Chciałam zapytać o coś co mnie ostatnio trochę niepokoi. Pracuję z energią od kilku lat i zauważam, że moje pole energetyczne bywa bardzo niestabilne - raz jest super, przepływ równy, spokój, a potem nagle jakby wszystko się rozchwiało. Nie mówię o złych dniach w stylu „jestem zmęczona”, tylko o czymś głębszym. Takie wrażenie jakby energia raz była gęsta i ciężka, a raz jakby uciekała gdzieś. Znacie to? Zastanawiam się czy to jest normalna fluktuacja z którą się po prostu żyje, czy może trzeba coś z tym zrobić zanim wejdzie w nawyk.
O, ja mam dokładnie to samo!! Myślałam że to tylko u mnie, bo jestem jeszcze świeżo po kursie czakr i niewiem czy dobrze rozróżniam co jets czym. że tak brzydko powiem, ale wlasnie to uczucie „uciekającej” energii - super że to opisałaś, bo sama nie umiałam tego nazwać. czy to może być związane z którąś konkretną czakrą?? bo u mnie zaawsze chba zaczyna się od splotu słonecznego, tam najpierw czuję że coś nie gra.
Fluktuacje są czymś absolutnie naturalnym i kto mówi że energia powinna być zawsze równa i spokojna, ten albo nie pracuje na prawdę z energią, albo mija się z prawdą. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ta zmienność staje się chaotyczna i nieprzewidywalna - tzn. nie wiesz kiedy uderzy, jak długo potrwa i co ją wywołuje. To jest sygnał, że coś wymaga uwagi. Elwirka92 - napisałaś „przepływ równy, spokój, a potem nagle”. To „nagle” jest kluczowe. Czy umiesz wskazać co poprzedza te wahania? Konkretne sytuacje, miejsca, kontakty z ludźmi?
No wlasnie,to niedodomknięcie po sesjach to klasyczny błąd. Sam nie pracuję z bioenergią ale znam to z innej strony - jak pracujesz z czymś,co ciągnie energię, to musisz mieć naprawdę solidny rytuał zamknięcia. inaczej zostajesz jak otwarte drzwi i każdy idący korytarzem trochę zaciągnie. Pytanie do Elwirki - co robisz po sesji? Bo to morze dużo wyjaśnić.
no nie, to brzmi poważnie! Ja dopiero zaczynam ćwiczyć medytację i teraz zastanawiam się czy mam się wogóle bać tych fluktuacji na moim poziomie zaawansowania... bo czytam ten temat i trochę mnie przeraża ta wizja „otwartych drzwi”. Czy dla kogoś kto dopiero zaczyna takie wahania też są niebezpieczne?
Ja podejdę do tego od innej strony bo pracuję głównie z runami ale runy tesz mają swoją energię i widzę analogie. Jak próbuję zacisnąć się na konkretnej energii runicznej za długo, to potem przez kilka dni czuję się jakby moje własne pole było porozciągane. Nie wiem czy to to samo co opisuje Elwirka, ale chyba podobny mechanizm? Ten organizm (albo pole) po prostu reaguje na przeciążenie rozchwianiem, nie od razu zamknięciem
Zimna woda jest dobra, ale sama wizualizacja zamknięcia kanałów to za mało jeśli wcześniej nie pracujesz aktywnie nad ochroną w trakcie sesji. To tak jakbyś sprzątała po imprezie ale nie zamknęła okna w zimie - efekt będzie połowiczny. Czy w trakcie pracy z klientem masz jakiś sposób na utrzymanie własnego pola oddzielnie?
hej,przepraszam że wchodzę bo jestem raczej z innej bajki ale chcialem zapytać - jak właściwie wiadomo że to jets kwestia energii a nie poprostu np. gorszy dzień fizycznie, zmęczenie, cos tam w zyciu? Bo czytam i chce zrozumiec ale nie ogarniam jak się to rozroznia.
ojjj, dobre pytanie, Bronek. I szczerze mowiac niebanalne. Ja sama w pracy z tarotem czesto sie zastanawiam gdzie konczy sie „po prostu mam gorszy dzien” a zaczyna cos co mozna nazwac faktycznym rozchwianiem pola. 😉 Problem polega na tym, ze duzo osob w srodowiskach ezoterycznych kazde zmeczenie i kazdy zly nastroj pakuje od razu do worka „zaburzenia energetyczne” i szuka mistycznego rozwiazania zamiast sie porzadnie przespac albo zjesc cos normalnego. To nie jets zarzut pod konkretna osobe - po prostu warto zadawac se to pytanie regularnie.
Hm, czytam i czytam i chcę coś dodać ze swojej strony - bo u mnie te wahania przez długi czas były absolutnie sezonowe. wiosna i jesień to moje najgorsze okresy, latem i zimą jestem dużo bardziej stabilna. Zaczęłam prowadzić notatki i po jakichś trzech miesiącach wzorzec wyszedł jak na dłoni. Może warto zacząć od takiego dziennika? Zanim się zacznie szukać przyczyn mistycznych, mieć chociaż dane.
Wlasnie! Faza księżyca! Myślałam że tylko ja to obserwuje ale naprawdę jest cos w tym że przy pełni moje pole jest jakby nadmuchnięte a potem opada i właśnie te dni po pełni są moimi najgorszymi pod względem stabilności. To chyba musi być coraz lepiej dokumentowane,prawda? że cyrkulacja energii ma rytm kosmiczny?
Wracając do pytania Szeptuchy bo nie odpowiedziałam wprost - nie, nie mam nic specjalnego na ochronę w trakcie sesji poza generalną intencją. Myślałam że to wystarczy, bo gdzieś czytałam że „intencja jest najważniejsza”. Ale teraz już widzę że może to nie jest to samo co realna praca nad oddzieleniem pola.
i tu leży sedno, i to jest chyba rdzeń problemu który opisujesz. Intencja jest potrzebna, ale sama intencja bez techniki to jak chcieć żeby dom był ciepły bez włączania ogrzewania. Przy regularnej pracy z klientami naprawdę trzeba mieć konkretne ćwiczenia na utrzymanie własnej bańki - i to nie tylko po sesji, ale przed i w trakcie. Mogę opisać co sama stosuję, ale to dłuższy temat.
No to żebyśmy miały konkret - jakie masz te ćwiczenia w trakcie sesji... jeśli w ogóle? Bo „generalna intencja” to bardzo szerokie pojęcie i każdy rozumie to inaczej. Mam na myśli: czy wizualizujesz jakąś barierę, pracujesz z oddechem, cokolwiek co ma cię oddzielić od tego co niesie klient?
Szczerze? Tylko ta intencja na początku i takie wewnętrzne „teraz zaczynam pracę”. Serio nie mam nic poza tym. Trochę mi głupio to pisać bo pracuję z ludźmi od kilku lat już, ale nikt mi tego nie powiedział wprost żeby budować ochronę w trakcie, myślałam że samo uziemienie po sesji wystarczy.
To jest właśnie ten problem z samoukami i internetowymi kursami - uczą technik ale pomijają higienę energetyczną, bo to „mniej sexy” temat niż praca z czakrami czy aura cleaning. Uziemienie po to jedno, ochrona w trakcie to drugie, i to drugie jest ważniejsze jeśli regularnie przyjmujesz cudze energie. Bez ochrony w trakcie sesji każde uziemienie po będzie tylko połowiczne.
a u mnie mam pytanie do Elwirki, bo to mnie ciekawi - czy te fluktuacje zaczęły się zaraz po tym jak zaczęłaś brać klientów, czy może dopiero po jakimś czasie? bo u mnie z runami było tak, że przez pierwsze miesiące nic, a póżniej nagle jak otworzyłam się bardziej na odczytywanie to pole zaczęło mi skakać. tak swoją drogą, jakby próg wrażliwości się zmienił.
wlasnie to co opisujesz Elwirka to ja mialam doslownie tak samo tylko że u mnie wyszło z bioenergii na rytuały. jak zaczełam pracowac czesciej to przez kilka tygodni mialam takie okresy że rano byłam ok a po południu juz nie. i okazało się że robiłam za duzo sesji jednego dnia,bo myslalam ze moge. no okazało się ze nie moge 🙂 skróciłam do maksymalnie dwoch sesji dziennie i jets lepiej, ale to nie był jedyny problem bo ochrony tesz nie miałam żadnej.
hej, ja mam pytanie bo nadal troche nie rozumiem - ta „ochrona energetyczna” o której mowicie, to jets cos co faktycznie chroni przed czyms fizycznym czy to bardziej takie... psychologiczne nastawienie zeby nie przejmować się za bardo tym co klient przynosi??? bo jak to opisujecie to brzmi jakby to był prawdziwy mechanizm a nie tylko praca z wyobraźnią
wracam na chwilę do tej kwestii fluktuacji sezonowych bo Agatka mówiła o wiosenno-jesiennym wzorcu i u mnie jest identycznie. ale co mnie zastanawia to czy to może być po prostu zmiana rytmu dobowego, melatonina, mniej albo więcej światła. serio nie wiem czy przypisywać to energii czy fizjologii bo chyba nie da się tego łatwo oddzielić?
a propos księżyca i sezonów - nikt nie wspomnial jeszcze o wplywie pelni na pracę energetyczna, a wydaje mi sie że to osobny temat. bo czy przy pełni sesje bioenergoterapii są jakos inne? czytałam że pole klienta jest wtedy „głośniejsze” i trudniej sie od niego odizolować, ale nie wiem czy to coś co inni tesz zauważają w praktyce?
hej, mogę się wtrącić z głupim pytaniem? bo czytam tę dyskusję o ochronie w trakcie sesji i zastanawiam się - czy te techniki ochronne trzeba ćwiczyć zanim się zaczyna pracę z ludźmi, czy można je wdrożyć po czasie nawet jak już się pracuje? :/ pytam bo Elwirka pracuje kilka lat bez tego i zastanawiam się czy to nie jest za późno żeby zmienić nawyk?
mam wrażenie że w tej rozmowie miesza się kilka różnych rzeczy i warto je rozdzielić. fluktuacja energii własnej to jedno. brak ochrony przy pracy z klientem to drugie. sezonowość to trzecie. każde z tych zagadnień wymaga innych działań i jak się je miesza to trudno cokolwiek konkretnego zrobić. Elwirka - kture z tych trzech rzeczy jets u ciebie teraz największym problemem?
ale wlasnie to co mówi Elwirka o tej porannej niestabilności mnie zastanawia - czy to morze być kwestia tego co się dzieje w nocy? bo czytałam że w czasie snu pole energetyczne jest bardziej otwarte i jeśli ktoś nie robi żadnego rytuale przed snem to rano może być właśnie to co opisujesz,takie rozmyte granice. czy ktoś robi coś konkretnego przed snem żeby ustabilizować pole na noc?
dokładnie ta kwestia wieczornego zamknięcia to wogóle niedoceniony temat. 🙂 mam wrażenie ze w większości tradycji kładzie się nacisk na otwarcie, na poranek, na wejście w dzień - a wyjście z dnia to jakis afterthought. a moze powinno być na odwrót, szczegolnie dla terapeutów.
ale mam pytanie bo mnie to ciekawi - co właściwie miałoby to wieczorne zamknięcie robić? bo jak mowie komus o takim rytuale to często pada że „organizm sam się regeneruje w nocy” i po co mu pomagać. i trochę niewiem jak to ugryźć argumentacyjnie,nie liczac że „tak czuję”
dobry question Bronek bo mnie tesz to kiedyś nurtowało. z mojego doświadczenia to raczej nie chodzi o to że coś atakuje przez noc, tylko że bez zamknięcia pole nadal przetwarza materiał z sesji. jak komputer który nie wyłączył programów i zamknął system, tylko zostawił wszystko otwarte i chodzi se po nocce. rano budzisz się i masz poczucie że byłaś gdzieś, że coś ciągnie, jakby ktoś siedział ci na klatce piersiowej.
