Forum

Asystent AI
Nauka wybaczania, j...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Nauka wybaczania, jak to zrobić gdy ból wciąż wraca?


Wpisy: 130
Rozpoczynający temat
(@mandala689)
Połączone: 18 lat temu

Piszę tu bo naprawdę już nie wiem co z tym zrobić, trwa to ponad rok i cały czas sie z tym szamoczę. Staram sie wybaczyć ojcu mojego dziecka, czasem nawet wydaje mi sie że już prawie, że ogarnia mnie jakieś ciepło do tej osoby, ale to trwa chwilę i zaraz wracam do punktu wyjscia. I znowu płakać mi się chce 🙁

Po porodzie zostawił mnie samą. Dziecko chore, ja ledwo żywa po tym wszystkim, a on po prostu odszedł. Do dziś nie moge tego poskładać w całość bo jakoś nie potrafię stanąć na nogi. Nie mam chwili dla siebie, nie ma komu się wyżalić, nie mam do kogo zadzwonić. Dosłownie tylko to forum. Tak bardzo bym chciała wyjść gdzieś, choćby raz potańczyć, poczuć sie normalnie.

Najbardziej chyba boli mnie to, że ta osoba zrzuciła na mnie całą opiekę nad niepełnosprawnym dzieckiem i sama żyje sobie pełną piersią, korzysta z wolności, dobrze sie bawi. Dopiero jak urodziłam dowiedziałam sie że mnie nie kocha. I to mnie chyba niszczy najbardziej, bo strasznie tęsknię za bliskością, za zwykłą czułością od partnera...


Odpowiedz
9 odpowiedzi
Wpisy: 92
(@marek-98)
Połączone: 19 lat temu

szczerze? zamiast bez końca rozważać co do ciebie należy i co straciłaś, może zacznij od prostego pytania do siebie, czy to dziecko to dla ciebie dar, czy kara. I co ci daje, a co odbiera. Czego sie nauczyłaś przez to wszystko, jakie siły w sobie odkryłaś, o których wcześniej nie miałaś pojecia. Mówię tylko o tobie i o dziecku, bez wciągania w to byłego.

Jak już to sobie poukładasz, sama oceń, czy ten człowiek ci coś dał, czy tylko zabrał. Nie mówię o alimentach i obowiązkach, bo te są zapisane w prawie i można ich wymagać. Ale miłości nikt nie wymusi. I trochę bez sensu mieć żal o brak miłości, lepiej zaakceptować jak jest. Ludzie mają różną zdolność do kochania, niektórzy naprawdę niewielką. Nie da więcej kto sam ma mało.

A ten żal, o co dokładnie jest większy? O to że cię nie kocha? Że ma luz i zero obowiązków? Czy o to że się na nim przeliczałaś? Ten wpis to taki koncentrat żalu, że czytając dosłownie boli. Otrząśnij się, bo sama sobie zrobisz krzywdę, a dziecku i tak nie pomoże twoja choroba. Małe dzieci, do 3 lat, chłoną emocje matki totalnie, nie mają żadnej tarczy, po prostu wciągają wszystko jak leci.

Piszesz że nie masz chwili na radość... a moment kiedy trzymasz to dziecko i je przytulasz? To jest żywa istota, która tu przyszła. Skąd wiesz kim ona jest i po co? Może to jest energia, która ma cie czegoś nauczyć. Skąd w ogóle wiesz że ty jesteś tą stratną w tym wszystkim? Nie wiesz.

Nie masz z kim pogadać, piszesz. Dlaczego? Nie ma rodziny, znajomych? Nikt nie może zająć się dzieckiem choć raz na jakiś czas? A inna samotna mama w podobnej sytuacji? Pomysl, pokombinuj. Ja też wychowuję sam i nie uważam tego za wyrok.

Hmm, warto by sprawdzić czy nie masz przedłużonej depresji poporodowej, to całkiem realne, ale tu już powinien sie wypowiedzieć lekarz.

Co do wybaczenia, to dopóki CZUJESZ SIĘ skrzywdzona, sama sie przed nim cofasz. Napisałem czujesz się, nie jesteś. Sama musisz uczciwie stwierdzić, czy on naprawdę ci zrobił krzywdę. Często myślimy że nam ktoś skrzywdził, dopóki nie zauważymy że więcej zyskałysmy niż straciłysmy.

Terapeuci słusznie mówią żeby takie rzeczy wypisywać na kartce, bo głowa stara sie uciec od trudnych emocji. Spróbuj.

Życzę ci żebyś zobaczyła też dobrą stronę tej sytuacji, bo ona jest. Jak ciemna strona Ksiezyca, niewidoczna dopóki nie zmienisz miejsca i nie spojrzysz inaczej.

I jeszcze jedno, daj czułość dziecku, przyjmuj od niego przytulanie, bądź z ludźmi, nie nastawiaj się tylko na partnera. Taki głód nasyca się różnie, nie jedną potrawą. Sama sie nie wycofuj z kontaktów, i sama wyciągaj rękę, nawet jeśli nie zawsze dostaniesz odzew. To nie powód do martwienia sie. Nie ty jedna masz taki zestaw zadań, niejednej z nas ojciec dziecka nie dorosł do roli ojca. Gdybysmy wszystkie płakały, Pacyfik by zbladł przy tym co by powstało 😀 Mamy większy ładunek odpowiedzialności i obowiązków, ale i większy silnik do działania. I z reguły osiągamy więcej. I po tym wszystkim NIE BOIMY SIĘ JUŻ PRAWIE NICZEGO 😀


Odpowiedz
Wpisy: 92
(@marek-98)
Połączone: 19 lat temu

właśnie chciałem jeszcze dodać jedną rzecz. Nie wybaczysz póki gdzieś w środku będziesz czuła tę krzywdę. Takie sztuczne „wybaczam bo wypada” a potem dalej dźwiganie poczucia skrzywdzenia to kompletne nieporozumienie. Bo jak naprawdę wybaczasz, to tym samym mowisz sobie że już tej krzywdy nie czujesz. Wszystko inne to tylko jakieś kombinacje w głowie i z prawdziwym wybaczeniem mają tyle wspólnego co ja z pilotowaniem myśliwca 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 130
Rozpoczynający temat
(@mandala689)
Połączone: 18 lat temu

Ciężko mi o tym pisać, słowa jakoś nie oddają tego co chcę powiedzieć. Mam takie momenty rano, zaraz po przebudzeniu, kiedy przez chwilę jest ulga jeśli śniłam coś miłego... i zaraz potem ten ścisk w brzuchu i wiem że już nie zasnę. Chciałabym być gdzieś gdzie jest cisza, spokój, ciepło, jakaś muzyka w tle i po prostu się w tym zanurzyć, czuć że coś mnie chroni. Boję się ataku i niezrozumienia ze strony innych. Często w życiu czuję się jak w pułapce i najtrudniej jest mi po prostu... tu być.

Dziękuję marek_98 że odpisałeś. W ciąży miałam załamanie, po porodzie też i jeszcze nie doszłam do siebie. Lekarze nigdy mi nie pomogli, dlatego zaczęłam szukać gdzie indziej i trafiłam na medycynę wschodnią i dietetykę. Czuję że to jest prawdziwe, rozumiem ten związek między ciałem, duchem i emocjami. Przez lata mój organizm był wyniszczany lekami bo chorowałam od małego. Deresja poporodowa to wyczerpanie krwi i substancji matki po porodzie i trzeba to odbudowywać, żadne antydepresanty tu nie pomogą. Też w medycynie chińskiej znalazłam odpowiedź dlaczego przez ok. 10 lat miałam koszmary co noc.

Od wielu lat czułam że z moim ciałem nie dałoby się nawet donosić ciąży... a ludzie, znajomi, lekarze ignorowali mnie albo wyśmiewali. Okropne to uczucie, serio. Ale przez to całe cierpienie zaczynam rozumieć prawa natury które po prostu trzeba szanować. Może właśnie to mnie na to naprowdziło, a może nie, tego się chyba nigdy nie dowiem i może nie ma to nawet większego znaczenia.

Mogłam trochę namieszać w tej wypowiedzi bo każdy inaczej odczuwa życie, ale tu zostawiam kawałek siebie. Pozdrawiam 🙂


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@marek-98)
Połączone: 19 lat temu

Wpisy: 92

@mandala689 hej, przeczytałem co napisałaś i szczerze... to co opisujesz na początku brzmi jak typowe objawy depresji, naprawdę. Nie mówię tego złośliwie, po prostu tak to wygląda z zewnątrz.

Rozumiem że sama szukasz swojej drogi i fajnie że trafiłaś na medycynę wschodnią i czujesz że to ma sens. Ale jednak piszesz wciąż że czujesz się jak w pułapce i że chcesz żeby ktoś cię chronił... i tu muszę powiedzieć wprost: nikt cię tu nie ochroni, bo nikt nie ma takiego obowiązku wobec dorosłej osoby. Jedyny wyjątek to rodzice wobec małych dzieci, i to nie wiecznie. Ty teraz sama jesteś takim rodzicem i to wobec swojego dziecka masz ten obowiązek.

Żadna z nas tu nie zyje w jakimś ciepłym śnie z muzyką w tle, każdy ma swoje problemy i jakoś przez to brnie. Im szybciej to przyjmiesz, tym mniej będziesz się szamotać.

Nikt tu nie jest w pułapce, ty też nie. Każdy znalazł się tu z jakiegoś powodu i uczy się, pokonuje różne rzeczy. Twoje dziecko moim zdaniem pojawiło się nie bez przyczyny, może właśnie po to żebyś miała powód żeby wstać i działac zamiast zagłębiać się w żalu i tęsknocie za czymś czego nie ma.

Co do terapii, sama chemia niczego nie rozwiąże, zgadzam się, ale sama dietetyka i medycyna wschodnia też nie wystarczą. Dobry psycholog to nie synonim tabletek, to jest coś innego i naprawdę warto spróbować kompleksowo. Jak przestaniesz chcieć uciekać w błogi spokój i zaczniesz chcieć żyć, to znaczy że idziesz do przodu. Na razie masz przed sobą sporo roboty, ale człowiek jest dużo bardziej elastyczny niż myślisz 🙂


Odpowiedz
(@marek-98)
Połączone: 19 lat temu

Wpisy: 92

@mandala689 no i jest jeszcze jedna rzecz ktora mnie uderza w tym wszystkim. ta mała duszyczka, Twoje dziecko, uwierzyła w Ciebie bardziej niż Ty sama w siebie wierzysz. dosłownie. wybrała właśnie Ciebie, oddała sie w Twoje ręce, podjęła to ryzyko... więc nie zawiodź jej


Odpowiedz
(@mandala689)
Połączone: 18 lat temu

Wpisy: 130

@marek_98 dzięki za tamte słowa. Chciałam zapytać o tę więź dziecka z rodzicem, bo zastanawiam się czy ona dotyczy tylko matki, czy ojciec też ma tu jakieś znaczenie?

Bo sama byłam niechciana, ojciec chciał żebym nie przyszła na świat, mama się nie zgodziła, a po porodzie wyrzucił nas z domu. W czasie ciąży miał inną kobietę i jest z nią do dzis. Kiedyś jedna znajoma mi mówiła, że ta kobieta miała podobno rzucić na mnie jakiś urok kiedy byłam jeszcze w brzuchu mamy... szczerze mam nadzieje że to nie ma związku z moim trudnym życiem, bo wolę nie myśleć w takich kategoriach.

Mama była w ciąży bardzo załamana i potem przez długi czas zresztą też. Pamiętam jak płakała wracając z sądu, miałam już kilka lat wtedy. Ale dziwne jest to że nie pamiętam żebym sama czuła coś złego w tamtym czasie, może byłam za mała żeby być tego świadoma.

Mam wrażenie że przyczyna mojego obecnego stanu leży dużo głebiej... czasami myślę że nawet nie w tym życiu. Od małego byłam inna od rówieśników. Zbyt spokojna, zbyt ugrzeczniona, zbyt rozumna jak na swój wiek i strasznie nadwrażliwa. A w środku jakby cały czas przestraszona, jakby ten strach był tam zanim jeszcze mogłam cokolwiek przeżyć co by go tłumaczyło


Odpowiedz
(@marek-98)
Połączone: 19 lat temu

Wpisy: 92

@mandala689 no dobra, to o tę więź między dzieckiem a rodzicami to faktycznie z matką jest silniejsza na poziomie tej aurycznej czy tam energetycznej, z ojcem już słabsza, stąd chyba meżczyźni generalnie gorzej radzą sobie z byciem ojcami.

Ale ważniejsza sprawa: dusza sama wybiera rodziców. Ty też wybrałaś swoich. I nie chodzi tu o wybór wygodnego życia, tylko o to, czego ta dusza potrzebuje żeby się rozwinąć, takie tam karmiczne doświadczenia. Często wychodzi tak, ze dziecko trafia od razu na starcie w dokładnie te problemy, z którymi będzie się borykać przez całe życie.

Ten strach, ten żal, to poczucie odrzucenia, nie twoje... albo nie tylko twoje. To wchłonęłaś od mamy, jej ból z tamtego okresu. Dlatego byłas taka uległa i taka spokojna, bo w środku bałaś sie że i ciebie odrzucą. Ale uwaga: nie byłaś niechcianym dzieckiem, bo niechciane dzieci po prostu nie przychodzą na świat. Twoja mama mogła usunąć ciążę i tego nie zrobiła. To jest dowód.

Co do tej klątwy którą miała rzucić tamta kobieta, raczej nie wierze w to żeby ktoś tak po prostu potrafił to zrobić, to wymaga naprawdę sporego umiejętności. Możliwe natomiast ze masz z poprzednich żyć nierozwiązany problem z tym, żeby zaakceptować odpowiedzialność za własne życie i to teraz właśnie to rozwiązujesz.

Twoje dziecko cię wybrało. Samo. Widziało w tobie kogoś, przez kogo może przyjść na ten swiat i z kim może sie uczyć. Kocha cię bezwarunkowo i bez oceniania, po prostu. To jest chyba najlepsza motywacja jaka mozesz mieć żeby wstać i iść dalej.

Naucz się być przy nim silna i spokojna, bo ono to od ciebie weźmie. A ty sama w końcu zobaczysz że taka po prostu jesteś naprawdę.

I jeszcze jedno: przestań sobie mowić że jesteś niechciana. Ktoś kogo kochała choć jedna osoba niechciany nie jest. Kiedy sama boisz się życia i szczęścia, to one też jakby cię omijają. Mamy w zyciu to, co nosimy w sobie. Zmień przekonania i zmieni się to co przyciągasz.

Nie uciekaj w płakanie i spanie, to naprawdę nic nie rozwiązuje. Świat nie jest zły sam z siebie, jest taki jak go widzisz i jak o nim myślisz 🙂


Odpowiedz
(@mandala689)
Połączone: 18 lat temu

Wpisy: 130

@marek_98 dzięki, naprawde jestes kochana 🙂


Odpowiedz
(@mandala689)
Połączone: 18 lat temu

Wpisy: 130

@marek_98 nie ma za co, cieszę się że mogę pomóc 🙂

Przepraszam że piszę znowu o tym samym, wiem że może być to juz trochę nużące... ale może ktoś mi coś podpowie bo naprawdę potrzebuję jakiegoś wsparcia.

Chodzi mi o to, czy istnieje jakaś modlitwa do Aniołów przy rozwodzie, o sprawiedliwość, ochronę i mądrość w działaniu? Coś co pomogłoby mi zebrać myśli i siły.

Złożyłam pozew o rozwód bo mąż nas zostawił, ale od tamtej pory robi co może żeby pokazac że było inaczej. Zbiera dowody, ustawia zdarzenia, ma podstawionych świadków i gra ofiarę. Do tego od początku prowadzi go prawnik, więc czuję się naprawdę rozłożona na łopatki. Nie mogę uwierzyć że w człowieku może być tyle złej energii skierowanej przeciwko komuś z kim coś go kiedyś łączyło... nawet jeśli miłosci z jego strony nie było, to chociaz chęć bycia razem powinna cos znaczyc.

Wewnętrznie czuję jak gaśnie we mnie nadzieja i to jest chyba najtrudniejsze. Czy są jakieś formy ochrony przed złą energią, żeby nie wyrządzała nam krzywdy? Ja zwracam się do Archanioła Gabriela, ale nie wiem czy to właściwy wybór w tej sytuacji. Proszę, jeśli ktoś coś wie to napisze tutaj, bardzo mi na tym zależy.


Odpowiedz
Udostępnij: