Wracam do synastrii, bo to wątek wart rozwinięcia - ale najpierw chcę powiedzieć, że ta rozmowa coraz mocniej potwierdza mi, że Chiron-Wenus to aspekt, który daje bardzo specyficzny rodzaj magnetyzmu. Taka osoba przyciąga albo tych, którzy czują jej głębię, albo tych, którzy chcą tę głębię eksploatować. I często trudno z zewnątrz odróżnić jedno od drugiego.
Na pytanie Honoratki chciałbym odpowiedzieć, bo to jest sedno całego tematu. Myślę, że nie chodzi o to, żeby 'wybrać dobrze' mimo rany - tylko żeby zacząć rozpoznawać, kiedy rana mówi, a kiedy mówi coś innego. To nie jest jednorazowy moment, to jest praca na lata. Ale aspekt Chiron-Wenus daje też coś - wrażliwość na drugą osobę, która bywa naprawdę wyjątkowa.
To, co opisuje Honoratka, jest bardzo charakterystycznym odwróceniem - i widzę to też u siebie. Rana potrafi sprawić, że to, co zdrowe, wydaje się 'za spokojne', 'za płaskie', niemal nudne. Intensywność bólu bywa mylona z głębią połączenia. Dlatego właśnie ten aspekt wymaga nie tylko pracy z relacjami, ale najpierw pracy z tym, jak definiujemy miłość dla siebie.
Wracam do aspektu samego w sobie, bo trochę odpłynęliśmy. Chiron-Wenus to nie tylko wzorzec bólu w relacjach - to też zdolność do bardzo głębokiego rozumienia, czego ktoś potrzebuje emocjonalnie. Tylko że ta zdolność bywa używana jednostronnie. Zastanawiam się, czy przy tym aspekcie w natalu jest jakiś odpowiednik po stronie dawania sobie - nie tylko innym. Czy ktoś świadomie pracował z tym aspektem i czuje, że zmienił kierunek tej energii?
