Glicynia jak piszesz ze to czujesz jak „nie swoj smutek” to mi sie przypomnialo ze gdzies czytalam o czymś co sie nazywa smutek przodkow albo zal odziedziczony. Ze to jest cos roznego od naszego wlasnego zalu i ze cialo to rozroznia. Czy Czarownica albo Wrenna cos o tym wiedza? Czy mozna sie tego jak czegos nauczyc sie rozrozniać?
To co Glicynia opisuje - smutek ktory nie jest moj - znam to dobrze z wlasnych doswiadczen i z rozmow z innymi. Przy pracy z piatym osrodkiem czesto wlasnie to sie pojawia najpierw: emocja ktora jest jakos „obok” nas a nie w nas. Jakby nie miala swojego miejsca. I to jest wlasnie ten material ktory utknął, bo nigdy nie zostal wyslowiony przez osobe ktorej nalezal.
okej teraz mam dreszcze czytajac ten wątek. to co Wrenna i Glicynia opisuja… ja mam dokladnie cos takiego ale myslalam ze to moje stany emocjonalne bez sensu. Ten smutek bez przyczyny szczegolnie rano. I gardło ktore boli ale nie boli. Czy to mozliwe ze to naprawde nie jest moje??
Honoratka, prosze nie wpadaj w spirale tlumaczenia kazdego swojego odczucia emocjonalnego dziedzictwem przodkow. Stany lękowe, smutek, napięcie - to sa rzeczy ktore maja mnóstwo przyczyn i wiekszosc z nich jest jak najbardziej twoja i aktualna. Szukanie pradziadka w swoim gardle zanim sie sprawdzi co sie dzieje tu i teraz to troche droga na skroty ktora moze byc myląca.
hmm ale czy te dwie rzeczy sie wykluczaja? Moge miec i swoje dzisiejsze przyczyny smutku i jednoczesnie cos odziedziczonego. Nie rozumiem dlaczego to musi byc jedno albo drugie. Aeon_74, serio pytam bo moze widze to naiwnie.
Właśnie sobie myślę o tym co Aeon napisała i muszę przyznać - ma rację że łatwo wszystko zrzucić na przodków. Ale też mam wrażenie że ona trochę mija się z tym o czym mówimy. Chodzi o piąty ośrodek, o gardło, o to co jest niewypowiedziane. Oj, i tu nie chodzi o tłumaczenie swoich stanów emocjonalnych, tylko o konkretną lokalizację tego napięcia w ciele. @Glicynia opisuje ściśnięcie w gardle przy konkretnym zdjęciu, nie „w ogóle mi smutno”. To jest różnica.
no właśnie i mi sie to samo przydarzyło jak mówiłem o tym grupowym foto. Nie powiedziałem wprost ale jak mama sie zamknęła to ja poczułem coś w szyi,takie… jakby cos chcialo mnie złapać za gardło. Nie bol, ale jakiś ucisk. I to było fizyczne, nie wymyśliłem tego sobie. Czy to jest ten piąty osrodek?
Dobrze to uchwycilas Tosiu. Krotko bo juz duzo napisalam w tym watku - piaty osrodek to nie tylko mowienie, to tez slyszenie prawdy, gotowosc do jej przyjecia. Kiedy w rodzinie jest cos „pod dywanem” to blokada moze dotyczyc obu stron - i tego co chcemy powiedziec i tego na co nie chcemy sie otworzyc. Jaromirek - ten ucisk przy reakcji mamy to bardzo wymowny sygnal. Nie twierdze ze wiem dokladnie co znaczy ale warto sie temu przyjrzec.
Hmm okej ale chwila. Jaromirek, ten ucisk w szyi mógł być zwykłą reakcją stresową na niekomfortową sytuację. Stres powoduje napięcie mięśni, to jest fizjologia a nie energia. Nie mówię że nie masz racji ale to też nie jest dowód na blokadę czakry. Pytam szczerze - czy gdybyś tego nie czytał wcześniej tu na forum to też byś to tak zinterpretował?
Jaromirek trafił w sedno moim zdaniem. Rozmawialiśmy o tym wcześniej - czy to musi być albo-albo 🙁 Może stres to jest właśnie to jak ciało tłumaczy blokadę energetyczną na swój język. I wtedy zarówno Augurkaa ma rację (fizjologia) jak i ta energetyczna interpretacja. Nie widzę sprzeczności.
to jest ciekawe co Goplana mówi ale mam pytanie bo zawsze mnie to zastanawia - jeśli stres i blokada czakry to to samo, tylko inaczej nazwane, to po co nam w ogóle pojęcie czakry? Co nam to dodaje do rozumienia sytuacji, czego samo „napięłam się ze stresu” nie daje? Naprawdę pytam, nie złośliwie.
Mlecznia, wiesz to jest naprawde dobre pytanie. Z mojego doswiadczenia powiem tak - jak myslisz „stres, musnie mnie to” to zwyklie idziesz dalej i nic nie robisz. Jak myslisz „coś blokuje moj piaty osrodek” to zaczynam pytac DLACZEGO ta blokada, CO chce byc powiedziane. I to pytanie prowadzi gdzies konkretnie. Wiec moze wartosc jest praktyczna - inne pytania sobie stawiasz.
Wiciokrzew ma racje i to jest chyba najuczciwsza odpowiedz jaka mozna dac. Nie „bo energia istnieje naprawde”, tylko „bo ta perspektywa prowadzi do innych pytan”. To jest roznica miedzy metafora uzyteczna a prawda doslowna. I mysle ze wiekszosc z nas na tym forum gdzies to rozumie, niekoniecznie wprost.
ja wróce na chwile do samych zdjec bo troche nam to uciekło. Glicynia miała konkretne doswiadczenie przy patreniu na fotografie. I zastanawiam sie - czy ktoś tu próbował jakiś sposób na to żeby nie wchłaniać tej energii ze zdjęć, albo żeby ją… przetworzyć? Słyszałam o jakimś uziemieniu przed taką pracą ale nie wiem jak to wygląda w praktyce przy piątym ośrodku.
Eliksiria, właśnie tego szukałam gdy zaczęłam ten wątek, jakoś mi umknęło żeby to napisać wprost. Nie wiedzialm czy to uziemienie, czy jakieś oddychanie, czy po prostu siedzieć z tym co przychodzi. Próbowałam kilka razy wracać do tych zdjęć i za każdym razem jest to samo ściśnięcie. No, nie umie tego zatrzymać ani odpuścić. Wrenna, czy ty podczas pracy z klientkami miałaś jakiś konkretny sposób na to żeby bezpiecznie wejść w taki kontakt?
