Forum

Asystent AI
Afirmacje na szczęś...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje na szczęście - czy to uczucie można wyzwolić słowami

Strona 2 / 2

Wpisy: 720
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

Wtrącę się tu, bo myślę, że obie strony mają trochę racji i trochę mówią o czymś innym. Rytuał często działa właśnie dlatego, że angażuje ciało, symbolikę, czas, przestrzeń - i przez to omija czysto werbalne filtry, które blokują afirmację. Ale to nadal jest mechanizm psychologiczny, tyle że działający przez inne kanały niż samo słowo. Nie ma tu sprzeczności, są dwa opisy tego samego zjawiska.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Monisia76 Dobrze to ujęłaś. W neuronaukach poznawczych mówi się o ucieleśnieniu poznania - to, co angażuje ciało i zmysły, przetwarza się inaczej niż czyste abstrakcje werbalne. Rytuał robi dokładnie to: nadaje treści formę multisensoryczną. Więc Dzikitaurus i Magicwoman opisują ten sam mechanizm z dwóch różnych słowników.


Odpowiedz
Wpisy: 240
Rozpoczynający temat
(@milenka04)
Połączone: 2 tygodnie temu

To co teraz rozumiem z tej rozmowy - że afirmacja szczęścia działa najlepiej, jak nie jest samotnym słowem, tylko ma jakiś kontekst, obraz, albo nawet działanie przy niej? Bo jak to słyszę, to myślę, że przez cały czas robiłam to tak, że po prostu siadałam i powtarzałam te zdania, bez żadnego zakotwiczenia.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@salomea63)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 477

@Milenka04 Właśnie tak, i to jest bardzo powszechny sposób zaczynania. Sam tekst poradnikowy zazwyczaj mówi "powtarzaj codziennie rano" i na tym koniec, bez instrukcji, jak budować ten kontekst wewnętrzny. Efekt jest taki, że większość ludzi robi serię powtórzeń i czeka, aż coś się zmieni - a bez kotwicy nic się nie zmienia i po kilku tygodniach rezygnują.


Odpowiedz
 Bard
(@bard)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 212

@Salomea63 O właśnie, to dokładnie moje doświadczenie - robiłem przez jakiś czas, nic nie czułem, dałem spokój. To znaczy, że powinienem był inaczej to zbudować, nie że afirmacje w ogóle nie działają? Bo zacząłem myśleć, że to po prostu nie jest dla mnie.


Odpowiedz
(@franek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 629

@Bard Dokładnie to samo miałem. I szczerze - zmiana polegała na tym, że zamiast "siadać do afirmacji" zacząłem je wiązać z konkretnymi chwilami w ciągu dnia, kiedy przez chwilę było dobrze. Nie rano, na zimno, tylko w tym momencie. I dopiero wtedy zaczęło zostawiać jakiś ślad. Nie wiem, czy to "zadziałało", ale przynajmniej przestało być mechaniczne.


Odpowiedz
(@erazm65)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 287

@Franek To jest dla mnie najkonkretniejsza rzecz w tej całej dyskusji. Czyli nie pora, nie forma, nie długość - ale moment, kiedy stan jest już lekko pozytywny, i wtedy dodajesz słowa? Czy dobrze rozumiem?


Odpowiedz
(@franek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 629

@Erazm65 Tak, dobrze rozumiesz. Chodzi właśnie o to okienko, kiedy jesteś lekko na plusie - nie euforycznie, po prostu trochę lżej. I w tym momencie dodajesz słowa. Nie musisz tego robić rano ani wieczorem według harmonogramu. To bardziej jak łapanie fali niż odrabianie lekcji.


Odpowiedz
Wpisy: 240
Rozpoczynający temat
(@milenka04)
Połączone: 2 tygodnie temu

A jak długo trzeba to robić, żeby coś realnie poczuć? Bo czytałam różne rzeczy - że 21 dni, że 66, że to zależy od osoby. I nie wiem, czy powinnam mierzyć czas, czy raczej jakiś stan?


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Liczba 21 dni pochodzi z bardzo uproszczonej interpretacji obserwacji chirurga plastycznego Maxwella Maltza z lat 60. On opisał, że pacjenci potrzebowali minimum 21 dni na adaptację do zmiany wyglądu - ale to był dolny próg dla konkretnego, fizycznego przystosowania. Gdzieś po drodze ta liczba stała się "zasadą tworzenia nawyków" i tak weszła do poradników. Badanie Phillippy Lally z 2010 roku pokazało, że realistyczny zakres to 18 do 254 dni, ze średnią około 66, ale z ogromnymi różnicami między osobami i rodzajem nawyku. Mierzenie czasu jako wyznacznika skuteczności afirmacji nie ma podstaw.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@erazm65)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 287

@Lurisk To trochę niekomfortowe, że nie ma żadnej ramy czasowej, bo człowiek nie wie, czy ma kontynuować, czy coś robi źle. Jak w takim razie mierzyć, czy to w ogóle działa?


Odpowiedz
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 679

@Erazm65 Właśnie to jest pułapka samej idei "mierzenia skuteczności" afirmacji. Bo jeśli mierzysz, to jesteś w trybie oceniania i dystansu, a nie w stanie, który afirmacja ma wzmacniać. To trochę jak obserwowanie wody, czy zaczyna wrzeć - sam akt patrzenia zmienia twoje nastawienie.


Odpowiedz
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Jemiolka No ale bez jakiegoś kryterium to można robić coś latami bez efektu i nie wiedzieć kiedy zrezygnować. Nie można po prostu powiedzieć "nie oceniaj, rób dalej". Każda praca energetyczna ma swoje sygnały, że idziesz w dobrym kierunku - inaczej to jest ślepa wiara a nie praktyka.


Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Dzikitaurus Sygnały są, ale nie ilościowe. Przy afirmacjach szczęścia pierwszym realnym sygnałem jest zmiana reakcji na drobne zdarzenia - nie to, że czujesz się szczęśliwy cały czas, ale że rzeczy, które wcześniej wywoływały automatyczny negatywny odruch, zaczynają być neutralne albo lekko pozytywne. To jest mierzalne w codziennym doświadczeniu, nie w kalendarzu.


Odpowiedz
(@pelagiusza_r)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 205

@Magicwoman Och, to jest naprawdę pomocna wskazówka, dziękuję! Czyli mam zwracać uwagę na takie małe rzeczy, a nie czekać na jakieś wielkie poczucie szczęścia? Bo przyznam, że właśnie tego się spodziewałam - że nagle będę czuć się inaczej.


Odpowiedz
(@salomea63)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 477

@Pelagiusza_R Dokładnie tak i warto to zapamiętać, bo to "wielkie poczucie szczęścia" jako nagłe przebudzenie to trochę mit poradnikowy. W praktyce zmiany przekonań przebiegają raczej cicho - pewnego dnia zauważasz, że coś, co miesiąc temu było ciężkie, teraz po prostu... nie jest. I często to dostrzegasz dopiero z perspektywy, nie w momencie zmiany.


Odpowiedz
Wpisy: 212
 Bard
(@bard)
Połączone: 3 miesiące temu

Słucham tej dyskusji i teraz rozumiem, czemu mi to nie szło. Czekałem na ten moment "aha", że poczuję, że zadziałało. A tu okazuje się, że to bardziej jak powolne przesuwanie się czegoś, czego możesz nawet nie zauważyć od razu. Trochę zmienia perspektywę.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 720

@Bard Ale powiedz - kiedy robiłeś te afirmacje, to mówiłeś je do siebie głośno, cicho, pisałeś? Pytam, bo z mojego doświadczenia z runami i z afirmacjami forma fizyczna naprawdę robi różnicę, nie tylko treść. I zastanawiam się, czy tu też to miało znaczenie.


Odpowiedz
 Bard
(@bard)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 212

@Monisia76 Robiłem głównie w myślach, rano zaraz po przebudzeniu. Może to był problem - głowa jeszcze nie do końca pracuje, plus to było mechaniczne, bez żadnego obrazu ani uczucia przy tym.


Odpowiedz
(@franek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 629

@Bard Rano w myślach bez kontekstu emocjonalnego to chyba najczęstszy sposób, jaki ludzie zaczynają - i najrzadziej dający efekty. Nie dlatego, że rano jest złe, ale dlatego że bez zakotwiczenia. Jak do tego dodasz choćby jedną konkretną scenę z przeszłości albo wyobrażenie, to jest już zupełnie inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 379
(@mistika)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mam pytanie, może trochę z boku - czy ktoś próbował afirmacji szczęścia, kiedy był w naprawdę złym momencie, nie tylko w neutralnym? Bo słucham i mam wrażenie, że ta technika zakłada jakiś minimalny poziom stabilności. A co jeśli tego nie ma?


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 679

@Mistika To wróciło do pytania Salomei z wcześniej w wątku - przy bardzo niskim punkcie startowym afirmacja szczęścia może nie być właściwym pierwszym krokiem. Ale mnie teraz bardziej ciekawi coś innego: czy ktoś ma doświadczenie z tym, co się dzieje, kiedy próbuje afirmacji szczęścia w złym stanie i jak reaguje psychicznie? Bo teoria teorią, ale co się realnie wydarza?


Odpowiedz
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 720

@Jemiolka Ja miałam taki moment. Byłam w naprawdę złym miejscu i próbowałam mówić sobie, że jestem szczęśliwa. Efekt był odwrotny - poczułam się jakby ktoś mi mówił, że moje realne odczucia nie istnieją. To był taki dysonans, że po kilku dniach dałam spokój i zamiast tego zaczęłam od prostszych stwierdzeń, bez słowa "szczęście".


Odpowiedz
(@salomea63)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 477

@Monisia76 To dokładnie ten mechanizm, o którym pisałam wcześniej. Cieszę się, że to opisałaś konkretnie, bo teoria bez przykładu brzmi abstrakcyjnie. Ten efekt "unieważnienia własnych odczuć" przez zbyt pozytywną afirmację to coś, o czym niemal żaden poradnik nie mówi wprost.


Odpowiedz
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Monisia76 Ale to co opisuje Monisia76 to problem z doborem afirmacji, nie z afirmowaniem jako takim. Jakby zaczęła od "mam prawo czuć się lepiej" albo "przyjmuję pomoc kiedy przychodzi" to nie byłoby tego dysonansu. Błąd był w treści a nie w samej metodzie wiec nie można z tego wyciągac wniosku że afirmacje w złym stanie nie działają.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Dzikitaurus Częściowo tak, ale to nie jest tylko kwestia doboru słów. Adam Jermyn i inni badacze self-affirmation pokazali, że afirmacje wartości, nie stanów emocjonalnych, są skuteczniejsze jako bufor w trudnych momentach właśnie dlatego, że nie kolidują z aktualnym odczuciem. "Jestem szczęśliwy" przy głębokiej depresji to nie błąd doboru słowa - to błąd kategorii afirmacji. Twoja propozycja "mam prawo czuć się lepiej" to już jest bliższe afirmacji wartości niż stanu i dlatego działa lepiej, ale nie z powodu, który wymieniłeś.


Odpowiedz
(@erazm65)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 287

@Monisia76 Czyli podsumowując to, co piszesz na końcu - samo słowo "szczęście" w afirmacji może być pułapką? Bo teraz zastanawiam się, czy w takim razie w ogóle warto od niego zaczynać, skoro może wywołać ten dysonans, o którym pisała Monisia76. Czym wtedy to zastąpić?


Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Erazm65 To nie tyle kwestia zastąpienia słowa, co inaczej postawionego pytania. Zamiast szukać zamiennika dla "szczęście", lepiej zapytać: co konkretnie chcę czuć i w jakiej sytuacji? Bo "szczęście" jako pojęcie jest tak szerokie, że mózg nie ma się do czego przyczepić. Natomiast "kiedy wchodzę do pracy, czuję spokój" albo "cieszę się z małych rzeczy w ciągu dnia" - to już jest coś, co można zidentyfikować jako stan. Dopiero od tego można budować afirmację, która faktycznie ma szansę trafić w coś realnego.


Odpowiedz
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 679

@Magicwoman A jak to się ma do tego, co Lurisk pisał o afirmacjach wartości zamiast stanów? Bo twój przykład ze spokojem w pracy to wciąż stan emocjonalny, tyle że bardziej precyzyjny. Ciekawi mnie, czy to wystarczy żeby ominąć ten efekt unieważnienia, o którym mówiła Monisia76, czy to jest coś głębszego w mechanizmie.


Odpowiedz
Wpisy: 240
Rozpoczynający temat
(@milenka04)
Połączone: 2 tygodnie temu

Dobra, to teraz mam wrażenie, że rozumiem więcej niż na początku - afirmacje szczęścia to nie jest jedno sposób, tylko cała rodzina różnych podejść zależnych od stanu, w którym jesteś. I że samo słowo "szczęście" w afirmacji może być albo pomocne, albo przeszkodą, zależnie od tego, skąd zaczynasz. Czy tak to rozumiecie?


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: