W październiku założyłem działalność, a 5 grudnia ożeniłem się z Ewą. W tym samym czasie przeszedłem szkolenie Master NLP i dwa zjazdy programu Coach & Trener. Pierwszy miesiąc małżeństwa plus wszystkie te zmiany naraz dały nam ostro w kość, napięcia i stres były naprawdę duże. Znowu rzuciliśmy się na głęboka wodę, bo tak już mamy.
Na drugim zjeździe Coacha & Trenera mieliśmy 3-minutową prezentację siebie w wagonie metra. Strefa komfortu poszerzona do granic możliwości, stres nie do opisania. I dokładnie ten sam stres towarzyszył mi wtedy w małżeństwie. Sytuacja finansowa nadszarpnięta, bo ślub, kursy, mniej pracy, a ja mało czasu spędzałem z Ewą i Sonią.
Wtedy zaczęły się uaktywniać różne społeczne wzorce dotyczące małżeństwa. Takie jak ten, że po ślubie kobieta rezygnuje z własnych ambicji i po prostu wspiera męża, a on staje się liderem całego układu. Wiem, że troche przejaskrawiam, ale serio, bardzo często tak to wygląda. I nie ma w tym nic złego, w wielu przypadkach taki podział ról działa świetnie, szczególnie kiedy oboje tego chcą. U nas jednak to wywołało ogromne reperkusje. Oboje jesteśmy liderami, a Ewa nawet częściej niż ja przejawia potrzebę bycia tą prowadzącą w naszym związku. Kiedy spotykają się dwie silne osobowości, trzeba na nowo zdefiniować wiele wzorców, które wpojono nam przez rodziców i społeczeństwo. Często są to wzorce nieuswiadomione i łatwo pomyśleć, że ślub niczego nie zmienia. Z mojej obserwacji wynika jednak, że zawarcie małżeństwa, czy chcemy tego czy nie, uruchamia coś z podświadomości zbiorowej przekazywanej pokoleniami.
Chcąc zbudować partnerski związek dwóch silnych osobowości, dbamy z Ewą o naszą relację i pracujemy nad nią różnymi narzędziami, od psychologicznych po duchowe. Mimo że jesteśmy świadomi wielu wzorców z poprzednich związków i od rodziców, jeszcze do wczoraj borykaliśmy się z poważnymi trudnościami. Piszę o tym, żebyście wiedzieli, że nawet przy dużej samoświadomości życie potrafi zaskoczyć. W trakcie takich wyzwań może pojawić się zwątpienie albo pokusa, żeby powiedzieć sobie „skoro partner nie chce współpracować, to może czas na zmiany”. Chciałbym dać wam na nowy rok jeden prezent, którym jest wiara we własne siły. Jeżeli kogoś kochacie i zależy wam na nim, trwajcie w próbach poprawy relacji, próbujcie tak długo, aż się uda. Bo jeśli macie czysta intencję i naprawdę wierzycie w swoje rozwiązanie, sukces czeka.
Nam udało się już po raz kolejny, ale każde takie wyzwanie jest podobnej mocy. Po burzy przychodzi... i nadal trwa to szczęście, które przepełnia mnie od wczoraj. Poprzedniego wieczora poprosiłem Ewę po raz kolejny, żeby została moją żoną. Bardzo się rozczuliła 🙂 Teraz wiem, że razem z nią będziemy przenosić nie góry, a kontynenty. Czasem chce się poddać, ale gdy wiesz, że za tym trudnym momentem czeka nagroda inna niż wszystkie poprzednie i zawierająca w sobie coś, czego jeszcze nie czułeś, to odkrywasz w sobie kolejne pokłady sił. To, jak teraz się czuję, kiedy to piszę, po prostu przerasta moje możliwości opisu. Jest w tym radość, spokój, duma, wdzięczność, delikatność, siła i wiele innych rzeczy naraz.
Podążajcie za swoją wytrwałością.
Wadim i Ewa Żarscy
szczerze to nie do końca rozumiem jak można mieć aż tak sprzeczne podejście do tego tematu w różnych miejscach na forum... bo jedno piszesz tutaj, a co innego wychodziło z twoich postów gdzieś indziej. trochę niespójne to jest
szczerze? takie osobiste zwierzenia bardziej pasują na bloga niż na forum. tu to trochę mdło brzmi...
Fajnie, że razem dacie radę z trudnościami. Jeśli miłość jest prawdziwa, to wlasnie to powinno wystarczyć żeby przetrwać różne zawieruchy.
szczerze to nie rozumiem dlaczego ktoś miałby się tu chwalić że jest już w drugim związku... serio, co w tym niby fajnego? to znaczy że już raz komuś namieszał w życiu, a teraz jeszcze spodziewa się gratulacji? trochę bez sensu. takie rzeczy to może lepiej przemilczeć zamiast wywieszać na forum jak trofeum
statystyki są bezlitosne, w Polsce co trzecie małżeństwo sie rozpada, a te co jakoś trwają, to często tylko dlatego że ludzi trzyma wspólny kredyt albo zwykły strach przed zmianą. no a w Belgii już 7 na 10 małżeństw kończy sie rozwodem. więc... powodzenia wszystkim zainteresowanym 🙂
