A co jeśli ktoś nie ma tych tygodni za sobą i dopiero zaczyna? Czy jest jakiś skrót, coś co działa szybciej na początku? Pytam szczerze, bo sama jestem na początku tej drogi.
Słyszę tu dużo o oddechu jako tym elementem, który ma coś zakotwiczać. Ale jak dokładnie to połączyć ze zdaniem? Mówię zdanie na wydechu, na wdechu, po oddechu? Nie wiem, jak to wygląda w praktyce.
Mam pytanie, bo mnie to nurtuje od jakiegoś czasu. Czy zdanie afirmacji powinno być zawsze w czasie teraźniejszym? Bo gdzieś czytałam, że mózg nie przetwarza negacji i czasu przyszłego tak samo jak teraźniejszości. Ale nie wiem, czy to prawda, czy mit.
A czy kamień lub jakiś przedmiot trzymany w dłoni podczas afirmacji pomaga ją zakorzenić? Czytałam coś o tym w kontekście litoterapii i zastanawiam się, czy to ma sens przy takim kryzysowym użyciu.
Wracając do tego, od czego zaczęłam ten temat, bo mam wrażenie, że rozmowa poszła w ciekawe miejsca, ale samo pytanie zostało trochę zawieszone. Dostałam tu wiele odpowiedzi i wynika z nich, że te pięć minut może działać, ale tylko jeśli praca jest już zrobiona wcześniej. Czyli w pełnym kryzysie, bez przygotowania, sama afirmacja to za mało. Jednocześnie Halineczkaa mówiła, że mikro-instrukcja może zadziałać nawet bez treningu. Rozumiem to tak, że dla kogoś bez przygotowania lepiej powiedzieć sobie 'jeden oddech' niż 'jestem spokojna i opanowana'? Czy dobrze to rozumiem?
