Siedziałam ostatnio nad notatkami i coraz bardziej zastanawia mnie jedna rzecz - czy energia, którą przekazujemy albo którą czujemy podczas pracy z bioenergią, może wzmacniać wiarę? nie chodzi mi tylko o wiarę religijną ale w ogóle o głębsze przekonanie, że za tym wszystkim coś stoi. Bo kiedy czuję przepływ przez dłonie albo ciepło w czakrach, to jakoś naturalnie ta wiara rośnie. Nie wiem, czy to działa w dwie strony, tzn. czy najpierw trzeba wierzyć żeby energię poczuć czy energia buduje wiarę niejako sama z siebie. Ktoś się nad tym zastanawiał?
No właśnie, to jest ciekawe pytanie, ale myślę ze trochę je przekręcasz. Z mojego doswiadczenia - to nie tyle energia buduje wiarę, co raczej otwartość. Jak ktoś przychodzi do bioenergoterapii z kompletnie zamkniętą głową, to i tak nic nie poczuje, albo będzie tłumaczyć każde ciepło autosugestią. więc może chodzi o to że pole energetyczne i wiara to jak dwa naczynia połączone? żadne nie istnieje bez drugiego, przynajmniej na początku.
Też tak myślę ale chciałabym doprecyzować jedną kwestię. Wiara to nie jest warunek wstępny do odczuwania energii - raczej bym powiedziała, że to drzwi, które trzeba lekko uchylić. Nie szeroko otworzyć, nie wierzyć z całą mocą od razu, tylko po prostu nie blokować aktywnie. Medytowałam z osobami, które mówiły wprost „nie wierzę w to”, a i tak po sesjach przychodziły i pytały, co to było za ciepło albo dlaczego miały wrażenie lekkości. Energia nie pyta o pozwolenie. Wiara przychodzi później, jako efekt, nie jako warunek.
No ale wlasnie,Eugenka, to co opisujesz trochę mi nie pasuje. Jak ktoś nie wierzy i czuje cieplo, to skąd wiesz ze to energia a nie poprostu rozluźnienie mięśni, ciepłota ciala terapeuty, efekt placebo? To brzmi jak interpretacja post factum. Pytam serio, nie zlosliwie, bo sam kilka razy byłem na sesjach i cos czulem, ale nigdy nie bylem pewien co dokladnie.
No cóż, ojej, ja się dopiero zaczynam interesować bioenergią i trochę mnie gubi to rozróżnienie - bo jak to jest, ta aura to jest to samo co pole energetyczne? bo jak czytam o wzmacnianiu wiary przez energie to jakoś mi sie to miesza z czakrami i nie wiem od czego zaczac. przepraszam jesli to głupie pytanie 🙂
Ja podejde do tego troche z innej strony. Duchowość i pole energetyczne to dla mnie jest kwestia czestotliwosci. Jak czlowiek jest w niskiej wibracji, strach, zwatpienie, blokady, to i wiara sie kruszy. A praca bienergetyczna podnosi tę wibrację, i wtedy wiara jakby sama sie pojawia bo poprostu czujesz ze jestes połaczony z czyms wiekszym. Cwicze to regularnie i naprawde czuję roznice. Ktoś sprawdzał to na sobie w kontekscie właśnie wiary, nie tylko samopoczucia?
Numerolog, to trochę upraszczasz. Wibracja to nie jest magiczny przełącznik wiary. Znam ludzi którzy medytują i robią sesje bienergetyczne od lat i są nadal głęboko zwątpieni albo duchowo zagubieni. Bo wiara to też kwestia życiowego doświadczenia, historii, tego co się przeżyło. energia może wspierać, ale nie zastąpi pewnych procesów.
Tu chyba leży sedno, bo właśnie intencja to jest coś o czym myślałam odkąd zaczęłam porównywać notatki ze swoich sesji. W tych gdzie naprawdę chciałam się otworzyć na przepływ, a nie tylko sprawdzić „czy zadziała” - efekty były inne. Głębsze. I ta wiara o której piszę w pierwszym poście, ona się pojawiała właśnie po takich sesjach, nie po tych mechanicznych.
Czytam to i zastanawiam sie - ok, rozumiem że intencja ma znaczenie. Ale jak wy w ogóle sprawdzacie że wasza wiara się wzmocniła? Bo to brzmi trochę abstrakcyjnie. Po sesji czujesz się spokojniej i to znaczy wiara? Czy jest jakiś konkretniejszy znak? pytam bo sama za każdym razem nie wiem czy to co czuję to jest wiara czy poprostu ulga.
Runiarka.pl, to jest naprawde dobre pytanie i nie ma jednej odpowiedzi. Dla mnie osobiscie wyznacznikiem jest to jak reaguje na codzienne trudnosci po sesji. Jak mam poczucie ze „jakos to bedzie”, ze cos mnie prowadzi, to traktuje to jako znak ze wiara jest aktywna. A jak znow wpadam w spirale kontrolowania wszystkiego i leku, to wiem, ze sie rozlaczylam z tym polem.
Ale Aster, to co opisujesz to może być po prostu stan relaksacji i obniżony kortyzol po spokojnej sesji, nie? I to uczucie ze „jakoś to będzie” znika po kilku dniach jak stres wraca. to nie jest zarzut, po prostu się zastanawiam czy to co wy nazywacie wzmocnioną wiarą nie jest po prostu chwilowym spokojem.
hej, może niemądre co powiem ale słuchajcie, ja zawsze myślałam że bienergia to jest bardziej o zdrowiu fizycznym, takie nakładanie rąk na bolące miejsca. a tu piszecie o wierze i duchowosci i to jest dla mnie trochę nowe. jak to połączyć? bo jak sobie wyobrażam żebym leżała na sesji i myślała o wierze to jakoś mi sie w głowie nie składa co wtedy robić.
dobra ale ile czasu to trwa zanim sie te wzmocnienie wiary pojawi? bo czytam i czytam a sama robiłam kilka afirmacji i medytacji i jakoś nie widzę żeby coś się drastycznie zmieniło. trochę mnie to frustruje szczerze mówiąc
moze głupstwo powiem ale dla mnie bienergia z wiarą to jest własnie tak ze jak pierwszyraz miałam sesje z nałożeniem rąk to sie popłakałam i nie wiem czemu. i po tym coś we mnie bylo inne 🙂 nie umiiem tego opisac słowami. to nie była ulga bo nic złego sie nie dzialo w zyciu. po prostu jakis blok odszedł. i od tamtej pory inaczej patrze na te wszystkie rzeczy
czytam te posty Jaspisowej i myslę, że ona dotknęła czegoś ważnego, bo ten płacz bez powodu podczas sesji to klasyczny objaw pęknięcia blokady emocjonalnej w polu. nie musisz tego rozumieć głową, ciało reaguje szybciej. i właśnie to jest ten moment gdzie wiara zaczyna mieć grunt pod nogami, bo nie wyobrażasz sobie czegoś, tylko to czujesz
ojej, właśnie trafiłem na ten wątek i już siedzę tu chyba ze dwie godziny. mam pytanie bo trochę mi się to wszystko kręci w głowie - czy ta praca z energią musi być prowadzona przez kogoś innego, czy można samemu wzmacniać to pole? bo czytałem gdzieś o samouzdrawianiu ale nie wiem czy to to samo co tu opisujecie
zodiakla, ok, ale „blokada emocjonalna w polu” to jest wyjaśnienie jednego nieznanego przez drugie nieznane, nie? to ze ktos płacze na sesji to moze być po prostu relaksacja, a organizm w końcu sobie pozwolil na rozładowanie napiecia. to nie trzeba od razu tlumaczyc przebijaniem czakr
trochę mnie irytuje kiedy każda emocja na sesji dostaje od razu etykietkę „blokada”. czasem człowiek płacze bo jest zmęczony, bo coś sobie przypomniał, bo środowisko było spokojne i wreszcie mógł. to nie zawsze musi być wielkie energetyczne przeżycie. choć oczywiście rozumiem że dla osób zaczynających to może być coś ważnego
No cóż to mam pytanie do osob ktore juz cos poczuły - bo wy mowicie o poczuciu ze „cos jest inne” albo „wiara jest aktywna” - ale jak wy to czekacie? tzn. czy po prostu to przychodzi samo czy robicie cos aktywnie zeby utrzymac to stanu po sesji? bo u mnie wszystko rozpływa sie chyba po jednym dniu
Pazik_60 dorzucę swoje, bo sam to przerabialem - kiedy po sesji od razu wchodzisz w tryb telefon, newsy, ludzie, to pole „zamyka sie” szybciej. to nie magia, to po prostu to ze uwaga idzie w zupelnie inne miejsce. ta wibracja potrzebuje troche czasu zeby sie ustalila
Ja ze swojej strony mam takie pytanie może banalene, ale jak sie robi to „zakotwiczenie” o ktorym mowicie? bo jestem poczatkujaca i na razie robiłam tylko afirmacje ale po sesji bioenergetycznej (miałam jedną próbną) nie bardzo wiedziałam co z soba robic żeby to cos zostało
lunella.ka, mi pomagało zapisywanie, serio. zaraz po sesji, nawet nieładnie, kilka zdań co czułam, co sie zmieniło, co mnie zaskoczyło. to brzmi prosto ale te notatki po kilku tygodniach zaczynają pokazywać wzorzec i wtedy widzisz ze wiara nie jest abstrakcją, tylko ma swoje punkty w czasie
Zaneczka81 o, to ciekawy pomysł z notatkami, nie pomyslałabym o tym sama. a zapisujesz to w zwyklym zeszycie czy masz jakis specjalny sposob? pytam bo tez zastanawiałam sie jak to śledzić
