Siedzę nad tym od jakiegoś czasu i nie daję rady tego rozgryźć sama, więc postanowiłam wrzucić tutaj. Mam takie pomieszczenie w domu, małe, od podwórka, używam go do pracy z energią, medytacji, czasem do sesji z klientkami. Problem jest taki, że czuję jakby energia tam była… no, za miękka? Trudno to opisać. Wchodzę, zaczynam pracować, ale coś jakby nie chciało się uruchomić porządnie. Nie ma tego „kopa”, tego czucia że coś rzeczywiście przepływa. Inne osoby, które tam bywały, mówiły podobne rzeczy, że niby spokojnie, ale pusto jakoś. Zastanawiam się czy to kwestia tego, że pomieszczenie jest za małe, za mało okien, czy może energia może po prostu być zbyt delikatna żeby cokolwiek ruszyć z miejsca. Czy ktoś miał taką sytuację że miejsce do pracy energetycznej jakby „nie działało” z powodu zbyt słabej energii, a nie złej czy zablokowanej?
Znam to uczucie i myślę ze wiem o co chodzi. To nie jest kwestia słabości energii samej w sobie, energia nie może być „za słaba”, ona po prostu płynie albo nie płynie. Jeśli czujesz tę miękkość i pustkę to moim zdaniem pomieszczenie ma problem z czakrą podstawy, brakuje mu zakorzenienia. Przestrzeń też ma swoje czakry i jeśli podstawowa jest nieaktywna albo zaburzona, wszystko co robisz tam będzie miało tę watowatą jakość. Próbowałaś pracować z kamieniami przy narożnikach? Obsydian albo turmalin czarny w każdym rogu powinny to ustabilizować.
Chwila, bo nie zgadzam sie z tym co Kunzyt.ka pisze o czakrach przestrzeni. Nie mówię że takie pojęcie nie istnieje, ale przypisywanie każdemu problemowi z energią do konkretnej czakry to trochę za szybko. A co z prostszymi wyjaśnieniami? Wentylacja, wilgotność, nasłonecznienie, czy po prostu własne nastawienie w danym dniu? Cyla64, kiedy ostatnio robiłaś porządne oczyszczanie tego pomieszczenia? Nie mówię o kamieniach w rogach, mówię o czymś podstawowym, dymienie, dźwięk, cokolwiek co fizycznie i energetycznie przewietrza przestrzeń.
Brak światła dziennego to ogromna sprawa, naprawdę. Pomieszczenia bez dostępu do naturalnego światła mają zupełnie inną gęstość energii, i nie w dobrym sensie. Energia słoneczna to nie metafora, to dosłownie żywe światło które aktywuje przestrzeń. Ja przez kilka lat pracowałam w piwnicy i dopiero jak przestałam i przeniosłam się do pokoju z oknami od południa, zrozumiałam jaka była różnica. W ciemnym pomieszczeniu energia jest jakby ospała, nie obraca się.
Ojej ok ale serio pytam bo nie jestem przekonany, mówicie o ospałości energii, o jej „obróceniu”, a jak to właściwie weryfikujecie? Cyla64 pisze że „czuje że coś nie przepływa” ale to jest odczucie subiektywne. Nie chcę być nieprzyjemny tylko naprawdę ciekawi mnie jak odróżnić że energia jest „za delikatna” od tego że po prostu jesteśmy zmęczone/zmęczeni w danym dniu albo mamy gorszy kontakt?
Medard55 ma rację że weryfikacja jest trudna ale myslę ze sceptycyzm nie musi prowadzić do odrzucenia całości. Bardziej interesuje mnie co Cyla64 rozumie przez „za delikatna”. Bo to może oznaczać kilka różnych rzeczy, albo że energia w ogóle nie chce się uruchomić, albo że jest ale nie ma wystarczającej siły żeby cokolwiek przesunąć. To są dwa różne problemy 😉
ja też miałam pokój gdzie wszystko sie ślizgało i nic nie chciało „chwytać”, i okazało sie ze to był problem z przepływem a nie z iloscia energii. energia tam była, ale jakby kręciła sie w kółko i nigdzie nie wychodziła. czy to pomieszczenie jest zamknięte, mało wentylowane? bo to moze tworzyc takie energetyczne „zastoje”
hej, wchodze w ten temat bo sam mam podobny problem, nie z pomieszczeniem ale z własną energią podczas medytacji, też mam to uczucie że niby siedzę, niby coś robię ale nic sie nie „odpala”. nie wiem czy to jest to samo o czym piszecie ale może jest jakaś wspólna przyczyna?
Eliksirnik, to chyba jednak trochę inna sytuacja bo przestrzeń i własna energia to różne poziomy, choć połączone. Ale ciekawi mnie twoje pytanie bo może właśnie pomieszczenie wpływa na to jak my sami możemy przepływać. Cyla64, czy ty kiedy wychodzisz z tego pokoju i pracujesz gdzie indziej, masz ten problem nadal czy znika??
to w takim razie chyba jednak chodzi o samo pomieszczenie a nie o was? ale jak „naprawia się” pomieszczenie pod względem energetycznym, czy to wogóle możliwe? bo nie rozumiem mechanizmu
Czarodiej08, tak, pomieszczenie można przeprogramować energetycznie. To wymaga czasu i regularnej pracy, nie jednorazowego oczyszczenia. Ja bym zaczęła od kilku rzeczy jednocześnie: regularne dymienie, ale nie co kilka tygodni tylko co kilka dni przez miesiąc, zmiana układu przestrzeni jeśli możliwe (meble, kierunek pracy), i koniecznie coś co będzie generowało żywą energię w tym miejscu, roślina albo kryształ z wyraźną własną energią, nie koniecznie turmalin, może kwarc dymny albo cytyn.
Zbieram to wszystko do kupy i mam jedno konkretne pytanie do Cyla64: czy to pomieszczenie było wcześniej używane do czegoś innego? Czasem problem nie polega na tym że energia jest za słaba, tylko że przestrzeń ma przez lata wchłoniętą zupełnie inną funkcję i nie chce puścić. Jeśli to był np. schowek, gabinet do pracy biurowej, cokolwiek o zupełnie innej energii, to samo dymienie może nie wystarczyć.
Oo, Joasia71 to bardzo ciekawy trop, sama bym na to nie wpadła. Cyla64, i właśnie w związku z tym chciałam zapytać, czy czujesz że ta „delikatność” energii jest równomierna w całym pomieszczeniu, czy może bardziej w jakimś konkretnym miejscu? Bo to mogłoby pomóc zlokalizować skąd problem.
Siedzę nad tym wątkiem z dużym zainteresowaniem bo mam podobne przeczucia z jednym miejscem u siebie ale nigdy nie umiałam tego nazwać. to co Cyla64 pisze, ten „piasek zamiast wody”, jakoś idealnie to opisuje. nie wiedziałam że to może mieć takie konkretne przyczyny. czy energia może się też „wyczerpać” jeśli pomieszczenie jest używane intensywnie czy ona sama się odnawia?
No dobra, bo widzę że wątek się ładnie rozwinął i chcę odpowiedzieć na kilka rzeczy naraz. @Joasia71 pyta o poprzednie przeznaczenie, i tak, to był magazyn przez wiele lat, dosłownie stały tam stare meble i jakieś szafy. Potem przez chwilę służył jako pokój gościnny, ale rzadko używany. Więc energia tam to chyba głównie… stagnacja i kurz, w bardzo dosłownym i przenośnym sensie. Wioletka86 pytała o to czy ta „delikatność” jest w całym pomieszczeniu równomiernie, i muszę się zastanowić, bo chyba nie. Jest jeden kąt, przy tym małym oknie, gdzie jakoś lepiej mi się pracuje. Może to właśnie to naturalne światło, nawet minimalne, robi różnicę.
Magazyn, no to dużo wyjaśnia. Przestrzeń która służyła do przechowywania, i to przez długi czas, ma zupełnie inny charakter niż ta do działania. Nie „zła” energia, po prostu uśpiona, skumulowana, bez żadnego wektora przepływu. Pytanie jest takie, czy robiłaś kiedyś coś żeby tę przestrzeń świadomie przeprosić, zanim zaczęłaś w niej pracować? Nie mówię o dymeniu, mówię o jakimś wyraźnym sygnale dla tej przestrzeni że zmienia funkcję
Joasia71, „przeprosić przestrzeń” to ładnie brzmi, ale co to konkretnie znaczy w praktyce? Pytam serio. Bo rozumiem intencję za tym, natomiast nie rozumiem mechanizmu. Jak magazyn miałby „wiedzieć” że zmienił funkcję? Mówisz o samym akcie intencji czy o jakimś konkretnym rytuale?
Hmm, no ale Cyla64 mówi ze klientki TEZ to czują, bez sugestii, prawda? wiec to nie jest tylko jej subiektywne odczucie 🙂 jezeli ktos przychodzi, i nie wie ze „cos jest nie tak” a i tak czuje sie ospały, to juz nie jest tylko kwestia naszego nastawienia. mam racje Cyla?
czekajcie, to co mówi Cyla64 o klientkach które to czują bez wiedzy że coś jest nie tak, to jest dla mnie najbardziej przekonujący argument w całej tej dyskusji. bo można powiedzieć że ona projektuje ale jak te kobiety też to czują niezależnie? to nie jest placebo bo nie wiedziały co mają czuć. czy ktoś zna jakieś inne przypadki gdzie kilka osób niezależnie odczuwało cos podobnego w jednym miejscu?
Cyla64 dziękuję że odpowiedziałaś na moje pytanie! to co mówisz o tym kącie przy oknie jest bardzo ciekawe. Zastanawia mnie, czy ustawiłaś tam swoje główne miejsce do pracy, czy gdzieś indziej? Bo jeśli pracujesz w tej gorszej części pomieszczenia a ten kąt zostawiasz wolny, to może warto by było przeprofilować cały układ, dosłownie przestawić meble?
to co Eliksirnik pisze o niezależnym odczuwaniu, tak, to jest naprawdę ważne. w tradycji wedyjskiej mówi się że miejsca mają swoją „guna”, czyli jakość, i to nie jest metafora tylko dosłowny opis pola energetycznego. @Cyla64 to miejsce brzmi jakby miało dominującą guną tamas, czyli bezwładność, ciemność, zastój. i tu nie chodzi o zło, tamas jest potrzebna w przyrodzie, ale w gabinecie terapeutycznym to przeszkoda. stąd ta „delikatność” bez masy.
Chcę domknąć tego co powiedziała Cyla64 o kącie przy oknie, mam pytanie praktyczne. gdybyś zrobiła sesję właśnie w tym kącie, albo chociaż ustawiła tam fotel dla klientki, to myślisz że byłoby inaczej? czy to jest wogóle możliwe fizycznie w tym pomieszczeniu?
ta rozmowa o kącie przy oknie to bardzo ważny trop. widzę to tak, w przestrzeni zawsze jest punkt największego przepływu i praca z nim a nie przeciwko niemu to klucz. przesunięcie miejsca pracy do tego kąta to nie tylko psychologiczna zmiana, to dosłownie ustawienie się w naturalnym kanale energetycznym który przez to okno wpływa. mała rzecz, a może zmienić wszystko.
Lowczyni08, „naturalny kanał energetyczny przez okno” to już mnie trochę gubi. okno przepuszcza światło i powietrze, to jest fakt. że przez okno „wpływa energia” to jest metafora czy twierdzenie? bo jeśli twierdzenie, to na jakiej podstawie? nie zaczepiam, naprawdę chce rozumieć czy mówisz o fizyce czy o czymś innym.
Widzę że ta dyskusja kręci się trochę wokół pytania czy energia miejsca jest „realna” czy subiektywna. Chcę powiedzieć jedno z mojej strony. Przez wiele lat pracy z przestrzeniami widzę powtarzający się wzorzec: miejsca z historią magazynu, piwnicy, składowania mają wspólny mianownik. Nie dlatego że jestem mistykiem, ale dlatego że te przestrzenie rzadko wietrzono, rzadko do nich wchodzono z intencją, i traktowano je jako „tył”. To zostawia ślad w tym jak się tam pracuje. Cyla64, jedno pytanie: czy masz w tym pomieszczeniu coś swojego, coś osobistego, co wniosłaś tam celowo jako „to jest moje miejsce pracy”?
ta ostatnia uwaga Cyla64 o tym ze nic tam nie jest „tylko dla tego miejsca” bardzo mnie uderzyła. bo u mnie jest podobnie z tym jednym pokój który mam podejrzenia. wszystko tam jest „z odzysku”, żadna rzecz nie jest specjalnie dla tego miejsca. nigdy nie pomyślałam o tym w takich kategoriach ale teraz widzę ze może to właśnie stąd to poczucie że to miejsce jest jakoś „niczyje”.
ta uwaga Krysi o rzeczach „z odzysku” to naprawdę coś. bo jest pytanie: czy to że nic nie jest specjalnie dla tego miejsca to przypadek, czy to jest jakiś sygnał że sami nie traktujemy tej przestrzeni poważnie? jak urządzasz pokój gościnny który lubisz, to jednak coś tam specjalnie kupisz, dobierzesz. a jak czegoś unikamy podświadomie, to może właśnie nic tam nie wnosimy. Cyla64 czy ty sama czujesz się w tym gabinecie jak u siebie czy bardziej jakbyś gościła w cudzym miejscu?
