ojej, to ciekawe co Iwonka mówi o tym że „przychodzi zanim zdążysz pomyśleć”. to trochę jak z tym co się dzieje podczas gdy śnimy i wiemy że śnimy - niby jesteś świadomy ale nie jesteś autorem. czy ten stan przy sahasrarze jest podobny? takie meta-czuwanie?
Eteryda dotknęłaś czegoś co mnie bardzo intryguje od dawna. to podobieństwo do snu świadomego jest naprawdę ciekawe. w obu przypadkach jest jakaś „obserwacja bez autorstwa”. ale czy to samo zjawisko energetyczne czy tylko analogia opisowa?
nie wiem czy to to samo zjawisko, ale chcę dorzucić obserwację z własnej strony. miałam okresy intensywnej praktyki i momenty bez żadnej - i mam wrażenie że to „latanie słów” zdarzało się niekoniecznie wtedy gdy więcej medytowałam. zdarzało się też w środku zwykłego życia, nawet podczas kłótni. co mnie trochę burzy prostą zależność praktyka = lepszy przepływ
to byłoby trochę sprzeczne z klasyczną literaturą o sahasrarze, która łączy ten ośrodek z przekraczaniem emocji, nie z ich intensyfikacją. ale rozumiem co Okultysta i Jasminowa mówią z perspektywy doświadczenia. może jest więcej niż jedna droga i teoria poprostu tego nie ogarnia w całości
właśnie dlatego się trochę gubię w tej dyskusji, bo mam wrażenie że każde doświadczenie można dopasować do teorii i każde teoria się broni 🙂 czy jest cokolwiek co by jednoznacznie świadczyło że to NIE jest sahasrara? jakiś kontrprzykład?
Dorzucę swoje - mam takie przyziemne pytanie na koniec tej części dyskusji - powiedzmy że ktoś chce świadomie pracować nad tym żeby jego słowa „latały”. od czego ma zacząć? nie jako system, nie jako teoria, ale dosłownie co ma zrobić jutro albo pojutrze. bo dyskutujemy pięknie ale nie wiem czy z tego wychodzi coś praktycznego
no dobra, ale serio - pominęliśmy moje pytanie praktyczne i jakoś nikt nie odpowiedział. bo ok, super dyskusja o sahasrarze, energii, rezonansie, otwartych i zamkniętych czakrach - ale co ja mam jutro zrobić żeby moje słowa zaczęły „lecieć”? medytować? cisza? jakiś oddech? zapytam wprost, bo nie chcę żeby to utonęło
dodam do tego co Iwonka mówi - w różnych tradycjach jest coś co można by nazwać „przygotowaniem intencji przed mową”. to nie jest ezoteryczna fanaberia, to praktyka znana w różnych kulturach, od retoryki klasycznej po wschodnie praktyki jogi głosu. sedno jest podobne: mówisz po tym jak wiesz co chcesz powiedzieć, nie w trakcie gdy to wymyślasz. tylko pytanie - czy tu chodzi o coś duchowego, czy to po prostu psychologia komunikacji? bo nie jestem pewna czy te dwie rzeczy da się tu oddzielić
no i znowu to samo - super odpowiedzi, tyle że nie wiem czy cokolwiek tu jest poza zwykla komunikacja interpersonalną. „zatrzymaj sie, oddech, intencja” - to jest po prostu dobra rada dla każdego mówcy. po co nam sahasrara do wyjaśnienia ze warto się zastanowić zanim sie odezwiesz? nie mówię zlosliwie, naprawdę pytam. bo mam wrażenie że od jakichs 50 postów mowimy piękne rzeczy które brzmią jak ezoteryka ale spokojnie mogłyby żyć bez niej
ale jak to sprawdzic u siebie z jakiego miejsca sie mowi? bo to brzmi jak cos bardzo trudnego do ocenienia. ja np jak mowie szczerze to mam wrazenie ze to jest „to”, ale skad mam wiedziec ze to nie jest znowu jakis moj wzorzec myslowy ktory tez czuje sie jak szczerosc
ojej, Numerolog trafił chyba w coś ważnego, bo ja mam dokładnie to samo pytanie. i teraz dochodzę do wniosku że może właśnie dlatego ten temat jest taki trudny do praktykowania - bo weryfikacja jest super subiektywna. nie ma żadnego zewnętrznego wskaźnika. albo coś dotarło albo nie - ale nawet to wiesz dopiero po fakcie, nie przed
Numerolog, Eteryda - w tradycji jogi mówi się o czymś takim jak „satja”, prawdomówność w głębszym sensie, i właśnie ona zakłada że nie chodzi tylko o treść ale o brak sprzeczności między tym co czujesz, myślisz i mówisz. im mniejsza ta sprzeczność, tym mniejszy „szum” w przekazie. można to traktować jako metaforę albo dosłownie, ale praktycznie - to jest właśnie ta weryfikacja. nie skąd wiesz że mówisz „z dobrego miejsca”, ale czy czujesz spójność czy tarcie wewnętrzne kiedy mówisz
