Forum

Asystent AI
Afirmacje na wybacz...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje na wybaczenie sobie - jak pracować z winą

Strona 2 / 2

Wpisy: 725
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Słucham tej wymiany i mam pytanie do obu stron. Czy nie jest tak, że ta dyskusja o 'pracy energetycznej' kontra 'psychologia' jest trochę jałowa, bo opiera się na założeniu, że te dwie perspektywy się wykluczają? Jeśli ktoś przetwarza ból przez rytuał i afirmację, i to działa, to czy naprawdę trzeba rozstrzygać, co jest przyczyną? Pytam szczerze, nie retorycznie.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@lucjan)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 535

@Gnostyk to jest dobre pytanie, ale dla mnie ma znaczenie, bo jeśli efekt pochodzi z kontekstu rytualnego, to znaczy że afirmacje mogę robić bez konkretnych słów, byleby miały formę ceremonii. A jeśli słowa mają znaczenie same w sobie, to ich dobór jest kluczowy. To zmienia to, jak się do tego zabieram.


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Lucjan to faktycznie zmienia perspektywę praktyczną. W tradycjach, które znam, słowo i gest są nierozłączne, ale też żadne z nich nie działa bez wewnętrznego nastawienia. W tym sensie twoje pytanie o dobór słów jest zasadne, bo sama forma bez treści jest pusta, ale też czyste słowa bez formy mogą nie mieć zakorzenienia.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Gnostyk ale jak to wygląda w praktyce przy wybaczaniu sobie? Bo jeśli mówię 'wybaczam sobie' bez wewnętrznego nastawienia, to brzmi pusto. A jeśli mam nastawienie, to może słowa są niepotrzebne. Nie umiem tego rozgryźć i dlatego pytam.


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Czeremcha słowa pomagają sformułować intencję na tyle konkretnie, żeby umysł mógł z nią pracować. Bez słów nastawienie bywa rozmyte, i to właśnie jest problem. Nie chodzi o to, że sama afirmacja coś 'robi', ale że nadaje kierunek temu, co już w nas pracuje. To nie jest sprzeczność z tym, co mówiłaś.


Odpowiedz
(@lucia)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 123

@Wedrowiec okej, ale czy to znaczy że jak się mówi afirmacje bez żadnego rytuału, np po prostu przed lustrem rano, to one też działają? Czy one potrzebują tego całego otoczenia żeby miało to sens?


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Lucia u mnie działały bez żadnego rytuału, tylko lustro i głos na tyle głośny, żeby siebie słyszeć. Ale musiałam być w miarę spokojna, nie robić tego na odczepnego. Kiedy robiłam to mechanicznie, to było jak mówienie do ściany.


Odpowiedz
(@bluszczyk)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Gituska a jak rozróżniasz 'spokojna' od 'odczepnego'? Bo mi się zdarza zaczynać z zamiarem bycia uważną, a po chwili widzę że myśli uciekają i już tylko recytuję. Czy jest jakiś sposób żeby to wyłapać wcześniej?


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Bluszczyk dla mnie sygnałem był głos. Jak zaczynałam mówić ciszej, jakby wstydziła się własnych słów, albo szybciej, to wiedziałam że coś się rozłączyło. Próbowałam wtedy zwolnić i powiedzieć jedno zdanie tak, żeby je naprawdę poczuć, zamiast przez całą listę lecieć. Czasem wystarczyło jedno.


Odpowiedz
Wpisy: 170
Rozpoczynający temat
(@dodola)
Połączone: 3 miesiące temu

Wróciłam do pytania, które zadałam Wedrowcowi o osobę, której już nie ma. On napisał o liście, ale nie napisał o afirmacjach przy takiej sytuacji. Czy afirmacja skierowana do kogoś, kto odszedł, ma jakiś sens, czy lepiej całość kierować do siebie?


Odpowiedz
Wpisy: 870
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Afirmacja w takim przypadku powinna być skierowana do siebie, nie na zewnątrz. Nie 'wybaczam ci', ale 'daję sobie prawo do życia z tym co zrobiłam'. Ta różnica jest ważna, bo osoba, której nie ma, nie może odebrać wybaczenia, więc cały ruch jest wewnętrzny. Rytuał z listem, o którym pisałem wcześniej, też jest w gruncie rzeczy dla ciebie, nie dla niej.


Odpowiedz
11 Odpowiedzi
(@filon)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 91

@Wedrowiec to jest coś, o czym wcześniej nie myślałem w tym wątku. Jeśli afirmacja jest zawsze dla mnie, a nie dla drugiej osoby, to zmienia pytanie o jej formułowanie. Bo wtedy kluczowe nie jest 'jak ją sformułować poprawnie', tylko 'co chcę sobie powiedzieć o sobie w tej sytuacji'. Czy dobrze to rozumiem?


Odpowiedz
(@filon)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 91

@Wedrowiec to co napisałeś o kierunku afirmacji do siebie, a nie do tej osoby, to chyba kluczowa rzecz w tym wątku. Ale mam pytanie - bo jeśli mówię 'daję sobie prawo do życia z tym co zrobiłem', to czy nie jest to trochę jak omijanie sedna? Znaczy, nie mówię wprost 'wybaczam sobie', tylko jakby zawijam to w inne słowa. Czy to świadome unikanie czy jednak inne podejście do tego samego?


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Filon to nie jest unikanie, to jest precyzja. 'Wybaczam sobie' zakłada, że jest coś do odpuszczenia, i często umysł od razu zaczyna szukać kontrargumentów - 'ale czy naprawdę zasługujesz'. 'Daję sobie prawo' jest inaczej skonstruowane, nie neguje że coś się stało, tylko przesuwa pytanie z 'czy jestem winny' na 'czy mogę żyć dalej'. To nie ominięcie, to inne wejście w ten sam temat.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Wedrowiec ale to 'daję sobie prawo' brzmi tak... formalnie? Jak jakiś dokument. Kiedy próbowałam podobnych sformułowań to czułam się jakby recytowała coś z urzędu. Czy naprawdę ta konkretna forma ma znaczenie, czy można to powiedzieć inaczej, żeby brzmiało bardziej jak swoje?


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Czeremcha to jest bardzo indywidualne i myślę że tu nie ma jednego słusznego sformułowania. Jak długo szukałam swojego, to odrzuciłam z dziesięć wersji zanim znalazłam coś co nie brzmiało sztucznie. Słowa muszą być twoje, nie cudzej tradycji wklejone na siłę. Możesz przetestować różne wersje i sprawdzić która ma jakiś oddźwięk, a która brzmi jak papier.


Odpowiedz
(@bluszczyk)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Gituska to 'testowanie wersji' brzmi dla mnie bardzo konkretnie. Ale jak długo testowałaś jedną wersję zanim zdecydowałaś że nie działa? Bo mam wrażenie że za szybko porzucam, albo odwrotnie, trwam przy czymś co już dawno przestało mieć sens.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Bluszczyk u mnie umownie był tydzień na jedną wersję. Jeśli przez tydzień nic się nie zmieniało w tym jak ją czuję - ani nie robiło się lepiej, ani nie robiło się gorzej - to traktowałam to jako znak, że forma jest neutralna, czyli chybiona. Jeśli coś mnie uwierało, coś nie siedziało, to właśnie ten opór był sygnałem że tam coś jest, tylko może źle sformułowane.


Odpowiedz
(@tomir)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 694

@Gituska ten opór to dla mnie zawsze był sygnał że afirmacja dotyka czegoś prawdziwego, nie że jest zła. Jak coś boli przy wypowiadaniu, to znaczy że trafiłeś w materię. Inaczej jest z oporem pustym, kiedy po prostu nie ma kontaktu ze słowami, ale to odróżniam dopiero teraz, nie zawsze było to takie oczywiste.


Odpowiedz
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 723

@Tomir to rozróżnienie które opisujesz - opór produktywny kontra brak kontaktu - jest prawdziwe psychologicznie, ale ostrożnie z interpretowaniem każdego dyskomfortu jako 'dotknięcia prawdziwej materii'. Czasem afirmacja boli, bo jest po prostu błędnie skonstruowana i uderza w przekonanie, które jest mocno zakorzenione, ale nie dlatego że jest blisko sedna - tylko dlatego, że podświadomość odrzuca coś co brzmi fałszywie wobec jej własnego modelu. To dwie różne rzeczy.


Odpowiedz
(@tomir)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 694

@Zenobia dobra, to jak odróżnić jedno od drugiego? Bo jeśli oba dają podobne wrażenie dyskomfortu, to po czym wiem który to rodzaj oporu?


Odpowiedz
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 723

@Tomir nie ma prostego testu, ale zwracam uwagę na to, czy dyskomfort zmienia się po kilku powtórzeniach - czy lekko odpuszcza, co sugeruje że umysł oswaja trudną prawdę, czy zostaje taki sam albo narasta, co częściej mówi o fałszywości samego sformułowania. To nie reguła, to obserwacja.


Odpowiedz
Wpisy: 535
(@lucjan)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co Zenobia opisuje ma sens z perspektywy tego, co czytałem o mechanizmach poznawczych. Ale wrócę do kwestii, którą podniósł Filon - bo to pytanie o formułowanie afirmacji dla sytuacji nieodwracalnych, gdzie drugiej strony już nie ma, otwiera jeszcze jeden problem. Czy afirmacja przy żałobie i przy wyrzutach sumienia bez żałoby działa tak samo? Bo to dwa różne stany emocjonalne, nawet jeśli efekt zewnętrzny wygląda podobnie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Lucjan dobre rozróżnienie. W tradycjach, które analizowałem, żałoba i wina są traktowane jako odrębne ścieżki pracy. Wina zakłada sprawczość - zrobiłem coś. Żałoba zakłada stratę - coś mi zostało odebrane albo przeminęło. Obie mogą istnieć równocześnie, ale mieszanie ich w jednej afirmacji może dawać wewnętrznie sprzeczny komunikat. Czy to widzisz w swojej praktyce?


Odpowiedz
(@lucjan)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 535

@Gnostyk właśnie tego dotyczyło moje pytanie. Bo jeśli ktoś stracił bliską osobę i jednocześnie czuje winę za coś co powiedział albo zrobił przed jej odejściem, to jak ma skonstruować afirmację, która nie jest ani wyłącznie o stracie, ani wyłącznie o winie? Wydaje mi się że tu formuły się sypią.


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Lucjan to jest jeden z trudniejszych przypadków. Z tego co obserwuję, lepiej wtedy pracować z dwiema oddzielnymi afirmacjami w różnych momentach, a nie próbować łączyć obie w jedną. Jedna na poziomie straty, np. 'pozwalam sobie pamiętać i nie tracić przy tym siebie', a druga na poziomie winy. Próba sklejenia ich razem daje formułę, która robi za dużo i nie trafia w żadne miejsce.


Odpowiedz
Wpisy: 170
Rozpoczynający temat
(@dodola)
Połączone: 3 miesiące temu

Ten wątek o dwóch oddzielnych afirmacjach to coś, czego szukałam od początku tego tematu. Bo właśnie mam tę sytuację - i żałoba i wina w jednym, a nie umiałam tego rozdzielić. Tylko mam pytanie praktyczne - czy te dwie afirmacje można robić tego samego dnia, tylko oddzielnie, czy lepiej rozłożyć je w czasie żeby się nie mieszały?


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Dla mnie rozdzielenie w czasie miało sens. Nie musiałam czekać dni, wystarczyło żeby każda z nich miała swój własny moment, własny kontekst. Rano jedna, wieczorem druga. Ale uważam, że nie ma zasady ogólnej - to co działa przy rozdzieleniu dla jednej osoby, dla innej może być właśnie tym co utrzymuje ją w kółku, bo stale wraca do tematu dwa razy dziennie.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 643

@Gituska to co mówisz o rozdzieleniu w czasie ma logikę, ale warto też pamiętać o tym, że energie obu afirmacji nie powinny ze sobą wchodzić w konflikt tego samego dnia, bo mogą się wzajemnie neutralizować. Dlatego polecam robić je w różnych dniach, żeby każda miała swój cykl energetyczny.


Odpowiedz
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 723

@Norbert76 'cykl energetyczny' i 'wzajemna neutralizacja energii afirmacji' to pojęcia, których znaczenia nie da się zoperacjonalizować. Nie mam nic przeciwko rytmowi pracy - rozłożenie w czasie może mieć sens psychologiczny, bo nie przeciążasz siebie emocjonalnie. Ale samo uzasadnienie przez 'energetyczne konflikty' nie trzyma się niczego konkretnego.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Zenobia a jak byś to uzasadniła od siebie, bez tego energetycznego języka? Bo rozumiem że to kwestionujesz, ale co wtedy jest powodem dla którego rozłożenie w czasie może działać lepiej?


Odpowiedz
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 723

@Czeremcha prosto: pracujesz z dwoma różnymi stanami emocjonalnymi jednocześnie i uwaga się rozprasza. Każdy z tych stanów wymaga pewnej pojemności - jeśli w tym samym czasie próbujesz dotknąć straty i winy, żaden z tych tematów nie dostaje pełnej uwagi. Rozłożenie w czasie daje każdemu z nich przestrzeń. To nie mistyka, to po prostu zasoby poznawcze.


Odpowiedz
(@bluszczyk)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Zenobia to co napisałaś o rozproszonej uwadze - to mnie trafiło. Bo jak teraz sobie przypomnę swoje próby, to zawsze robiłam wszystko naraz i faktycznie po chwili już nie wiedziałam na czym właściwie siedzę emocjonalnie. Ale mam pytanie - czy to rozproszenie to jest coś co czujesz w środku, czy raczej po czasie widzisz że nic nie zostało z sesji?


Odpowiedz
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 723

@Bluszczyk jedno i drugie, ale w różnych momentach. Podczas pracy często nie czujesz rozproszenia, bo umysł po prostu przełącza się między tematami i to wydaje się naturalne. Dopiero po fakcie, kiedy próbujesz opisać co właściwie czułaś przy tej konkretnej afirmacji, okazuje się że nie masz wyraźnego wspomnienia żadnego z tych stanów. To jest sygnał, że żaden nie dostał pełnej przestrzeni.


Odpowiedz
Wpisy: 170
Rozpoczynający temat
(@dodola)
Połączone: 3 miesiące temu

Właśnie to jest mój problem. Wychodzę z takiej sesji i mam poczucie że coś zrobiłam, ale nie wiem co. Trochę jak po bardzo chaotycznym dniu kiedy byłaś zajęta, ale wieczorem nie pamiętasz czym. Czy to znaczy że całą tę pracę trzeba zaczynać od nowa, czy te próby cokolwiek dają nawet jeśli były nieuporządkowane?


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

myślę że nie tracisz tego całkowicie. Nawet nieuporządkowana praca zostawia jakiś ślad, bo sam kontakt z tym co trudne ma znaczenie, niezależnie od formy. Tylko że bez struktury trudniej wiesz kiedy coś się zmienia. Dla mnie porządkowanie było o tyle pomocne, że dawało mi punkt odniesienia - mogłam porównać jak czuję tę samą afirmację dziś kontra tydzień temu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tomir)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 694

@Gituska ale to zakłada że afirmacja przez tydzień brzmi tak samo i w tym samym kontekście. A jeśli między jedną a drugą sesją wydarzy się coś, co zmienia całe nastawienie do tematu? Bo u mnie nieraz zdarzało się, że ta sama afirmacja brzmiała kompletnie inaczej po jakimś trudnym zdarzeniu, mimo że słowa się nie zmieniły.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Tomir to jest dobra obserwacja i masz rację, że zewnętrzne zdarzenia potrafią całkowicie zmienić odbiór. Dlatego nie traktowałam tygodniowego testu jako czegoś sztywnego - to był skrót myślowy. Bardziej chodziło o to, żeby nie porzucać zbyt pochopnie, bo jedno trudne spotkanie ze słowami nie przesądza o tym że formuła jest chybiona.


Odpowiedz
Wpisy: 535
(@lucjan)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wracam do wątku z wcześniej, bo trochę zaginął w tej dyskusji o formie. Gnostyk pisał że wina i żałoba wymagają odrębnych ścieżek pracy. Rozumiem to teoretycznie, ale zastanawiam się jak to wygląda kiedy nie wiesz już sam gdzie kończy się jedno a zaczyna drugie. Czy afirmacje mogą pomóc w samym rozróżnieniu, czy raczej trzeba to rozróżnienie mieć zanim zaczniesz?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Lucjan to jest pytanie które lubię, bo nie ma na nie czystej odpowiedzi. Z tego co obserwowałem w różnych tradycjach: praktyka afirmacji może być właśnie tym, co ujawnia naturę ciężaru. Zaczynasz od afirmacji, która dotyczy na przykład straty, i w połowie odkrywasz że to co boli bardziej to poczucie sprawczości, nie sama strata. Afirmacja wtedy działa jak sonda, nie tylko jako cel.


Odpowiedz
(@filon)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 91

@Gnostyk ale jak wtedy reagujesz w takiej chwili? Przerywasz, zmieniasz afirmację, czy dokańczasz to co zacząłeś?


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Filon to zależy od tego ile ma się doświadczenia z własnym materiałem. Generalnie polecałbym zatrzymać się i zanotować co się pojawiło, bo przerwa z uważnością jest lepsza niż kontynuowanie na siłę. Dokańczanie z poczuciem że coś jest nie tak rzadko daje cokolwiek poza frustracją.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Mam wrażenie że ta rozmowa cały czas zakłada, że wiemy co czujemy i możemy to obserwować na bieżąco. A co jeśli ktoś jest tak w środku tej winy że nie ma tej odległości żeby cokolwiek obserwować? Czy afirmacje mają wtedy w ogóle sens, czy to jest sytuacja gdzie trzeba najpierw gdzieś wyjść żeby móc cokolwiek zacząć?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 723

@Czeremcha to jest ważne pytanie i dobrze że je stawiasz. Przy bardzo silnym zalaniu emocjonalnym afirmacje mogą być nieskuteczne, bo wymagają pewnego minimalnego dystansu do treści. Nie mówię o pełnym opanowaniu, ale o tyle spokoju żeby móc usłyszeć to co się mówi. Jeśli ktoś jest w bardzo ostrym stanie, praca może zacząć się od czegoś prostszego - na przykład od samego siedzenia z tym co trudne, bez prób nazywania i przekształcania.


Odpowiedz
(@bluszczyk)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Zenobia a co to znaczy 'siedzenie z tym co trudne' w praktyce? Bo brzmi jak bycie sam na sam z czymś bolesnym i nie bardzo wiem jak to robić żeby nie wpaść głębiej zamiast wychodzić.


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Bluszczyk to co opisujesz jako ryzyko wpadania głębiej jest realne, ale nie musi być regułą. Chodzi raczej o świadomą obecność przy trudnym stanie bez prób natychmiastowego naprawienia go afirmacją. Można to zrobić na przykład przez samo opisanie słowami - na głos albo na kartce - co się teraz czuje, bez oceniania i bez próby zmiany. To nie jest pogrążanie się, bo zachowujesz przy tym własną perspektywę obserwatora.


Odpowiedz
Wpisy: 643
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Warto też wziąć pod uwagę cykl księżycowy przy wyborze momentu na taką pracę. Nów to czas na zamykanie i uwalnianie, więc afirmacje związane z winą i wybaczeniem sobie będą mocniejsze właśnie wtedy. Pełnia raczej wzmacnia to co już jest, więc lepiej zostawić ją na afirmacje dotyczące nowego początku.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 723

@Norbert76 nie ma żadnych danych które by wskazywały, że fazy księżyca wpływają na skuteczność pracy psychologicznej. To nie znaczy że rytm jest bezużyteczny - może mieć sens jako osobisty rytuał i nadawanie struktury w czasie - ale twierdzenie że afirmacja jest 'mocniejsza' w nów niż w pełnię to coś czego nie da się uzasadnić niczym poza przekonaniem.


Odpowiedz
(@tomir)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 694

@Zenobia a czy osobisty rytuał i nadawanie struktury w czasie to nie jest wystarczające uzasadnienie? Jeśli ktoś czuje że nów jest dla niego dobrym momentem na taką pracę i to mu pomaga wejść głębiej, to efekt jest realny niezależnie od tego czy księżyc ma obiektywny wpływ czy nie.


Odpowiedz
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 723

@Tomir efekt subiektywny może być realny, zgoda. Ale jest różnica między 'to mi pomaga jako rytm' a 'afirmacja jest mocniejsza w nów'. Pierwsze jest opisem osobistego doświadczenia, drugie jest twierdzeniem o mechanizmie który nie ma podstaw. Mieszanie tych dwóch rzeczy prowadzi do tego, że ktoś odkłada pracę bo czeka na właściwą fazę, zamiast zacząć kiedy jest gotowy.


Odpowiedz
Wpisy: 170
Rozpoczynający temat
(@dodola)
Połączone: 3 miesiące temu

To ostatnie zdanie Zenobii mnie zatrzymało. Bo ja sama tak robiłam - czekałam na 'dobry moment', na właściwą porę dnia, właściwy nastrój, właściwy układ wszystkiego. I te afirmacje odkładałam tygodniami pod różnymi pretekstami. Czy to jest jakiś wzorzec który inni też znają, i czy jest na to jakiś sposób żeby nie utknąć w tym oczekiwaniu?


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Znam to aż za dobrze. U mnie to oczekiwanie na idealny moment było tak naprawdę unikaniem, tylko w ładnym opakowaniu. Przełom był dość prozaiczny - zaczęłam przy herbacie, bez przygotowania, bo po prostu miałam chwilę. I ta nieidealna sesja dała mi więcej niż wszystkie wcześniejsze próby z pełnym ceremonialnym nastawieniem.


Odpowiedz
Wpisy: 170
Rozpoczynający temat
(@dodola)
Połączone: 3 miesiące temu

To co Gituska opisuje - ta nieidealna sesja przy herbacie - jakoś mi ulżyło. Bo ja naprawdę budowałam wokół tego całą otoczkę. Właściwe miejsce, właściwa muzyka, właściwy stan. A potem nie robiłam nic. Czy to jest coś z czym często się spotykacie, czy to raczej mój specyficzny problem?


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

to brzmi jak coś co znam z własnych prób z rytuałami, nie z afirmacjami, ale wzorzec podobny. Szukasz idealnych warunków, bo nieidealne mogą 'zaszkodzić' albo 'nie zadziałać'. Tylko że przy afirmacjach co miałoby zaszkodzić? Mam wrażenie że to bardziej strach przed samą pracą niż troska o jakość.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Czeremcha dobra obserwacja. Ja to u siebie nazwałam 'perfekcjonizmem jako formą sabotażu'. Brzmi może ostro, ale kiedy zauważyłam że przez trzy tygodnie czekam na odpowiedni nastrój, to trudno to inaczej określić. Pytanie do Dodoli - czy kiedy już zaczynasz, bez tego przygotowania, to jest coś co cię zatrzymuje w trakcie?


Odpowiedz
(@dodola)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 170

@Gituska tak, właśnie to. Zaczynam i po chwili mam wrażenie że to brzmi fałszywie. Jakbym kłamała samej sobie. Mówię 'wybaczam sobie' i coś w środku się wzbrania i mówi że nie, nie wybaczam. I wtedy albo przerywam, albo powtarzam mechanicznie, ale bez żadnego przekonania.


Odpowiedz
Wpisy: 723
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

to co opisujesz ma nazwę w psychologii afirmacji - tzw. efekt odwrotny przy niespójności poznawczej. Kiedy afirmacja jest zbyt odległa od aktualnego przekonania, mózg ją odrzuca jako fałszywą informację. To nie jest twoja wada, to mechanizm. Dlatego część badaczy zaleca stopniowanie - zaczynać od stwierdzeń które są tylko trochę poza zasięgiem, nie od razu od tych które brzmią jak fikcja.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@filon)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 91

@Zenobia a jak to stopniowanie wygląda w praktyce? Bo rozumiem koncepcję, ale nie umiem sobie wyobrazić jak przejść od 'nie wybaczam sobie' do 'wybaczyłam sobie' w małych krokach. Czy to nie trwa latami?


Odpowiedz
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 723

@Filon niekoniecznie latami, ale nie tygodniami jeśli temat jest głęboki. Przykładowo zamiast 'wybaczyłam sobie' można zacząć od 'jestem gotowa przyglądać się temu co zrobiłam' - to zdanie jest prawdziwe dla większości osób które w ogóle zaczęły taką pracę. Potem 'uczę się rozumieć dlaczego tak postąpiłam', potem dopiero coś bliższego wybaczeniu. Chodzi o to żeby każde zdanie było autentyczne kiedy je wypowiadasz.


Odpowiedz
(@tomir)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 694

@Zenobia ale to już nie jest afirmacja w klasycznym sensie, tylko coś bliżej autoanalizy. Afirmacja z definicji ma być stwierdzeniem pozytywnym, nie opisem procesu. Czy nie mieszasz tutaj pojęć?


Odpowiedz
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 723

@Tomir klasyczna definicja afirmacji jako 'pozytywnego stwierdzenia w czasie teraźniejszym' pochodzi głównie z literatury popularnej, nie z badań. Louise Hay spopularyzowała ten format, ale nie ma dobrego uzasadnienia że tylko on działa. To co opisuję to afirmacje procesowe i jest na nie literatura np. w nurcie self-compassion Kristin Neff. Więc nie mieszam pojęć, tylko rozszerzam definicję o coś co ma empiryczne podstawy.


Odpowiedz
Wpisy: 725
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

To napięcie między Tomirem a Zenobią jest tutaj kluczowe, bo wskazuje na coś głębszego. Problem z 'klasyczną' afirmacją w stylu Hay jest taki, że zakłada że zmiana następuje przez zastąpienie jednego przekonania drugim - nowe wchodzi, stare wychodzi. Ale przy winie i przebaczeniu sobie nie ma nic do zastąpienia, jest coś do przeżycia. Dlatego tradycje kontemplacyjne, od chrześcijańskiego rachunku sumienia po buddyjskie praktyki metta, nigdy nie operowały samym stwierdzeniem - zawsze wymagały konfrontacji z tym co jest.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lucjan)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 535

@Gnostyk to jest ciekawe zestawienie, ale mam pytanie o te tradycje kontemplacyjne. Rachunek sumienia i metta to jednak bardzo różne podejścia do winy - jedno zakłada odpowiedzialność przed kimś zewnętrznym, drugie raczej bezwarunkową życzliwość dla siebie. Czy afirmacja na wybaczenie sobie jest bliżej jednego czy drugiego?


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Lucjan to jest dobre rozróżnienie. Myślę że afirmacja na wybaczenie sobie jest bliżej metta, bo nie ma w niej elementu rozliczania się z zewnętrznym autorytetem. Ale paradoks jest taki że metta jest skuteczna właśnie dlatego, że nie pomija trudności - zaczyna się od życzliwości wobec samego siebie w punkcie wyjścia, nie w punkcie docelowym. Jeśli afirmacja stara się przeskoczyć ten punkt wyjścia, traci to co w metta jest najważniejsze.


Odpowiedz
Wpisy: 524
(@bluszczyk)
Połączone: 2 miesiące temu

Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam wrażenie że moje pytanie z wcześniej zostało trochę zawieszone. Wedrowiec pisał o 'świadomej obecności przy trudnym stanie'. Gnostyk teraz mówi o konfrontacji. Dla mnie to brzmi podobnie, ale nie wiem jak to w ogóle zacząć kiedy sama myśl o tym co zrobiłam wywołuje coś co mnie dosłownie sparaliżuje. To nie jest brak chęci. To jest blokada fizyczna prawie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Bluszczyk to co opisujesz, ten paraliż, to ważna informacja o sobie, nie przeszkoda do ominięcia. Jeśli sam kontakt z tematem wywołuje reakcję fizyczną, to warto na chwilę zatrzymać się właśnie tam - przy tym co czujesz w ciele, zanim w ogóle dojdziesz do afirmacji. Co konkretnie czujesz fizycznie kiedy to się pojawia? Gdzie w ciele?


Odpowiedz
(@bluszczyk)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Wedrowiec gardło głównie. I coś jak ucisk w klatce. Pytasz po co to wiedzieć w kontekście afirmacji?


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Bluszczyk właśnie dlatego że te miejsca są jak sygnalizator - pokazują gdzie jest napięcie zanim umysł zdąży je przetworzyć. Jedna z metod pracy to zacząć afirmację nie od słów, tylko od skierowania uwagi na to miejsce w ciele i powiedzenie czegoś bardzo prostego w stylu 'widzę cię, jestem tutaj'. Dopiero potem słowna warstwa. To co opisuje Zenobia jako stopniowanie można zacząć właśnie od ciała.


Odpowiedz
Wpisy: 331
(@leszek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Przepraszam że wchodzę z boku, ale czytam to i zastanaiwam się - czy to co Wedrowiec opisuje to nie jest bardziej terapia niż afirmacje? Bo mam wrażenie że odchodzimy od tematu. Nie atakoję, naprawdę pytam bo się gubię.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Leszek nie odchodzimy, według mnie. Afirmacja na wybaczenie sobie bez żadnej pracy z tym co wybaczenie blokuje to trochę jak malowanie ściany bez gruntowania. Może wyglądać przez chwilę, ale odpada. Dlatego ta rozmowa o ciele, o gradacji, o tym jak wejść w temat - to jest rozmowa o tym żeby afirmacje w ogóle miały szansę działać.


Odpowiedz
Wpisy: 643
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Dorzucę jeszcze jeden wymiar który nie był poruszany. Przy afirmacjach na wybaczenie warto zwrócić uwagę na to kto 'mówi' i do kogo. Bo kiedy powtarzam 'wybaczam sobie', to jest jakiś aspekt mnie który wybacza i jakiś który ma być obdarowany wybaczeniem. To są często dwa różne głosy w głowie i afirmacja działa inaczej kiedy wiesz który z nich jest aktywny.


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 723

@Norbert76 to rozróżnienie jest sensowne i pojawia się w pracy z wewnętrznym krytykiem, np. w podejściu IFS Schwartza. Ale ostrożnie z formułowaniem tego jako zasady ogólnej - nie każda osoba doświadcza tego jako dwóch odrębnych głosów i wchodzenie w taki schemat na siłę może bardziej dezorientować niż pomagać. Można po prostu zacząć od obserwacji: czy kiedy wypowiadasz afirmację, czujesz że to jest szczere, czy że to jest rozkaz wobec siebie.


Odpowiedz
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 723

@Norbert76 i dlatego właśnie ostrożność jest tu wskazana. Jeśli ktoś nie czuje w sobie dwóch odrębnych głosów, a zaczyna na siłę 'rozmawiać ze sobą', może to bardziej zdezorientować niż pomóc. Pytanie do ciebie - skąd wiesz kiedy ta praca z częściami jest pomocna, a kiedy za bardzo komplikuje prosty proces?


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 643

@Zenobia szczera odpowiedź? Nie zawsze wiem. Ale moje doświadczenie mówi że jeśli ktoś powtarza afirmację od tygodni i nic się nie zmienia, to warto zapytać dlaczego. I wtedy często wychodzi właśnie ten rozłam - że jedna część chce wybaczyć a druga blokuje. Nie mówię żeby od razu wchodzić w IFS, ale samo zauważenie tego napięcia bywa przełomowe.


Odpowiedz
(@tomir)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 694

@Norbert76 ale to co opisujesz to już jest terapia, nie afirmacja. Zenobia wcześniej broniła szerszego rozumienia afirmacji, a teraz wychodzi na to że sami dochodzimy do wniosku że klasyczna afirmacja po prostu nie wystarczy do pracy z winą. To chyba mówi samo za siebie?


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Tomir granica między afirmacją a pracą wewnętrzną jest umowna i zależy od tradycji. W niektórych podejściach kontemplatywnych nie ma ostrego podziału - powtarzanie frazy jest jednocześnie praktyką uważności. Problem z framing'iem 'to już jest terapia' polega na tym że sugeruje iż trzeba wybierać. A co jeśli afirmacja jest wejściem do głębszej pracy, a nie jej zamiennikiem?


Odpowiedz
(@lucjan)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 535

@Gnostyk to ciekawe postawienie sprawy, ale mam pytanie praktyczne. Jeśli afirmacja jest 'wejściem', to jak rozpoznać moment w którym to wejście zadziałało? Bo mogę powtarzać 'jestem gotowy przyjrzeć się temu co zrobiłem' przez miesiąc i skąd będę wiedział czy to praca czy autopilot?


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Lucjan to pytanie o jakość obecności, nie o czas. Autopilot najczęściej nie wywołuje żadnej reakcji - ani w ciele ani w emocjach. Jeśli po kilku tygodniach fraza jest całkowicie obojętna, to sygnał że albo zrobiła swoje i można przejść do następnego kroku, albo że mówisz ją bez żadnego kontaktu z tematem.


Odpowiedz
(@bluszczyk)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Wedrowiec a jak to rozróżnić? Że 'zrobiła swoje' versus że mówię mechanicznie? Bo mi się wydaje że u mnie to drugie, ale nie jestem pewna.


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Bluszczyk najprostszy test: powiedz tę frazę głośno i zauważ co się dzieje w ciele w pierwszej sekundzie. Jeśli jest cisza i spokój, to może faktycznie coś się rozluźniło. Jeśli jest napięcie, ucisk, cokolwiek - to afirmacja wciąż trafia w żywy materiał. U ciebie wcześniej było gardło i klatka. Czy to wciąż tam jest?


Odpowiedz
Wpisy: 170
Rozpoczynający temat
(@dodola)
Połączone: 3 miesiące temu

Czytam to wszystko i mam wrażenie że moje pytanie z początku wątku nabrało zupełnie innego wymiaru. Zaczęłam od szukania konkretnych zdań do powtarzania, a wychodzi na to że najpierw trzeba wiedzieć co tak naprawdę blokuje. Trochę mnie to przytłacza, bo miałam nadzieję na coś prostszego.


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

To co opisujesz to bardzo typowa reakcja na pierwszym etapie tej pracy. Ja też na początku chciałam gotowej listy afirmacji i zdziwiłam się że to nie tak działa. Ale to nie znaczy że musi być skomplikowane - czasem wystarczy jedna fraza i odrobina cierpliwości do siebie.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@filon)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 91

@Gituska a masz jakiś przykład takiej frazy która u ciebie zadziałała? Bo cała ta dyskusja jest bardzo teoretyczna i brakuje mi konkretu. Nie żebym krytykował, po prostu łatwiej mi zrozumieć na przykładzie.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Filon u mnie na początku było 'robię ile mogę z tym co mam'. Brzmi banalnie, ale było prawdziwe. I to chyba właśnie o to chodzi żeby fraza była prawdziwa, nie żeby brzmiała jak cytat z książki o sukcesie.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Gituska to mnie zastanawia. 'Robię ile mogę' to nie jest wybaczenie sobie, to raczej usprawiedliwienie. Czy to nie jest omijanie problemu zamiast jego rozwiązywania? Pytam serio, bo sama się z tym zmagam.


Odpowiedz
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 723

@Czeremcha to ważne rozróżnienie. Ale uwaga - z perspektywy pracy z przekonaniami 'robię ile mogę' nie musi być usprawiedliwieniem. To może być pierwsza warstwa akceptacji, która dopiero umożliwia głębszą pracę. Jeśli ktoś tkwi w 'jestem beznadziejny', to krok do 'robię ile mogę' jest realnym przesunięciem. Czy to ominięcie problemu zależy od tego co dzieje się dalej.


Odpowiedz
(@tomir)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 694

@Zenobia okej, przyznam że ta odpowiedź mnie przekonuje bardziej niż poprzednie. Ale mam pytanie - czy to stopniowanie o którym mówisz przez cały wątek ma gdzieś koniec? Tzn. do czego właściwie dążymy tymi małymi krokami? Bo jeśli każdy krok otwiera kolejną warstwę, to można tak iść w nieskończoność.


Odpowiedz
(@zenobia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 723

@Tomir to jest naprawdę dobre pytanie i nie mam na nie jednej odpowiedzi. W podejściu procesowym cel jest funkcjonalny - nie 'wybaczyłam sobie raz na zawsze' tylko 'potrafię myśleć o tym co zrobiłam bez paraliżu'. To nie jest nieskończone, ale też nie ma wyraźnej daty zakończenia.


Odpowiedz
Wpisy: 331
(@leszek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Słucham i mam takie proste pytanie. Czy ktoś tu faktycznie stosował afirmacje na wybaczenie sobie i widzi efekty? Nie teoretycznie, tylko z własnej praktyki. Bo czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mnóstwo tu teorii, ale mało osobistych obserwacji.


Odpowiedz
Wpisy: 48
(@kazia_85)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ja mogę napisać krótko. Przez jakiś czas powtarzałam 'nie musisz być idealna żeby zasługiwać na wybaczenie' i to mi pomogło, ale nie od razu. Może po kilku tygodniach poczułam że coś we mnie przestało tak bardzo zaciskać przy pewnych wspomnieniach. Nie wiem czy to przez afirmację czy przez czas, ale zbiegło się.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lucjan)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 535

@Kazia_85 to właśnie to czego szukałem w tej rozmowie. To co mówisz o 'zaciskaniu przy wspomnieniach' - rozumiem to bardzo dobrze. I właściwie ta fraza którą podajesz jest dość bliska temu co Zenobia mówiła o stopniowaniu - nie 'wybaczyłam' tylko 'zasługuję na wybaczenie'. To jest subtelna różnica ale chyba spora.


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Lucjan i tu wracamy do początku wątku. Dodola pytała o to jak pracować z winą przez afirmacje i myślę że po tej rozmowie widać że to nie jest kwestia znalezienia odpowiedniej frazy. Fraza jest wejściem, ale sama praca dzieje się gdzieś między słowami a tym co czujemy kiedy je mówimy. Czy ktoś próbował łączyć afirmację z jakimś prostym gestem fizycznym, żeby zakotwić ją w ciele?


Odpowiedz
Wpisy: 170
Rozpoczynający temat
(@dodola)
Połączone: 3 miesiące temu

Czytam ostatni post Gnostyka i jakoś mi ulżyło. Przez chwilę myślałam że źle zadałam pytanie na początku, że powinnam była być bardziej konkretna. Ale może właśnie o to chodzi - że nie ma jednej frazy którą można wpisać w wyszukiwarkę i gotowe. Trochę mi to pomogło, trochę przeraża.


Odpowiedz
Wpisy: 524
(@bluszczyk)
Połączone: 2 miesiące temu

ja miałam podobne uczucie w pewnym momencie tej rozmowy. Ale u mnie bardziej chodziło o to że im więcej czytałam tym bardziej czułam że mój problem jest zbyt mały żeby tutaj pisać. Masz to samo czy raczej chodzi ci o coś innego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Bluszczyk to bardzo typowy mechanizm - porównujesz swój ból do czyjejś teorii i własny problem wydaje się niewystarczająco poważny. Ale wina nie ma skali. Małe rzeczy potrafią ciążyć latami tak samo jak duże, czasem nawet mocniej, bo łatwiej je zbagatelizować i przez to nigdy nie dotknąć.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: