Mam pytanie może naiwne, ale jak się tego uczyć jeśli nie do końca znasz karty? Bo u mnie jest tak, że przy każdej karcie i tak najpierw sprawdzam co znaczy, więc nie mam nawet szansy żeby poczuć cokolwiek zanim.
To wracając do tego strojenia, o którym mówiliśmy - czy praca z kartami może być właśnie tym ćwiczeniem? Że to jest codzienny trening rozróżniania sygnał kontra analiza, zamiast osobnych technik na ajnę?
To wracając do tego strojenia, o którym mówiliśmy - czy praca z kartami może być właśnie tym ćwiczeniem? Że to jest codzienny trening rozróżniania sygnał kontra analiza, zamiast osobnych technik na ajnę?
Ja właśnie sobie myślę, że może robię to całkowicie odwrotnie. Próbuję rozwijać intuicję przez skupianie się na ajnie, medytacje, wizualizacje indygo - a tu wynika z rozmowy, że kluczem jest po prostu codzienna obserwacja. To trochę rozczarowujące, ale też ulga.
To co Galia opisuje to bardzo częsty schemat - praktyka duchowa w jednym pudle, reszta życia w drugim. I potem dziwi nas, że nic się nie przekłada. Ajna nie jest wyjątkiem, ten sam problem dotyczy praktycznie każdej czakry, na której pracujesz.
Tylko że to wymaga pamiętania o tym ciągle, a ja na przykład zanim sobie przypomnę że mam zrobić pauzę, już podjąłem decyzję i pojechałem dalej. Jak to trenować kiedy tempo życia jest szybkie?
Mam wrażenie, że ta cała rozmowa zaczęła od ajna i czakr, a skończyliśmy na budowaniu nawyków uważności. Nie mówię, że to źle, bo jest sens w tym co mówicie - ale czy ktoś jeszcze pamięta czy jest jakaś praktyka specyficznie dla ajna, a nie ogólna mindfulness?
Przepraszam że się wtrącam, ale trataka to chyba coś zupełnie innego niż czakry? Kojarzę to z hinduską jogą wzroku, nie z energetyką. Czy to na pewno chodzi o ajnę, a nie o oczy?
Nie wiedziałam o tratace, brzmi ciekawie. Ale mam pytanie może podstawowe - czy ajnę można przepracować zbyt mocno? Słyszałam że zbyt intensywna praca z wyższymi czakrami bez zakorzenienia może być destabilizująca.
To ciekawe rozróżnienie, bo ja po medytacjach na ajnę często mam po prostu ochotę siedzieć dalej i nic nie robić. Nie wiem czy to relaks, czy właśnie to rozkojarzenie o którym mówił Hellan.
Do Galii - to co opisujesz brzmi raczej jak głęboka relaksacja, nie dysocjacja. Dysocjacja to nie błogie nierobienie niczego. To poczucie że świat jest jakby za szybą, że nie można się skupić na czymś co powinno być łatwe, albo że straciło się kilka godzin bez poczucia czasu.
Mylą, i to nagminnie. Błogie odpływanie po medytacji to efekt parasympatyczny, ciało się uspokaja. Dysocjacja to zaburzenie kontaktu ze sobą. Zupełnie różne mechanizmy, zupełnie różne przyczyny.
Dobra, trochę zgubiłem wątek. Zaczęliśmy od intuicji i ajna, potem trataka, teraz dysocjacja - gdzie to wszystko idzie? Nie mówię że źle, ale sam nie wiem już o czym mamy rozmawiać.
Krucha rutyna to nie to samo co słaba muladhara. Naprawdę nie warto diagnozować się przez jedno zdanie. Jak czujesz się fizycznie w ciele, w nogach, stopach? Czy masz kontakt z tym że stoisz na ziemi?
Czy to nie jest trochę metaforyczne to "kontakt z ziemią"? Bo widzę że często to się pojawia, ale nie rozumiem co to znaczy dosłownie.
Ja to zawsze robię boso w domu i nigdy nie myślałam że to ma jakieś znaczenie. To znaczy że uziemiam się nieświadomie?
Też się zastanawiam nad tym co mówi Riksza. Słyszałam że ajna to czakra intuicji, ale ta rozmowa sprawia że zaczynam myśleć że bez stabilności w muladharze sygnały z ajna są po prostu nieczytelne. Jakby antena działała, ale odbiór jest zaszumiony. Czy tak to rozumiecie?
Dokładnie o to mi chodzi - ta metafora z anteną chyba najlepiej to opisuje. Sygnał może być, ale jeśli odbiór jest zaszumiony przez brak uziemienia, to i tak nic z tego nie odczytujesz. Tylko jak to połączyć praktycznie? Najpierw muladhara, potem ajna, czy można równolegle?
Ten związek ze stresem jest ważny. Stres aktywuje układ współczulny, ciało jest w trybie przetrwania. W takim stanie trudno w ogóle mówić o subtelnych sygnałach z ajna, bo cały system jest zajęty reagowaniem na zagrożenie. To nie jest nawet kwestia czakr, to jest fizjologia.
Jest w tym sporo racji, ale bym nie upraszczał do "spokój równa się intuicja". Niektóre osoby mają bardzo trafne przeczucia właśnie w sytuacjach kryzysowych. To raczej kwestia tego, czy jesteś w kontakcie ze sobą w danym momencie - zrelaksowany czy nie.
To jest jedno z trudniejszych pytań w całej tej rozmowie. Myślenie życzeniowe ma zazwyczaj emocjonalny ładunek - chcesz żeby tak było, boisz się że będzie inaczej. Intuicja bywa bardziej chłodna, neutralna. Ale to naprawdę trzeba ćwiczyć rozróżnianie u siebie, nie ma jednej reguły.
