Ostatnio mialem sytuacje kiedy naprawde sie przestraszylem i co ciekawe nie chodzi mi o sam strach jako emocje ale o to co sie wtedy dzieje z energia. Czulem jak cos jakby uciekalo ze mnie, nie w sensie metaforycznym tylko dosłownie. Nogi zimne, w klatce piersiowej pustka, jakby ktos odkrecil kran i to co we mnie bylo po prostu odpłyneło. Znacie to? I jesli tak to czy to normalny mechanizm energetyczny czy moze sygnał ze cos jest nie tak z nasza powloka?
Znam to uczucie i moge powiedziec ze to nie jest przypadek ani tylko fizjologia. kiedy pojawia sie silny strach, pole energetyczne robi sie dosłownie nieszczelne. Czakra splotu słonecznego sie kurczy, a jednoczesnie aura jakby peka w miejscach gdzie jestesmy najbardziej wraliwi 😀 To co opisujesz jako „odpłyniecie” to najprawdopodobniej nagly odpływ prany z dolnych czakr. Ciało w panice probuje sciagnac energie do centrum zeby chronic organy witalne, ale jesli jestesmy energetycznie wyczerpani to po prostu nie ma czego sciagac i czujemy te pustke.
Hm… ale czy to nie jest po prostu adrenalina i układ nerwowy? Serio pytam, bo nie wiem czy to co opisujecie ma jakis zwiazek z energia czy to bardziej fizyczne.
No to klasyczne odwracanie przyczyny i skutku. Adrenalina wyprzedza swiadoma rejestracje strachu, to jest udowodnione naukowo. Skad wiadomo ze „zaburzenie energetyczne” nie jest po prostu subiektywna interpretacja tego samego zjawiska fizjologicznego? Nie twierdze ze wasze doswiadczenia sa nieprawdziwe ale logika tu kuleje.
Opisujesz cos co Bartez to bardzo typowe dla osob z silnie aktywnym znakiem Skorpiona albo z Marsem w zlym aspekcie. Taka konstytucja energetyczna powoduje ze reakcja na stres jest znacznie gwaltowniejsza i odpływ energii trudniejszy do zatrzymania. Czy wiesz jaki masz ascendent?
Wisielczyni, astrologia tu nie jest najlepsza ramą. Temat jest o mechanizmie a nie o urodzinach. Bartez, wracajac do pytania - to co czules to prawdopodobnie rozproszenie pola bioenergetycznego pod wplywem silnego bodźca. Strach jest jednym z najbardziej destabilizujacych stanow jesli chodzi o spoistość aury. Pytanie do ciebie: jak długo trwał ten stan zimna, i pustki po ustaniu zagrożenia?
To wyczerpanie po strachu to jest klasyczny objaw ze czakra podstawy (pierwsza, muladhara) zostala mocno przeciazona albo wrecz chwilowo zablokowana. Ona odpowiada za uziemienie i bezpieczenstwo, wiec jak ucieka energia to wlasnie stamtad. Polecam po takich zdarzeniach chodzic boso po trawie albo ziemi, to szybko przywraca połaczenie.
A skad wiadomo ze to chodzi o te czakre a nie o inna? Pyta sie, bo sama ostatnio mialam cos podobnego i nie wiem czy to samo co Bartez opisuje.
Ojej, to ja też mialam dokladnie to co Bartez opisuje! Kilka tygodni temu byłam w bardzo stresującej sytuacji, i dosłownie poczulam jak coś ze mnie wychodzi przez stopy. Wtedy myslałam ze zwariowałam ale teraz widze ze to moze miec jakies wytłumaczenie energetyczne 🙂 Malwinka, pisałas o czakrze splotu słonecznego, ale czy mozna jednoczesnie czuc odpływ z kilku czakr naraz?
Mam jedno pytanie do bardziej doswiadczonych - czy to mozliwe ze niektore osoby sa bardziej narazone na to energetyczne rozbicie w momencie paniki? Bo mam wrazenie ze ja przy strachu zawsze tracę duzo wiecej energii niz moje znajome, one sie troche boja i po chwili wracaja do normy a ja potem leze godzinami.
Lunella, serio pytam bez zlych intencji - czy brałaś pod uwage ze to moze byc po prostu rozna reaktywnosc układu nerwowego? Niektorzy ludzie maja po prostu bardziej wrazliwy układ autonomiczny i dluzej im zajmuje powrot do rownowagi. Nie trzeba od razu energii do tego.
Lunella, na twoje pytanie - tak, sa osoby z naturalnie bardziej otwartym polem energetycznym i one sa bardziej podatne na takie odpływy. To ma swoje zalety i wady. Czulesz kiedy to sie zaczyna czy juz po fakcie?
Mam pytanko troche z boku ale zwiazane - czy jak ktos ma silny stach na co dzien, taki chronyczny lekk, to tez traci ciagle energie? Bo znam kogoś kto zawsze jest przestraszony i jest tez permanentnie wyconczony, mysle ze to moze byc połaczone.
Ehh… no tak to by wyjasnilo czemu niektorzy ludzie sa caly czas zmeczeni bez zadnego wyraznego powodu fizycznego. ciekawe, nie myslałem o tym w ten sposob wczesniej.
Dziedzilia, to bardzo celne pytanie i tak, chroniczny strach to jest permanentny wyciek. Różnica między paniką a chronicznym lękiem jest taka jak między pęknięciem a powolnym cieknięciem. Efekt końcowy podobny, tylko tempo inne. Dlatego ludzie z lękiem uogólnionym są wyczerpani niezależnie od tego ile śpią.
Właśnie, i to jest ważne rozróżnienie które Sauwak wskazał - panika to jest nagły, gwałtowny odpływ, a lęk chroniczny to takie ciągłe sączenie się energii przez niezamknięte „pory” w polu. I to drugie jest w sumie groźniejsze bo człowiek nie jest w stanie tego zatrzymać jednym prostym zabiegiem, to wymaga dłuższej pracy. Bartez, jak często masz te epizody paniki? Bo jeśli często, to może już masz po trochu jedno i drugie.
malwinka, nie jakoś często, raczej sporadycznie ale intensywnie. Ale to co Dziedzilia pisze o chronicznym zmęczeniu, to ja też znam i to nie jest to samo co ten odpływ przy panice. To jest jakby… inne. Plytsze ale bardziej ciągłe. Choc nie wiem czy to energia czy poprostu stres codzienny.
Słuchajcie, mam pytanie do całej tej dyskusji o chronicznym lęku i energii - skąd wogóle wiadomo gdzie kończy się „wyczerpanie energetyczne” a zaczyna zwykłe wypalenie albo problem z nerwami? Bo wy to traktujecie jakby to były różne rzeczy, a ja nie widzę jak je odróżnić w praktyce
Zastanawiam się czy te dwie rzeczy - panika i chroniczny strach - dają się w ogóle porównywać energetycznie, bo to jakby różne mechanizmy. Przy panice poczułam że coś ze mnie wyskakuje gwałtownie, a przy zwykłym lęku codziennym to raczej takie ociężenie, jakby wszystko zwalnia. Czarny z obu.
Jest jeszcze trzecia sytuacja o której nikt nie mówił - strach jako reakcja na coś co przychodzi z zewnątrz. Nie twój własny strach, tylko odpowiedź pola na obcą energię. Czasem to co odczuwamy jako panike nie jest naszą emocją tylko sygnałem że nasze pole wchodzi w kontakt z czymś destabilizującym. Bartez, ta sytuacja w której doznałeś tego epizodu, była sama w sobie zagrażająca czy mogło chodzić o coś innego?
Solstice, to ciekawe. Sytuacja była konkretna i realna, nie jakies duchy czy nic takiego ale… był tam jeden człowiek który mi zawsze robił strasznie dziwnie. Nigdy nie umiałem tego nazwać ale przy nim zawsze miałem takie nieprzyjemne odczucia. Nie wiem czy to ma związek.
No i Solstice trafia w cos istotnego. Bartez, ten człowiek przy którym masz nieprzyjemne odczucia, to może byc ktoś z bardzo ekspansywnym polem albo wrecz energetyczny pasożyt. Niektóre osoby nieświadomie zasilają się energią innych i przy silnym strachu, gdy nasze pole jest otwarte, ta ekspansja jest łatwiejsza. Warto by było zerknac na układ planet przy twoich urodzinach żeby zobaczyc czy masz w tym podatność.
Wisielczyni, energetyczny pasożyt to nie jest termin który wyjaśnia cokolwiek w tym kontekście. Bartez mówi o bardzo konkretnym epizodzie, z konkretnym fizycznym odczuciem w konkretnej sytuacji. Nakładanie na to interpretacji o obcej energii jest przedwczesne. Zanim dojdziemy do tego co zewnętrzne, warto najpierw zbadać co się działo z własnym polem. Co czułeś chwilę PRZED tym jak nogi zrobiły się zimne?
hej to „bycie poza sobą” to chyba ma swoją nazwę w psychologii, coś jak depersonalizacja? czy to jest to samo co tu opisujecie energetycznie czy to jednak dwie rózne rzeczy
ojej, to ja miałam chyba właśnie to „bycie poza sobą” w tej stresującej sytuacji o której pisałam! nie wiedziałam jak to nazwać, myślałam że zwariowałam. Czarek, dobrze że zapytałeś bo to mi dużo wyjaśnia. A Malwinka, to to rozsunięcie samo się cofa czy trzeba coś zrobić?
Zawilec, u większości osób wraca samo, ale nie zawsze do końca. Dlatego po takich epizodach polecam uziemienie, najprościej chodzenie boso po ziemi albo trzymanie obsydianu w dłoni przez kwadrans. Szybko ściąga to z powrotem. Pytanie do Barteza: czy po tym epizodzie przez kolejne dni też czułeś się jakoś inaczej niż zazwyczaj?
Niezapominajka, tak, przez kilka dni byłem jakby mniej „tu”. Trudno to opisac, ale jakbym był trochę odsunienty od siebie. Potem przeszło.
