Zastanawiam się nad czymś ostatnio i nie mogę sobie dać z tym spokoju. Czy energia w ogóle jest sprawiedliwa? Znaczy czy działa tak samo na wszystkich ludzi, czy jednak na kogoś bardziej, na kogoś mniej? Bo mam wrażenie że u mnie po sesjach bioenergoterapii coś się dzieje, ale moja koleżanka chodzi od pól roku i mówi że nic nie czuje. I zastawiam się czy to kwestia otwartości, karmy, predyspozycji… czy może po prostu energia nie jest dla wszystkich rowna?
O, to bardzo dobre pytanie i sama się nad tym często zastanawiam!! Myślę że energia sama w sobie jest neutralna i wszedobylska, ale jej odbiór to już zupełnie inna historia. Pracuje z czakrami jakiś czas i naprawdę widzę różnicę między ludźmi - jedni lapia energię od razu, inni potrzebuja miesięcy zanim w ogóle zaczna coś odczuwać. Nie wiem czy to niesprawiedliwos, bardziej bym powiedziała że to jak że słuchem muzycznym - jedni mają go z urodzenia, inni muszą cwiczac latami 🙂
Samo pojęcie „sprawiedliwosci” w kontekście energii jest trochę mylace, bo energia nie ma intencji. Nie nagradza ani nie karze. To co różni ludzie odczuwają jako „więcej” lub „mniej” to wypadkowa kilku czynników: stopnia otwarcia systemu energetycznego, dotychczasowych blokad, ale też - i to ważne - tego jak dana osoba definiuje „odczuwanie”. Część ludzi ma bardzo rozbudowane kanały czuciowe i lapie nawet subtelne zmiany. Inni potrzebuja wyraznych sygnałów. To nie znaczy że energia ich omija, tylko że nie mają jeszcze narzędzi do jej odczytywania. Twoja koleżanka może otrzymywac i nie wiedzieć o tym.
No ale chwila, bo to co piszesz Swiatowid to brzmi trochę jak wyjaśnienie na każda okazje. Jak ktoś czuje to energia działa, jak nie czuje to też działa tylko on „nie ma narzędzi”. Nie ma jak sprawdzić, zawsze się zgadza. Nie mówię że to brednie, ale takie tłumaczenie jest podejrzanie wygodne, nie? Skąd wiadomo że ktoś dostaje energię skoro sam nic nie czuje?
Energia zdecydowanie nie jest sprawiedliwa i koniec, nie ma co owijac w bawełnę 🙂 Jedni ludzie są energetycznie „bogatsi” - mają rozwiniety system, otwarte czakry, lata pracy nad sobą. Dla nich wszystko działa szybciej i mocniej. Inni przychodza z ogromna iloscia blokad, czasem budowanych calymi pokoleniami, i muszą te warstwy zdejmowac jedna po drugiej zanim w ogóle zaczna coś czuć. To nie jest tak że energia jest dla wszystkich taka sama - ona reaguje na stan systemu który odbiera.
Buszuję po tym wątku z zainteresowaniem bo sama jestem raczej sceptyczna wobec tego wszystkiego, ale mnie to pytanie autentycznie ciekawi z innego kąta. Czy wg was ta „nierowonosc” nie jest po prostu kwestia psychiki? Tzn. jeśli ktoś bardzo chce wierzyć, to podświadomie interpretuje wszystkie bodźce jako potwierdzenie że coś się dzieje. I odwrotnie - jeśli ktoś jest zamknięty albo sceptyczny, to nawet prawdziwa zmiana może przejść niezauwazona. Nie mówię że energia nie istnieje, pytam szczerze
Pamiętam że jak sam zaczynałem, to myślałem że jestem jakoś gorszy bo inni z grupy czuli ciepło w dłoniach, a ja nic. Minęło pare miesięcy zanim w ogóle coś lapnałem. Ale teraz jak pracuje z energia, to jest jak stary nawyk, rozpoznaje ja bez zastanowienia. Więc z mojej strony: nie martw się tym że ktoś inny lapie szybciej. Tempo naprawdę nie ma związku z tym czy w ogóle możesz pracować z energia.
Szczerze? Myślę że są osoby bardziej i mniej podatne z różnych powodów - konstytucja energetyczna,historia emocjonalna, stan czakr. Nie powiem że każdy dotrze do tego samego miejsca w tym samym czasie. Ale też nie skreslalbym nikogo po pól roku. Znam przypadki kiedy coś peklo po dwóch latach pracy.
To co piszecie o różnicy między ludźmi bardzo mi pasuje do tego co widzę w kartach - w tarocie też są energetyczniejsze osoby które podczas rzutu praktycznie „ciagna” odpowiednie karty, i są takie przy których wszystko jest jakby przypadkowe. Zawsze to tlumaczylam właśnie stanem systemu energetycznego, ale może się myle. czy bioenergoterapia może pomóc w „odblokawaniu” tego u osoby mniej podatnej?
a ile srednio trwa zanim się zaczyna coś czuć? bo chciałbym spróbować ale nie bede chodzić rok żeby odkryc że nic z tego.
Wracam do głównego pytania… zastanawia mnie czy karma nie odgrywa tu roli? Tzn. czy osoby z ciezka karma mogą być jakoś energetycznie „zablokowane” bardziej niż inne, i właśnie dlatego energia trudniej do nich dociera? Wydaje mi się że to logiczne ale nie jestem pewna czy tak to działa.
Oj, temat mi się podoba bo sama sie nad tym glowilam przez długi czas. Powiem wam jak to widze po swoich doswiadczeniach. Kiedyś mialam znajoma która szła na każda sesje, kazdy rytuał, każda medytacje i cały czas narzekala że „nic nie czuje”. Az w końcu wyszło w rozmowie że ona absolutnie nie wierzy w to co robi, chodzi bo koleżanki chodza. I to chyba jest sedno - nie chodzi nawet o podatnosc biologiczna czy karmiczna, chodzi o to czy człowiek w glab siebie jest otwarty. Energia nie omija jej, ale ona sama stawia taka grube szkło miedzy soba a tym co płynie. Czy to robi was myslec o tej „niesprawiedliwosci” inaczej?
przepraszam za glupawe pytanie ale co to właściwie znaczy być „otwartym” na energię? Czy to jest coś co się robi świadomie czy to przychodzi samo? Bo jak czytam te wątek to rozumiem o co chodzi ogólnie, ale nie rozumiem jak ktoś ma się „otworzyć” jesli nie wie jak.
Pytanie w tytule wątku kryje w sobie założenie które może być źródeł nieporozumienia. Energia nie jest sprawiedliwa ani niesprawiedliwa, bo sprawiedliwosc jest pojęciem ludzkim, moralnym. Energia jest jak rzeka - płynie tam gdzie może płynąć. jeśli koryto jest zasnute mulern, płynie wolniej albo omija to miejsce. to nie koryto jest „gorsze”, po prostu wymaga oczyszczenia. To co nazywacie niesprawiedliwoscia to różnica w przygotowaniu gruntu. I ta różnica nie jest stała - zmienia się przez całe życie.
Ciekawa dyskusja. Prowadzę notatki od jakiegoś czasu i próbuję porównywać różne podejścia - mam zapisane jak się czułem przed sesjami i po. Efekty są różne, czasem wyraźne, czasem prawie zerowe. Ale zauważyłem jedna rzecz która pasuje do tego co tu piszecie: te sesje gdzie byłem zmęczony albo rozproszony zawsze dawały mniejszy efekt. Więc może ta „otwartość” to po prostu stan skupienia i gotowości, a nie jakiś metafizyczny dar?
Siedzę nad tym wątkiem od początku i mam pytanie może głupie ale - czy to znaczy że jak ktoś „nie czuje” energii, to te sesje są dla niego bezuzyteczne? Bo z tego co rozumiem, można nie czuć a i tak być uzdrowionym? Czy dobrze rozumiem?
no ale tu właśnie wracamy do tego samego kolka co wcześniej. „czujesz - działa, nie czujesz - też działa”. jak udowodnić że to energia a nie po prostu placebo i efekt relaksacji? serio pytam, nie złośliwie
Ten wątek z placebo jest ciekawy ale mnie bardziej nurtuje co Sulislaw05 zauważył w swoich notatkach - że sesje działały lepiej kiedy sam byłem spokojniejszy. Chce dopytać - czy to może znaczyć że efektywnosc terapii energetycznej jest częściowo zalezna od stanu terapeuty, a nie tylko odbiorcy? Bo jeśli tak, to pytanie czy energia jest „sprawiedliwa” staje się też pytaniem o to, kto ja przekazuje.
Ja bym dodała do tego watku coś z własnej praktyki - medutuoje regularnie od jakiegoś czasu i zauważam ze moje odczucia energii są dużo wyraźniejsze w pewnych momentach miesiaca niż innych. Nie mam pewności czy to przypadek czy nie ale zastanawiam się czy rytmy ciała nie wpływają na „przepływ” energii. Czy ktos to bada albo ma podobne obserwacje?
Hej, jeszcze wracam do pytania które zadałam wczesniej bo nie dostałam odpowiedzi - co to znaczy być „otwartym”? Bo tutaj czytam o rytmach ciała, fazach ksiezyca, stanie terapeuty… i czuje się trochę przytloczona. Nie wiem od czego zacząć jeśli chce wogóle spróbować coś poczuć
Wracam tu bo ta dyskusja mnie ciągle wciąga mimo że jestem sceptyczna. Mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy kiedykolwiek spotkaliscie się z sytuacja że ktoś po prostu NIGDY nic nie poczuł, mimo długiej pracy? I co się z tym robi? Bo zastanawiam się czy nie ma osób które są po prostu „zamknięte na stale” z jakiegoś powodu.
dobra a co z moim pytaniem o czas bo napisałem kilka postów temu i cisza 😛 ile trwa zanim człowiek zacznie coś czuć normalnie mówiąc
Do pytania Jasieka - są ćwiczenia które podobno przyspieszają wrażliwość, np. ćwiczenia z dłońmi (trzymasz ręce naprzeciwko siebie i powoli zblizasz, czujesz opór). Nie wiem czy to „przyspiesza” czy po prostu uczy uwagi na subtelne sygnały które już są 🙁 Ale przynajmiej coś można samemu robić.
wracam do wątku z karma bo nie dostałam odpowiedzi czy ktoś ma zdanie czy karma może blokować energię. wydaje mi się że to logiczne - jeśli ktoś niesie ciężkie wzorce z poprzednich wciec, to musi to zostawiać ślad w polu energetycznym? czy się myle?
może trochę z innej beczki - czy wy mysleliście kiedyś o tym że samo zadanie pytania „czy energia jest sprawiedliwa” zakłada że energia działa jak instytucja, że może decydowac, faworyzowac? A jak Wiciol powiedział - to bardziej jak rzeka. Rzeka nie jest sprawiedliwa ani nie, ona po prostu jest. Może calg dylemat jest źle postawiony już w tytule?
No ale wiesz co, ja jako osoba która zaczęła ten wątek powiem wam że dla mnie pytanie „czy jest sprawiedliwa” wyniklo z praktycznego doświadczenia - koleżanka idzie na sesje i nic, ja idę i czuje. I się zastanawiałam czy to jej wina, terapeutki wina, czy może ona jest poprostu „nie ta”. Nie filozofowalam o istocie energii, tylko szukałam wyjaśnienia dlaczego tak roznorodne są efekty u różnych ludzi. Więc dla mnie ten tytul ma sens choć może brzmi naiwnie.
No więc Ksiezycna mówię ci - to jest właśnie to pytanie którego brakowało w tej dyskusji. Bo przez ostatnie kilkadziesiąt postów gadamy o stanie terapeuty , fazie ksiezyca, karmie… a podstawowa sprawa jest taka że twoja koleżanka nie czuje nic a ty czujesz. I to jest albo różnica w terapeutach, albo w was, albo - i tu jest haczyk - może ona coś czuje ale to nazywa inaczej niż ty. Serio, byłem kiedyś na warsztacie gdzie połowa ludzi twierdziła że czują „ciepo” a druga połowa mówiła że „nic” - a jak prowadzacy zapytał co konkretnie czują ci „nic”, to okazało się że czują lekkie mrowienie w dłoniach które uznali za nieistotne.
