Piszę, bo od jakiegoś czasu mam problem, o którym trochę wstyd mi mówić. Ćwiczę afirmacje regularnie, mniej więcej od roku, i ogólnie dużo mi to dało. Ale jest jedna sytuacja, w której kompletnie mi nie działają i nie wiem, czy to moja wina, czy może coś robię nie tak. Chodzi o to, że mam koleżankę, która właśnie dostała awans, pięknie umeblowała mieszkanie, w zasadzie wszystko jej ostatnio wychodzi. I ja zamiast się cieszyć razem z nią, czuję... zazdrość. Taką brzydką, lepką. A potem siadam do afirmacji i mówię sobie 'Cieszę się z sukcesów innych, ich radość mnie wzmacnia' i czuję się jak hipokrytka. Dosłownie śmiech mnie ogarnia, ale z zakłopotania, nie z humoru. Czy ktoś miał podobnie? Że afirmacja jest technicznie poprawna, ale w środku jest taki głos, który mówi 'no tak, jasne'?
Tak, dokładnie to samo. Ten wewnętrzny głos to nie jest sabotaż, to po prostu znak, że afirmacja jest za bardzo oderwana od tego, gdzie teraz jesteś emocjonalnie. Jak próbujesz wskoczyć z -5 na +10 jednym zdaniem, to głowa to odrzuca. Ja miałam podobną sytuację ze znajomą i przestałam na chwilę z tymi afirmacjami o cudzej radości, bo mi szkodziły bardziej niż pomagały. Zaczęłam od czegoś bliższego prawdy, coś w stylu 'Uczę się rozumieć skąd bierze się ta zazdrość' i to mi otwierało dużo więcej niż pięknie brzmiące zdanie, w które nie wierzyłam.
to jest właśnie częsty błąd ludzi co zaczynają z afirmacjami, afirmacje NIE muszą być w czasie teraźniejszym żeby działały, to mit który gdzieś sie pojął i sie powtarza. Liczy sie emocja jaka towarzyszy, a nie gramatyka. Badania to potwierdzają, przeprowadzono eksperymenty na ludziach i wynikało z nich że kluczowe jest zaangażowanie emocjonalne a nie forma zdania.
Ja mam inne pytanie do tego wątku, bo sama zmagam się z czymś podobnym. Czy afirmacje dotyczące cudzych sukcesów w ogóle mają sens, skoro zazdrość to taka... naturalna emocja? Rozumiem, że można chcieć ją przepracować, ale czy nie lepiej po prostu ją czuć i odpuścić, niż owijać w bawełnę afirmacjami?
Jest tu jeden wątek, który umyka. Zazdrość wobec czyichś osiągnięć ma bardzo konkretną strukturę, to nie jest emocja prosta. Zazwyczaj mówi nam, czego sami chcemy dla siebie, ale z jakiegoś powodu nie wierzymy, że możemy to mieć. Afirmacja, która pomija tę warstwę i od razu idzie w 'cieszę się z sukcesów innych', skacze przez przepaść. Pytanie do Rumianek79: co konkretnie wywołuje zazdrość w sukcesach koleżanki? Awans, mieszkanie, ogólne poczucie, że jej 'wszystko wychodzi'? Bo to nie jest bez znaczenia dla doboru afirmacji.
To jest już zupełnie inny punkt wyjścia dla afirmacji. Nie 'cieszę się z sukcesów innych', tylko coś, co adresuje przekonanie o własnym wysiłku i zasługiwaniu. Coś w stylu 'mój wysiłek ma wartość' albo 'osiągam swoje cele swoim własnym tempem'. Tamta afirmacja była odpowiedzią na złą diagnozę problemu.
Czytam tę rozmowę i zastanawiam się nad czymś trochę innym. Czy ta zazdrość, zanim zaczniemy ją 'naprawiać' afirmacjami, nie mówi czegoś konkretnie o energii relacji? Pytam bez sądzenia, bo sama przechodziłam przez coś podobnego z bliską osobą i okazało się, że problem nie był we mnie jako osobie zazdrośniej, tylko w tym, że ta relacja miała jakiś ukryty rys konkurencji, który wcześniej ignorowałam.
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale jak się w ogóle dochodzi do tego bazowego przekonania? Znaczy, rozumiem, że trzeba zejść głębiej, ale od czego zacząć, żeby w ogóle wiedzieć, czego szukać? Czy to jest coś, co można zrobić samemu, czy to bardziej na terapię?
Równolegle. I myślę, że to był klucz. Afirmacje nie zniknęły, ale przestały być głównym punktem. Stały się bardziej weryfikacją - po kilku tygodniach notatek wiedziałam już, która afirmacja trafia w coś realnego, a która jest życzeniowym myśleniem bez pokrycia. To zupełnie zmienia sposób, w jaki się je powtarza.
dokładnie o to chodzi i to jest jedno z niewielu podejść, które ma ręce i nogi. Afirmacja bez zidentyfikowanego przekonania bazowego to trochę jak przyklejanie plastra bez wiedzy, gdzie jest rana. Może coś zakryć, ale nie leczy.
Jest jeszcze jeden aspekt, który tu umyka. Ten 'głupi' feeling przy powtarzaniu afirmacji - skąd on właściwie pochodzi? Czy to jest poczucie, że kłamiemy sami sobie, czy raczej wstyd, że w ogóle tego potrzebujemy? Bo to dwie różne sprawy i każda wymaga innego podejścia.
To co opisuje Rumianek79 brzmi jak wstyd przed samą praktyką, nie przed treścią afirmacji. I to jest akurat coś, co obserwuję często - ludzie odrzucają afirmacje nie dlatego, że nie działają, tylko dlatego, że samo ich używanie wydaje się im oznaką słabości albo naiwności. To jest osobna warstwa do przepracowania.
Przepraszam, że pytam o coś może oczywistego, ale co to właściwie znaczy 'przepracować' taki wstyd? Czytam tu o schodzeniu głębiej, o notatkach, o przekonaniach bazowych i trochę się gubię. Czy to wymaga jakiejś konkretnej techniki czy po prostu obserwowania siebie?
Wracając do tego co mówiła Eleonorka56 o wstydzie przed samą praktyką - ja miałam podobnie i u mnie to miało źródło w tym, że afirmacje kojarzyły mi się z 'udawaniem'. Jakby to było nieautentyczne. Dopiero kiedy zrozumiałam, że to nie jest udawanie tylko intencja, zaczęło mi to siedzieć inaczej.
Ale wróćmy jeszcze do zazdrości, bo trochę odpłynęliśmy. Rumianek79 mówiła o tym, że koleżanka ma 'lekkość', a ona musi się wszystkiego o wiele bardziej starać. To przekonanie o własnym wysiłku to jest naprawdę silny blok. Afirmacja 'cieszę się z jej sukcesów' nijak tego nie dotknie. Ciekawe, czy ktoś próbował coś w stylu 'mój wysiłek to też część mojej drogi' albo czegoś, co nie porównuje, tylko zakotwicza we własnym procesie?
To jest bardzo dokładny opis. Afirmacja w izolacji to jedno, a przetestowanie jej w kontakcie z konkretną sytuacją to drugie. Może zamiast szukać afirmacji, która 'wytrzyma' zderzenie z sukcesem koleżanki, warto zadać sobie pytanie, co dokładnie w tym momencie się uruchamia. Czy to porównanie, czy coś wcześniejszego?
To co mówi Arbogi ma sens, ale mam wrażenie, że zataczamy koło. Zaczęliśmy od pytania, jakie afirmacje stosować przy zazdrości, a teraz dochodzimy do wniosku, że najpierw trzeba zrozumieć, co właściwie ta zazdrość mówi. Czy to oznacza, że afirmacje są tu po prostu zbyt wczesnym krokiem?
Pytanie Kamilki jest dobre, ale nie zgodziłabym się z tym, że afirmacje są 'po prostu sposóbm'. Afirmacje mogą być wejściem do pracy z przekonaniem, nie tylko sposobem na maskowanie go. Tyle że ten wątek był od początku o czymś konkretnym - o zazdrości i o tym głupim uczuciu przy powtarzaniu. I wracam do tego: ten głupi feeling to nie jest przypadkowy szum, to jest informacja. Pytanie, czy Rumianek79 w ogóle próbowała z nim pracować wprost, zamiast szukać 'lepszej' afirmacji?
właśnie i to jest szczere, i to jest ważniejsze niż jakakolwiek afirmacja. Mam wrażenie, że problem nie jest w doborze słów, tylko w tym, że afirmacja ma robić coś, do czego nie jest stworzona - ma likwidować uczucie, zamiast zmieniać przekonanie. To różnica.
No ale przecież wiele tradycji mówi wprost, że emocja jest energią i że afirmacja może tą energie przerobić. Nie rozumiem tego rozróżnienia na uczucie i przekonanie, bo jedno wynika z drugiego.
Mam pytanie do Paradoxy albo Simmy - czy jest jakaś afirmacja, która według was ma sens przy zazdrości o czyjąś lekkość? Nie o sukces konkretny, tylko właśnie o to, że ktoś wydaje się mieć życie łatwiejsze? Bo to jest chyba najtrudniejszy przypadek.
To co opisuje Judytka67 jest klasycznym efektem zestawienia własnego wysiłku z cudzą sprawnością. I jest w tym coś głębszego - to nie jest zazdrość, to jest żal do siebie. Afirmacja może przy tym zadziałać tylko wtedy, kiedy zmienia relację z własnym wysiłkiem, nie kiedy zaprzecza, że wysiłek istnieje.
Przepraszam, że wchodzę, ale chcę dopytać - jak rozpoznać, czy to jest żal do siebie, czy zazdrość? Bo u mnie to się miesza i nie umiem tego rozdzielić, a z tego co tu czytam to ważne, żeby wiedzieć, z czym się pracuje.
Czytam to i myślę, że u mnie to jest żal do siebie przykryty zazdrością. Kiedy koleżanka coś osiąga, na wierzchu jest 'dlaczego ona, a nie ja', ale pod spodem jest 'co jest ze mną nie tak, że ja tak nie mogę'. I to drugie jest gorsze.
i dokładnie do tego drugiego nie podsuniesz afirmacji w stylu 'cieszę się z jej sukcesów', bo to mija się z problemem. Potrzebujesz czegoś, co uderza w to 'co jest ze mną nie tak'. Tylko że to już nie jest afirmacja na zazdrość, to jest afirmacja na własną wartość.
to, że to nazwałaś, jest już połową drogi. Bo dopóki to siedzi bez nazwy, to afirmacja leci w próżnię - mówisz coś do czegoś, czego nie widzisz. Teraz możesz sformułować coś, co uderza dokładnie w ten punkt. Nie 'mój wysiłek jest wartością' w ogóle, tylko coś, co odpowiada wprost na to przekonanie, które masz. Jak ono dokładnie brzmi u ciebie? Bo 'wysiłek świadczy o mnie źle' to Simmy interpretacja, niekoniecznie twoje własne słowa.
