Mam Słońce w czwartym domu i od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy to jest właśnie ten układ, który sprawia, że tak trudno mi oderwać się od wspomnień z dzieciństwa i od rodziny. Dosłownie każda moja decyzja w jakiś sposób nawiązuje do tego, jak wychowywali mnie rodzice, albo do tradycji, które wynosiłam z domu. Psycholog powiedziałby pewnie 'przepracuj to i idź do przodu', ale z astrologicznego punktu widzenia zastanawiam się, czy to w ogóle jest dla mnie naturalne iść do przodu, czy może właśnie te korzenie są moim centrum. Czy ktoś z Was ma podobne położenie i jak sobie z tym radzi na co dzień?
Czwarty dom to dom właśnie po to, żeby zakotwiczać. Słońce tam umieszczone daje człowiekowi siłę przez zakorzenienie, nie przez ucieczkę od niego. Ale jest ogromna różnica między tym, że jesteś zakorzeniona, a tym, że tkwisz. Pytanie do Ciebie: czy wracasz do przeszłości, bo czujesz się tam bezpiecznie, czy dlatego, że naprawdę czerpiesz z niej siłę? Bo to są zupełnie różne mechanizmy.
A jak w ogóle poznać tę różnicę? Bo ja sama nie wiem, gdzie leży granica między 'czerpię siłę z korzeni' a 'uciekam w przeszłość'. Nie mam Słońca w czwartym, ale mam tam Księżyc i też to czuję. Czy układ Słońca w IV jest pod tym względem silniejszy od Księżyca?
Czytam Waszą rozmowę i mam pytanie, bo mnie to też dotyczy pośrednio. Czy ktoś sprawdzał, jakie planety w czwartym domu potęgują ten efekt zakorzenienia? Bo słyszałam, że Saturn w IV to zupełnie inaczej działa niż Słońce, a Jowisz jeszcze inaczej. Jak to się ma do tego, co tu opisujecie?
Szczerze mówiąc, czytam to z mieszanymi uczuciami. Nie kwestionuję doświadczeń niczyich, ale jak to możliwe, że pozycja Słońca w jakimś 'domu' decyduje o tym, czy ktoś jest zakorzeniony czy nie? Przecież wychowanie, trauma, środowisko rodzinne to wszystko czysto psychologiczne sprawy. Skąd w ogóle bierze się przekonanie, że układ planet ma tu coś do powiedzenia?
Ja w ogóle nie wiem co to znaczy 'domy' w astrologii, bo dopiero zaczynam się tym interesować. Rozumiem znaki zodiaku, ale te domy to dla mnie czarna magia. Czy mogłaby ktoś krótko wyjaśnić co to jest ten czwarty dom i dlaczego Słońce akurat tam jest specyficzne?
Moja znajoma ma Słónce w czwartym i to jest właśnie tak jak opisuje Michasia. Ona buduję cały swój swiat wokół rodziny i wspomnień, masz rację że to nie zawsze jest ucieczka. Ale ciekawi mnie co się dzieje jak taka osoba straci dom rodzinny, albo rodzice umrą. Czy to nie powoduje prawdziwego kryzysu tożsamości?
Boże, to jest tak poruszające co piszesz Michasia. Niesamowite jak astrologia potrafi nazwać to, co czujemy, a czego sami nie umiemy opisać. Bardzo dziękuję za szczerość, to naprawdę otwiera oczy. Czy takie osoby ze Słońcem w IV mają też jakieś szczególne relacje z przodkami, może w sensie duchowym?
Ale wróćmy do pytania z tytułu, bo mnie to naprawdę interesuje. Czy Wy, którzy macie Słońce w IV, czujecie, że ciężej Wam planować przyszłość? Jak to wygląda w praktyce, że ktoś 'żyje przeszłością' a jednocześnie normalnie funkcjonuje, pracuje, ma plany?
To nie jest tak, że taka osoba nie funkcjonuje. Ona funkcjonuje, tylko jej motywacja biegnie inaczej. Przyszłość buduje dla rodziny, dla ciągłości, a nie dla własnego sukcesu w rozumieniu kariery czy ekspansji. Słońce w IV nie wytwarza marzyciela patrzącego w horyzont, tylko kogoś kto buduje fundament. Czy to jest 'uciekanie w przeszłość'? Nie sądzę. To jest inny typ orientacji życiowej.
Mam pytanie może trochę z boku, ale jednak. Czy Słońce w czwartym domu inaczej działa u kobiety a inaczej u mężczyzny? Gdzieś czytałam, że czwarty dom jest historycznie 'kobiecy' i że mężczyźni z Słońcem tam mają z tym trudniej. Czy ktoś spotkał się z takim podejściem?
Przeczytałem cały wątek i trochę się gubię. Mam Słońce w Raku, ale nie wiem w którym domu. Da się to sprawdzić bez płacenia za jakiś program? Ciekawi mnie, bo dużo z tego co tu piszecie pasuje do mojego zachowania i chciałbym wiedzieć, czy to jest właśnie ta konfiguracja.
Wracając do tego co napisała wcześniej Melania o motywacji, mam jedno pytanie do wszystkich ze Słońcem w IV. Czy Wy na ogół wiecie, po co coś robicie? Znaczy, czy macie jasność swojej motywacji, czy raczej działacie jakoś instynktownie, a dopiero po czasie rozumiecie, że to było dla rodziny albo dla ciągłości?
To jest bardzo celne pytanie Stefcia i myślę, że odpowiedź jest różna zależnie od wieku. Jak byłam młodsza, działałam instynktownie i nie rozumiałam dlaczego pewne rzeczy są dla mnie ważniejsze niż dla koleżanek. Dopiero astrologia dała mi jakiś język do opisania tego.
ale właśnie to mnie zastanawia. Czy bez astrologii byś to kiedyś sama rozgryzła, czy naprawdę potrzebowałaś tej etykietki ze Słońcem w IV, żeby zrozumieć swoje zachowanie?
Dobra, mam kolejne pytanie, bo mnie ten wątek naprawdę wciągnął choć nadal jestem sceptyczny. Jeśli ktoś ma Słońce w IV i jest zakorzeniony w przeszłości, to co z dziesiątym domem? Bo chyba dom dziesiąty to kariera i osiągnięcia, a on jest naprzeciwko czwartego. Czy to znaczy, że taka osoba zaniedbuje karierę?
Wróćmy może do tego wątku o mężczyznach ze Słońcem w IV, bo Jacek73 wspominał o trudnościach z ekspresją na zewnątrz. Rysiek82, skoro właśnie odkryłeś tę konfigurację, to czy czujesz, że coś z tym jest nie tak? Że ludzie w Twoim otoczeniu inaczej to odbierają niż Ty to przeżywasz?
Boże, ten wątek z Ryśkiem mnie bardzo poruszył. Michasia, Ty też wcześniej mówiłaś o tym, że straciłaś grunt gdy odeszła babcia i sprzedano dom. Czy znalazłaś coś, co zastąpiło tamten fundament? Pytam, bo zastanawiam się, czy takie osoby w ogóle mogą zbudować nowy korzeń, czy zawsze wracają do tego samego miejsca.
Kaplanka, to jest pytanie, które mi towarzyszy od lat. Szczerze? Tak, zbudowałam coś nowego. Ale zajęło mi to długo i wymagało świadomości, że szukam. Myślę, że fundamentem stał się dla mnie własny dom, już nie rodziców, ale mój. I pewne rytuały rodzinne, które sama tworzę. Jakby przeniosłam środek ciężkości o jedno pokolenie do przodu.
Słucham tego wątku i myślę sobie, że to co Michasia opisuje, ta praca z przeszłością jako fundamentem, a nie klatką, to brzmi jak coś, co można wspierać medytacją na korzonki. Czy ktoś z Was, kto ma Słońce w IV, próbował świadomie pracować z energią czwartego domu przez praktyki wewnętrzne? Nie tylko przez rozumowanie tego, ale przez ciało i oddech?
Nie chce mi się wchodzić w temat czakier, bo to inny wątek, ale to co powiedziała Michasia o tworzeniu własnych rytuałów rodzinnych mnie bardzo uderzyło. Bo to jakby samemu stać się korzeniem zamiast szukać go w przeszłości. Ciekawe czy osoby bez Słońca w IV też to robią, czy to jednak jakaś szczególna cecha tej pozycji.
To co powiedziałeś Celtyku, o stawaniu się korzeniem zamiast szukania go, to mnie bardzo uderzyło. Ale zastanawiam się, czy to możliwe dla kogoś kto miał naprawdę trudną rodzinę. Bo jedno to zbudować własne rytuały gdy masz choćby jeden dobry wzorzec z dzieciństwa, a drugie gdy nie masz nic. Czy Słońce w IV to w takim przypadku jest bardziej obciążenie niż dar?
Melania, ale czy nie jest tak, że właśnie Słońce w IV przy trudnym dzieciństwie może działać jak rana, do której wciąż się wraca? Pytam bo znam jedną osobę, której dzieciństwo było naprawdę ciężkie i ona dosłownie nie może przestać o tym mówić. Nie wiem jaki ma horoskop, ale opis pasuje.
i tu jest właśnie sedno. Bo Słońce w IV może być albo kotwicą, albo pętlą, zależnie od tego czy jest przepracowane. Ten wątek cały czas kręci się wokół pytania czy uciekamy w przeszłość, ale może właściwsze jest pytanie czy w tej przeszłości szukamy siebie, czy uciekamy od teraźniejszości. To są dwie różne rzeczy.
Mnie to rozróżnienie Stefci też mocno trafia. Myślę że przez długi czas byłem w tej drugiej kategorii, uciekałem od teraźniejszości w przeszłość. Ale dopiero jak to usłyszałem sformułowane wprost, to to widzę. Wcześniej myślałem, że po prostu lubię historię i rodzinne opowieści.
Słucham tej dyskusji i mam wrażenie, że trochę za bardzo psychologizujemy, a za mało astrologii. Czy ktoś może powiedzieć wprost, jakie planety w aspekcie do Słońca w IV sprawiają, że to bardziej ta pętla, a jakie że kotwica? Wolę konkrety.
A ja mam inne pytanie, może trochę z boku. Michasia mówiła wcześniej o własnym domu jako nowym fundamencie. Ale co z osobami, które z różnych powodów nie mają własnego miejsca, wynajmują, przeprowadzają się często? Czy dla Słońca w IV to jest jakiś problem, czy można zbudować korzeń bez fizycznego miejsca?
