Ostatnio duzo medytuje przy muzyce klasycznej i zaczelam sie zastanawiac czy to przypadek ze przy pewnych kompozycjach czuje jakis wyrazny przeplyw energii a przy innych kompletnie nic. sluchalem Bacha i mialem takie wrazenie ze cos sie otwiera w okolicach splotu slonecznego,na prawde fizycznie, nie wymyslam. A przy romantyках (Chopin, Liszt) to juz zupelnie inny klimat, bardziej emocjonalny, jakby aura zaczynala „drgac”. czy ktos pracuje z muzyka klasyczna przy bioenergoterapii albo oczyszczaniu? Ciekawi mnie czy to jest jakos usystematyzowane czy kazdy podchodzi po swojemu
Temat muzyki w pracy z energią to naprawdę obszerna sprawa. Jedno co powiem od razu - to nie jest tak że „każda muzyka klasyczna” działa tak samo. Bach to zupełnie inny rejestr niż Chopin i nie chodzi tylko o nastrój. Bach ma w sobie pewną geometryczność, te struktury matematyczne faktycznie mogą działać porządkująco na pole energetyczne. Ale zanim cokolwiek więcej powiem - przy czym dokładnie słuchałeś i co konkretnie robiłeś? Bo to że coś czujesz przy muzyce to jedno, a celowe użycie dźwięku w pracy energetycznej to coś innego
o wlasnie,sama mam podobnie! przy Bachu czuje jakies skupienie i spokoj ale nigdy nie pomyslalam ze to moze byc cos wiecej niz zwykle relaks. to znaczy ze muzyka naprawde wplywa na czakry czy to tylko efekt psychologiczny? zeby bylo smieszniej, bo jak pracuje z czakra serca to zawsze wlaczam jakies spokojne rzeczy nie jestem przekonana czy to ma sens energetycznie czy po prostu mi sie lepiej skupia.
ale to troche za bardo filozoficznie haha. pytanie jest proste - co włączyć żeby działało szybciej i lepiej. Bach czy coś innego? bo mam problem z czakrą gardła od jakiegoś czasu i szukam czegoś co mogłoby pomóc.
muzykoterapia to nie to samo co praca z czakrami i „efekt Mozarta” jets znacznie bardziej skromny niż się go popularnie przedstawia. ale dobra, nie będę tu robił wyłomu w samym fundamencie tematu. pytanie zostaje - jakie macie konkretne doświadczenia z muzyką klasyczną przy sesjach, niekoniecznie teorię
ja mogę powiedzieć ze swojego doświadczenia. przy sesjach tarota przeglądam Wasze wpisyróżnych rzeczy ale jak raz włączyłam Debussyego to rozłożenie kart poszło jakoś inaczej, bardziej płynnie, intuicja wyraźniejsza. nie wiem czy to muzyka czy przypadek ale powtórzyłam to kilka razy i za każdym razem podobnie. nie twierdzę że to dowód czegokolwiek ale dla mnie to coś znaczy
Wiolonczela ma to do siebie że jej zakres brzmieniowy jest najbliższy ludzkiemu głosowi i ciału. Nie przypadkiem w wielu tradycjach to właśnie instrumenty o niskich rejestrach używane są przy pracy z niższymi czakrami. Bach to akurat kompozytor u którego struktura i emocja są ze sobą splecione w niepowtarzalny sposób i myślę że właśnie to daje taki efekt, ta suita wiolonczelowa to klasyk jeśli chodzi o głębię skupienia. Ale chciałabym zapytać - czy czułeś to samo przy każdym przesłuchaniu czy tylko raz?
tak naprawdę to uproszczenie ale jako ogólna zasada działa. Bas/wiolonczela/kontrabas - czakry podstawowe, trochę wyżej - środkowe, skrzypce, flet, głosy wysokie - górne. Ale to nie jest zero-jedynkowe, bo w Bachu wszystkie głosy rozmawiają ze sobą i całość działa na całość ciała. nie daj się złapać w pułapkę że jeden instrument = jedna czakra i tyle.
o matko, bardzo dziękuję za tę rozmowę, nie wiedziałam że muzyka klasyczna może tak działać! ja tylko czytam Wasze wpisyrzeczy do medytacji z YouTube, takie spokojne ambientowe, ale teraz się zastanawiam czy nie warto spróbować czegoś konkretnego. mogłabym zapytać - od czego by tu zacząć jeśli ktoś chce zacząć świadomie używać muzyki przy medytacji? jakiś konkretny utwór na początek?
Słuchaj,muzyka to nie przepis na ciasto ze wezmiesz konkretny utwór i efekt gwarantowany. Zanim ktokolwiek będzie ci polecał „co wlaczyc”, warto żebyś usiadła cicho bez zadnej muzyki i sprawdziła jak twoje cialo energetyczne reaguje na ciszę. Dzwiek to impuls, ale jeśli nie wiesz jak wygladasz bez niego, trudno ocenić co zmienia. to jets moje doswiadczenie z lat praktyki.
hmm a ja miałam takie dziwne doswiadczenie że słuchałam Rachmaninowa i dosłownie zaczałam płakac bez powodu. to sie zdażrza przy pracy z energią? czy to znaczy ze coś sie uruchomilo? bałam sie że zrobiłam coś złego ale z drugiej strony potem czułam ulge
no dobra ale troche ostroznie z interpretowaniem kazdego wzruszenia muzycznym oczyszczaniem aury. rachmaninow to poprostu bardo emocjonalna muzyka i wzruszenie nia jets jak najbardziej normalne bez zadnego kontekstu energetycznego. nie mowie ze Inkantacja nic nie poczula, mowie ze jedno nie dowodzi drugiego automatycznie
a jak odroznic to zwykle wzruszenie od tego energetycznego? bo faktycznie niewiem jak to rozpoznac i przy kazdej medytacji sie zastanawiam czy cos sie faktycznie dzieje czy tylko mi sie wydaje.
no wlasnie, i to jest to czego nie rozumiem - jak to odroznic. bo przy tej medytacji z Bachem mialam takie dziwne mrowienie w klatce piersiowej nie mam pojecia czy to serce, czakra serca czy po prostu siedzialam w zlej pozycji haha. serio pytam jak to weryfikowac
czytam ta rozmowe od poczatku i mam pytanie morze troche z boku - czy to nie jest tak, ze kazdy slyszy w muzyce co chce uslyszec?? bo jak ktos wchodzi na medytacje z Bachem z nastawieniem ze cos poczuje to pewnie poczuje. nie mowie ze to czysto psychologiczne, po prostu zastanawiam sie czy ktokolwiek probowal sluchac muzyki klasycznej BEZ zadnego nastawienia i sprawdzac efekty.
wlasnie, do tego chcialem wrocic bo mi umknelo w tej dyskusji o Rachmaninowie. mam takie wrazenie ze efekt placebo to taki worek do ktorego mozna wrzucic wszystko co trudno zmierzyc. ale jesli sluchanie Bacha regularnie pomaga mi utrzymac skupienie przy skanowaniu pola i mam z tym powtarzalne wyniki to czy na prawde jest wazne jak to nazwac?
to nie jets zly argument ale „powtarzalne wyniki u jednej osoby” to jeszcze nie jest to samo co „muzyka dziala energetycznie”. mozesz miec powtarzalny efekt dlatego ze twoj umysl nauczyl sie wchodzic w stan skupienia na dzwiek wiolonczeli, tak jak pies Pawlowa. to wciaz wartosciowe ale warto to rozrozniac.
hej a wracając do mojego pytania o czakrę gardła - bo nikt mi nie odpowiedział konkretnie. naparstnica wspomniała o 741 Hz ale nie wiem gdzie tego szukać. jest jakiś konkretny utwór Mozarta albo innego kompozytora który mogę po prostu włączyć i sprawdzić? wolę praktykę niż teorię
wracając do Inkantacji i jej pytania o płakanie przy Rachmaninowie - chciałam dopowiedzieć coś ważnego. przy pracy z polem emocjonalnym muzyka może otwierać warstwy które są zamknięte na co dzień. to nie jest „coś złego się uruchomiło”, wręcz przeciwnie. kluczowe jest żeby po takim doświadczeniu nie zostawać sama z tym emocjonalnie, tylko świadomie zamknąć sesję, np. przez uziemienie.
o uziemieniu to chętnie poczytam bo sama nie zaawsze wiem jak to robić po medytacji z muzyką. ale mam inne pytanie do wszystkich - czy ktoś próbował łączyć muzykę klasyczną z jakimś konkretnym zapachem albo kamieniem? bo wydaje mi się że to musiałoby dać mocniejszy efekt niż sama muzyka, no nie?
czytam i mam takie pytanie trochę od strony snów - czy słuchalisce kiedys muzyki klasycznej PRZED snem i mieliscie potem wyraźniejsze sny? bo ja ostatnio zasnęłam przy Chopinie i miałam sny takie jakby bardziej plastyczne niz zwykle... wszystko wyraźniejsze. nie wiem czy to zwiazek czy przypadek.
a mnie zastanawia czy temperatura pokoju albo pora dnia ma znaczenie przy słuchaniu muzyki do pracy energetycznej bo czytałam że rano pola są bardziej „otwarte” ale wieczorem łatwiej o skupienie. ktoś to sprawdzał?
weszłam do tego wątku bo szukałam czegoś o muzyce do medytacji i teraz mam mętlik w głowie. Bach, Mozart, Rachmaninow, mis śpiewające, czakry, efekt placebo... można by zapytać od czego w ogóle zacząć? bo to brzmi jakby każdy miał inną odpowiedź.
a mnie ciekawi jeszcze jedno bo chyba nikt o tym nie mówił - czy typ nagrania ma znaczenie? bo zaglądam tu regularnie i czytamChopina na youtube w losowym nagraniu tylko nie wiem czy to ma wpływ, czy lepiej jakiś konkretny pianista albo orkiestra. może brzmi głupio ale nie wiem czy ktoś to sprawdzał
nie brzmi głupio, sama się nad tym zastanawiałam. moim zdaniem tak, różni wykonawcy niosą inne „coś” - nie wiem jak to nazwać. grałam chwilę na pianinie i czuć w tym co innego u Rubinsteina a co innego u jakiegoś studenta z youtube. ale to może być czysto akustyczne, nie mam pojęcia czy energetycznie też.
Runolog70 ma rację w tym sensie, że jakość brzmienia jest bazą. ale z doświadczenia - przy pracy z polem klienta faktycznie obserwuję różnicę między nagraniami, nawet przy tej samej jakości technicznej. coś jest w intencji wykonawcy. czy to „energia” w rozumieniu ezoterycznym czy po prostu subtelne różnice w interpretacji które wpływają na układ nerwowy słuchacza - to jest kwestia otwarta i nie sadzę zeby ktokolwiek tu miał pewność
ok ale wracam do tego co mnie interesuje bo mi sie nie udało - próbowałem tych 741 Hz z youtube ostatnio, siedziałem ze 15 minut i nic nie poczułem. ani w gardle ani nigdzie. może nie dość długo? albo robię coś źle?
