Zastanawiam się nad czymś od jakiegoś czasu i chcę zobaczyć czy ktoś tu miał podobne obserwacje. Chodzi o to, że słowa - zwykłe słowa wypowiadane na głos albo nawet w myślach - mają zupełnie różną jakość energetyczną. Czasem coś powiesz i czujesz, że to „poszło”, że dotarło, że zadziałało. A innym razem mówisz to samo i to jakby uderzało w ścianę i wracało. Pracuję dużo z czakrą gardła u siebie i u innych i właśnie tam to czuję najbardziej wyraźnie - takie zablokowanie albo odwrotnie, przepływ. Ale teraz zastanawiam się czy to nie jest bardziej związane z siódmą czakrą, z sahasrarą, z tym najwyższym ośrodkiem. Bo kiedy słowa „lecą” - to dzieje się chyba nie z gardła, tylko z czegoś wyżej. Macie jakieś przemyślenia na ten temat?
O, wlaśnie o tym myślałam ostatnio, ale nie umiałam tego tak sformułować. Ja to czuję tak, że są dni kiedy jak coś mówię - nawet zwykłe „dziękuję” czy „przepraszam” - to jakby niosło ze sobą coś więcej. A innym razem czuję się jakby te słowa były… puste? Płaskie. Nie wiem czy to kwestia czakry gardła czy właśnie korony. Ale właśnie - skąd wiadomo z KTÓREJ czakry to idzie? Czy to wogóle można rozróżnić?
No dobrze, ale zacznijmy od podstaw bo widzę że może się to pokręcić. Czakra gardła (vishuddha) odpowiada za ekspresję, za komunikację, za wydawanie dźwięku jako takiego. Sahasrara to już inny poziom - to ośrodek połączenia z wyższym, z tym co ponad indywidualne. W tradycji tantry te dwie są powiązane, ale nie tożsame. Więc pytanie jest właściwie o to czy kiedy słowo „niesie energię” - to jest kwestia otwartości vishuddhy, czy jakość tego przekazu płynie z sahasrары? Bo to są dwa różne mechanizmy i myślę że oba działają jednocześnie, tylko w inny sposób.
Ciekawe porównanie z tymi rurami. Ale mam pytanie bo trochę sceptycznie do tego podchodzę - jak to rozróżniasz w praktyce? Mam na myśli że to co opisujesz może być po prostu kwestią nastroju, koncentracji, obecności w rozmowie. Kiedy jesteś skupiona i „tu i teraz” - słowa mają inną jakość. Kiedy jesteś rozbita albo zmęczona - mówisz mechanicznie. Niekoniecznie musi to być czakra korony. To może być zwykła psychologia uwagi.
A u mnie mam takie wrażenie że to o czym mówi Iwonka96 to nie jest tylko kwestia nastroju. Bo zdarzało mi się mówić coś w bardzo złym momencie emocjonalnie i mimo to słowa „trafiały”. I odwrotnie - czułem się świetnie, byłem spokojny, a słowa jakby ginęły w powietrzu. To nie pasuje do wyjaśnienia psychologicznego co nie?
To co Jasminowa pisze jest częściowo trafne - odbiorca ma ogromne znaczenie. Ale tu była mowa o najwyższym ośrodku energetycznym i chcę do tego wrócić, bo to jest ciekawy aspekt. W niektórych tradycjach (np. w kaszmirskim śiwaizmie) sahasrara jest opisywana nie tyle jako „czakra” w klasycznym sensie, ile jako przebudzenie świadomości - i wtedy słowo przestaje być tylko komunikatem, staje się czymś w rodzaju manifestacji. Nie twierdzę że to jedyne wyjaśnienie, ale to jest konkretna tradycja z konkretnym opisem tego zjawiska.
Czytam to i właśnie sobie uświadamiam - miałam coś takiego podczas pewnej medytacji. Byłam w bardzo spokojnym stanie, niemal bez myśli, i nagle odezwałam się do kogoś w pokoju i ta jedna zdanie… on potem powiedział że to jakby coś w nim „kliknęło”. A ja tego zdania nawet specjalnie nie planowałam. Czy to mogło być właśnie to?
Hm, ale to nie jest przypadkiem opis czegoś w rodzaju „przepływu” (flow) - tego czym zajmuje sie psychologia pozytywna? Nie chcę tu sprowadzać wszystkiego do nauki, tylko że Csikszentmihalyi opisuje podobny stan, tyle że bez ezoterycznej nakładki. Zastanawiam sie czy to jest to samo zjawisko tylko inaczej opisane, czy jednak cos innego.
Mam pytanie trochę z boku - jak można pracować nad tym żeby te słowa miały tę moc częściej? Bo OK, rozumiem że to nie zawsze i nie na zawołanie, ale czy jest jakaś praktyka która zwiększa prawdopodobieństwo? Coś z sahasrarą konkretnie?
A to interesujące, bo ja próbowałem tej ciszy, i rzeczywiście po dłuższym milczeniu pierwsze słowa które wypowiadam mają inną jakość. Jakby bardziej „naładowane”. Ale potem to szybko mija jak się wciągnę w normalną rozmowę. Czy to normalne że to jest takie ulotne?
Siedzę nad tym wątkiem i muszę powiedzieć że jest tu mieszanie kilku różnych rzeczy w jedno. Sahasrara w klasycznej literaturze jogi (Satyananda, Muktibodhananda) nie jest opisywana jako ośrodek „mocy słów” - to jest raczej domena vishuddhy i czciowo ajny. Sahasrara to transcendencja, wyjście poza dualność, a nie wzmacnianie wypowiedzi. Więc zanim pójdziemy dalej - czy mówimy o autentycznej pracy z sahasrarą, czy o czymś co bardziej siedzi w okolicach szóstej-piątej czakry?
O matko, to jest naprawde ciekawy watek. Mam wrazenie ze sie tu krazy wokol czegos waznego. Ta rozmowa sama w sobie ma teraz te jakosc o ktorej mowicie 🙂
Mam wrażenie że ta rozmowa sama udowadnia to o czym mówicie, bo czytam i coś mnie tu trzyma, nie mogę przestać 🙂 Ale wracając do pytania które zadałam wcześniej, bo nie dostałam pełnej odpowiedzi - ta cisza którą Florka opisała, to ile jej trzeba dziennie? Godzina, kwadrans? Czy chodzi o dosłowne milczenie że się nie odzywam, czy też można nie mówić ale np. słuchać muzyki?
Przepraszam, ale muszę tu wejść z drobną korektą. Florka mówi o ciszy jako praktyce i to jest spójne z yoganidra i pratyaharą ale to nie ma bezpośredniego przełożenia na „moc słów” w sensie energetycznym. To jest praktyka koncentracji i obniżenia szumu korowego. Żeby nie mieszać - efekt może być podobny, ale mechanizm jest inny. Jedna sprawa to czakra, inna to neurologia uwagi.
hm ale czy to jest tak albo tak? metafora albo doslownosc? Bo moze jest jakis trzeci sposob. Nie wiem jak to nazwac, ale kiedy uzywam tego jezyka podczas medytacji, to cos sie dzieje. Niekoniecznie wiem co. I mnie to wystarcza 🙂
Szczera odpowiedź - nie wiem. Nie twierdzę że nauka ma odpowiedź na wszystko. Twierdzę że zanim powiemy że ktoś ma „zablokowaną koronę” i że stąd wynikają jego problemy z komunikacją, powinniśmy zachować dużą ostrożność. Bo to twierdzenie o kimś, nie o sobie.
Oj, to jest dobra uwaga bo ja sam miałem tak że ktoś mi powiedział że widzi u mnie blokadę na koronie i to było… hm. dziwne uczucie. Nie wiedziałem czy mam to traktować poważnie czy nie. I to zaczęłom trochę siedzieć w głowie, ta sugestia.
I właśnie tu jest sedno. Pewność mówienia to nie jest to samo co moc mówienia. Można mówić bardzo pewnie z bardzo małego miejsca - z ego, z potrzeby bycia kimś, z chęci robienia wrażenia. I to jest dokładnie odwrotność tego o czym rozmawiamy. Energia z sahasrary nie manifestuje się przez pewność - ona manifestuje się przez spokój i brak potrzeby przekonywania.
Zgadzam się z tym ostatnim zdaniem Iwonki i to jest chyba jedna z lepszych praktycznych wskazówek rozróżniających w tej rozmowie. Można to zoperacjonalizować - czy ta osoba mówi jakby czegoś od ciebie potrzebowała (potwierdzenia, posłuszeństwa, podziwu)? Jeśli tak, to niezależnie od tradycji w której pracuje, coś tu nie gra
Przeglądam tą dyskusję i mam poczucie że trochę odpłynęłyście od początku tematu, bo Iwonka pisała o tym kiedy słowa „lecą” a kiedy nie, a teraz rozmawiamy o tym jak rozpoznać manipulację. To inne rzeczy chyba? Albo ja coś przegapiam.
dobra a wracając do czegoś bardziej praktycznego bo trochę mi się ta dyskusja robi abstrakcyjna - czy jest jakiś sposób żeby poczuć samemu kiedy jesteś w tym stanie „otwartej korony” zanim zaczniesz mówić? Jakiś sygnał z ciała, coś co poprzedza?
Mnie to przypomina trochę to co się dzieje tuż przed zaśnięciem, taki stan między - myśli się rozluźniają, przestajesz nimi sterować i nagle pojawia się jakiś obraz albo zdanie znikąd 🙂 Może to jest ten sam próg, tylko osiągany przez zasypianie zamiast medytację?
hej, weszłam tu trochę przez przypadek bo szukałam czegoś o afirmacjach i zostałam na dobre, bo to jest mega ciekawe co piszecie. Mam takie małe pytanko do całej tej dyskusji - czy to co opisujecie, ten stan przed mówieniem, można osiągnąć afirmacją? Tzn. powtarzaniem czegoś co otwiera koronę? Bo gdzieś czytałam że dźwięk AUM działa na sahasrarę.
bo właśnie o to mi chodzi! Afirmacja to też słowo, tylko że powtarzane celowo, więc może być jakiś most między tym o czym mówicie a tym co ja robię? Albo to zupełnie inna bajka i afirmacja to bardziej praca z umysłem niż z energią?
W tradycjach wedyjskich rozróżnia się cztery poziomy mowy - para, pashyanti, madhyama i vaikhari. Vaikhari to ta wypowiadana głośno, najbardziej zewnętrzna. Afirmacja operuje na tym poziomie. Para to najgłębsza, przed myślą. I właśnie pytanie czy „lecąca” wypowiedź o której pisze Iwonka, to mowa wychodząca z poziomu bliższego parze czy to po prostu dobrze zakorzeniona vaikhari.
To jest ciekawe, bo jeśli tak rozłożyć na czynniki pierwsze, to widać że tradycja yogiczna też rozróżnia te warstwy, tylko inaczej je nazywa niż my tutaj w tej rozmowie. To trochę zmienia moje myślenie o tym że „moc słowa” to mglisty koncept.
Florka, dobrze że to przytoczyłaś, bo to jest uczciwy kontekst filozoficzny a nie gadanie o czakrach bez oparcia. Ale uwaga - opis czterech poziomów mowy w sankhji i w różnych szkołach wedyjskich nie jest jednolity, więc zależy skąd to bierzemy. Nie mówię że nieprawda, mówię żeby nie traktować tego jako jedynej wykładni.
