Słucham tej rozmowy i muszę powiedzieć, że odpowiedź Eliksiry wcześniej dała mi trochę do myślenia. Ale mam kolejne pytanie, może naiwne. Jeśli ktoś nie zna godziny urodzenia i nie może ustalić domów, to czy w ogóle da się pracować z tym wzorcem, o którym mówicie? Czy sama pozycja znaku Wenus bez domu mówi wystarczająco dużo?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno konkretne pytanie, bo sam mam partnerkę z Wenus w Strzelcu i dopiero zaczynam rozumieć o czym mówicie. Ta potrzeba 'przestrzeni i sensu w miłości', jak to Teodozja59 ładnie ujęła, jak to wygląda od wewnątrz? Czy to jest coś, co się stale czuje, czy pojawia się tylko gdy relacja staje się zbyt rutynowa?
To co Rumianek79 mówi, czyli to 'ściśnięcie przy rutynie', to chyba jest sedno tego wątku. Bo z perspektywy partnera ta rutyna może być bezpieczeństwem, a z perspektywy osoby z Wenus w Strzelcu jest dosłownie pułapką. Czy ktoś znalazł jakiś sposób na pogodzenie tych dwóch potrzeb w jednym związku?
Właśnie o to chciałam zapytać od początku, tylko nie umiałam tego tak nazwać. Czy jest jakiś układ w horoskopie, który sprawia, że ta wolnościowa Wenus w Strzelcu łatwiej godzi się ze stabilnością? Na przykład czy Saturn gdzieś blisko Wenus coś zmienia?
Trochę w poprzek tej rozmowy, ale chcę nawiązać do pytania Kazi75 o pogodzenie potrzeb. Myślę, że szukanie 'sposobu na pogodzenie' to trochę błędny trop, bo sugeruje, że jedno musi ustąpić drugiemu. Może bardziej chodzi o znalezienie form wspólnego życia, które same w sobie mają przestrzeń i sens. Para, która razem uczy się czegoś, podróżuje, ma wspólny projekt, może zaspokajać obie te potrzeby jednocześnie.
Mogę odpowiedzieć na to pytanie Jadzi85 z własnego podwórka. Tak, dosłownie tak. Jeśli wiem, że za trzy tygodnie jedziemy gdzieś razem, albo że w piątek idziemy na jakiś wykład czy cokolwiek nowego, to ta środa jest do przeżycia. Jak nie ma nic zaplanowanego i widzę tylko kolejne takie środy po horyzoncie, to robi mi się duszno. Nie wiem czy to astrologia, czy po prostu mój charakter, ale tak właśnie jest.
To co opisuje Kasjopea, czyli duszność na widok nieskończonych takich samych środów, to mnie zastanawia z innej strony. Czy to nie jest coś, co zna wiele osób niezależnie od Wenus? Pytam, bo mam Wenus w Raku i też potrzebuję mieć coś przed sobą, coś na co czekam. Może to jest po prostu ludzka potrzeba nadziei, a Strzelec tylko bardziej to amplifikuje?
Ale to ciekawe, co Kasjopea opisuje z tą środą. Bo u mnie jest podobnie, tylko z Wenus w Raku to jakby odwrotny mechanizm, muszę wiedzieć, że mam do kogo wracać, nie że dokąd. Zastanawiam się, czy to jest w ogóle porównywalne, czy mówimy o zupełnie różnych potrzebach ukrytych pod tym samym słowem 'bezpieczeństwo'?
To zestawienie, które robi Kasjopea, żagiel kontra kotwica, to jest naprawdę celny obraz. I tu właśnie zaczyna się pytanie nie o znak Wenus osobno, tylko o synastię. Jak te dwie Wenus ze sobą rozmawiają w kontekście natywnych horoskopów partnerów. Ale zanim pójdziemy w synastię, chciałem wrócić do pytania Jemiolki. Co rozumiesz przez 'podobnie'? Bo potrzeba perspektywy to jedno, ale czy u ciebie też pojawia się to fizyczne ściśnięcie, o którym mówiła Rumianek79?
To, co Rumianek79 opisuje, to chyba jest serce tego tematu. Bo z zewnątrz to wygląda jak odrzucenie, a od środka to jest... co właściwie? Czy to jest tęsknota za czymś nieznanym, czy po prostu lęk przed zastyganiem?
To jest bardzo dobre pytanie, Hortensjo. I myślę, że właśnie tutaj aspekty do Wenus robią ogromną różnicę. Wenus w Strzelcu z Marsem w trygonie może działać jak czyste ciągnienie naprzód, coś mnie woła i idę. Ale Wenus w Strzelcu z Saturnem w kwadraturze może wyglądać podobnie z zewnątrz, a wewnątrz to jest raczej ucieczka przed poczuciem uwięzienia. Kasjopea, ty masz Saturna gdzieś przy Wenus?
tak, Jowisz w trygonie do Wenus to właściwie podwójne wzmocnienie, bo Jowisz rządzi Strzelcem i jednocześnie naturalnie rozszerza wszystko, czego dotknie. W sferze uczuć może to oznaczać ogromną hojność, ciepło, otwartość, ale też trudność z granicami, z powiedzeniem 'wystarczy'. Pytanie do ciebie, czy masz poczucie, że zakochujesz się szeroko, w wielu rzeczach i ludziach naraz, czy raczej intensywnie w jednym kierunku, który co jakiś czas się zmienia?
Och. To pytanie mnie zatrzymało. Chyba... szeroko? Jak jestem w związku, to jestem, ale cały czas jakby jeden kanał we mnie odbiera inne sygnały. Nie zdradzam, ale jestem ciekawa ludzi, miejsc, możliwości. Czy to jest właśnie ten Jowisz?
To, co Kasjopea opisuje, ten 'otwarty kanał', to mnie ciekawi z zupełnie innej strony. Czy to można by potraktować jako zaletę, że jest się obecnym w związku, ale nie zamkniętym na świat? Bo brzmi to jak coś, czego wiele osób szuka, a nie może znaleźć w sobie.
Ale czy 'wszystko inne' to jest coś, czego Wenus w Strzelcu faktycznie szuka poza związkiem, czy raczej chce to wnosić do związku? Bo to robi ogromną różnicę. Jeśli ktoś chce eksplorować razem, to partner może być częścią tej przygody. A jeśli szuka poza, to rzeczywiście jest jak konkurencja.
Słuchajcie, to brzmi logicznie, ale mam pytanie może trochę z boku. Czy ktoś tu kiedyś doświadczył zmiany tej dynamiki z wiekiem? Bo czytam i mam wrażenie, że opisujecie coś, co może być też po prostu cechą młodości, niezależnie od Wenus.
Wracając trochę do pytania Czarka, bo to mnie nie opuszcza. Mówisz o 'wszystkim innym' jako rywalu. Ale czy twoja partnerka sama to dostrzega? Czy ona wie, że tak to odbierasz? Bo czasem osoby z Wenus w Strzelcu naprawdę nie widzą, że ich 'otwartość na świat' jest przez partnera odczuwana jako dystans.
Czarku, ale czy te spontaniczne pomysły ona ma z tobą, czy bez ciebie? Bo to chyba fundamentalna różnica między Wenus w Strzelcu, która 'ucieka', a tą, która 'zaprasza'. Przynajmniej tak mi się wydaje po tej rozmowie.
Słuchajcie, siedzę tu i czytam Czarka i jakoś mi się to wszystko zaczyna układać w głowie inaczej niż na początku tego wątku. Zaczęłam pytając, czy Wenus w Strzelcu nie potrafi usiedzieć, a teraz myślę, że może chodzi o coś zupełnie innego. Nie o brak zdolności do siedzenia, tylko o to, że siedzenie bez kierunku naprawdę boli. I że partnerzy to czują, nawet gdy my mówimy 'jestem tu, z tobą'. Czy ktoś wie, czy jest w ogóle jakiś aspekt albo układ, który tej energii daje ten kierunek tak żeby nie ranił drugiej osoby?
