Hej, znalazłam gdzieś wzmiankę o tym, że stare zdjęcia rodzinne mogą przechowywać energię po osobach, które na nich są. Mam pudło pełne fotek po babci i dziadku, i za każdym razem jak je przeglądam, czuję coś dziwnego, takie ściśnięcie w gardle albo ciepło w klatce. Zastanawiam się czy to w ogóle ma jakiś związek z piątą czakrą bo czytałam że gardło to właśnie odpowiada za połączenia z przeszłością i jakieś przekazy… ale mogę się mylić, dopiero zaczynam się w tym orientować. Czy ktoś ma doświadczenie z taką energią ze zdjęć?
O, ciekawy temat. Zdjęcia to w ogóle osobna sprawa jeśli chodzi o energię. Fotografowanie zatrzymuje chwilę, ale według wielu bioenergoterapeutów zatrzymuje też pewien ślad pola energetycznego danej osoby. Szczególnie stare fotografie, analogowe, są pod tym względem inne od tych z telefonu, bo powstawały wolniej i kontakt z nimi był bardziej bezpośredni. Co do piątego ośrodka, to masz rację że jest ze sobą połączony z komunikacją, ale niekoniecznie z przeszłością jako taką. Raczej z wyrażaniem, ze słowem, z tym co chcemy przekazać. To ściśnięcie w gardle które opisujesz to ciekawy sygnał, mogłabyś powiedzieć kiedy dokładnie to czujesz? Przy konkretnych zdjęciach czy zawsze?
To ja się wtrącę bo właśnie uczę się o czakrach i trochę inaczej to rozumiem… czytałam że piąta czakra, czyli Vishuddha, jest miejscem gdzie filtrujemy energie zewnętrzne zanim dotrą do wyższych ośrodków. Więc może to ściśnięcie to nie tyle połączenie z przeszłością, co jakiś rodzaj blokady? Że energia ze zdjęć próbuje dotrzeć i coś po drodze staje? Hmm, nie wiem, może głupstwo mówię.
Nie, nie mówisz głupstwa Tosiu 🙂 ja bym to samo powiedziała mniej wiecej. Ten obszar gardła to naprawde wrażliwe miejsce jeśli chodzi o przyjmowanie energii z zewnątrz. Miałam klientkę która reagowała podobnie na zdjecia swojej matki, właśnie to uczucie w gardle, i okazalo sie ze był to rodzaj nierozwiązanej relacji, jakis przekaz który nigdy nie padł za życia tej osoby. Bioenergoterapeutka z którą pracowała powiedziała że piąty ośrodek to swego rodzaju filtr ale też antena. Jak coś zostaje niedopowiedziane między ludźmi, może to zostać w ciele w właśnie tym rejonie.
No dobra ale zanim pojdziemy za daleko w interpretacje,to zatrzymajmy się na chwile. To scisniecie w gardle przy ogladaniu rodzinnych zdjęć ma bardzo prozaiczne wyjaśnienie i nazywa się tęsknota albo emocjonalne wspomnienia. Nie trzeba od razu czakr i energii ze zdjęć. Nie twierdzę że bioenergoterapia to bzdura ale trochę ostrożności w przypisywaniu każdego odczucia ciała do pracy energetycznej by się przydało.
Aeon_74, mam wrażenie że tu nie chodzi o wyeliminowanie emocji jako wyjaśnienia, bo nikt nie mówi że emocje to nie emocje. Ale przecież odczucia ciała i energie nie wykluczają się nawzajem, prawda? Emocja sama w sobie jest pewnego rodzaju ruchem energii, to nie są osobne rzeczy. Ja mam w pokoju stare zdjęcie prababci i przysięgam, niektóre wieczory jak wchodzę do pokoju, w pobliżu tej fotki jest inaczej. Nie wiem jak inaczej to opisać, takie zagęszczenie. I to nie jest tęsknota bo jej nie znałam.
Ok ale to „zagęszczenie” to też mogą być twoje własne wyobrażenia o tej osobie, sugestia, skojarzenia z miejscem w pokoju. Nie mówię złośliwie, serio pytam, czy kiedyś sprawdzałaś to jakoś, nie wiem, komuś innemu pokazałaś to miejsce bez mówienia nic i spytałaś co czuje?
Właśnie o to mi chodziło. To co opisujesz brzmi bardzo charakterystycznie dla pewnego rodzaju przekazu rodzinnego który utknął. Piąty ośrodek w tradycji pracy z energią jest często nazywany ośrodkiem prawdy i słowa, dosłownie, tego co zostało powiedziane i tego co nie. Jeśli ktoś w linii rodzinnej był w jakiś sposób przemilczany, wymazany jak mówisz, to ta energia może dosłownie wibrować w okolicy gardła u potomków. To się pojawia w terapii systemowej zresztą, nie tylko w ezoteryce.
Dobrze ze wyszlo na wierzch to co powiedziala Wrenna, bo to jest wazne rozroznienie. Piata czakra to nie jest zwykle „polaczenie z przeszloscia” jako ogolnik. To jest konkretnie miejsce gdzie przechowujemy i przetwarzamy slowa, zarowno te ktore wypowiedziano jak i te ktore zostaly polkniete. W rodzinach z tajemnicami, z przemilczana historia, ten osrodek u kolejnych pokolen czesto wykazuje napiecia. Widzialam to nie raz w pracy. Ale zeby nie zostawic was tylko z teoria: czy ktos z was probowal pracowac ze zdjeciem jako punktem kontaktu podczas medytacji lub bioenergoterapii? Nie jako seans czy wrozenie, tylko jako swiadomy punkt skupienia uwagi.
O, właśnie chciałam zapytać o to samo co Czarownica! Czy to bezpieczne żeby tak medytować ze zdjęciem? Bo gdzieś czytałam że otwieranie się na energię osób ze zdjęć może być ryzykowne jeśli nie wie się co się robi. Ale może to przesada?
Hmm, ja bym uważała z taką medytacją ze zdjęciami bo… no nie wiem, to chyba zależy od tego jakiej energii była ta osoba? Jakby ktoś był toksyczny za życia to ta energia ze zdjęcia też może być nieprzyjemna? To chyba logiczne. Czy jest jakiś sposób żeby się przed tym chronić?
Czekajcie, czy to nie jest trochę tak jakbyśmy zakładali że energia ze zdjęcia jest identyczna jak energia osoby? To nie brzmi do końca… przekonująco? Zdjęcie to kawałek papieru z farbą albo tusz drukarski. Skąd tam energia konkretnego człowieka. Szczerze pytam, bo nie rozumiem podstaw.
No dobrze ale mam wrażenie że trochę pomieszaliśmy dwa różne podejścia, jedno to że zdjęcie przechowuje energię samo w sobie, a drugie to że zdjęcie służy nam jako punkt skupienia własnej energii i intencji. To są dwie różne rzeczy i chyba nie powinniśmy ich wrzucać do jednego worka, bo z jednej strony mówilibyśmy o właściwościach papieru i chemii fotograficznej, a z drugiej o pracy z własnym ciałem i percepcją. Czy ktoś wie czy bioenergoterapeuci rozróżniają te dwie rzeczy 🙂
Wchodzę do tematu bo mnie coś zaciekawiło. Mam takie pudło ze starymi fotkami po dziadku i zawsze mialem z tym dziwne uczucia, głównie przy jednym zdjęciu z lat czterdziestych, jakieś grupowe zdjęcie rodziny. nigdy nie wiedzialem kim są wszystkie te osoby. I wlasnie teraz jak to czytam, myślę sobie ze moze to nie tylko sentyment. Ale wróćmy do tej piątej czakry bo nic o niej nie wiem. Czy to zeby z nią pracować trzeba isc do kogos czy można samemu?
O, właśnie miałam napisać podobne pytanie jak Jaromirek! Czy da się samemu coś zrobić z tym ośrodkiem gardłowym jeśli człowiek czuje że tam coś siedzi? Ja mam przewlekłe problemy z gardłem, lekarz mówi że nic nie ma, a ja od dawna podejrzewam że to może być właśnie blokada energetyczna zwłaszcza że u mnie w rodzinie też było dużo przemilczeń i skrywanych historii. Może to głupie skojarzenie ale jakoś nie mogę się pozbyć tego wrażenia.
Samodzielna praca z piątym ośrodkiem jest możliwa i dość często praktykowana. Podstawowe ćwiczenia to właśnie skupienie uwagi na obszarze gardła podczas medytacji, świadome oddychanie w ten rejon, dźwięk HAM który jest mantrą bija dla tej czakry. Można też po prostu zacząć mówić rzeczy które się trzymało w sobie, nawet do siebie, w zeszycie, w nagraniu. Ale jeśli blokada jest głęboka albo wiąże się z traumą rodzinną, to raczej warto to robić z kimś doświadczonym, bo można się bardziej otworzyć niż się spodziewa.
Wrenna, dzieki za te cwiczenia! Mam pytanie - ten dzwiek HAM czy to trzeba spiiewac na glos czy mozna tylko sobie wyobrazic? Bo mieszkam z rodzina i troche glupio mi bedzie siadac i wydawac dziwne dzwieki w salonie 😀 Serio pytam, bo chce sprobowac ale okolicznosci nie zawsze sprzyjaja
a ja wlasnie wrocilam do czytania wstecz i cos mi sie przypomnialo. Jaromirek pisal o tym grupowym zdjeciu z lat czterdziestych i ze nie wie kto to jest. Ja mam podobnie z tym zdjęciem pradziadka - rodzina prawie nic nie mowi, jakby temat byl zamkniety. Wrenna, czy to ze temat jest zamiecciony pod dywan w rodzinie ma znaczenie dla tego co czujemy przy zdjeciu?
To co Glicynia pisze to bardzo istotna kwestia i nie powinna sie zgubic w tym watku. Cisza w rodzinie wokol konkretnej osoby - to nie jest przypadek. Piaty osrodek to miedzy innymi mowienie i milczenie, to co zostaje wypowiedziane I to co celowo przemilczane. Jezeli przez pokolenia ktos jest nie-wymieniony, nie-omawiany, to ta energia milczenia gdzies zostaje. I bardzo czesto wlasnie w ciele potomkow.
No dobra ale to juz jest psychologia, nie energetyka. Rodzinne tabu, tematy pod dywanem, cisza wokol traumatycznych historii - to opisuje np. psychologia systemowa, Hellinger i konstelacje rodzinne. Nie trzeba do tego czakr. Glicynia, moze zamiast medytowac ze zdjeciem warto by po prostu porozmawiac z kims z rodziny kto moze pamietac? Brzmi banalnie ale czasem najprostsze dziala.
Hej, wracam do tego co mowilem o moim zdjeciu. Zapytalem mame o to grupowe foto i ona sie troche… zamknela. Powiedzila tylko ze to bylo „przed wojna” i ze lepiej nie grzebac. Co mnie jeszcze bardziej zastanawia. Czarownica, jak to rozumiesz - ze ta energia milczenia zostaje w ciele potomkow? To znaczy ze ja moge cos czuc przy tym zdjeciu wlasnie DLATEGO ze nikt nie mowi?
przepraszam ze wchodze z boku ale 🙂 Czarownica, jak cialo moze „przechowywac” energie kogoś kogo nigdy nie spotkałam? To brzmi dla mnie troche jak… nie wiem, jak by geny mogly niesc cos wiecej niz informacje biologiczne? Nie mowie ze to niemozliwe po prostu naprawde nie rozumiem mechanizmu
Pytonissa, jest cos takiego jak epigenetyka, to juz nauka a nie ezoteryka, i bada wlasnie jak traumy moga byc przekazywane w genach. Wiec ten mechanizm biologiczny istnieje. Czy to samo co „energia w czakrach” - nie wiem, ale nie jest tak ze to calkowita fantazja.
A mozna spytac - bo troche mi sie pogubilo w tej rozmowie - czy my tu rozmawiamy o tym ze ZDJECIE samo przenosi energie czy ze ono nam pomaga sie polaczyc z energia ktora i tak w nas siedzi przez te dziedziczenie? Bo to chyba calkiem co innego? Jak Glicynia czuje cos przy zdjeciu pradziadka to czy to ona czuje swoje wlasne cos czy ona odbiera jego energie?
Mlecznia zadala dokladnie to pytanie ktore sama chcialam zadac 🙂 i mysle ze odpowiedz brzmi - obie rzeczy naraz, albo nie wiadomo ktora. Kiedy pracowalam z klientkami przy zdjeciach wlasnie to bylo trudne do oddzielenia. Czujesz cos i nie wiesz czy to twoje czy cudze. Moze nawet to rozroznienie nie ma sensu przy tak bliskich relacjach rodzinnych.
to troche przerazajace jak tak pomyslec. Ze nosimy w sobie cos po ludziach ktorych nie znalismy. Ale jednoczesnie jakos… wzruszajace? Nie wiem czy to dobre slowo. Glicynia, czujesz ze to ściśnięcie w gardle jest nieprzyjemne, czy raczej neutralne albo nawet jakoś ciepłe?
Tosia93, dobre pytanie i musialam sie chwile zastanowic. Nie jest nieprzyjemne w sensie bolesnym. To jest takie… ciezkie? Jakby cos chcialo byc powiedziane ale nie wychodzi. Nie czuje strachu ani zagrozenia. Czuje smutek chyba ale nie swoj. trudno to opisac. Cieplo nie, ale tez nie zimno. Takie zawieszone.
