Ostatnio coraz częściej wracam do tematu czuwania energią i zastanawiam się czy ktoś jeszcze to praktykuje świadomie. Chodzi mi o takie aktywne utrzymywanie pola ochronnego, nie jednorazowy rytuał, tylko coś, co trwa. Jakby stałe czuwanie. Ja próbuje to robić przez uważne kierowanie energii na zewnątrz siebie, tworzenie czegoś w rodzaju powłoki. Ale mam wątpliwość, czy to w ogóle działa długoterminowo, czy po prostu co jakiś czas trzeba to odnawiać. Ktoś ma doświadczenia?
To zależy od czego i od kogo tak naprawdę. Pole energetyczne nie jest jak ściana, którą postawisz raz na zawsze. Musi być podtrzymywane, ale niekoniecznie co godzinę. Kluczowe jest to, żebyś miała stabilny ośrodek, czyli żebyś sama była wycentrowana. Jak wewnątrz lata, to żadna powłoka długo nie postoi. Znam osoby, które twierdzą że utrzymują ochronę tygodniami bez odnawiania, ale szczerze, zawsze coś tam po drodze robią, choćby nieświadomie.
Ojoj, o jejku, właśnie tego szukałam! Ja też próbuje budować taką ochronę ale zawsze mi jakoś odpada po którymś dniu. Znaczy czuję, że jest, potem się gdzieś rozchodzi i nie wiem kiedy. Jak ty to sprawdzasz, że jeszcze działa? Bo ja nie umiem tego wyczuć i zawsze się pytam sama siebie czy to jeszcze stoi czy już nie 🙂
Pytanie jest dość fundamentalne bo zanim zaczniemy mówić o ochronie i czuwaniu, to warto wiedzieć, co tak naprawdę ta ochrona ma zatrzymywać. Bo jeśli chodzi o losowe zanieczyszczenia energetyczne z otoczenia, to jedno. Ale jeśli ktoś mówi o aktywnym oddziaływaniu innej osoby, to zupełnie inna historia i inne podejście. Mietowa_90, w jakim kontekście to praktykujesz?
Ja sie zgodzam z Simmą w kwestii że to zależy od celu 🙂 Sama ostatnio miałam sytułację gdzie wchodziłam do miejsca bardzo energetycznie zmęczonego i pole które zbudowałam wcześniej zwyczajnie się przeciągnęło,dosłownie czułam jak coś ciągnie z lewej strony. Wiec to nie jest tak że raz zrobione i elegancko, naprawde trzeba to czuć na bieżąco.
Mam takie pytanie do Tolcia - jak fizycznie czujesz to przeciągnięcie? bo to jest właśnie ta granica, gdzie ciężko mi ocenić, czy ktoś naprawdę coś czuje, czy to już jest zwykłe nakręcenie się. Sama kilka razy miałam wrażenie jakiegoś ucisku, ale nie byłam pewna co to.
Dobra, muszę to powiedzieć bo mi to lezy. Budowanie pola ochronnego przez samo wyobrażenie sobie tarczy to jest autosugestia, nie ma co tego nazywać inaczej. Mozecie miec subiektywne odczucia i to jest ok, ale mowienie że to działa długoterminowo i chroni przed energią innych ludzi, to już jest duże nadużycie. Skąd wiecie że cokolwiek zatrzymujecie, a nie po prostu macie lepszy dzień?
Wchodzę w ten temat bo mnie nurtuje coś konkretnego. Czytałam że do czuwania energią można używać czakry splotu słonecznego jako punktu wyjścia do budowania pola. Ktoś tak robi? Mnie zawsze uczono wyobrażać sobie światło z klatki piersiowej, ale może da się inaczej.
To co opisuje Julisia80 to ciekawe, bo sama kiedyś prowadziłam taki notatnik przez parę tygodni. I wiesz co? Wyniki były niejednoznaczne. Ale zauważyłam jedną prawidłowość, że kiedy intencja przy budowaniu pola była konkretna, efekt był bardziej zauważalny niż kiedy robiłam to mechanicznie. Więc może nie chodzi o samą technikę tylko o stopień skupienia
ok, w takim razie warto rozdzielić techniki. Do ochrony przed środowiskiem wystarczy zazwyczaj stabilne uziemienie i regularny reset. Do ochrony przed oddziaływaniem konkretnej osoby to już inna praca. Czy ta powłoka, którą budujesz, ma jakiś kierunek, to znaczy czy jest równomierna dookoła, czy skupiasz się na jakimś obszarze bardziej?
hmm, ok, to jest przynajmniej konkretny opis. Pytam bo widziałam wiele osób które opisywały swoje doświadczenia tak ogólnikowo że właściwie wszystko mogło tym być. U ciebie przynajmniej jest jakiś powtarzalny schemat, to już coś. Mam pytanie do wszystkich, czy jest jakaś technika czuwania, która nie wymaga ciągłego aktywnego skupienia? Bo nie każdy może przez cały dzień utrzymywać uwagę na polu.
O właśnie Begonia, o to mi też chodziło! Bo jak mam skupiać się na polu i jednocześnie normalnie funkcjonować to już za wiele naraz. Czytałam gdzieś coś o programowaniu pola z intencją, żeby działało samo, ale nie wiem jak to konkretnie działa i czy to nie jest zbyt naiwne podejście 🙂
Wtrącę się na chwilę z boku, ale zastanawiam się czy ktoś tu rozróżnia ochronę pasywną od aktywnej. Bo z tego co czytałam, pasywna to taka, która działa jakby automatycznie po zbudowaniu i uziemieniu, a aktywna to świadome kierowanie energii w danym momencie. I chyba to co Leontyna opisuje to problem z tym, że próbuje robić aktywną, a powinna zacząć od pasywnej. Czy źle rozumiem?
Obserwuję ten temat i szczerze mówiąc jestem lekko zagubiona, bo nigdy nie myślałam o tym że energie można w ogóle tak konstruować. To znaczy rozumiem ideę, ale to czuwanie, pole, powłoka, to dla mnie brzmi dosyć abstrakcyjnie. Jak w ogóle ktoś zaczyna taką praktykę? Od czego?
Jeszcze słowo co do tego co pisałam wcześniej o splocie słonecznym, bo chyba nikt nie odpowiedział - czy ktoś w ogóle próbował budować pole wychodząc z innego miejsca niż serce? Bo ja zawsze czuję, że z klatki piersiowej to jakby za miękko, za takie… nie wiem, za otwarte? splot słoneczny daje mi bardziej takie poczucie zwartości, jakby twardszej bariery 😀
To zależy od celu, jak już pisałam. Splot słoneczny jako punkt wyjścia ma sens przy ochronie wolicjonalnej, kiedy chcesz żeby pole reagowało na twoje decyzje. Z serca buduje się inaczej, to jest bardziej pole przepuszczające niż bariera. Pytanie do ciebie: co chcesz żeby to pole robiło konkretnie? Bo to nie jest obojętne skąd zaczynasz.
Czytam i zastanawiam się, bo u mnie jest odwrotnie. Ze splotu słonecznego budowane pole było bardzo napięte i po jakimś czasie dostawałam bólu głowy. Chyba za dużo napięcia szło do góry. Czy to może znaczyć że po prostu ta technika nie jest dla każdego tak samo?
przepraszam że znowu pytam o podstawy, ale skąd wogóle wiadomo że pole jest „za szczelne”? Bo dla mnie to brzmi jakby trochę… jak to opisać. jak coś co albo jest albo go nie ma, nie wyobrażam sobie żeby miało mieć stopień szczelności
Klementynkaa, wyobraź sobie że nosisz gruby sweter zimą w ciepłym pomieszczeniu. Ochrania cię przed zimneem, ale jak nie możesz go zdjąć to zaczynasz się gotować. Pole energetyczne działa podobnie, nie chodzi o to żeby zamknąć się szczelnie, tylko żeby filtrować co wchodzi a co wychodzi. To nie jest mur, to jest membrana.
Ok ale właśnie tu mam problem z całą tą dyskusją. Membrana, mur, splot słoneczny, serce, to wszystko są metafory. I metafory mogą być pomocne dla wyobraźni, ok, rozumiem. Ale czy ktoś tu potrafi powiedzieć co się naprawdę dzieje poza metaforą? Bo ja mam wrażenie że cała ta rozmowa kręci się w kółko wewnątrz własnego języka
Julisia, ale ty tez uzywasz metafor kiedy mowisz o stanie umysłu, prawda? „Jestem w dołku”, „myślę jaśniej”, to sa tez metafory ale nikt nie kwestionuje że opisują coś realnego. Pytanie czy doświadczenie jest realne, nie czy metafora jest dosłowna.
Myślę że Julisia dotyka czegoś ważnego, ale to co opisuje Walentynkaa jako membrana to dla mnie nie jest tylko metafora. To jest opis funkcji. I tę funkcję można sprawdzić przez obserwację siebie po kontakcie z różnymi środowiskami. Czy po wejściu do zatłoczonego miejsca czujesz się tak samo jak wcześniej czy „przeciągnieta”. To jest weryfikacja, może nie laboratoryjna, ale jednak.
mietowa ma rację w tym sensie że to jest empiryczna metoda,tyle że jest subiektywna. I subiektywność nie dyskwalifikuje doświadczenia, ale oznacza że nie możemy budować na tym twardych wniosków dotyczących mechanizmu. Tego na razie nie ma jak rozstrzygnąć, więc praktycznie sensowniej pytać: czy technika działa dla danej osoby, a nie dlaczego działa.
o kurczę, ta dyskusja robi się coraz głębsza 😀 ale ja mam bardzo praktyczne pytanie. mówimy o czuwaniu przez pole, ale jak to wygląda kiedy jesteś w pracy albo w szkole i nie możesz siadać i medytować? czy pole które zbudujesz rano trzyma się samo przez kilka godzin, czy trzeba je „odnawiać”? to mnie najbardziej nurtuje
Leontyna, to jest świetne pytanie i własnie dlatego rozmawiałyśmy wcześniej o ochronie pasywnej! Jak pole jest dobrze zakotwiczone to moze dzialac bez pilnowania. ja zazwyczaj przez dzień nie robie nic, tylko wieczorem sprawdzam. jak czuję ze jest dobrze to spoko, jak nie to robię szybkie wzmocnienie. ale to wymaga żebyś umiała wyczuć swoje pole
ja też to ćwiczę i powiem szczerze że pierwszy moment kiedy byłam pewna że coś czuję to był taki przypadkowy. usiadłam spokojnie i zaczęłam po prostu powoli przesuwać ręce wokół siebie bez żadnej techniki, i nagle był taki opór, jakby lekkie zagęszczenie powietrza. od tego momentu zaczęłam to rozpoznawać. ale to trwało dość długo zanim to poczułam
dobra ale ile to trwa zanim się w ogóle cokolwiek poczuje bo ja próbuję od jakiegoś czasu i nic. dosłownie nic. ręce, powietrze, normalnie. zaczynam myśleć że może po prostu nie jestem do tego
