Szczerze, to raczej nie. U mnie to było bardziej takie powolne zmęczenie niż huśtawka. ale za to pamiętam jedno bardzo konkretne zdarzenie finansowe, złożyłam wniosek o mały kredyt na sprzęt do pracy i zostałam odrzucona, a potem złożyłam drugi raz z dokładnie tymi samymi dokumentami i dostałam. Miesiąc różnicy. Zastanawiam się do dziś co się wlasciwie zmieniło. Tranzytowo mogło się coś ruszyć, ale nie weryfikowałam.
To akurat jest przykład ktory bardzo ciężko przypisać do tranzytu bez konkretnych dat. Ale jeśli masz daty obu wniosków, mogłabyś sprawdzić co wtedy robiły planety, szczególnie Jowisz w stosunku do twoich władców 2. i 8. domu. miesiąc to w przypadku Jowisza moze być różnica między opozycją a trygonem.
Okej, ale powiedzmy że to metodyczne podejście daje wynik, Jowisz był w trygonie przy drugim wniosku. Co to właściwie zmienia? Mówię poważnie, bo bank ma swoje algorytmy i nie patrzy na efemerydę. Skąd mechanizm?
To brzmi jak całkiem racjonalne podejście nawet dla sceptyka. Chodzi o zarządzanie oczekiwaniami, nie o fatalizm. Tylko mam pytanie, co jeśli sprawdzasz i widzisz świetne tranzyt, a i tak wszystko idzie kiepsko? Czy to nie podważa całego systemu?
Ale wlasnie to jest trudne dla kogoś kto zaczyna, jak ja. mam zerknąć na jakiś program czy aplikację i widzę piętnaście aspektów, kilka kwadratu, dwa trygony, opozycja, i co z tym zrobić? od czego zacząć żeby nie zwariować?
Dobra rada. mnie samemu pomogło kiedy ktoś mi powiedział zeby zacząć od Saturna i jego tranzytu do Słońca, bo to zazwyczaj okres kiedy coś w życiu jest testowane. I to był rok kiedy naprawdę wszystko co miałem finansowo zostało przetestowane. Nie przepadłem, ale to był wysiłek jak rzadko kiedy.
Właśnie, bo tu chodzi o coś więcej niż tylko odczuwanie. Mnie się wydaje ze ten wątek skręca w stronę metodologii i interpretacji, co jest ciekawe, ale pierwotne pytanie było chyba inne. Czy kwadrat może być motywacją, a nie tylko napięciem. I myślę że z tych wszystkich historii które tu padły wynika że tak, może. Ale pod warunkiem że masz jakiś punkt zaczepienia, coś do czego zmierzasz. Jak nie masz celu, kwadrat to tylko bałagan.
Cefeido, ten punkt zaczepienia to jak rozumiesz w praktyce astrologicznie? Chodzi o to co masz w natalnym układzie, jakis trygon który daje ujście, czy to bardzije kwestia twojego nastawienia?
Czytałam gdzieś że włásnie taka konfiguracja, kwadrat z jednej strony i trygon z drugiej, bywa nazywana nieformalnie "motorem". Ale nie pamiętam skąd to pochodzi, moze ktoś zna termin?
A jaki aspekt jest najgorszym scenariuszem, jeśli chodzi o kwadrat bez takiego wentyla? pytam bo mam w natalu kwadrat Wenus-Saturn i od zawsze miałam wrażenie że finansowo i uczuciowo coś mnie ściska i nie wiem gdzie szukać tego ujścia.
Ale właśnie wróćmy do pytania Chalcedonki. Jeśli ktoś ma taki kwadrat natalny bez wyraźnego ujścia, co w praktyce można z tym zrobić? Bo rozumienie skąd pochodzi napięcie to jedno, a co dalej?
Dobra, to moze zacznijmy od konkretów. Chalcedonko, kiedy mówisz że coś cię "ściska" finansowo, czy to jest bardziej chroniczne poczucie niedoboru, takie tło, czy raczej pojawiają się konkretne sytuacje gdzie dosłownie coś blokuje? Bo to ma znaczenie dla tego jak patrzeć na ten kwadrat.
To brzmi dokładnie jak Saturn. On lubi wlasnie to, to poczucie ze nigdy dość, że trzeba się bardziej starać. Ale czy to się z czasem zmienia? Sennico, mówiłaś o pracy z horoskopem, ale to jest coś co można przepracować czy kwadrat natalny zostaje taki jaki jest? 😛
Ale to "praca" to co dokładnie? Przepraszam że pytam tak wprost, ale zawsze słyszę że trzeba pracować z aspektem, a nigdy dokładnie co to znaczy w praktyce. Medytacja? Terapia? Zmiana decyzji finansowych?
O tym sabotowaniu szans to jest dla mnie bardzo celne. Naprawdę. Mam teraz sytuację że pojawiła sie możliwość dodatkowego dochodu i jakaś część mnie cały czas szuka dziury w całym, powodów żeby nie próbować. Nie wiąże tego z astrologią bo dopiero zaczynam, ale to co piszecie sprawia że się zastanawiam.
Właśnie o to chodzi ze astrologia daje język do opisu czegoś co już się dzieje, a nie nową rzeczywistość. immortela, to co opisujesz brzmi bardzo saturnowo. Masz poczucie że musisz mieć pewność zanim zadziałasz? Takie "nie wezmę się za to dopóki nie będę mieć gwarancji"?
Ojoj! cefeido, TAK. Dokładnie tak. Muszę mieć wszystko poukładane, scenariusze, plan B, plan C. I w tym czasie okazja mija. To niesamowite ze to ma swoją nazwę astrologiczną.
Ale tu wchodzę z pytaniem, czy to nie jest po prostu osobowość analityczna, niekoniecznie związana z Saturnem? Bo znam osoby ktore tak działają i nie mają żadnych kwadratów Wenus-Saturn. Skąd wiemy że to aspekt a nie po prostu charakter?
Ok ale tu wracam do mojego wcześniejszego sceptycyzmu bo to mi trochę wygląda jak post-hoc tłumaczenie. Jak ktoś jest analityczny, to mówimy "to Saturn". Jak ktoś jest impulsywny, to mówimy "to Mars". Gdzie jest moment w którym horoskop mógłby nam powiedzieć cos czego byśmy nie powiedzieli sami o sobie?
Ale dla mnie ta dyskusja o tym czy to działa czy nie trochę mija się z tym o czym rozmawiamy, a mianowicie co z tym kwadratem można zrobić. Ildefons, rozumiem sceptycyzm, ale jeśli opisanie mechanizmu jako "Wenus-Saturn" pomaga komuś zauważyć własny sabotaż, to czy ważne jest czy to astrologia go wyjaśnia czy nie?
To jest jedno z lepszych pytań które padły w tym wątku. Klasycznie Saturn dojrzewa około cykli, czyli mniej więcej trzydziesty rok życia to pierwsza duża przebudowa, szósta dziesiątka kolejna. Ale nie jest to automatyczne. Można mieć pięćdziesiąt lat i nadal działać z poziomu lęku. Dojrzewanie Saturna wymaga konfrontacji z tym lękiem, nie samego upływu czasu.
