Hej, chciałam zapytać czy ktoś miał doświadczenie z bioenergoterapią przy porodzie?? Byłam ostatnio na spotkaniu u jednej pani bioenergoterapetuky, i powiedziała że praca z energią może naprawdę pomóc w bólu porodowym, że można niejako „przeprowadzić” rodzącą przez te fale bólu. Mnie to bardzo zaciekawiło bo za kilka miesięcy sama rodzę i szukam wszystkiego co może pomóc. Czy ktoś coś wie na ten temat?
o tak, słyszałam o tym! Bioenergoterapia przy porodzie to jest coś co moja znajoma robiła i podobno bardzo pomogło. Chodziło o to że terapeuta pracował z jej czakrą sakralną i podstawy przed i w trakcie, żeby kanał był „otwarty” energetycznie. Nie wiem jak to wytłumaczyć naukowo ale jej ból był podobno znacznie znośniejszy. Masz jakiegoś konkretnego terapeutę czy szukasz dopiero?
Zatrzymajmy sie chwile. Brzmi pięknie, czakra sakralna otwarta i ból mniejszy, ale chce zapytac wprost: czy ta pani terapeuta ma jakiekolwiek przygotowanie okołoporodowe? Bo jedno to praca z energia a drugie to obecnosc przy porodzie, ktory moze się skończyć interwencją medyczna. Czy ktoś z was zna przypadek gdzie to było robione w szpitalu, za wiedzą personelu?
szczerze? mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem że kobieta chce mieć jak najwięcej wsparcia podczas porodu, z drugiej nie do końca wiem jak to ma działać w praktyce. Ból porodowy to nie jest zwykłe napięcie mięśniowe, to jest proces fizjologiczny. Co dokładnie ta terapeuta robiła, nakładała ręce? Stała obok? Bo to dość duża różnica.
właśnie, ona mówiła o nakładaniu rąk na okolice lędźwiową i na biodra, oraz o „czyszczeniu” pola energetycznego żeby zmniejszyć blokady. Mówiła też że ból jest informacją energetyczną i że można z nią pracować żeby nie był tak „gęsty”. Brzmi to trochę abstrakcyjnie, przyznam.
musze tu coś powiedziec, bo kilka rzeczy zostało pomieszanych. Bioenergoterapia jako wsparcie towarzyszące porodowi, szczególnie w nurcie podobnym do reiki czy pracy z polem bioenergetycznym, istnieje i jest stosowana. Są położne na zachodzie które się w tym specjalizują. Natomiast pojęcie „czyszczenia blokad energetycznych” przy bólu porodowym to już dużo luźniejsza interpretacja, bo ból porodowy ma jasną funkcje, jest sygnalem do parcia, do zmiany pozycji, do oddychania. Nie powinno się go traktować jako „coś zlego do usunięcia”.
ale czy to nie chodzi właśnie o to żeby zmienić jak kobieta ten ból odbiera, nie żeby go usunąć? Bo np. podczas porodu hipnoza podobno nie usuwa bólu tylko zmienia relację do niego. Może bioenergia działa podobnie?
prowadzę notatki z różnych podejść i muszę powiedzieć że natrafiłam na dwie skrajne opinie na ten temat. jedne osoby mówią że to zbawienie, inne że to placebo. Mnie interesuje co tak naprawdę można zmierzyć: czy ktoś porównywał czas porodu, ilość znieczuleń, subiektywną ocenę bólu u kobiet które miały wsparcie bioenergotyczne vs. te które nie miały?
hej, ciekawa dyskusja. Mam inne pytanie, trochę z boku: w jakim momencie porodu to wsparcie ma wogóle sens? Na początku, przy rozwarciu? Czy bardziej przy parciu? Bo wyobrazam sobie że przy aktywnym parciu to terapeuta stoi z boku i co właściwie robi, to trochę dziwne.
Obserwuję ten temat i trochę mi się otwiera szerszy obraz. Przy porodzie mamy trzy energie, żeby tak powiedzieć: energię fizyczną ciała, energię emocjonalną strachu i oczekiwania, i energię „przepływu” czyli tego czy kobieta poddaje się procesowi czy z nim walczy. Bioenergoterapia pracuje chyba głównie z tym środkowym i trzecim aspektem. Strach blokuje przepływ i to jest coś realnego, nawet z perspektywy fizjologii, bo adrenalina zwalnia skurcze. Więc jeśli terapeuta pomaga obniżyć strach, to pośrednio pomaga porodowi.
no właśnie, i to jest kluczowe pytanie ktore Rozalinka sama zadała. Czy działają ręce energetycznie, czy działa obecnosc spokojnego człowieka? Bo to są dwie kompletnie różne rzeczy i obie mogą dawac podobny efekt. Doula też nie przenosi żadnej energii a badania pokazuja ze jej obecnosc skraca porody i zmniejsza ilość cesarek. Wiec może to kwestia towarzyszenia a nie bioenergii?
no ale czemu od razu to wykluczać, moze te dwie rzeczy jednoczesnie dzialaja? Nie rozumie czemu jak cos jest kwestia obecnosci to juz nie moze byc rowniez energetyczne. Czakry tez sa przeciez powiazane z emocjami i cialem fizycznym.
ojej, nie wiedziałam że to tyle kosztuje. Ile to mniej więcej? I czy takie sesje robi się przed porodem żeby przygotować to pole energetyczne czy dopiero na sali?
moja znajoma miała kilka sesji przed porodem i jedną w trakcie. Te przed to były raczej na poziomie przygotowania psychicznego i energetycznego, a ta w trakcie to było właśnie to nakładanie rąk i praca z oddechem. Ceny różnie, zależy od terapeuty, ale nie jest to tanie.
wracam do swojego wcześniejszego pytania bo nikt nie odpowiedział, mamy tu jakieś konkretne dane albo chociaż zbierane obserwacje własne? Bo widzę że rozmawiamy głównie o tym „czuć się lepiej” ale mnie interesuje czy ktoś naprawdę porównywał dwa porody u siebie, jeden z bioenergoterapią drugi bez?
Trzmielina, to jest uczciwe pytanie ale trochę trudne metodologicznie, bo żadne dwa porody nie są takie same nawet u tej samej kobiety. Drugie dziecko to już zupełnie inne ciało i inna psychika rodzącej. natomiast znam kobiety które mówią że drugi poród z bioenergoterapeutą był łatwiejszy niż pierwszy bez, tylko nie wiesz ile z tego to nauka z doświadczenia a ile faktyczna praca energetyczna.
ojej, to ile to mniej więcej kosztuje? bo Frydkaa napisała że nie jest tanio, ale nie powiedziała konkretnie. Pytam bo sama jestem w ciąży i zastanawiam się czy to w ogóle dla mnie, ale jak to jest jakieś kosmiczne pieniądze to odpada zanim zacznę szukać kogoś takiego.
i wlasnie tu jest problem, ktos jest dostepny godzinami przy porodzie który może trwac 20 godzin, i liczy to sobie odpowiednio. To nie jest tania usluga i nikt nie mowi wprost ile to realnie kosztuje przy całym porodzie. Selenitka, dobrze ze pytasz o konkret, bo reszta rozmowy jest strasznie w chmurach.
dobra, ale cofam do mojego pytania z poprzedniego wpisu bo Perzyna odpowiedziała tylko część. Ona napisała że zna kobiety które mówią że drugi poród był łatwiejszy ale to jest klasyczny błąd potwierdzenia, prawda? Znaczy, nie słyszysz o tych co powiedzą że nie pomogło, bo te osoby po prostu nie mówią o tym głośno albo się nie pojawiają w takich rozmowach. To nie jest nawet kwestia metodologii, to podstawowe pytanie o selekcję przykładów.
wróćmy moze do tego co Rozalinka właściwie chciała wiedzieć na początku, bo zaczynamy chodzić w kółko wokół metodologii. Pytanie było o to czy i jak to działa podczas samego porodu. Mnie wciąż interesuje ta kwestia praktyczna: co terapeuta robi przy aktywnym parciu? Serio, wyobrażam sobie że tam jest trochę chaos, położna, może lekarz, i ktoś jeszcze kładzie ręce na biodra. To w ogóle logistycznie działa?
no to wtedy mamy sytuację gdzie terapeuta stoi obok i nic nie dotyka a pobiera pieniądze za „pracę z polem”. Przepraszam, ale tutaj mój sceptycyzm dosłownie wyskakuje przez uszy. No jak wtedy wogóle wiadomo że cokolwiek robi? Że tam jest?
ale czy to jest w ogóle ważne co jest mechanizmem jeśli kobieta czuje się lepiej? Pytam serio, bo mam wrażenie że ta dyskusja trochę utknęła w tej pułapce że coś musi być „udowodnione” żeby miało sens. Tymczasem dużo rzeczy w medycynie konwencjonalnej też do końca nie wiadomo dlaczego działa, a nikt nie mówi żeby tego nie stosować
to jest coś o czym też myślę. Ta pani nie mówiła że bioenergia zastępuje medycynę, wręcz przeciwnie, bardzo podkreślała że to jest tylko dodatek. Ale rozumiem co Zaklinacz ma na myśli, bo nie każdy terapeuta ma takie podejście. I nie każda rodząca jest w stanie ocenić w trakcie porodu czy ta konkretna osoba jest odpowiedzialna.
Nadrabiam ten wątek i mam pytanie które może być głupie, ale: czy ktoś w ogóle rozmawiał ze swoją położną o tym żeby wpuścić terapeutę na salę? jak reagują? Bo wydaje mi się że to jest ten pierwszy bardzo praktyczny krok przed całą resztą tej dyskusji.
to jest dosyć niepokojące co Frydkaa napisała. Jeśli trzeba ukrywać tożsamość osoby która asystuje przy porodzie, to chyba coś z tym nie gra. Personel medyczny ma prawo wiedzieć kto jest na sali i w jakiej roli. A jeśli terapeuta jest przedstawiony jako „przyjaciółka”, to w razie jakiegokolwiek problemu nie wiadomo kim jest i jaka jest jego rola.
Marianka ma tu ważny punkt. To nie jest kwestia ezoteryki ani sceptycyzmu, to jest kwestia bezpieczenstwa i procedur szpitalnych. Rozwiazaniem byłoby szukanie szpitala lub centrum narodzin który ma otwartość na takie formy wsparcia, albo poród w domu z polozna ktora zna terapeutę i akceptuje jego obecność. Ukrywanie roli kogokolwiek na sali porodowej to nie jest dobra droga.
dobra to mamy kolejny wymiar tego tematu, a mianowicie gdzie w ogóle legalnie i otwarcie można mieć terapeutę przy sobie. Zna ktoś jakieś miejsce w Polsce gdzie to jest normalną praktyką i personel to akceptuje?? Bo dotąd rozmawiamy jakby to było oczywiste ze można, a może wcale nie jest.
