Ostatnio zaczęłam eksperymentować z godzinami planetarnymi podczas medytacji i szczerze to mnie zaskoczyło. Zawsze medytowałam kiedy miałam czas, bez żadnego planowania, ale koleżanka mi powiedziała żeby spróbować dopasować porę do planety dnia. No to spróbowałam w godzinie Wenus i w godzinie Saturna - różnica była naprawdę wyczuwalna przynajmniej dla mnie. Zastanawiam się czy ktoś tutaj to praktykuje na co dzień i czy ma jakieś porównania?
Medytuję regularnie od kilku lat i godziny planetarne faktycznie biorę pod uwagę choć nie zawsze. Zanim jednak powiem co u mnie działa - jak obliczałaś te godziny? Bo tu jest pewna pułapka. Godziny planetarne to nie są zwykłe godziny zegarowe od 00:00,tylko są liczone od wschodu do zachodu słońca i od zachodu do kolejnego wschodu. Dzień i noc dzielą sie na 12 równych części każda. Więc latem godzina planetarna dzienna może trwać nawet 75 minut, a zimą 45. Używałaś jakiejś aplikacji do wyliczenia?
Saturn to planeta ograniczeń i dyscypliny,więc to że medytacja była cięższa ma sens astrologicznie. Wenus to harmonijność i spokój, idealna do medytacji nastawionej na serce czy relacje. Generalnie do medytacji polecałabym głównie godziny Słońca, Księżyca i Wenus jako najbardziej sprzyjające. Mars i Saturn raczej do rytuałów wymagających siły woli, nie do spokojnych stanów.
Muszę przyznać że jestem tu bardziej z ciekawości niż z przekonania. Jak czytam tę rozmowę to mam pytanie które pewnie komuś nie spodoba się - skąd w ogóle wiadomo że planeta wpływa na jakość medytacji? Mam na myśli czy ktoś to kiedyś sprawdzał metodycznie, notował przez dłuższy czas, czy to są pojedyncze odczucia które sami sobie tłumaczymy daną godziną? 🙂
Mam pytanie które mnie nurtuje od początku tej rozmowy: czy ktos próbował medytacji w godzinie planety która rządzi jego ascendentem lub jego dominującą planetą w wykres natalny? Teoretycznie takie połączenie powinno dawać mocniejszy efekt bo działa sie w zgodzie z własną energią. Sam nie próbowałem systematycznie ale planuję.
Mam Skorpiona na ascendencie, więc planetą rządzącą jest Mars lub Pluton zależnie od systemu. W systemie tradycyjnym Mars. I muszę powiedzieć że godzina Marsa rzeczywiście działa u mnie inaczej niż u innych - nie jest nieprzyjemna, jest po prostu bardzo ostra, klarowna. Ale właśnie zastanawiam się czy to dlatego że Mars "rozumie" mój ascendent, czy że po prostu Mars jest moją dominującą energią i jestem do niej przyzwyczajony.
Ojoj, to jest bardzo trafna obserwacja ale mam do niej pytanie - czy "oswojona" to to samo co "skuteczna"? Bo można być oswojonym z jakąś energią i właśnie przez to nie wchodzić głębiej, bo nie ma wyzwania. Czasem właśnie obca energia może wytrącić z rutyny i otworzyć coś nowego.
Oj tam, no ale medytacja to nie jest wyzwanie sportowe,prawda? Chodzi o harmonię i wyciszenie, a nie o pokonywanie przeszkód. Jeśli dana godzina planetarna daje ci spokój i skupienie, to chyba to jest właśnie to czego szukasz, bez względu na to czy to "twoja" planeta czy nie.
Nie ma czegoś takiego jak neutralna godzina planetarna - każda ma swój charakter w systemie chaldejskim. ale jeśli pytasz o "bezpieczną" do eksperymentu, to Księżyc albo Słońce są najczęściej opisywane jako najbardziej dostępne. Księżyc bo jest blisko emocji i intuicji, Słońce bo daje klarowność. Chociaż to i tak zależy od osoby.
Przepraszam że wchodzę z boku ale to co piszecie o tym że trzeba mieć doświadczenie żeby bezpiecznie eksperymentować z godzinami Saturna czy Marsa - to mnie trochę niepokoi. Czy ktoś kiedyś miał jakieś naprawdę nieprzyjemne doświadczenie medytując o nieodpowiedniej godzinie? Czy to raczej tylko teoria?
Wracając do pytania Konwalii o Wenus jako dominującą - zastanawiam sie czy zbieżność między jej dominującą planetą a najlepszą godziną to nie jest poprostu potwierdzenie czegoś co i tak wiemy: że działamy najlepiej w energii którą już mamy w sobie. Ale to by znaczyło że godziny planetarne to bardziej sposób samopoznania niż coś co realnie zmienia parametry medytacji. Co o tym sądzicie?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie, które mnie kręci od kilku postów - czy ktoś z was próbował medytować w tej samej godzinie planetarnej, ale w różnych dniach tygodnia? Bo przecież godzina Wenus w poniedziałek to nie to samo co godzina Wenus w piątek, prawda? Piątek jest dniem Wenus, więc ta energia powinna być wtedy silniejsza. Zastanawiam się czy ktoś to testował
Ja próbowałam właśnie w piątek w godzinę Wenus raz i muszę powiedzieć że była to jedna z bardziej zaskakujących medytacji. Ale nie wiem czy to ta kominacja robiła swoje, czy po prostu miałam wyjątkowo dobry dzień i dużo czasu. Trudno mi było to rozdzielić tak jak Wieszczka pisała wyżej. Co mnie jednak ciekawi - czy ta "podwójność" działa podobnie dla każdej planety? Bo jakbym miała robić podwójną godzinę Saturna to trochę się waham...
Hmm, no właśnie, podwójny Saturn brzmi jak coś czego bym unikała 🙂 Ale serio - czy to nie jest trochę myślenie magiczne? Godzina Saturna w sobotę to nadal ta sama energia co w każdy inny dzień, tylko nałożona na sobotni charakter. Nie wiem czy to kumuluje się jak mówi Czarnobog, czy po prostu tak to nazwiemy i tyle.
Wracając do tego co Azuryt pytała o testowanie różnych dni - ja robiłam coś podobnego przez dwa tygodnie. Godzina Księżyca codziennie ale notowałam tez jaki to dzień tygodnia. I faktycznie poniedziałkowa godzina Księżyca wyróżniała sie w notatkach - ale czy dlatego ze poniedziałek to dzień Księżyca, czy dlatego że przez cały tydzień poziom stresu jest w poniedziałki inny? Tego naprawdę nie wiem.
Ojejku, a ja mam pytanie trochę z boku - czy te godziny planetarne zmieniają się w zależności od pory roku i długości dnia? Bo godziny planetarne to nie są godziny zegarowe, prawda? Gdzieś czytałam że są obliczane inaczej latem i zimą. Jeśli tak, to jak to wpływa na medytację, skoro raz ta sama "godzina" może trwać 40 minut a raz 80?
No właśnie, ja używam kalkulatora który oblicza godziny nierówne i szczerze długo nawet nie wiedziałam że istnieje inna opcja. Ale po tym co Czarnobog napisał zaczynam się zastanawiać czy nie powinnam sprawdzić obydwu metod przez jakiś czas i porównać. Choć to brzmi jak bardzo dużo pracy dla jednej osoby...
Ojej, właśnie wpadłam na myśl - czy ktoś prowadzi notatki z obydwu systemów jednocześnie? To byłby naprawdę interesujący eksperyment dla wątku. Może zamiast każdy z osobna, moglibyśmy porównać doświadczenia kilku osób które przez miesiąc medytują w godzinach planetarnych i zapisują czy używają systemu równego czy nierównego?
Mam pytanie do Czarnoboga o te systemy - bo rozumiem różnicę między godzinami równymi i nierównymi w teorii ale jak to wygląda w skrajnym przypadku? Latem w Polsce dzień ma około szesnastu godzin, więc jedna godzina planetarna dzienna to prawie osiemdziesiąt minut. A zimą to niecałe czterdzieści. Czy to nie zaburza całego poczucia rytmu jesli medytujesz regularnie? 😀
Przepraszam że wchodzę z czymś bardzo podstawowym, ale nie rozumiem jednego - jak w ogóle oblicza się godziny planetarne w systemie nierównym jeśli nie masz dostępu do kalkulatora? Czy da się to liczyć w głowie, czy to jest zbyt skomplikowane dla kogoś bez astronomicznego tła?
Ilonko, ja na początku też się tym martwiłam ale potem znalazłam kilka dobrych kalkulatorów online które same ustalają wsód i zachód słońca dla twojej lokalizacji i dzielą dzień na dwanaście równych godzin planetarnych. Wystarczy podać miasto. Nie trzeba liczyć ręcznie, przynajmniej na początku. Czarnobog pewnie ma zdanie czy to wystarczy czy lepiej uczyć się liczyć samemu??
Kalkulatory są absolutnie wystarczające do praktyki, Ilonko. Ręczne liczenie ma wartość edukacyjną - rozumiesz wtedy głębiej co obliczasz i dlaczego wsód słońca jest punktem wyjścia, a nie północ. Ale zeby medytować zgodnie z godzinami planetarnymi, aplikacja w zupełności wystarczy. Polecam sprawdzić czy kalkulator ktory używasz uwzględnia twoje konkretne miasto, nie ogólnie "Polska" - różnica może wynosić kilkanaście minut.
A czy to nie jest trochę ironiczne że używamy nowoczesnych aplikacji do praktyki opartej na systemie sprzed dwóch tysięcy lat? Serio pytam, bo zawsze mnie to trochę razi. Czy ktoś z was ma poczucie że to jakoś zaburza autentyczność tego co robisz?
Oj tam, czytam tę rozmowę i mam pytanie z zupełnie innej strony - czy ktoś z was kiedykolwiek zaczął medytować bez sprawdzania godziny planetarnej, a potem sprawdził co to była za godzina i okazało się że "trafiło"? Bo zastanawiam się czy to działa w obie strony, czy tylko wtedy kiedy masz wcześniej tę wiedzę.
Wracając do tego co Wieszczka proponowała z tym zbiorowym eksperymentem - jak technicznie miałoby to wyglądać? Każda z nas wybiera tę samą godzinę planetarną i ten sam dzień tygodnia, medytuje przez miesiąc i opisuje tutaj? Czy może każda wybiera co jej pasuje i porównujemy notatki po czasie?
Hmm,mi się to podoba bo nie nakłada sztywnych reguł na każdą z nas. Ale mam jedno pytanie praktyczne - czy w takim eksperymencie powinnyśmy starać się medytować TYLKO w tej wybranej godzinie, czy możemy też medytować kiedy indziej i po prostu dodatkowo opisywać sesje w wybranym oknie? Bo całkowite ograniczenie medytacji do jednej godziny tygodniowo przez miesiąc to dla mnie za mało żeby w ogóle utrzymać praktykę.
Wydaje mi się że te dwa podejścia odpowiadają na zupełnie różne pytania. Jeśli medytujesz tylko w wybranej godzinie,sprawdzasz czy ta godzina coś daje. Jeśli medytujesz też w innych momentach i porównujesz, sprawdzasz czy ta godzina daje coś INNEGO. Drugie pytanie jest moim zdaniem ciekawsze i bardziej uczciwe wobec własnej praktyki
