Chcialam poruszyć temat, który od dawna siedzi mi w głowie i chyba nigdy nie było dobrego miejsca żeby o tym porzadnie pogadać. Pracuję jako bioenergoterapeuta od kilku lat i coraz częściej dostaję zapytania - zarówno od pacjentów jak i od znajomych z branży medycznej - czy można pracować w szpitalu, przy łóżku chorego, równolegle do leczenia konwencjonalnego. I tu zaczyna się cała dyskusja, bo to nie jest proste. Z jednej strony mamy pacjenta, który bardzo tego chce i prosi, z drugiej strony szpital jako instytucja, ordynator, rodzina, etyka zawodowa. Jak wy to widzicie? Czy ktoś z was w ogóle miał takie doświadczenia, że pracował w tym środowisku?
O, to temat rzeka, serio. Miałam kiedyś sytuację, że znajoma leżała w szpitalu po operacji i poprosiła mnie żebym do niej przyszła i zrobiła coś z energią, bo czuła się zupełnie rozbita. No to poszłam. Nikt mnie nie pytał co robię, siedziałam przy niej, pracowałam spokojnie i po godzinie pielęgniarka zapytała czy jestem rodziną. Powiedziałam że przyjaciółką. I tyle. Nikt nie miał zastrzeżeń. Ale to nie był żaden oficjalny kanał, nie rozmawiałam z lekarzem, po prostu byłam jak odwiedzający. Myślę że to jest szara strefa i każda sytuacja jest inna. Nie mam pewności czy to było etyczne w stu procentach, ale chora sama tego chciała.
Ale wlaśnie to mnie ciekawi - czy pacjent, ktury jest po ciężkiej operacji albo na morfinie, w pełni świadomie wyraża zgodę? Bo rozumiem że intencje są dobre, ale czy on/ona naprawdę rozumie co się dzieje? To brzmi może ostro ale szczerze pytam, bo sama nie wiem jak to ocenić
ojejku wsparciem psychicznym, haha. czyli de facto musisz udawać że robisz coś innego żeby wogóle wejść. Czy to nie jest właśnie nieetyczne samo w sobie? Że ukrywasz swoją praktykę za inną nazwą?
mam pytanie bo może głupie ale chodzi mi o to czy wogole szpital moze zabronić komuś kto jest odwiedzającym żeby np trzymał pacjenta za reke i skupial sie na energii? Bo przeciez nikt nie widzi co się dzieje w środku podczas dotyku. czy to jest problem etyczny czy raczej praktyczny? bo nie rozumiem gdzie tutaj jest granica
No tak, ale jak to wygląda od strony samego terapeuty? Bo wyobraźcie sobie że idziecie do kogoś kto leży np. na oddziale onkologicznym i widzicie jaki ma stan energetyczny, jak wygląda jego aura, czujecie gęstość pola. i co, siedzicie przy tym spokojnie i nic nie mówicie? Ja mam problem z tym, że czasem to co czuję podczas sesji jest naprawdę mocne i trudno mi się powstrzymać od komentarza. Jak wy sobie z tym radzicie? Bo to musi być emocjonalnie bardzo obciążające.
no właśnie to jest to co mnie blokuje przed działaniem w takich miejscach. Czuję że musiałabym bardzo okroić siebie, żeby zmieścić się w tym co jest dozwolone. Nie wiem czy dałabym rade. 😀
no ba, słuchajcie ale mam inne pytanie, trochę z innej beczki. Zakładając że bioenergoterapeuta wchodzi do szpitala - czy ktokolwiek z personelu medycznego w ogóle wie jak to działa? Czy rozmawia się z pielęgniarkami, z lekarzem prowadzącym? Bo mam wrażenie że w większości przypadków to się dzieje zupełnie obok systemu, a nie przy nim. I to jest ten etyczny problem, nie to co się robi przy łóżku.
kurcze właśnie. I tu wchodzi kwestia pierwszego ośrodka, który próbowałby to robić systemowo. Bo żeby działać transparentnie, trzeba miec procedury. Kto kogo informuje, kto wyraża zgodę, co jest dokumentowane. Bez tego zawrze będzie to działanie obok, nie przy systemie. i wiadomo że lekarze reagują różnie - niektorzy są otwarc, większość nie, a część jest aktywnie wroga. Jak się w ogóle zaczyna taki dialog z placówką?
Ciekawe czy ktoś tutaj ma konkretne doświadczenie z rozmową z lekarzem na ten temat. bo ja wyobrażam sobie że to musi być bardzo trudna rozmowa. Co mówisz - że chcesz „pracować z polem energetycznym”? Przeciętny ordynator wyjdzie z pokoju albo zacznie się śmiać.
Przepraszam ale jak tak czytam tę dyskusję to mam jedno pytanie do ogółu: czy wy naprawdę uważacie że ukrywanie swoich praktyk za innymi nazwami żeby wejść do szpitala to jest etyczne postępowanie? Bo dla mnie to jest manipulacja instytucją ktura ma prawo wiedzieć co się dzieje z jej pacjentami. Pacjent może chcieć, ale szpital jako podmiot tesz ma prawa i obowiązki. I mam wrażenie że ta dyskusja zmierza w kierunku „jak to obejść” zamiast „jak to zrobić uczciwie”.
ale hej, z perspektywy pacjenta - ja bym chciała zeby ktoś do mnie przyszedł i pracował z energią nawet w szpitalu, i nie obchodzi mnie jak to się nazywa w dokumentach. serio. Jak leżysz tam po jakiejś poważnej operacji to liczy się to żeby czuć się mniej rozbita, a nie formalizm.
Mowie o modelu ktory próbuję poukładać na podstawie rozmow ze znajomymi z branży i kilku zagranicznych przykładów. nie ma gotowej polskiej instytucji ktora to robi oficjalnie - właśnie dlatego chcę rozmawiać o tym jak zbudować coś od zera, z głową 🙂
okej ale jak już mamy tę bazę to mam pytanie które mnie nurtuje od początku tej dyskusji - czy wogóle myślicie że lekarz, normalny ordynator oddziału, mógłby kiedyś powiedzieć „tak, wpuszczam bioenergoterapeutę do swoich pacjentów”? Szczerze? Bez żadnego ukrywania i bez chodzenia tylnymi drzwiami?
wlasnie, bo mi się wydaje że przez cały czas mówimy o dwóch różnych rzeczach jednocześnie i to trochę miesza. raz o pojedynczym terapeucie który wchodzi do szpitala, raz o całej instytucji która chce zbudować formalne relacje. To są zupełnie inne wyzwania, prawda?
o, hospicjum to zupełnie inny kontekst. Tam chyba nikt nie będzie miał problemu że ktoś pracuje z energią, bo medycyna konwencjonalna i tak nie ma już wiele do zaoferowania w sensie wyleczenia. Nie sądzisz że od tam właśnie trzeba by zacząć?
no i proszę, wróciliśmy do kwestii etycznej ktora mnie niepokoi. Hospicjum to miejsce gdzie pacjenci są szczególnie narażeni. Czy na pewno osoba umierająca ma zasoby do świadomej zgody? Czy nie jest bardziej podatna na sugestie, na nadzieję której nie powinno się dawać?
ojej... a czy psycholog szpitalny w ogole chciałby sie angażowac? Wyobrażam sobie że dla niego to może byc kłopot zawodowy, bo jak wytłumaczy kolegom że zaprosił bioenergoterapeutę haha
no wlaśnie i tu jest ta ściana o której mówiłam wcześniej. System zawodowy działa na zasadzie wzajemnej ochrony - każdy boi się że go wyśmieją albo że straci wiarygodność. Żeby ktokolwiek chciał tą współpracę formalnie podpisać, musi mieć jakieś poczucie bezpieczeństwa zawodowego.
czytam tę rozmowę i mam wrażenie że wszyscy zakładacie że lekarz albo psycholog musi być entuzjastą żeby cokolwiek zadziałało. ale w praktyce wystarczy neutralność - ktos kto powie „nie wierzę ale nie przeszkadzam”. czy to nie jest bardziej realistyczny cel niż szukanie sojusznika który naprawdę „czuje” energię
niekoniecznie musi podpisywać. wystarczy że nie zabroni, a całą formalną stroną zajmuje się sam ośrodek. umowa z dyrekcją a nie z lekarzem - wtedy lekarz jest niejako wyłączony z odpowiedzialności i może po prostu nie reagować
oj... ale to znowu wychodzi na to że działamy obok systemu a nie razem z nim. lekarze są wyłączeni, dyrekcja podpisuje coś czego medycznie nikt nie zatwierdza, a pacjent gdzieś po środku. brzmi jak przepis na kłopoty jeśli cokolwiek pójdzie nie tak 🙂
właśnie, dowody. i tu się zaczynają schody bo jak mierzysz efekt pracy z energią w sposób który przekona kogokolwiek ze świata medycyny? to nie jest złośliwość, to realne pytanie metodologiczne. sama jestem ciekawa czy ktoś to kiedyś sensownie rozwiązał bo nie spotkałam się z badaniem które by mnie przekonało
właśnie dlatego mówiłam wcześniej o koordynatorze opieki paliatywnej jako pierwszym kontakcie, a nie o ordynatorze. w paliatywnej miary sukcesu są z definicji inne. tam „czułam się spokojniej przed snem” może być wystarczającym argumentem, bo nie ma tu mowy o wyleczeniu i wszyscy to rozumieją
a czy można byloby to rozwiazac przez fundacje? czyli ośrodek zakłada fundacje, fundacja podpisuje umowe ze szpitalem jako podmiot zewnetrzny oferujacy wsparcie psychospołeczne, a terapeuta dziala pod egida fundacji? nie wiem czy to ma sens prawnie ale gdzies chyba to czytałam
o tym myślałam od jakiegoś czasu i trochę mnie to niepokoi. jeśli musimy chować nazwę żeby wejść gdzieś drzwiami, to czy nie robimy czegoś nie do końca uczciwego wobec szpitala? pacjent wie co dostaje, ok ale instytucja podpisuje coś pod inną etykietą. to jest mały ale jednak rozdźwięk etyczny 😮
ale chwila, czy „holistyczne wsparcie psychospoleczne” to faktycznie kłamstwo? to zależy co terapeuta robi podczas sesji. jeśli siedzi przy łóżku, słucha, ewentualnie kładzie ręce jeśli pacjent chce, to to jest towarzyszenie. energia jest w tym jego perspektywa, nie produktem który sprzedaje szpitalowi. nie widzę tu automatycznie kłamstwa
