@Krysztal Czytam tę wymianę z Pelagiuszą i nagle uświadamiam sobie, że ta rozmowa zrobiła się bardzo konkretna i indywidualna, co z jednej strony jest interesujące, a z drugiej zastanawiam się, czy nie gubimy szerszego pytania. Bo tytuł wątku mówi o dziedziczeniu i szczęściu, a teraz rozmawiamy o aspektach jednej osoby. Czy moglibyśmy wrócić do tego, czy w ogóle ten układ statystycznie wiąże się ze szczęściem finansowym?
Skoro Jemiolka mówi, że 'zawsze' nie istnieje, to mam pytanie bardziej podstawowe. Czy 'częściej' też da się obronić? Tzn. czy są jakiekolwiek podstawy do twierdzenia, że osoby z Jowiszem w ósmym mają statystycznie lepsze doświadczenia finansowe związane z dziedziczeniem niż osoby bez tego układu? Bo jeśli nawet 'częściej' jest niepewne, to cały punkt wyjścia tej rozmowy jest bardzo wątły.
Polelum zadaje dokładnie to pytanie, które chciałam zadać. I mam wrażenie, że nikt tu nie powiedział wprost: tak, są badania, które to potwierdzają. Albo: nie, nie ma takich badań. Co jest prawdą? Bo jeśli nie ma, to wszystko, o czym rozmawiamy, to tradycja i obserwacje, które mogą być obciążone błędem potwierdzenia.
Dziękuję Mietowej za tę szczerość, bo naprawdę tego szukałam czytając ten wątek. Mam pytanie może naiwne, ale czy jeśli nie ma badań, to czy jest sens w ogóle sprawdzać swój horoskop pod kątem finansów? Czy raczej powinnam traktować to jako coś do przemyślenia, ale nie brać dosłownie?
Dziękuję Teodorowi za tę odpowiedź, naprawdę pomogło mi to poukładać. Ale mam jeszcze jedno pytanie, bo nie mogę przestać o tym myśleć. Skoro horoskop to sposób do refleksji, a nie przepowiednia, to czy w ogóle powinnam się przejmować tym, że mam Jowisza w ósmym? Czy raczej skupić się na tym, co sama robię z pieniędzmi?
Krysztal mówi o 'wiedzy o sobie' z karty, ale tu wracam do swojego pytania sprzed kilkunastu postów. Czy ta wiedza pochodzi z karty, czy z samego faktu, że zacząłem myśleć o swoim stosunku do pieniędzy? Tzn. czy horoskop jest tu niezbędny, czy może zastąpić go zwykła rozmowa z psychologiem albo nawet zapisanie myśli w zeszycie?
to pytanie jest uczciwe i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Ale powiem ci, co widzę w praktyce. Część osób, które przychodzą do astrologii, próbowała wcześniej innych rzeczy i właśnie przez kartę coś w sobie 'zobaczyła'. Nie dlatego, że karta jest magicznie skuteczna, tylko dlatego, że metafora planety w domu jakoś im kliknęła bardziej niż bezpośrednie pytanie. Dlaczego tak jest, naprawdę nie wiem.
@Jemiolka Jemiolka powiedziała coś, co mnie zatrzymało. \'Metafora kliknęła bardziej niż bezpośrednie pytanie.\' Czy to nie jest jednak argument przeciwko astrologii jako systemowi wiedzy, a za nią jako systemem narracyjnym? Bo jeśli skuteczność pochodzi z metafory, to równie dobrze mogłyby to być karty tarota, przepowiednia z herbaty albo rozmowa przy ognisku. Nie ma nic specyficznego w planetach.
Czytam posty Klimci i Mietowej i mam poczucie, że ta rozmowa robi się coraz bardziej filozoficzna, co jest ciekawe, ale chciałam zapytać o coś bardziej przyziemnego. Czy ktoś z was miał konkretną sytuację, gdzie analizy ósmego domu albo Jowisza pomogły w decyzji finansowej? Nie chodzi mi o 'miałam przeczucie', tylko o rzeczywiście podjętą decyzję, np. podpisałam lub nie podpisałam dokumenty, skorzystałam lub nie skorzystałam ze spadku.
Mogę się odezwać, bo właściwie przez cały czas czytam tę rozmowę i milczę. Kilka lat temu stałem przed decyzją, czy przystąpić do wspólnego kredytu z rodziną. Sprawdziłem wtedy swoją kartę i właśnie ósmy dom z Jowiszem był tym, o czym mi mówiono, że sprzyja. Przystąpiłem. Wyszło dobrze. Tylko że naprawdę nie wiem, czy wyszło dobrze DLATEGO, że Jowisz, czy dlatego, że to był obiektywnie sensowny projekt. Nie da się tego rozdzielić.
ale to nie jest wyłącznie problem astrologii. Medycyna alternatywna, a nawet część konwencjonalnej, ma ten sam problem z przypadkami jednostkowymi. 'Wziął suplement i wyzdrowiał' albo 'nie wziął i zachorował' to też nie jest dowód. Pytanie, czy astrologia w tym jest jakoś szczególnie nieuczciwa, czy po prostu narażona na ten sam błąd co wszystkie systemy oparte na indywidualnych przypadkach.
Klimcia dotknęła czegoś istotnego, ale chcę zapytać, czy to jest fair porównanie. Astrologia nie pretenduje do bycia nauką w sensie falsyfikowalnym, przynajmniej ta świadoma swojej natury. Porównywanie jej do medycyny to trochę jak zarzucanie muzyce, że nie leczy nowotworów. Pytanie, co astrologia obiecuje i czy to realizuje.
Przepraszam że się wtrącam, ale mam pytanie może naiwne. Skoro astrologia psychologiczna nie przewiduje, tylko interpretuje, to czemu w ogóle jest nam potrzebna konfiguracja urodzeniowa? Czy nie wystarczyłoby po prostu zapytać człowieka wprost o jego stosunek do pieniędzy, zamiast szukać tego w karcie? Bo jeśli odpowiedź i tak pochodzi od człowieka, to po co pośrednik?
Mam wrażenie, że Nagietka zadała jedno z ważniejszych pytań w tym wątku. I ciekawa jestem, co na to powiedzą osoby, które regularnie pracują z kartą. Czy jest coś, co horoskop pokazuje, czego nie da się wyciągnąć zwykłą rozmową albo autorefleksją?
Pelagiusza_R właśnie powiedziała coś, co mnie trochę zaskoczyło. 'Powód, żeby w ogóle się zatrzymać.' Ale czy to nie jest dokładnie to, co można osiągnąć bez horoskopu? Tzn. zadając sobie pytanie: jak reaguję na pieniądze, które nie są moje, tylko odziedziczone albo współdzielone? To pytanie można sobie zadać bez żadnej karty. Więc znowu wracam do tego samego miejsca co wcześniej.
tak, ale dla mnie osobiście ta karta była właśnie tym impulsem do zadania sobie tego pytania. Bez niej pewnie bym go nie zadała, bo nie byłam w trybie 'zastanówmy się nad sobą'. Nie mówię, że to jedyna droga, ale to była moja droga. Czy to nie jest coś wartego wzięcia pod uwagę?
Mietowa mnie zatrzymała tym pytaniem o strukturę. Bo to chyba kluczowe. Jeśli ktoś idzie na terapię, terapeuta też dostarcza struktury pytań, nie pyta o wszystko naraz. Horoskop może robić coś podobnego, zawężać uwagę do konkretnego obszaru. Tylko terapia ma metodologię, która jest weryfikowalna. A czy interpretacja ósmego domu ma cokolwiek takiego za sobą?
Chcę wrócić do pytania, które zadałam wcześniej, bo jakoś nam uciekło. Czy ktoś ma przykład, gdzie analiza ósmego domu albo Jowisza w tym domu realnie wpłynęła na decyzję finansową? Maciejos opisał swoją sytuację z kredytem. Czy jest ktoś jeszcze? Bo chciałabym zrozumieć, jak to wygląda w praktyce, nie w teorii.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie może podstawowe. Co to znaczy, że Jowisz jest 'w ósmym domu'? Tzn. rozumiem, że chodzi o pozycję w momencie urodzenia, ale czy to jest stałe przez całe życie, czy zmienia się? Bo słyszałam, że planety się przemieszczają.
Zatrzymuję się przy tym, co powiedział Krysztal o literaturze pięknej. Bo to ciekawe porównanie, ale trochę zbyt wygodne. Literatura nie rości sobie prawa do opisu mechanizmu rzeczywistości. A astrologia jednak to robi, nawet jeśli mówi 'symboliczne', to zakłada jakiś związek między pozycją Jowisza a tym, co się dzieje z twoimi pieniędzmi. Inaczej całe ćwiczenie traci sens, prawda?
Słucham tej wymiany i zastanawiam się, czy przypadkiem nie szukamy jednej spójnej odpowiedzi tam, gdzie jej po prostu nie ma. Bo może astrologia jest jak psychologia, gdzie też masz kilkanaście szkół i każda mówi coś innego o tym samym człowieku. Czy w takim razie niespójność jest błędem, czy po prostu cechą systemu?
Wracając trochę do sedna tematu, bo chyba trochę odpłynęliśmy. Tytuł wątku pyta, czy Jowisz w ósmym 'zawsze' przynosi szczęście w dziedziczeniu. I tak sobie myślę, że może to słowo 'zawsze' jest tu kluczowe. Czy ktoś zna kogoś z tą konfiguracją, komu dziedziczenie przyniosło problemy, a nie błogosławieństwo?
Krysztal właśnie powiedział to, co chciałem powiedzieć od początku, tylko że w obronie astrologii. Skoro odpowiedź brzmi 'zależy od aspektów', to co właściwie mówi nam sama pozycja Jowisza w ósmym? Jeśli prawie wszystko może to zmodyfikować, to czy ta podstawowa informacja w ogóle coś wnosi?
a co wnosi samo to, że ktoś jest urodzony w lutym? Sama data to kontekst, nie diagnoza. Znaczenie buduje się z wielu warstw. To nie jest słabość systemu, to jest jego specyfika. Pytanie, czy ta specyfika ci odpowiada, to już inna sprawa.
Zadam inne pytanie, bo czuję, że kręcimy się w kółko wokół tego samego. Pelagiusza_R wspomniała o kwadracie z Saturnem. Czy ktoś z was miał taką konfigurację i może powiedzieć, jak to wyglądało w praktyce? Bo teorie to jedna sprawa, ale żywe przykłady więcej by tu wniosły.
U mnie z dziedziczeniem po dziadku było podobnie, choć nie aż tak dramatycznie. Sprawa była prosta formalnie, ale emocjonalnie trudna, bo pojawiły się napięcia w rodzinie, których wcześniej nie było. Czy mam kwadrat z Saturnem? Nie wiem, szczerze. Nigdy nie robiłem pełnej karty. Może to byłby argument, żeby jednak sprawdzić.
To jest ciekawy pomysł, ale zaraz wpadniemy w inną pułapkę. Jeśli karta Maciejosa będzie miała kwadrat, powiemy 'o, pasuje'. Jeśli nie będzie miała, powiemy 'ale może jest opozycja albo inne napięcie'. Czy jest w ogóle taka konfiguracja, która by zadecydowała, że astrologia tu nie pasuje?
