Wracając do tego co mówiła Danusia54 o gwałtowności impulsu - zastanawiam się, czy problem nie leży też w tym, że wiele osób uczy się afirmacji w oderwaniu od ciała. Mam na myśli, że afirmacja jest powtarzana w głowie, a impuls żeby sięgnąć po używkę jest fizyczny. Czy łączenie afirmacji z oddechem albo jakimś gestem fizycznym nie byłoby skuteczniejsze właśnie w takich momentach?
Czytam tą rozmowę od początku i mam pytanie może naiwne. Czy jak ktoś jest uzaleziony i chce z tym skończyć to afirmacje mogą mu w tym pomóc samemu bez żadnej innej pomocy? Bo mam kogoś bliskiego i szukam jakiegoś sensownego wyjścia.
Dobrze, że Wiechlina i Paradoxa to powiedziały wprost. To jest ważne w kontekście tego wątku - chodzi o radzenie sobie ze samotności bez ucieczki w uzależnienia, nie o leczenie uzależnienia afirmacjami. Subtelna różnica, ale istotna. Afirmacja ma tu być czymś, po co sięgasz zamiast po coś destrukcyjnego - nie tym, co naprawia wyrządzone szkody.
To co powiedziała Hela na końcu - że afirmacja ma być czymś zanim się sięgnie, a nie zamiast leczenia - jakoś mi to poukładało. Ale mam dalej to samo pytanie w głowie: jak nauczyć ciało tej przerwy, jeśli ta przerwa nigdy wcześniej nie istniała? Tzn. u mnie jest dosłownie zero przestrzeni między impulsem a działaniem.
Ale skąd wiadomo, że to nie jest zwykłe przyzwyczajenie do rytuału a nie do samej afirmacji? Tzn. może po prostu lubię siadać wieczorami z zeszytem i to samo w sobie mnie uspokaja, a słowa są bez znaczenia?
Właśnie to chciałam powiedzieć kiedy zakładałam temat, tylko Paradoxa powiedziała to czyściej. Afirmacja do samotności powinna mówić wprost o samotności, nie owijać w bawełnę. Kiedy sama pisałam swoje, zrozumiałam że połowa z tych, które zbierałam z internetu, w ogóle nie dotyczyła mojego konkretnego problemu.
Dobrze ze to piszecie. Mam znajomą co znalazła gotowe listy afirmacji i powtarza je mechanicznie i mówi że nic nie działa. Może właśnie dlatego - bo to nie jej słowa na jej problem?
A ile razy dziennie powinno się powtarzać afirmację żeby to działało? Bo czytałam że minimum 21 razy ale też że wystarczy raz rano z intencją.
Mogę dodać do tego co Nocnica mówi - u mnie regularność pory dnia była ważniejsza niż liczba powtórzeń. Robiłem to zawsze o tej samej porze i po którymś tygodniu ciało zaczynało samo 'przypominać', że zaraz jest ta chwila. To było dziwne, ale pozytywne.
Ja do tego dodawałam kamień, który trzymałam w dłoni podczas afirmacji. Nie dlatego że wierzę że kamień robi magię sam z siebie, ale że dawał mi coś konkretnego do dotykania, punkt skupienia. Chyba działa podobnie do tego gestu o którym pisała Nocnica wcześniej - zakotwiczyłam słowa w fizycznym odczuciu.
Wracając do pytania Thali sprzed chwili - zastanawia mnie czy jest jakaś metoda na sprawdzenie, czy afirmacja naprawdę działa na ciebie, czy tylko dobrze ją wykonujesz. Tzn. czy są jakieś sygnały, które możesz zaobserwować sama?
Właśnie, i to jest chyba ważna rzecz w tym całym wątku - że temat brzmi 'afirmacje na radzenie sobie z samotnością' ale równolegle rozmawiamy o tym, co tak naprawdę sprawia, że cokolwiek działa. I dla mnie odpowiedź jest prosta: to co cię trzyma po tej stronie zamiast w uzależnieniu musi być konkretne i twoje. Czy to słowa, kamień, cisza, gest - nieważne. Ważne że to nie jest ucieczka.
A jak w ogóle odróżnić co jest ucieczką od czegoś co po prostu pomaga? Bo zdarza mi się na przykład puszczać muzykę jak jestem sama i czuję że to pomaga, ale nie wiem czy to nie jest przypadkiem taka łagodniejsza forma uciekania od ciszy.
A co z serialami? Bo ja często jak jestem sama to puszczam coś w tle i nie wiem czy to jest złe. Chyba mi pomaga ale może się mylę.
Ja zawsze myślałam że afirmacje to coś bardzo konkretnego, że musi być zdanie i musisz powtarzać. A tu wychodzi ze może być tez gest albo kamień albo nawet cisza. Trochę mi to przestawia myślenie.
Wróćmy na chwilę do samego tytułu wątku, bo czuję że trochę odpłynęłyśmy. Ucieczka w uzależnienia - czy ktoś ma konkretne doświadczenie z tym, jak afirmacja albo inna praktyka zastępowała coś, w co się wcześniej uciekało? Nie musi być dramatyczne uzależnienie, może coś mniejszego.
To jest bardzo precyzyjne podejście. Nie 'nie będę brała telefonu' tylko 'daję sobie trzydzieści sekund wpierw'. To jest realne do zrobienia, w przeciwieństwie do zakazu.
A ta afirmacja to była konkretne zdanie, czy raczej jakaś czynność, gest?
I właśnie o to chodzi w afirmacjach na samotność - żeby mówiły o tym co jest, nie o tym co ma być. 'Jestem wystarczająca' to obietnica przyszłości. 'Jestem tu i jest okej' to stwierdzenie chwili. Przy uzależnieniach, nawet tych małych jak scrollowanie, liczy się chwila. Nie jutro.
A jak długo trzeba czekać żeby afirmacja zaczęła działać? Bo ja powtarzam od jakiegoś czasu i nic. Nadal jak jestem sama to sięgam po telefon albo lodówkę.
Ale jak masz taką chwilę i jej nie zarnujesz telefonem to co z nią robisz? Bo mnie właśnie o to chodzi. Afirmacja mówi 'jest okej' ale ta chwila potem i tak stoi pusta.
Mnie się podoba to co mówi Tytus00 bo to jest coś co naprawdę można zrobić. Nie trzeba siedzieć w medytacji godzinę. Te trzydzieści sekund to brzmi jak coś realnego.
To mi się skojarzyło z czymś - mam kamień, który trzymam jak jest trudno. Nie wiem czy to ma związek z afirmacjami ale działa podobnie do tego co opisujesz. Coś fizycznego do trzymania kiedy głowa jedzie w złym kierunku.
A jaki kamień? Bo czytałam że różne mają różne działanie i nie wiem który wybrać do czegoś takiego.
Wracam do wątku o telefonie i scrollowaniu, bo to się tu przewijało kilka razy i wydaje mi się że jest w tym wątku sednem. Właśnie to, nie jakieś poważne uzależnienie z tytułu - codzienne małe ucieczki. Czy ktoś wypracował coś konkretnego na tę chwilę między impulsem a działaniem? Coś co rzeczywiście dało radę wejść w ten środek?
Dla mnie to był dosłownie jeden oddech i jedno zdanie. Nic więcej. Nie dlatego że jestem zdyscyplinowana, tylko dlatego że na więcej nie było mnie wtedy stać. I chyba to jest ważne - nie budować praktyki na tym czego nie masz, tylko na tym co jest.
