Nie wiem czy jestem w stanie odpowiedzieć na to w pełni, bo nadal jestem w środku tego procesu. Ale mam wrażenie że obserwowanie formy, tej konkretnej, jak jedzenie, to jest wejście, punkt dostępu. A praca dzieje się głębiej, na poziomie tego co ten impuls wywołuje. Chociaż nie jestem pewna czy to co mówię ma sens.
Ma sens. To co opisujesz to właściwie opis pracy od objawu do przyczyny. Jedzenie to objaw, impuls to mechanizm, a to co go wywołuje to jest miejsce gdzie zmiana jest możliwa. Przy czym w podejściu czakrowym szukamy gdzie w strukturze energetycznej ta przyczyna ma swoje zakorzenienie. I to nie musi być zawsze muladhara czy manipura, jak zaczęliśmy.
Ruta, ja miałam dokładnie ten sam problem. Wszystko mi pasowało do wszystkiego i w pewnym momencie zwątpiłam czy to ma jakiś sens. Skończyło się na tym że zamiast czytać opisy czakr i dopasowywać, zaczęłam po prostu oddychać i skupiać uwagę na różnych obszarach ciała i notować gdzie czuję co. Bez etykiet. Czy próbowałaś coś takiego?
To co Naparstnica opisuje to jest dość klasyczne podejście somatyczne i myślę że dla osób które zaczynają jest naprawdę użyteczne. Problem z czytaniem opisów czakr jest taki że są napisane bardzo ogólnie i każdy może się w nich rozpoznać, trochę jak horoskopy. Ale żeby być fair wobec Ruty, to pytanie o to jak odróżnić sygnał od szumu ciała jest naprawdę trudne i nie mam na nie prostej odpowiedzi.
Przepraszam że wchodzę ale to co Dadzbog napisał o czakrze jako obszarze tematycznym trochę mi rozjaśniło. Czyli jak mam wzorzec że jem kiedy czuję się niepewnie to to jest bardziej czakra sakralna czy splot słoneczny? Bo nie mogę tego rozgryźć i zawsze mi się te dwie mylą.
Karolcia, ja też się z tym borykałam. Z moich obserwacji wyszło że niepewność może siedzieć w różnych miejscach zależnie od tego czego konkretnie dotyczy. Jak chodzi o poczucie że nie mam kontroli nad tym co się dzieje to bardziej splot słoneczny. Jak to jest lęk że jestem sama, że nie należę do żadnej grupy, to bardziej sakralna. Ale to moje własne odczytanie, nie wiem czy się zgadza z jakąś tradycją.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i chcę wtrącić jedną rzecz. To rozbijanie na konkretne czakry, splot, sakralna, ma sens w pewnym systemie pojęciowym, ale warto wiedzieć że sam podział na siedem czakr i ich przypisania tematyczne to dość późna kodyfikacja, która pochodzi głównie z literatury anglojęzycznej z lat 70. i 80. Starsze źródła były dużo mniej precyzyjne w tych przypisaniach. Nie mówię że to złe, ale czy wiecie skąd pochodzi schemat którego używacie?
Perun80, to co mówisz jest ciekawe, ale trochę mnie przytłacza. Tzn. jak mam wiedzieć który system wybrać jeśli zaczyna się od zera? Czy jest jakiś który jest bardziej sprawdzony albo popularny w Polsce?
Mam pytanie do Dagmarki albo do Jacka, bo oboje mówiliscie ze obserwujecie wzorce od jakiegoś czasu. Czy ten mechanizm z jedzeniem pojawia się też profilaktycznie, zanim coś się wydarzy, czy raczej jako reakcja na coś co już się stało? Bo zastanawiam się czy ciało jakoś przewiduje stres.
Zaneta, to co piszesz o 'tępym' jedzeniu wieczorami, to dla mnie jest właśnie ten sygnał czakry korzenia. Nie jakiś ostry impuls, tylko takie przyciąganie w dół, do ziemi, do czegoś konkretnego. W moich notatkach to się pojawiało częściej w dniach kiedy było dużo zawieszenia, decyzji które nie mogły być podjęte, czekania. Jakby ciało szukało zakorzenienia przez jedzenie kiedy nie mogło go znaleźć gdzie indziej.
Czytam i zastanawiam się czy to jest tak że każdy ma swój własny wzorzec czy są jakieś wspólne. Bo z tego co tutaj piszecie to wychodzi że każdy ma coś innego i nie wiem czy w takim razie można cokolwiek generalizować.
To co Dadzbog napisał o własnym języku to mi bardzo pasuje. Ja długo myślałam o przejadaniu w kategoriach 'słodycze na stres' albo 'za dużo na kolację' i dopiero jak zaczełam nazywać to inaczej, np. że szukam czegoś ciężkiego i konkretnego, to coś się przestawiło. Dagmarka, czy ty też miałaś etap kiedy zaczęłaś inaczej opisywać ten impuls? Czy to przyszło nagle?
Zaneta, u mnie to nie był jeden moment, bardziej takie stopniowe. Prowadziłam notatki i po jakimś czasie zaczęłam widzieć, że piszę te same słowa kiedy opisuję różne epizody. Pierwsze co zauważyłam to słowo 'zanim'. Jadłam zanim coś się stało, zanim ktoś zadzwonił, zanim miałam trudną rozmowę. I to 'zanim' dało mi więcej niż jakikolwiek opis czakry. Dopiero potem zaczęłam to odnosić do splotu słonecznego, bo tam było to napięcie anticipacyjne. Ale myślę że bez tych notatek bym tego nie zobaczyła.
To 'zanim' które Dagmarka opisuje to jest coś co ja też rozpoznaję i nigdy nie miałam na to słowa. Zawsze myślałam że po prostu jestem nerwowa i jem, ale teraz jak to czytam to widzę że to jest właśnie takie ochronne, jakby ciało chciało się przygotować. Czy to zawsze jest splot słoneczny jeśli chodzi o anticipację? Czy może to być inne miejsce?
