Mam pytanie może głupie ale czytam ten wątek od dłuższego czasu i nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie o manipurze, o czakrze serca, a jak to się ma do tej fobii społecznej? Bo Pustelka pisała o tym że się boi ludzi, a nie tylko że ją boli żołądek. Czy to nie jest bardziej anahata niż manipura?
No to teraz czuję że mam zablokowane chyba wszystko 🙂 Serio, jak Zenek to tak rozłożył to widzę siebie w każdym z tych opisów. Ten żołądek to jest najwyraźniejszy, ale ten strach przed tym że ktoś mnie odrzuci, że powie coś złego, to też jest ogromne.
Pustelka, a czy ty kiedyś próbowałaś w ogóle pracować z anahatą? Bo to co opisujesz, ten strach przed odrzuceniem, to jest dla mnie bardziej tam niż w manipurze. Manipura to jest twoja siła sprawcza, pewność siebie w działaniu. Ale to głębsze, ta potrzeba akceptacji, to serce.
techniki są podobne, ale punkt skupienia inny, okolice mostka, i inne kolory w tradycji, zazwyczaj zieleń. Ale chcę wrócić do czegoś co Zenek powiedział, bo to jest ważne. Mówił o wisudzie i o lęku przed wyrażeniem siebie. Pustelka, ty pisałaś wcześniej że masz problem z zabieraniem głosu w grupie. Czy to jest bardziej, że się boisz co powiedzą, czy że w ogóle nie możesz wydobyć słów?
Pustelka, to co opisujesz z tym głosem i przyspieszaniem mowy, to jest klasyczny objaw blokady wisuddhi. I te dwie rzeczy które wymieniłaś, ta wewnętrzna cenzura przed wypowiedzeniem się i potem ten pośpiech kiedy już mówisz, to są dwie strony tej samej blokady. Tylko mam pytanie, bo to ważne, czy ten głos który ci drży, to drżenie pojawia się zawsze, czy tylko w określonych sytuacjach?
To co Pustelka opisuje z tym kontekstem, bliskie versus obce osoby, to jest dla mnie sygnał że wisudha nie jest tutaj jedynym miejscem. Bo jeśli to byłoby czysto gardłowe zablokowanie, to głos drżałby niezależnie od tego kto słucha. Ale jeśli zależy od relacji, od poczucia bezpieczeństwa z daną osobą, to wracamy do serca, do anahaty.
A jak długo pracowałeś z manipurą zanim to poczułeś? Bo dalej nie mam pojęcia czy mówimy o tygodniach, miesiącach, czy czym.
Ale tu ważna uwaga bo widzę że rozmowa idzie w stronę sekwencji, czyli najpierw manipura, potem anahata, potem wisudha. I rozumiem skąd to się bierze, ale Pustelka, nie traktuj tego jak instrukcję obsługi. Każda osoba ma inny układ blokad i u ciebie ten serce może wymagać uwagi wcześniej niż myślisz.
Pustelka, wróć do tego co wcześniej pisałaś, że najsilniej czujesz żołądek. Ciało już ci powiedziało gdzie jest największe napięcie. Od tego zacznij, nie dlatego że to jest właściwa kolejność według jakiegoś systemu, ale dlatego że to jest miejsce które twoje ciało samo zgłasza.
A czy można pracować z dwiema czakrami jednocześnie? Pytam bo czytałam gdzieś że to się nie powinno robić, ale nie wiem czy to prawda czy mit.
To znaczy że ta cała praca z czakrami to jest de facto praca z uwagą? Że nie ma żadnej magii, tylko kierujesz świadomość w jakieś miejsce i to już coś robi?
No ale jednak jest różnica między medytacją a pracą energetyczną. W tradycji wschodniej nie chodzi tylko o skupienie uwagi, chodzi o realny przepływ prany przez nadis. To nie jest to samo co relaksacja ciała. Myślę że trochę za bardzo tu sprowadzamy to do psychologii.
A ja właśnie siedziałam i próbowałam podczas czytania tego wątku skierować uwagę na swoje barki o których Leontyna mówiła wcześniej. I przez chwilę rzeczywiście coś poczułam, takie delikatne napięcie. To może być to o czym mówicie?
To napięcie w barkach chyba było zawsze, tylko nigdy nie zwracałam uwagi. Ale teraz jak to piszę, to mi się przypomina że mam je praktycznie cały czas gdy jestem wśród ludzi. Czy to może być właśnie ten mechanizm o którym mówicie, że ciało zbiera się w sobie zanim jeszcze coś powiemy?
no tak, właściwie mam to prawie cały czas. Rano wstaje i juz jest takie lekkie ścisniecie. Czasem mniejsze czasem większe ale rzadko zupelnie odpuszcza. Myślałam że to po prostu nerwowy żołądek i tyle.
To co Pustelka opisuje, to brzmi jak chroniczne napięcie manipury a nie tylko sytuacyjne. I z mojego doświadczenia to jest trudniejsze do pracy bo nie ma wyraźnego momentu kiedy 'odpala' i kiedy odpuszcza. Jest cały czas i przez to trudniej to w ogóle zauważyć jako coś osobnego od siebie.
A czy to nie jest tak że jak masz coś przewlekłego, to lepiej zacząć od czegoś bardziej zewnętrznego, jak właśnie kamienie albo kadzidło, żeby trochę zmiękczyć ten obszar zanim zaczniesz z nim siedzieć w medytacji? Czytałam o tym ale nie wiem czy to sensowne podejście.
Cytryn jeśli to rzeczywiście cytryn to jest bardzo dobry trop, bo to jest klasyczny kamień manipury. Tygrysie oko też działa w tym obszarze choć trochę inaczej, bardziej na poczucie sprawczości. Czarny turmalin to już inna historia, bardziej ochronna. Masz intuicję że ten żółty jest cytrynem czy to tylko zgadywanie po kolorze?
szczerze to troche zgaduję po kolorze 🙂 jest taki jasno żółty, troszeczke przezroczysty. Ale może byc tez coś innego, nie mam pojecia jak to sprawdzić bez eksperta.
Przy cytrynie versus kalcyt albo lemon kwarc różnica jest w strukturze, cytryn ma takie charakterystyczne zmętnienia w środku, kalcyt jest bardziej matowy. Ale nie idźmy teraz za głęboko w litoterapię bo zgubimy wątek. Pustelka, mnie bardziej interesuje co się dzieje z tym żołądkiem w konkretnych sytuacjach społecznych. Bo mówiłaś że z bliskimi jest inaczej. Na czym ta różnica polega, jest mniejsze napięcie czy inne?
To co teraz powiedziałaś jest bardzo ciekawe. Że z bliskimi żołądek odpuszcza ale klatka nie. Jakby przy bezpiecznych ludziach jedno napięcie się zwalnia i wychodzi drugie, głębsze. Może ten żołądek przy obcych to jest taka pierwsza linia obrony, a za nią jest coś co dotyczy relacji w ogóle, nie tylko zagrożenia od obcych.
Ale czy tutaj nie powinniśmy też spojrzeć na muladhara? Bo jeśli podstawa jest chwiejna, to całe to napięcie wyżej może być po prostu efektem braku uziemienia. Przy fobii społecznej bardzo często widzę w opisach ten brak zakorzenienia w ciele, taka jakby nieobecność we własnych stopach.
Ja to trochę inaczej widzę bo u mnie było odwrotnie, zacząłem od manipury i potem samo uziemienie się poprawiło. Więc może ta sekwencja od dołu nie jest jedyną słuszną? Pustelka, co ty o tym myślisz, czujesz że twoje stopy są z tobą jak stoisz przy obcej osobie, czy jakbyś unosiła się gdzieś powyżej siebie?
To ciekawe pytanie, bo właśnie próbowałam to w sobie sprawdzić czytając waszą dyskusję. Jak stoję przy obcej osobie to chyba... nie. Jakby nogi są ale nie wiem czy moje. Takie wrażenie że zaraz się obsunę choć stoję normalnie. Może macie rację z tym uziemieniem.
No właśnie, to co opisujesz to jest ten brak obecności w nogach. Ja to też znałem. Ale mam pytanie do Wiktor, bo nie zgadzam się że trzeba koniecznie zaczynać od muladhary. Skąd to przekonanie że sekwencja musi być od dołu? W której tradycji to jest taka sztywna reguła?
Hmm, teraz jak zwracam uwagę to chyba bardziej po lewej? Ale nie jestem pewna czy to nie jest po prostu serce fizycznie, znaczy tętno albo coś. Trudno mi odróżnić.
To że trudno odróżnić to jest ważna informacja sama w sobie. Przy pracy z czakrami ten brak rozróżnienia między sensacją fizyczną a energetyczną jest bardzo częsty na początku. Ale mnie bardziej zastanawia co innego, mówisz że z bliskimi żołądek odpuszcza ale klatka nie. Czy jest w ogóle jakaś sytuacja gdzie klatka odpuszcza?
