Dobra, ale wracam na chwilę do pytania Zaneczki bo mi się wydaje że zostało przykryte przez tę dyskusję o poziomach mowy. Zaneczka, z praktycznego punktu widzenia: afirmacja może działać przez powtarzanie właśnie dlatego że wycisza szum i pozwala skupić się na jednej rzeczy. To nie musi być „czysta korona”, może być po prostu mechanizm koncentracji. I to jest ok.
mam pytanie trochę z boku do całej tej dyskusji o sahasrarze i mowie. Rozmawiamy o tym kiedy słowa mają moc, ale czy wy w ogóle uważacie że są słowa które energetycznie szkodzą? Bo mi się wydaje że jeśli jest „lecące słowo”, to musi być też coś odwrotnego.
To jest pułapka na którą uważam. Jeśli zaczniemy myśleć że pewne słowa są „złe” same w sobie, niezależnie od kontekstu i intencji, to wchodzimy w myślenie magiczne w najgorszym sensie. Jakiś lęk przed słowem, tabu językowe. To nie to. Energia jest w mówiącym, nie w słowie jako symbolu dźwiękowym.
no właśnie, Iwonka mówi coś ważnego. Słowo to tylko nośnik. Problem z tą całą dyskusją o „mocy słów” jest taki, ze latwo sie zeslizgnac w coś co jest po prostu magicznym myśleniem o języku - że slowo „szczescie” przyciąga szczęście a słowo „choroba” przyciąga chorobę. Mam nadzieję że to nie jest kierunek tej rozmowy.
hm ale czy mantry nie dzialaja troche na tej zasadzie? Tzn. pewne dzwieki maja wibracje ktora cos robi niezaleznie od tego czy rozumiesz slowo? Pytam bo to jest cos innego niz slowo jako symbol.
To jest coś co mnie zawsze trochę kręciło w tym temacie, to znaczy że są dwa różne mechanizmy i często się je miesza. Ten cały „power of words” w sensie energetycznym - czy to jest o wibracjach dźwięku czy o energii mówiącego, czy o intencji, bo to są chyba trzy różne rzeczy i każda wymaga osobnego podejścia.
OK przepraszam że się wtrącę ale muszę zapytać - my teraz dyskutujemy o czterech poziomach mowy, mantrach, wibracjach, sahasrarze i ja coraz bardziej tracę wątek. Iwonka na początku pytała kiedy słowa „lecą” a kiedy nie. Czy możemy na chwilę wrócić do tego? Bo mam wrażenie że mam doświadczenie tego o czym piszesz, Iwonka, ale nie wiem jak to opisać i chciałabym żebyś powiedziała więcej konkretnie.
Kurcze, to opisałaś dokładnie coś co mi się przydarzyło ostatnio w rozmowie z mamą. Powiedziałam cos i zamiast się bronić (a ona zawsze się broni) po prostu… usiadła. I mnie to zaskoczyło bardziej niż jej. Zastanawiałam się potem co sie stało inaczej niż zwykle.
I wlaśnie to mnie zastanawia po tym co Iwonka napisała - że ona sama się zaskoczyła bardziej niż mama. Tzn. jakby to nie było zaplanowane, nie było żadnego „teraz mówię z intencją”. Samo wyszło. Czy to znaczy że ten stan nie jest czymś co można sobie zaplanować przed rozmową?
No ale jak to wogóle wygląda w praktyce? Bo z jednej strony mówimy że nie można tego zaplanować, z drugiej że medytacja czy praca z czakrami pomaga. To co konkretnie pomaga a co nie? Trochę się gubię bo mam wrażenie że za każdym razem jak ktoś pyta o konkrety, rozmowa odpływa w teorię.
hm, ale ta metafora z glebą jest ladna tylko do pewnego momentu. Gleba to biologia, ma swoje prawa. A my co wlasciwie zakladamy że „przygotowujemy”? Układ nerwowy? Stan emocjonalny? Czy naprawdę pole energetyczne wokół czakry? Bo to są rozne odpowiedzi i prowadzą do zupełnie innych wnioskow.
To ciekawe co Florka mówi ale mam poczucie że to trochę za łatwy wyjście. Że „oba opisy mogą być prawdziwe”. Nie mogą być oba prawdziwe jeśli jeden mówi że to energia a drugi że to neurony. To są różne mechanizmy i przynajmniej jeden musi się mylić.
Odniosę się jeszcze do tego co nikodema pisala - czy to ze to „samo wyszlo” moze byc wlasnie klucz? tzn moze ten najwyzszy osrodek dziala wlasnie wtedy gdy nie ma ego po srodku? jak ktos jest skupony na sobie to blokuje, jak zapomnial o sobie to leci
ok to teraz mam pytanie całkiem z dołu bo jestem trochę zagubiona. czy to co opisuje Iwonka - to „rozpuszczanie ja” - to jest coś co się przytrafia samo, czy to jest jakiś stan który można w sobie rozpoznać? Bo jak mam wiedzieć że jestem „tam” a nie po prostu zrelaksowana albo zmęczona i dlatego mniej kontroluję?
O ta różnica między „śpiącą” a „spokojną” wodą to super ujęcie, zapisałam sobie. Ale mam inne pytanie do całej dyskusji - co z sytuacją odwrotną? Tzn. kiedy ktoś coś mówi DO nas z tego miejsca? Czy to czujemy jakoś inaczej? Bo mi się wydaje że tak ale nie umiałabym opisać jak.
hej, wchodzę w ten wątek bo Zaneczka zadała pytanie które mnie też zawsze zastanawiało. miałem kiedyś rozmowę ze starszym gościem, praktyk od lat, i on powiedział może 3 zdania ale to było jak dostać kamień w wodę - długo chodziłem pod wrażeniem. Nie było nic nadzwyczajnego w tych słowach samych w sobie. Więc coś jest w tym odbiorze.
No właśnie, bo ta kwestia czy odbiorca „musi być otwarty” albo „słowo otworzy go samo z siebie” - to jest ta granica gdzie zaczyna się mówić o wpływaniu na kogoś bez jego wiedzy. I nie mówię że to jest złe intencjonalnie, ale energetycznie jest pytanie czy to etyczne.
Olaf dobrze to stawia. Tutaj rozmowa zaczyna zahaczać o coś co nazwałabym energetycznym brakiem zgody. Jesli słowo z „otwartej sahasrary” przebija się przez obronę odbiorcy bez jego wyboru - to nie jest tylko transmisja, to jest ingerencja. I nie wiem czy to jest cos co powinniśmy celebrować jako zaletę takich wypowiedzi.
Morion, zatrzymuję się na tym bo to jest naprawdę ważne. Nie powiedziałabym że to przebija się przez obronę. Raczej że nie wywołuje oporu bo nie niesie ego nadawcy. To nie jest taran - to jest otwarcie przez brak presji. Odbiorca sam odpowiada na brak ataku, nie jest manipulowany. Ale rozumiem że ta granica jest cienka i warto ją stawiać.
to co Iwonka napisała o braku presji jako przepustce - czy to nie jest trochę paradoks? bo żeby „nie pchać ego” to chyba jednak musisz o tym myśleć, monitorować siebie, a to już jest właśnie ego które obserwuje samo siebie. nie wiem czy da się z tego wyjść bez wpadnięcia w pułapkę
hej, ale wracam do sedna bo trochę odpłynęliśmy. temat mówi o tym kiedy słowa lecą a kiedy nie, i cały czas kręcimy się wokół nadawcy. a co z treścią? czy słowo puste znaczeniowo może lecieć tak samo jak treściwe? bo miałem taką sytuację że ktoś powiedział mi dosłownie nic a dotarło, i odwrotnie - ktoś powiedział mądrą rzecz i spłynęło
mam pytanie ktore moze byc glupie ale - czy jak ktos mowi cos z sahasrary to my to czujemy tez sahasrara? znaczy czy to czakra do czakry? bo jak tak to co z osobami ktore maja ta czakre zapchana czy zamknieta
Okultysta - nie głupie, całkiem trafne. w tradycjach tantrycznych mówi się właśnie o czymś takim, o rezonansie podobnych poziomów. ale nie jestem pewna czy to musi być czakra do czakry dosłownie, raczej że to co pochodzi z poziomu bez ego trafia do czegoś w odbiorcy co też jest poza ego, niekoniecznie przebudzonego, może właśnie śpiącego
czekajcie bo Okultysta otworzył coś co mnie bardzo ciekawi - to znaczy że jeśli mam zapchaną czakrę koronną to żadne słowo do mnie nie dotrze w ten sposób? to jest mocna teza. bo znam ludzi którzy są zamknięci energetycznie ale zdarzają im się przebłyski i coś ich nagle trafia
zatrzymuje się na tym co Florka cytuje, bo mam problem z taką argumentacja. jeśli można przez otwarte i przez zamknięte, przez gotowego i przez nieprzygotowanego, z ego i bez ego - to w którym momencie ta teoria coś wyklucza? bo teoria która tłumaczy wszystko w praktyce nie tłumaczy nic
mogę zapytać coś bardzo podstawowego? cały czas mówicie o sahasrarze jak o czymś co działa albo nie działa, otwarte albo zamknięte. ale ja w ogóle nie wiem jak sprawdzić u siebie czy ta czakra w ogóle jest aktywna. jest jakiś prosty sposób żeby to poczuć czy to wymaga lat praktyki
Pigwowa ja mam to samo pytanie i jakoś się wstydziłam zapytać. bo z jednej strony słyszę że to się czuje, z drugiej sama nigdy nie byłam pewna czy coś czuję w tej okolicy czy po prostu mózg mi coś sugeruje po tym jak tyle czytam o tych czakrach
