Mam pytanie trochę z boku. Czy jak ktoś jest mocno zamknięty na siebie, na przykład przez lata terapii nic nie ruszyło, to praca z czakrami może coś przebić? Albo wręcz odwrotnie, może tylko zamieszać?
Nawiązując do tego, co Shangie powiedziała o wejściu od ciała. Mnie zastanawia, czy to nie jest tak, że niektórzy z nas mają tak głęboko zakodowane role, że nawet jak ciało daje sygnał, to głowa natychmiast tłumaczy go na "to normalne, tak trzeba". I praca z czakrami tego nie omija, bo głowa jest szybsza.
To co Larkis mówi o narracji, jest dla mnie kluczowe w kontekście autentyczności. Bo jeśli budujemy narrację o sobie podczas pracy z czakrami, to czy ta narracja jest prawdziwsza niż ta, którą budowaliśmy wcześniej? Czy tylko bardziej przekonująca?
Wracając do pytania Caroletty. W tradycyjnym rozumieniu pracy z czakrami nie chodzi o budowanie narracji, tylko o rozpoznawanie blokad i puszczanie ich. Narracja jest efektem ubocznym, nie celem. Więc może pytanie powinno brzmieć nie "czy ta narracja jest prawdziwsza", tylko "czy po tej pracy jestem wolniejszy od starych wzorców". To da się przynajmniej częściowo zaobserwować w zachowaniu.
