Czy to musi być jedno albo drugie? Może jest pułapką i zasobem jednocześnie, w zależności od momentu i od tego jak się do tego siada.
Ale czy naprawdę zawsze musi być 'ciężko wywalczony'? Bo mam wrażenie że tu na wątku trochę romantyzujemy ten ból. Jakby transformacja bez cierpienia nie była prawdziwa.
Słuchajcie, mam pytanie może trochę z boku, ale wydaje mi się ważne. Czy Słońce-Pluton w kwinkunksie działa podobnie jak w koniunkcji czy to zupełnie inna historia? Mam w natalu coś takiego i zastanawiam się czy to co tu czytam mnie dotyczy.
Wracając do tego co wcześniej mówiłyśmy o budowaniu zakorzenienia - Bogusia zadała pytanie jak to zrobić między falami i chyba nie dostała do końca odpowiedzi. Edek powiedział że to jest czas na pracę, ale jak ta praca wygląda przy Słońce-Pluton konkretnie? Nie przy aspektach w ogóle, tylko przy tej specyfice.
Dodam do tego co Edek mówi - w mojej praktyce z medytacją ciała obserwuję, że osoby z silnym Plutonem w natalu często mają z tym trudność właśnie dlatego, że ich umysł ciągle chce iść głębiej, szukać sensu, interpretować. Zatrzymanie się na poziomie czysto fizycznym bez szukania co to 'znaczy' - to bywa wyzwanie samo w sobie. Ale może to jest właśnie odpowiedź na pytanie o odróżnienie mapy od klatki.
Wróćmy do tego co Przylaszczka mówiła o trudności z zatrzymaniem się na poziomie fizycznym - bo to mi coś kliknęło. Mam Słońce-Pluton w koniunkcji i faktycznie zauważam, że jak próbuję robić body scan albo cokolwiek opartego na odczuciach, to mój umysł automatycznie zaczyna to interpretować. Nie mogę po prostu poczuć napięcia w ramionach, muszę od razu wiedzieć z czego to 'naprawdę' wynika. Czy to jest do przeskoczenia czy raczej trzeba z tym nauczyć się żyć?
Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz przy tym co mówi Czeremcha - ten odruch interpretowania wszystkiego ma chyba dwa oblicza przy Słońcu-Plutonie. Z jednej strony to jest pułapka, bo uniemożliwia bycie 'po prostu'. Ale z drugiej strony - dla kogoś z tym aspektem zatrzymanie się wyłącznie na poziomie sensorycznym, bez żadnej głębi, może być tak samo sztuczne jak dla kogoś bez tego aspektu siłowanie się z własną psychiką. Czy rozumiecie co chcę powiedzieć? Że może tu nie chodzi o eliminację tej tendencji, tylko o jej utemperowanie?
Ale czy to jest możliwe dla kogoś z silnym Plutonem - żeby dosłownie powiedzieć sobie 'to nic nie znaczy' i zostawić? Pytam serio, bo dla mnie to wydaje się niewykonalne. Jak coś czuję, to zawsze jest jakaś część mnie która musi wiedzieć dlaczego.
Mnie to zajęło długo, ale nauczyłam się jednak. Trick, który u mnie zadziałał to nie przekonywanie siebie że coś nie ma znaczenia, tylko przesunięcie pytania z 'co to znaczy' na 'czego teraz potrzebuję'. To jest pytanie bardziej przyziemne, mniej plutońskie, ale jakoś łatwiej je zaakceptować jako wystarczające.
A co jak ktoś ma Ksieżyc w Skorpionie do tego? Bo wydaje mi sie, że wtedy nie ma łatwiej ucieczki 🙂 Pytam bo mam Słońce-Pluton kwadrat i Księżyc w Skorpionie i to jest właśnie moja sytuacja - niby powinienem się gdzieś zakotwiczyc ale każde zakotwiczenie jakoś samo z siebie dąży do głebokości
Ten wątek o kontroli jest kluczowy dla całego tematu wątku. Bo pytanie z tytułu - czy musimy się odradzać żeby być sobą - może mieć różną odpowiedź zależnie właśnie od tego, kto inicjuje ten proces. Jeśli sama wchodzę w transformację świadomie, to choć boli, jest w tym jakieś poczucie sprawczości. Jeśli życie mnie wciąga wbrew mojej woli, to jest tylko chaos. Przy Słońcu-Plutonie chyba nie da się uniknąć ani jednego ani drugiego, ale może można się nauczyć rozróżniać kiedy się jest po której stronie.
Metafora z pogodą bardzo mi się podoba. To jest coś co chcę spróbować u siebie zastosować, bo mam wrażenie że moje podejście jest trochę odwrotne - każdy tranzyt traktuję jak objawienie czegoś o sobie. I potem się tym objawienie zadręczam przez tygodnie.
Ten internet-opis 'urodzony do cierpienia i odrodzenia' to jest straszna rzecz, bo zapada w pamięć jak wyrok. Pamiętam jak sama coś podobnego przeczytałam o swoim ascendencie i potem dosłownie szukałam w sobie tego cierpienia, jakby jego brak oznaczał że coś robię nie tak. To jest odwrócona logika, ale bardzo wciągająca.
