Chciałam tu poruszyć coś, o czym rzadko się mówi wprost - tęsknota jako stan energetyczny. Nie chodzi mi o emocję samą w sobie, ale o to co ona robi z polem człowieka. Jak długo kogoś nie ma w naszym życiu, a my wciąż za nim tęsknimy, to wydaje mi się że zostaje jakiś... rozciągnięty łańcuch. Jakbyśmy jedną nogą stali w przeszłości. Czuję to fizycznie, dosłownie w klatce piersiowej, jakby coś ciągnęło. Znacie to? Interesuje mnie jak wy to postrzegacie od strony energetycznej - czy to są tak zwane srebrne nici, sznury? I co z tym w ogóle robić.
No i właśnie! Tęsknota to jeden z tych stanów, przy których praca z energią jest naprawdę wyraźna. Ja to widzę tak że to nie jest tylko emocja, to jest aktywny przepływ energii od ciebie do tej osoby lub miejsca. i włanśie dlatego tak bardzo wyczerpuje bo część twojej energii dosłownie... idzie gdzie indziej. Jak próbowałaś kiedyś medytować w takim stanie to pewnie wiesz że skupienie jest utrudnione, bo jesteś „rozlana” na kilka miejsc naraz. Ja to opisuję moim klientom jako dziurę w akapie - nie dosłowną, ale energetyczną. I rzeczywiście, w okolicach czakry serca to się najczęściej zbiera 😉
Mam pytanie bo jestem trochę zdezorientowana. Mówicie o tych „sznurach” czy niciach - to jest to samo co w bioenergoterapii nazywa się kordami? Czytałam gdzieś o przecinaniu kordów i zawsze mnie to trochę... no, budziło pewne wątpliwości. Bo jeśli te połączenia są z kims bliskim, z kimś kogo kochamy, to czy to nie zaszkodzi temu połączeniu? Pytam szczerze bo chyba nie do końca rozumiem jak to działa.
och no dobrze, ale czy ktoś może mi wyjaśnić na czym konkretnie ta „praca z kordem” miałaby polegać w praktyce? Bo słyszałam różne wersje - wizualizacja nożyczek, praca ze świecą, jakaś bioenergoterapia u specjalisty. I za każdym razem kiedy pytam to dostaję inną odpowiedź. Zdaje mi się że każdy wymyśla swoją metodę i potem to sprzedaje jako jedyną słuszną. Trochę mnie to irytuje powiem jak jest.
Czytam tę rozmowę i mam mieszane uczucia. Z jednej strony - tak, tęsknota boli fizycznie i to że ktoś czuje to w klatce piersiowej jest zrozumiałe. Ale z drugiej - czy napewno potrzebujemy „pracy energetycznej” zeby się z tym zmierzyć? Może po prostu czas? Albo rozmowa z kimś bliskim? Nie mówię że bioenergoterapia nie działa, tylko pytam - skąd wiemy kiedy to jest „kord”, a kiedy po prostu smutek który trzeba przeżyć?
Jest coś w tej rozmowie co chcę dopowiedzieć. Ten „rozciągnięty łańcuch do przeszłości” - to świetne określenie. W mojej pracy często widzę, że ludzie którzy tęsknią silnie i długo, mają jakby zaburzony przepływ w linii czasu własnej energii. Stoją w miejscu, a większość ich uwagi jest skierowana wstecz. I to dosłownie blokuje napływ nowych rzeczy. Nie dlatego że „los nie daje”, ale dlatego że energetycznie nie ma na to miejsca. Całość uwagi i pola jest zajęta czymś co już minęło. 😀
yhm... o matko, to tłumaczy tyle w moim zyciu. Serio. Czy to znaczy że jak człowiek utknie w tęsknocie to jakby samo życie się zatrzymuje? Czy są jakieś konkretne ćwiczenia albo kamienie które w tym pomagają? Czytałam gdzieś o różańcu albo malachicie przy pracy z sercem ale nie wiem czy to ma tutaj zastosowanie. :/
hmm, mam pytanie które mnie trapi od początku tej rozmowy. Mówimy o pracy z energią przy tęsknocie jakby to była rzecz, którą każdy powinien robić samemu. Ale czy nie ma sytuacji kiedy naprawdę warto pojsc do kogoś - do bioenergoterapeuty, i powiedzieć mu co się dzieje? Pytam dlatego że znam kilka osób które polecają konkretnych terapeutow i zastanawiam się jak odróżnić dobrego od takiego który po prostu bierze pieniądze i nic nie robi.
Hmm, ale jak to się ma do samodzielnej pracy? Bo z tego co rozumiem ta cała dyskusja o kordach i energii to brzmi jak coś, co można by zrobić samemu. Bez terapeuty. Tylko nie wiem od czego zacząć żeby to nie było tylko siedzenie z zamkniętymi oczami i myślenie „puszczam”. Bo miałam takie próby i nic z tego nie wychodziło.
wow to jest dokładnie to czego szukałem od jakiegoś czasu, mega dziękuję za tę rozmowę całej dyskusji 🙂 mam pytanie - piszecie o czakrze serca że tam się to zbiera. jak w ogóle rozpoznać że coś tam jest zablokowane? bo czuję czasem dziwny ucisk w klatce ale myślałem że to po prostu stres 🙁
okej wiec wracajac do mojego pytania z poprzedniego posta - jak rozpoznac ze cos jest zablokowane w tej czakrze serca? bo ten ucisk w klatce to jedno, ale czytam tu ze tesknocie chodzi o jakis przepływ energii przez czas i w ogole nie wiem jak to sobie wyobrazic. ktos moze mi to jakos prosto wytlumaczyc?
ok więc wracam do swojego pytania bo chyba nikt nie odpowiedział - jak to doslownie wyglada to „siedzenie z bólem”? mam zamknąć oczy, oddychać i.... co? czekać aż samo przejdzie? bo probowalam tak i po prostu zaczęłam myśleć o zakupach. serio. nie umiem stwierdzić czy robię coś źle czy to po prostu tak działa
mam pytanie trochę z boku - czy ta praca którą opisujecie ma sens jeśli ta osoba nadal gdzieś istnieje i mogłabym do niej napisać? bo mam wrażenie ze jak zacznę „przecinać kordy” to jakby... zniszczę coś. nie wiem jak to wyjaśnić. jakby to było zdanie się na to że koniec to koniec
no ale skoro przedmioty mogą zakotwiczać energie to jest jakiś sposób żeby je oczyścić zamiast wyrzucać? bo mam coś podobnego i nie chcę się tego pozbywać bo to jest też piękna rzecz po prostu, niezależnie od kontekstu 😉
szałwia i sól to podstawa przy oczyszczaniu, to sprawdzone. Ja bym dodała jeszcze krysztal gorski trzymany przy przedmiocie przez kilka dób - wciągnie resztki energetyczne. Potem kryształ wyczyścić oczywiscie.
hej, nie żeby mi bardzo zależało na tej konkretnej kwestii z kamieniami ale... czy to jest dyskusja o tęsknocie i energii czy o kryształach? 😉 pytam serio bo zaczęłam czytac ten wątek od początku i jest tu kilka na prawdę ciekawych rzeczy o tym jak tęsknota działa - to zdanie o oplakiwaniu siebie z tamtego czasu naprawdę mi zostało - i troche szkoda że to wszystko się rozmywa
ale jak to w praktyce wygląda, ta praca bez założenia? no bo jak siadam do czegoś i mówię sobie „ok jestem otwarta na cokolwiek” to po chwili i tak gdzieś z tyłu głowy jest to czego chcę. to się da wyłączyć czy bardziej uczysz się to obserwować i nie gonić za tym? 🙁
hmm, dobra ale skoro ta praca ma najlepiej działać kiedy się nie czeka na efekt, to jak wgl wiesz że cos zadziałało? bo to trochę brzmi jak: medytuj i nie sprawdzaj efektów, czyli de facto nie wiesz czy to działa czy nie działa. pytam serio, nie złośliwie
ta kwestia „czy druga strona czuje” to jest etycznie ważniejsza niż się wydaje na pierwszy rzut. bo jeśli założymy że tak, to praca energetyczna wchodzi w strefę działania na kogoś bez jego wiedzy i zgody. I tutaj jest naprawdę miejsce do refleksji, niezależnie od tego czy ktoś wierzy czy nie wierzy w skuteczność tych działań. 😀
no tak ale w praktyce ta granica jest baaaardzo ciężka do utrzymania. bo jak pracujesz nad „swoją stroną” to jednak masz w głowie obraz tej osoby, jej energie itd. i gdzies tam to wplywa na ten kord z obu stron, chcesz czy nie. latwo powiedziec „pracuje tylko nad soba” ale to troche samooszukiwanie jesli mam byc szczera
no i to jest właśnie clou tego wszystkiego. ta granica między „pracuję nad sobą” a „działam na kogoś” jest w praktyce prawie niemożliwa do utrzymania kiedy ta osoba jest żywa i gdzieś tam jest. bo kord to nie jest jednostronna rura. cokolwiek się dzieje po jednej stronie, to druga strona to odczuwa, chcesz nie chcesz. możesz sobie mówić że pracujesz „tylko nad swoją częścią” ale to troche jak mówienie że ciągniesz tylko swoją połowę liny.
ale jak praktycznie odróżnić intencję? bo jak zaczynam pracę to mówię sobie „pracuję dla swojego spokoju” i to jest szczere. ale po dwudziestu minutach siedzę i wyobrażam sobie że ta osoba do mnie wraca i że wszystko się układa. i to już chyba nie jest tylko moja strona, prawda? gdzieś po drodze mi się to zmienia.
a co jeśli nie da się tego rozdzielić? bo ja jak myślę o swoim spokoju to on jest nierozerwalnie związany z tą konkretną osobą. mój spokój wygląda tak, że ona jest w moim życiu. jak mam pracować nad spokojem nie myśląc o niej?
hej, wchodząc trochę z boku do tego wątku etycznego. zastanawia mnie czy ktoś kiedyś zapytał wprost osobę od której się energetycznie „odczepiał” jak ona to odebrała. bo dyskutujemy o tym że może coś czuje, może nie, może to zbieżność - ale czy ktokolwiek tu miał sytuację że rozmawiał potem z tą osobą i ona cokolwiek wspomniała? bez sugerowania, po prostu cokolwiek? 😛
i właśnie dlatego pytam - bo terapeuta od razu zaproponował konkretne sesje, podał cenę, wszystko sprawnie. i chodzi mi to po głowie czy to jest ok że on mnie w zasadzie zarekomendował sam sobie? powiedział „to co czujesz to kord, powinnас przyjść na sesję ze mną”. nie mówię że kłamie, ale... czy nie ma tu konfliktu interesów? serio pytam, bo nie wiem jak to ocenić w tej branży
