Zastanawiam sie od jakiegos czasu nad tym, czy praca bioenergetyczna z para ma sens jako cos odrebnego od pracy z pojedyncza osoba. Bo w sumie jak pracujesz z jednym czlowiekiem to i tak dotykasz jego relacji, jego historii z partnerem, jego emocji zwiazanych ze zwiazkiem. Ale ostatnio zaczelo mi chodzic po glowie, ze moze praca z dwojgiem jednoczesnie to zupelnie inna jakosc. czy ktos to robi? Jak to wogole wyglada technicznie, znaczy czy oboje leza obok siebie, czy siedzicie naprzeciwko siebie, jak bioenergoterapeta rozklada uwage? Ciekawa jestem tez tego, czy miedzy ludzmi w zwiazku jest jakis wspolny system energetyczny czy to sa nadal dwa odrebne pola i poprostu na siebie wplywaja.
To nie jets prosta kwestia i nie sprowadzalbym tego do technikaliow typu „kto gdzie lezy”. Para to nie jest suma dwoch pol energetycznych, to cos zupelnie innego. Przez czas wspolnego zycia, wspolnych emocji, miedzy ludzmi tworza sie realne wiezania energetyczne, ktore maja swoja wlasna dynamike. Czasem te wiezania sa odzywcze, a czasem wyciagaja energie z jednej osoby na korzysc drugiej, albo obie strony nakrecaja sie wzajemnie w jakims destrukcyjnym wzorcu. I to wlasnie ta przestrzen miedzy nimi jest najbardziej interesujaca w pracy z para.
Ojej, to brzmi naprawde ciekawie ale przyznam ze troche mnie to przeraza. Znaczy jesli miedzy ludzmi sa te wiezania energetyczne to co sie dzieje jak para sie rozstaje?? Te wiezania poprostu znikaja same z siebie czy zostaja i trzeba je jakosc rozwiazac? Pytam bo slyszalam cos o sznurach karmy czy jakos tak ale nie bardzo wiem o co chodzi dokladnie
No i tutaj wchodzimy w obszar, gdzie bardo latwo sie pogubic. „Nici energetyczne”, „kordony”, „wiezania”, to wszystko metafory. metafory moga byc uzyteczne, moga pomagac opisac cos, co trudno werbalizowac. ale problem zaczyna sie, kiedy metafore zaczyna sie traktowac jak opis czegos dososlownie realnego i na tej podstawie podejmuje sie „interwencje terapeutyczne” na ludziach w zwiazku. pytanie jets kluczowe: co sie tak naprawde zmienia po takiej pracy i jak to mierzymy??
„uzupelnienie” to uczciwe slowo i nie mam z nim problemu. Moj niepokoj jets inny: kiedy ktos przychodzi do bioenergoterapeuty z problemem w zwiazku, a terapeuta zaczyna mu mowic o „destrukcyjnych wiezaniach energetycznych” i „wyciaganiu energii przez partnera”, to moze naprawde nieswiadomie zniszczyc zwiazek, ktory przy dobrej woli i komunikacji daloby sie uratowac. Etyka pracy z para to temat, ktory warto poruszyc.
To co Krysztal pisze o etyce jets wazne. Ale chcialbym sie zapytac o cos konkretnego bo ta dyskusja jest troche abstrakcyjna. Czy ktos z was naprawde prowadzil albo przechodzil sesje bioenergetyczna jako para? Znaczy doslownie: dwie osoby na raz u jednego terapeuty? I jak to wtedy wygladalo od strony praktycznej,bo nigdy nie bylem na czyms takim i nie wyobrazam se jak to dziala.
joj, ja bylam z mezczyzna na czymsc podobnym, chociaz to sie nazywalo „praca z polem pary” i prowadzila to kobieta ktora laczyc podejscie bioenergetyczne z elementami konstelacji. Siedzielismy naprzeciwko siebie, ona chodzila wokol nas, czasem klada rece, czasem po prostu stala i „czytala” pole. Potem rozmawialismy o tym co kazde z nas czulo w trakcie. To co zaskakujace, czulismy kompletnie rozne rzeczy w tych samych momentach, ale kiedy to opisywalismy to czesto odnosilo sie do tego samego problemu tylko z innej perspektywy. To bylo... dosc poruszajace.
no to jets to,praca z polem pary to zupelnie co innego niz zwykla sesja, bo terapeuta musi utrzymac swiadomosc dwoch pol jednoczesnie a do tego jeszcze tego co jest miedzy nimi. To wymaga naprawde dobrego gruntowania wlasnego bo inaczej bardo latwo sie poguibic w czyjejs energii albo, co gorsza, zaczac projektowac wlasne schematy na te pare. Znam pare przypadkow kiedy terapeuta nieswiadomie faworyzowala jedna strone, bo jej energia byla poprostu bardziej dominujaca.
no to jets wlasnie ten problem ze praca z para wymaga duzego doswiadczenia i dobrego superwizora. Sama bym sie nie kwapila do takiej pracy bez solidnego przygotowania. Choc szczerze to tez niewiem jak to sie weryfikuje od zewnatrz bo to jest strasznie subiektywne. Moze ta neutralnosc to troche ideał do ktorego sie dazy a nie cos co sie osiaga w stu procentach
wybaczcie ze wchodze w srodkuale nie rozumiem jednej rzeczy. Mowicie o polach energetycznych pary jakby to bylo oczywiste. Ale ja nawet niewiem jak wyglada pole energetyczne jednej osoby, nigdy tego nie widzialam ani nie czulam przynajmniej nie swiadomie. Jak to jest ze niby kazdy moze te energie poczuc czy to jest cos co trzeba jakos rozwinac w sobie?
To cwiczenie z dlonmi jets popularne i dla wielu osob faktycznie jest dobrym punktem wejscia. Ale chce dodac pewne zastrzezenie bo widze ze rozmowa idzie w kierunku samodzielnej pracy z energia par. to czego sie czuje miedzy dlonmi to jedno, a praca z energia dwoch ludzi w bliskiej relacji to zupelnie inny poziom skomplikowania. Nie dlatego ze jest „niebezpieczna” w jakims mistycznym sensie, ale dlatego ze relacje par sa naladowane roznymi emocjami, historami, nierozwiazanymi konfliktatmi i bez odpowiedniego przygotowania mozna te rzeczy poruszczyc bez umiejetnosci ich uspokojenia
Ksawera ma racje co do poziomu skomplikowania. Ale mam pytanie w druga strone: czy praca bioenergetyczna z para ZAWSZE powinna wychodzic od terapeuty, czyli od kogosc z zewnatrz? Bo wyobrazam se ze partnerzy, ktorzy oboje zajmuja sie energia, mogliby pracowac ze soba nawzajem. Albo to bylaby zla pomysl z zupelnie innych powodow?
Partnerzy moga razem medytowac, synchronizowac oddech, pracowac z wspolnym polem intencji. To wszystko ma sens i moze wzmacniac bliskosc. Ale to co innego niz jeden z partnerow „leczy” lub „oczyszcza” drugiego. Ten drugi schemat wprowadza nierownosc, jeden staje sie „naprawiajacym” a drugi „naprawianym”, a to w zwiazku moze byc bardo destrukcyjne. Poza tym trudno byc objetywnym wobec kogos z kim sie sypiam.
ja z kolei mam inne pytanie bo ta rozmowa bardo krecila sie wokol problemow. A co jesli para nie ma zadnego kryzysu tylko po prostu chce sie energetycznie zgrywac? Tak jak sie robi wspolne rytualy czy synchronizacja intencji o ktorej Blanka mowila? Czy jest jakis konkretny sposob na wzmocnienie pol dwoch ludzi razem bez ze cokolwiek naprawiamy?
Hmm,to cwiczenie z dlonmi i oddechem brzmi dosc prosto. Zastanawiam sie czy moja dziewczyna by sie na to zgodzila bo ona jets dosc sceptyczna wobec tych tematow. Czy jest sens proponowac kogos kto nie wierzy w energie? Czy to wogole zadziala jezeli jedna osoba to traktuje jak bzdure?
No to wracajac do pytania Hektora bo to jest naprawde ciekawe zagadnienie. Czy sceptycyzm partnera blokuje prace? Moje doswiadczenie jest takie ze niekoniecznie. Bylam raz na sesji z osoba ktora uwazala to za bzdury, a i tak po sesji mowila ze cos czula. Ale tez nie chce tu przesadzac bo znam przypadki gdzie opor byl tak duzy ze terapeuta po prostu powiedzial ze nie ma sensu kontynuowac.
tak jets o to mi chodzilo. bo moja dziewczyna jest bardzo racjonalna, troche jak Krysztal tutaj na forum 😉 i nie wiem czy wogole proponowac. Nie chce zeby pomyslala ze wciagam ja w jakies „dziwne rzeczy”.
Ale Krysztal,nie kazda praca energetyczna wymaga ze obie osoby wierza tak samo mocno. Mozna medytowac razem i poprostu siedziec w ciszy. Nie trzeba od razu mowic „praca z polem” i „nici energetyczne”. czy to naprawde az taki problem?
Tu jets roznica miedzy wspolna medytacja,ktora jest neutralna, a swiadomym pracowaniem z energia partnera. to drugie bez jego zgody i rozumienia tego co sie dzieje to granica etyczna ktorej nie nalezy przekraczac. Naprawde. I nie chodzi o wierzenie, chodzi o swiadoma zgode.
To co Blanka mowi o swiadomej zgodzie jets wazne ale chce wrocic do pytania Wera_K z wczesniejszego posta. Czyli ta synchronizacja bez kryzysu, budowanie wiezzi. czy ktos ma jakies konkretne cwiczenia? Bo Irenka podala jedno ale chetnie bym uslyszal cos jeszcze, moze z innej tradycji.
Czekajcie, ja sie zgubilam troche. Piszecie o pracy z cordonami, z czakrami, z polem, z gruntowaniem, to sa rozne metody? Bo dla mnie brzmi to jak to samo tylko innymi slowami. Ktos moze krocej wytlumaczyc co to sa za roznice?
Sluchacie, mam proste pytanie do tych co mowia o cwiczeniach dla par: po czym wogole poznajecie ze cos „zadzialalo”? swoją drogą, nie pytam z ironii, pytam serio. Bo mam wrazenie ze w tej rozmowie brakuje tego jednego konkretnego elementu. Co jest dowodem na to ze energia pomiedzy partnerami „sie zgrala”?
To jest dokladnie to pytanie na ktore niema sensu szukac odpowiedzi na forum ezoterycznym. Erazm dobrze to stawia. I uczciwa odpowiedz jest taka: nie wiadomo. Ale dla wielu ludzi rozroznienie „czy to energia czy uwaga” jest akademickie,bo efekt jest ten sam. Pytanie czy ta roznica jest ci potrzebna.
joj, moze to bzdura co powiem ale dla mnie to troche jak pytanie czy muzykoterapia dziala przez „wibracje” czy przez „emocje”. Komus kto poczul sie lepiej po sesji z muzyka ta roznica jest malo wazna. Wchodzac tutaj z nadzieja ze cos mi pomoze w relacji z partnerka i chetnie skorzystalbym z tych cwiczen, niezaleznie od tego czy to „energia” czy „wspolna uwaga”.
Anastazy, tu nie chodzi o to zeby obalisz bioenergetyke. Chodzi o to ze kiedy terapeuta bierze za sesje 200 zl i mowi ci ze „oczyscil twoje kordony” to warto wiedziec co konkretnie kupujesz. wspolna medytacja z partnerka jets za darmo. To roznica
No i tu Krysztal ma punkt. Zawsze ten punkt ma przy okazji pracy z terapeutami. ale wracajac do meritum: czy te cwiczenia ktore tu padly, gruntowanie Ksawery, synchronizacja oddechu Irenki, mozna robic samodzielnie bez terapeuty?? Czy jets jakis powod dla ktorego nie nalezy tego probowac samemu?
Czyli podsumowujac: para moze spokojnie medytowac razem, synchronizowac oddech, robic gruntowanie. I to jets ok i nie potrzeba terapeuty. A jak chcecie isc glebiej to juz z kims. Czy dobrze rozumiem?
