Przepraszam że wchodzę w środku, ale chciałam zapytać o coś praktycznego. Jak w ogóle sprawdzić kiedy mam tę progresję? Bo czytałam różne rzeczy i jedne strony mówią jedno, drugie drugie, i nie wiem który kalkulator jest wiarygodny.
Czas trwania progresji Wenus przez dom to zależy od wielkości domu w twoim horoskopie i od tego jak szybko porusza się Wenus progresowana. Może to być kilka lat, może ponad dekadę. Dlatego nie ma jednej odpowiedzi. Sprawdź daty w kalkulatorze, tam będzie wejście i wyjście.
Kilka lat to jeszcze ok, ale dekada to naprawdę bardzo długo. Rozumiem że to wewnętrzny proces i wszystko, ale czy w tym czasie nie ma żadnych momentów kiedy ta energia jest silniejsza? Jakieś szczyty?
Czekajcie, to transyt i progresja mogą się nałożyć? I co wtedy, efekt jest silniejszy? Bo jeśli tak, to chyba warto by patrzeć właśnie na takie momenty kiedy obie energie działają razem, nie?
To co Edytka napisała o nałożeniu tranzytu i progresji - mam jeszcze jedno pytanie w tym kierunku. Czy ktoś próbował celowo śledzić swoje rozmowy właśnie w takim momencie nakładania się? Chodzi mi o to, czy da się to w ogóle uchwycić w czasie rzeczywistym, czy zawsze wychodzi dopiero przy spojrzeniu wstecz?
Właśnie to mnie zastanawia od początku tego wątku. Czy progresja coś robi do nas, czy my możemy z nią współpracować? Bo jak czytam to co tu piszecie, to wychodzi mi że niektórzy z was traktują ją bardziej jak coś co po prostu się dzieje, a inni jak coś co można świadomie wzmacniać.
To nie jest kwestia albo-albo. Progresja Wenus do domu trzeciego tworzy pewne okno energetyczne, ale co z nim zrobisz - to już twoja sprawa. Możesz przez nie przejść nie zauważając niczego, możesz obserwować, możesz aktywnie pracować z tematem komunikacji. Wynik będzie różny w każdym z tych przypadków.
Ale czy ktoś to kiedykolwiek sprawdził w drugą stronę? To znaczy - czy ktoś próbował zmienić sposób mówienia bez żadnej progresji Wenus i porównał jak poszło? Bo bez tej kontroli to naprawdę nie wiadomo czy progresja cokolwiek dodaje.
Wracając do tego co Obsydianka napisała kilka postów wyżej - że czuje opór zanim wyśle zdawkową wiadomość. Chciałam zapytać: czy ten opór jest nowy, czy miałaś go wcześniej i teraz jest silniejszy? Bo to chyba ważne żeby odróżnić czy progresja coś dodała, czy tylko uwydatniła coś co już było.
To jest bardzo ciekawe rozróżnienie. Że nie chodzi o to co mówisz, ale o to jak oceniasz to co mówisz. To by pasowało do Wenus w domu trzecim bo Wenus wnosi tam pewien rodzaj estetyki - jakby podnosiła poprzeczkę dla własnych słów. Czy ktoś miał podobne odczucie?
Ja nie mam teraz tej progresji, ale to co opisuje Obsydianka - ta ocena własnych słów - to mnie bardzo zastanawia. Bo to brzmi jakby chodziło bardziej o samokrytykę niż o czułość. Czy to nie są dwie różne rzeczy?
Ale poczekajcie - Mirka ma rację że to brzmi trochę jak samokrytyka. Czy Wenus w domu trzecim może działać też jako takie zaostrzone wyczucie co jest nie tak komunikacyjnie? Nie tylko 'mówię czulej' ale też 'bardziej mi przeszkadza kiedy nie mówię czule'?
Sprawdziłam w końcu na Astro.com jak mówiła Edytka i wychodzi mi że Wenus progresowana wchodzi mi do trzeciego domu za niecałe dwa lata. To dużo czy mało? I czy w ogóle jest coś co można robić teraz, żeby się na to przygotować, czy to bez sensu?
Ja tu siedzę i myślę, że cały ten wątek sprawił że sama zaczynam zwracać uwagę na to jak piszę wiadomości. Nie mam teraz tej progresji, a mimo to coś się ruszyło. I to mnie zastanawia - czy ta rozmowa nie zrobiła więcej niż niejedno przejście planety.
Dobra, ale żeby nie było - ja nie pytam o 'przygotowanie' w jakimś magicznym sensie. Pytam czy jest sens obserwować siebie teraz, zanim to przyjdzie. Bo dwa lata to długo i nie chcę czekać z założonymi rękami.
To co mówi Arkana to ciekawy punkt - że rozmowa o czułości w słowach może działać podobnie jak progresja. Ale właśnie dlatego chciałbym zapytać wprost: co w takim razie jest specyficznie astrologiczne w tym co opisuje Obsydianka? Co mógłby zrobić tylko ten tranzyt, czego nie zrobi dobre forum i dobra refleksja?
Ale czy nie jest tak, że właśnie ta nierozdzielność to jest serce problemu? Obsydianka - jak Ty to czujesz? Że to jest Wenus w trzecim, czy że po prostu coś się w Tobie przestawiło?
No właśnie - ja to samo próbowałam powiedzieć wcześniej, tylko chyba mniej elegancko. Jeśli nie można oddzielić wpływu progresji od wszystkiego innego co się dzieje, to skąd w ogóle wiemy, że ona coś robi? Może po prostu wszystko naraz idzie w jakimś kierunku i potem przyklejamy do tego etykietkę Wenus.
To jest właściwie pytanie o to czym jest astrologia - językiem czy mechanizmem. I myślę że wielu z nas w tym wątku przechodzi między tymi dwoma podejściami, czasem w jednym poście.
Dobra, ale wróćmy na chwilę do konkretów. Obsydianka mówiła o tym dyskomforcie po zdawkowej wiadomości. Czy ktoś z was miał tę progresję i pamięta czy to uczucie minęło samo, czy trzeba było coś z nim zrobić? Bo to brzmi jak coś co może być albo inspirujące albo po prostu wyczerpujące.
Ja mam to już za sobą - moja progresja Wenus była w trzecim przez kilka lat i na początku rzeczywiście było dużo tego napięcia. Jakby słowa nagle miały za małą pojemność na to co chciałam powiedzieć. Potem stopniowo to się wyrównało, ale nie samoistnie - zaczęłam pisać dziennik i chyba to pomogło mi przetworzyć tę nadwyżkę.
Pisałam właściwie o rozmowach - co powiedziałam, czego nie powiedziałam, jak chciałam żeby to brzmiało inaczej. Trochę jak rekonstrukcja po fakcie, ale to dawało mi poczucie że jednak to dopowiedziałam, nawet jeśli tylko na papierze.
Rekonstrukcja rozmów - to jest naprawdę ciekawy pomysł. Nigdy bym na to nie wpadła. Ale właściwie - czy to nie jest coś co warto robić bez żadnej progresji? Albo może progresja sprawia że w ogóle przychodzi nam do głowy żeby tak robić?
Ja bym chciała wiedzieć jedno - czy Obsydianka od początku tego wątku cokolwiek się zmieniło? Założyłaś temat z pytaniem i teraz mamy post osiemdziesiąty kilka. Czy sama rozmowa coś ci dała praktycznego?
