Piszę tu bo naprawdę już nie wiem co z tym zrobić, trwa to ponad rok i cały czas sie z tym szamoczę. Staram sie wybaczyć ojcu mojego dziecka, czasem nawet wydaje mi sie że już prawie, że ogarnia mnie jakieś ciepło do tej osoby, ale to trwa chwilę i zaraz wracam do punktu wyjscia. I znowu płakać mi się chce 🙁
Po porodzie zostawił mnie samą. Dziecko chore, ja ledwo żywa po tym wszystkim, a on po prostu odszedł. Do dziś nie moge tego poskładać w całość bo jakoś nie potrafię stanąć na nogi. Nie mam chwili dla siebie, nie ma komu się wyżalić, nie mam do kogo zadzwonić. Dosłownie tylko to forum. Tak bardzo bym chciała wyjść gdzieś, choćby raz potańczyć, poczuć sie normalnie.
Najbardziej chyba boli mnie to, że ta osoba zrzuciła na mnie całą opiekę nad niepełnosprawnym dzieckiem i sama żyje sobie pełną piersią, korzysta z wolności, dobrze sie bawi. Dopiero jak urodziłam dowiedziałam sie że mnie nie kocha. I to mnie chyba niszczy najbardziej, bo strasznie tęsknię za bliskością, za zwykłą czułością od partnera...
szczerze? zamiast bez końca rozważać co do ciebie należy i co straciłaś, może zacznij od prostego pytania do siebie, czy to dziecko to dla ciebie dar, czy kara. I co ci daje, a co odbiera. Czego sie nauczyłaś przez to wszystko, jakie siły w sobie odkryłaś, o których wcześniej nie miałaś pojecia. Mówię tylko o tobie i o dziecku, bez wciągania w to byłego.
Jak już to sobie poukładasz, sama oceń, czy ten człowiek ci coś dał, czy tylko zabrał. Nie mówię o alimentach i obowiązkach, bo te są zapisane w prawie i można ich wymagać. Ale miłości nikt nie wymusi. I trochę bez sensu mieć żal o brak miłości, lepiej zaakceptować jak jest. Ludzie mają różną zdolność do kochania, niektórzy naprawdę niewielką. Nie da więcej kto sam ma mało.
A ten żal, o co dokładnie jest większy? O to że cię nie kocha? Że ma luz i zero obowiązków? Czy o to że się na nim przeliczałaś? Ten wpis to taki koncentrat żalu, że czytając dosłownie boli. Otrząśnij się, bo sama sobie zrobisz krzywdę, a dziecku i tak nie pomoże twoja choroba. Małe dzieci, do 3 lat, chłoną emocje matki totalnie, nie mają żadnej tarczy, po prostu wciągają wszystko jak leci.
Piszesz że nie masz chwili na radość... a moment kiedy trzymasz to dziecko i je przytulasz? To jest żywa istota, która tu przyszła. Skąd wiesz kim ona jest i po co? Może to jest energia, która ma cie czegoś nauczyć. Skąd w ogóle wiesz że ty jesteś tą stratną w tym wszystkim? Nie wiesz.
Nie masz z kim pogadać, piszesz. Dlaczego? Nie ma rodziny, znajomych? Nikt nie może zająć się dzieckiem choć raz na jakiś czas? A inna samotna mama w podobnej sytuacji? Pomysl, pokombinuj. Ja też wychowuję sam i nie uważam tego za wyrok.
Hmm, warto by sprawdzić czy nie masz przedłużonej depresji poporodowej, to całkiem realne, ale tu już powinien sie wypowiedzieć lekarz.
Co do wybaczenia, to dopóki CZUJESZ SIĘ skrzywdzona, sama sie przed nim cofasz. Napisałem czujesz się, nie jesteś. Sama musisz uczciwie stwierdzić, czy on naprawdę ci zrobił krzywdę. Często myślimy że nam ktoś skrzywdził, dopóki nie zauważymy że więcej zyskałysmy niż straciłysmy.
Terapeuci słusznie mówią żeby takie rzeczy wypisywać na kartce, bo głowa stara sie uciec od trudnych emocji. Spróbuj.
Życzę ci żebyś zobaczyła też dobrą stronę tej sytuacji, bo ona jest. Jak ciemna strona Ksiezyca, niewidoczna dopóki nie zmienisz miejsca i nie spojrzysz inaczej.
I jeszcze jedno, daj czułość dziecku, przyjmuj od niego przytulanie, bądź z ludźmi, nie nastawiaj się tylko na partnera. Taki głód nasyca się różnie, nie jedną potrawą. Sama sie nie wycofuj z kontaktów, i sama wyciągaj rękę, nawet jeśli nie zawsze dostaniesz odzew. To nie powód do martwienia sie. Nie ty jedna masz taki zestaw zadań, niejednej z nas ojciec dziecka nie dorosł do roli ojca. Gdybysmy wszystkie płakały, Pacyfik by zbladł przy tym co by powstało 😀 Mamy większy ładunek odpowiedzialności i obowiązków, ale i większy silnik do działania. I z reguły osiągamy więcej. I po tym wszystkim NIE BOIMY SIĘ JUŻ PRAWIE NICZEGO 😀
właśnie chciałem jeszcze dodać jedną rzecz. Nie wybaczysz póki gdzieś w środku będziesz czuła tę krzywdę. Takie sztuczne „wybaczam bo wypada” a potem dalej dźwiganie poczucia skrzywdzenia to kompletne nieporozumienie. Bo jak naprawdę wybaczasz, to tym samym mowisz sobie że już tej krzywdy nie czujesz. Wszystko inne to tylko jakieś kombinacje w głowie i z prawdziwym wybaczeniem mają tyle wspólnego co ja z pilotowaniem myśliwca 🙂
Ciężko mi o tym pisać, słowa jakoś nie oddają tego co chcę powiedzieć. Mam takie momenty rano, zaraz po przebudzeniu, kiedy przez chwilę jest ulga jeśli śniłam coś miłego... i zaraz potem ten ścisk w brzuchu i wiem że już nie zasnę. Chciałabym być gdzieś gdzie jest cisza, spokój, ciepło, jakaś muzyka w tle i po prostu się w tym zanurzyć, czuć że coś mnie chroni. Boję się ataku i niezrozumienia ze strony innych. Często w życiu czuję się jak w pułapce i najtrudniej jest mi po prostu... tu być.
Dziękuję marek_98 że odpisałeś. W ciąży miałam załamanie, po porodzie też i jeszcze nie doszłam do siebie. Lekarze nigdy mi nie pomogli, dlatego zaczęłam szukać gdzie indziej i trafiłam na medycynę wschodnią i dietetykę. Czuję że to jest prawdziwe, rozumiem ten związek między ciałem, duchem i emocjami. Przez lata mój organizm był wyniszczany lekami bo chorowałam od małego. Deresja poporodowa to wyczerpanie krwi i substancji matki po porodzie i trzeba to odbudowywać, żadne antydepresanty tu nie pomogą. Też w medycynie chińskiej znalazłam odpowiedź dlaczego przez ok. 10 lat miałam koszmary co noc.
Od wielu lat czułam że z moim ciałem nie dałoby się nawet donosić ciąży... a ludzie, znajomi, lekarze ignorowali mnie albo wyśmiewali. Okropne to uczucie, serio. Ale przez to całe cierpienie zaczynam rozumieć prawa natury które po prostu trzeba szanować. Może właśnie to mnie na to naprowdziło, a może nie, tego się chyba nigdy nie dowiem i może nie ma to nawet większego znaczenia.
Mogłam trochę namieszać w tej wypowiedzi bo każdy inaczej odczuwa życie, ale tu zostawiam kawałek siebie. Pozdrawiam 🙂
