to ciekawe co pisze Agatka bo ja to odczucie „kogoś na klatce” miałam i przypisywałam to koszmarom albo złej poduszce. serio nie miałam pojęcia że to może być coś takiego. tylko jak w takim razie odróżnić kiedy to zwykły zły sen a kiedy to rzeczywiście jakiś energetyczny „rozlew”?
o kurcze, właśnie to pytanie Czeslawa to jest sedno chba. bo jak będę na każdy ciężki poranek patrzeć przez pryzmat energetyki to zaraz się nakręcę że coś jest nie tak, a może po prostu źle spałam. elwirka, ty to chyba czujesz różnicę? po tylu latach pracy? bo zastanawiam się czy to jest w ogóle wyczuwalne dla kogoś kto zaczyna.
te notatki to świetny pomysł i właściwie rozumiem czemu to pomaga. ale pytanie - czy są jakieś „czerwone flagi” w tych wzorcach? tzn. coś co napewno wskazuje że to problem energetyczny a nie na przykład zwykłe przemęczenie albo dieta? żeby wiedzieć kiedy brać się za rytuały a kiedy poprostu iść spać wcześniej 🙂
hej, musze tutaj wejsc bo ta rozmowa zaczyna isc w kierunku ktury mnie troche niepokoi. ciagle szukanie „energetycznej” przyczyny zlego samopoczucia rano jets ryzykowne bo morze maskowac realne problemy zdrowotne. niedoczynnosc tarczycy, anemia, zaburzenia snu, depresja, to wszystko daje dokladnie te objawy kture opisujecie. 🙂 zanim ktos zacznie robic wieczorne rytualy zeby naprawic poranna niestabilnosc, moze warto by bylo najpierw sprawdzic morfologie
tak tak, to robiłam i wszystko wychodzi w normie, dlatego zaczęłam szukać dalej. ale dziękuję że to piszecie, bo widzę że nowe osoby na tym wątku mogą to źle zrozumieć i od razu skakać do wniosków. morfologia i tarczyca to absolutnie podstawa, zgadzam się.
wracając do tego wątku z sezonowością - czy ktoś zauwazyl że te fluktuacje sa bardziej intensywne w okolicach przesilenia?? bo czytałam że solarne węzły roku mają wpływ na pole energetyczne podobnie jak księżycowe, tylko w dłuższej skali. i zastanawiam się czy przy przesileniu zimowym niema takiego „resetu” który wlasnie destabilizuje.
akurat ta teoria z solarnymi węzłami to mocno naciągana interpretacja czegoś co jets zwykłą astronomią. przesilenie zimowe to zjawisko fizyczne, maksymalnie wpływa na długość dnia i poziom witaminy D co owszem ma wpływ na samopoczucie ale nie przez żadne pola. nie mówię że sezonowość nie istnieje w kontekście energetyki, tylko że szukanie mechanizmu w węzłach solarnych to trochę za daleko
bo pływy to grawitacja,nie energetyka subtelna. to dwa różne mechanizmy i mieszanie ich to klasyczny błąd. jak to mówią ale dobra, nie chcę tej dyskusji tutaj ciągnąć bo to inna rozmowa
hej a ja mam takie proste pytanie do wszystkich - bo mowimy o tych rytualach wieczornych,porannych, ochronach przy sesjach i tak dalej, ale czy ktos moze napisac jakis konkretny przykład? bo czytam od dawna i rozumiem teorię ale jak to wyglada w praktyce dla terapeuty co przyjmuje powiedzmy trzech klientow dziennie? czy to jets cos co sie robi po kazdym kliencie, po wszystkich razem, raz dziennie? bo mnie sie nagle pogubilo i chcialbym miec jakis obraz
no dobra to ja napisze co u mnie wygląda w praktyce,bo pytałaś o konkrety. wieczorem jak skoncze dzien to zanim ide spac robie takie proste zamkniecie, stoje przy oknie, kilka głebnich oddechow i doslownie wyobrazam se ze scianki mojego pola sie zsuwaja do środka, taka banka ktora sie kurczy do rozmiarow ciala. brzmi moze dziwnie ale mi to dziala juz od dobrych kilku lat. rano natomiast raczej nie robie nic specjalnego, no czasem herbata i cisza przez chwile, bo jestem z tych co rano potrzebuja czasu. 🙂 i wlasnie na tle tej rozmowy zaczynam sie zastanawiac czy moze ten poranek to moj slaby punk 🙂
to co pisze Wahadelka brzmi sensownie i jets konkretne, o to mi chodziło. ale mam jedno pytanie bo mnie to uwiera - to zamkniecie pola to jest cos co wynioslas z jakiejs tradycji, ksiazki, nauczyciela?? czy raczej sama to wypracowałas? pytam bo chce wiedziec czy to ma jakies korzenie czy to bardziej autorska metoda bo to roznica dla mnie przy ocenie czy cos jest warte wyprobowania
no dobra... ja to dorzuce swoje trzy grosze do tych konkretow bo Wahadelka otworzyła temat. u mnie jets tak ze pracuje z runami i przez dluzszy czas zupelnie ignorowalam ze to tez jest kontakt energetyczny ktory trzeba zamknac. wydawalo mi sie ze runy to takie bardziej intelektualne cwiczenie, odczyt, analiza, koniec. a potem dziwilam sie czemu po intensywnych sesjach czytania mam ten taki dziwny nastroj przez pare godzin. teraz zaawsze po pracy z runami robie cos na zasadzie podziekowania i odlozenia, fizycznie i mentalnie, i roznica jest wyrazna. moze banalne ale dla mnie to byl przelom.
to co mowicie o zamknieciu po sesji to wazny watek, ale chce sie upewnic ze rozumiemy to samo przez „stabilizacje energii” bo mam wrazenie ze rozmowa troche sie rozszczepia. jest roznica miedzy stabilizacja jako codziennym utrzymaniem rownowagi pola a stabilizacja jako zamknieciem po konkretnej pracy. to dwie rozne kwestie i rozne tez beda metody. Elwirka, w orygianlnym poscie chba miałas na mysli to pierwsze - czyli ta ogolna zmiennosc z dnia na dzien, nie tylko po sesjach, dobrze rozumiem?
wlasnie... to co mowi Elwirka to jets sedno. ta codzienna zmiennosc to nie jest tylko kwestia rytuaow zamkniecia, to jest pytanie o kondycje pola jako takiego. i tutaj bym powiedzial ze sa dwa glowne czynniki: jeden to przeciazenie, za duzo bodzcow, za duzo kontaktow energetycznych bez buforu. drugi to po prostu niedobor - brak regularnego „ladowania”. i ciekawe ze u roznych osob dominuje inny z tych dwoch czynnikow. u Wahadelki brzmi to jak raczej brak zamkniecia wieczorem czyli kwestia buforowania, a u Leontynki byl to brak zamkniecia po konkretnej pracy. czy ktos z was identyfikuje u siebie raczej przeciazenie niz niedobor?
to rozroznienie Numerologa ma sens i teraz mnie zastanawia w ktura strone ja ide. bo jak mysle o sobie to mam wrazenie ze moje pole jest raczej po stronie tego niedoboru, ale nie do konca wiem jak to sprawdzic. tzn. co konkretnie mialoby wskazywac ze to przeciazenie a nie niedobor? bo z zewnatrz oba chyba moga wygladac podobnie, no, meczyc i destabilizowac.
