie ze strachu przed nieznajomym, ale ze strachu przed tym, że jak się odwrócimy, to coś zniknie. I teraz myślę, że z pierścionkiem mamy jest dokładnie tak. Nie chcę go puścić, bo boję się, że jak przestanę go nosić, to ona będziej jakoś... mniej obecna. Choć rozumiem, że to nielogiczne.
Ale to właśnie jest sedno całej tej rozmowy, nie? Ten strach że odpuszczenie równa się utrata. A czy ty naprawdę czujesz, że pierścionek to jest ona, czy może on jest dowodem że ona była? To różne rzeczy energetycznie, przynajmniej tak mi się wydaje. Jak ty to czujesz?
A czy można to w ogóle rozdzielić, jeśli przedmiot należał do kogoś przez całe życie? Bo mama Czeslawej nosiła ten pierścionek chyba długo, prawda? Rozumiem teorię, ale praktycznie, jak masz coś co przez dziesiątki lat było przy jednej osobie, to chyba wszystko razem jest tak warstwowane, że nie ma już czystej energii przedmiotu oddzielnie.
Słuchajcie, zaczepię was o coś innego. Cała ta rozmowa o tym czy odpuścić pierścionek, czy nie, kręci się wokół lęku przed utratą. I zastanawiam się, czy to nie jest właśnie temat tej czakry serca, nie tylko ból po stracie mamy, ale głębszy wzorzec trzymania się. Czeslawa, czy ten wzorzec pojawia się u ciebie też w innych relacjach, nie tylko z mamą?
Ferdek, tak. Właściwie to jeden z moich największych tematów. Mam trudność z kończeniem rzeczy, z odpuszczaniem relacji które wygasły, z wyprowadzaniem się z miejsc. Zawsze myślałam, że to moja cecha charakteru, coś z natury. Ale przez tę rozmowę zaczynam myśleć, że może to jest coś głębiej osadzonego.
To co opisujesz, Czeslawa, to jest bardzo charakterystyczny wzorzec czakry korzenia połączonej z czakrą serca. Korzeń daje nam poczucie bezpieczeństwa w zmianach, a jak on jest niepewny, serce kompensuje przez trzymanie. Nie wiem czy to twój przypadek, bo nie znam cię, ale skojarzenie nasuwa się samo.
Wracam do tego co Czeslawa napisała o wzorcu odpuszczania. W tarota ten wzorzec bardzo wyraźnie widać w pewnym układzie kart związanym z Hierofantem i Pustelnikiem. Ale nie chcę odciągać od meritum. Chcę się zapytać: czy ktoś z was miał doświadczenie kiedy konkretny przedmiot po oczyszczeniu zmienił to, jak go nosiciel czuł emocjonalnie? Nie tylko że przedmiot stał się lżejszy energetycznie, ale że coś u człowieka faktycznie drgnęło?
Wtrącę się, bo myślę że pytanie Rozalinki dotyka czegoś ważnego. W tarota intencja musi być nazwana, bo w momencie kiedy ją wypowiadasz, zaczyna się praca. Cisza wewnętrzna i cisza werbalna to różne poziomy. Nie wiem czy w pracy z przedmiotami jest tak samo, ale czuję że tak.
Wracam do Czeslawej, bo mam wrażenie że gdzieś zgubiliśmy jej pytanie. Ona mówiła, że nie wie co zrobić z tym co odkryła, z tym fizycznym odczucie w klatce i z tym wzorcem trzymania. To nie jest pytanie o technikę oczyszczania. Czeslawa, czy chcesz w ogóle coś z tym robić teraz, czy potrzebujesz najpierw po prostu to posiedzieć z tym?
Czeslawa, rozumiem to poczucie że wszystko naraz. Ale właśnie dlatego pytam, bo to ważne: czy masz teraz kogoś, z kim możesz porozmawiać twarzą w twarz? Nie pytam żeby cię odesłać, pytam, bo praca z korzeniem i sercem jednocześnie bywa intensywna i czasem potrzeba kogoś przy sobie, niekoniecznie terapeuty, ale żywego człowieka.
To co Czeslawa napisała o kończeniu rzeczy, o trudności z wyprowadzaniem się z miejsc, to nie brzmi jak cecha charakteru dla mnie. Brzmi jak coś co ma jakiś początek. Czy pamiętasz kiedy to się zaczęło, albo czy zawsze tak było? Bo to by dużo mówiło o tym, z którym poziomem czakry mamy do czynienia.
Czeslawa, to co opisałaś, ta przeprowadzka i cisza dorosłych wokół, to brzmi jakbyś wtedy nauczyła się jednej rzeczy: że zmiany przychodzą bez ostrzeżenia i bez pożegnania. Nie dziwię się, że teraz każde pożegnanie, nawet z przedmiotem, jest trudne. To nie jest słabość, to jest logika.
Uderzyło. Właściwie to piszę i płaczę, co się rzadko mi zdarza przy klawiaturze. Tamarka, tak. Nie pomyślałam o tym tak dosłownie, ale chyba właśnie o to chodzi. Mama odeszła i nie zdążyłam... no, nie zdążyłam pewnych rzeczy. I oddanie pierścionka to jakby zgoda na to że naprawdę się skończyło.
Czeslawa, to co napisałaś jest ważne i chcę żebyś wiedziała że zostało tutaj usłyszane. Ale mam do ciebie pytanie, bez nacisku: kiedy mówisz 'nie zdążyłam pewnych rzeczy', czy to jest coś co chcesz nazwać, czy wolisz tego teraz nie ruszać?
Zatrzymuję się na chwilę na tym co Czeslawa napisała, że nie zdążyła. To jest chyba sedno całego wątku od samego początku, tylko myśmy krążyli wokół niego przez kilkadziesiąt postów. Pierścionek jest nie tyle pamiątką po mamie, ile zawieszonym gestem, który nie znalazł końca.
Przepraszam że wchodzę tutaj z boku, ale właśnie to mnie zastanawia w kontekście całej tej rozmowy o czakrach. Czy w pracy z czakrą serca jest jakieś miejsce na żałobę po rzeczach niedokończonych, nie tylko po osobach? Bo to co Czeslawa opisuje to żałoba po nienawiązanej rozmowie, nie po samej mamie.
Słucham tego wątku od dawna i jest dla mnie bardzo poruszający. Mam jedno pytanie do bardziej doświadczonych: czy taka praca, żałoba po czymś niedokończonym, może się zamknąć bez udziału drugiej osoby? Mamy nie ma. Jak to się w ogóle kończy?
W tarocie jest karta którą kojarzy mi się z tym co Nefrytka opisuje. Czwórka kielichów, ale w odwróceniu, to moment kiedy ktoś w końcu wyciąga rękę po to co mu jest oferowane zamiast siedzieć zamkniętego w sobie. Nie wiem czy to pomocne skojarzenie, ale jakoś pasuje do tego o czym mówi Czeslawa.
Ferdek, to jest zdanie które chcę zapamiętać. Nie muszę odpuszczać wspomnień żeby odpuścić przedmiot. Myślałam że to jedno i to samo. Przez całe tygodnie myślałam że jak dam komuś ten pierścionek albo go odłożę, to mama stanie się dalej. A to niekoniecznie tak działa, prawda? Chyba muszę to sobie jeszcze posiedzieć.
