Wracając do wątku o porze, chcę dodać jedno. W numerologii dzień i noc mają różne wibracje, wieczór przyciąga, a poranek inicjuje. Jeśli ktoś pracuje z afirmacją o granicach i odmawianiu, to poranek ma sens, bo ustawiasz intencję na cały dzień, a nie zamykasz coś, co i tak się już skończyło. To nie jest reguła, ale ma logikę.
Mam wrażenie, że im dalej w tej rozmowie, tym więcej opcji i coraz mniej wiem, od czego zacząć. Czy ktoś mógłby powiedzieć, jaka jest absolutnie pierwsza rzecz, którą warto zrobić, jeśli chodzi konkretnie o granice? Nie ogólnie o afirmacjach, ale właśnie o odmawianiu?
Ja mam pytanie troche z boku. Czy afimracje mogą w ogóle pomóc, jeśli ktoś ma te problem z granicami od dziecka? Chodzi mi o to, że jeśli całe życie ktoś był uczony, że ma być grzeczny i nie przeszkadzać, to czy kilka zdań cokolwiek zmieni?
To, co mówi Kapturek, zgadza się z moim doświadczeniem. Przez długi czas myślałem, że afirmacje same w sobie coś zrobią, i nic się nie zmieniało. Dopiero kiedy zacząłem łączyć frazę z jakimś konkretnym małym krokiem, cokolwiek zaczęło drgnąć. U mnie to było dosłownie jedno zdanie powiedziane na spokojnie, bez tłumaczenia się. Małe, ale realne.
Czytam ten wątek i mam takie wrażenie, że granice to nie jest tylko kwestia słów ani przekonań, ale też energii. W runach Tiwaz to właśnie ten archetyp, prosta linia, decyzja, kierunek. Zastanawiam się, czy ktoś łączył pracę z afirmacjami z runami albo jakimś innym symbolem, który pomaga utrzymać tę intencję przez cały dzień, a nie tylko rano przy powtarzaniu?
To, co napisał Adept o małych krokach, bardzo mi się zgadza z tym, co czytałam o Tiwaz. Ale mam pytanie do Kapturek - czy chodzi o to, że afirmacja bez działania to jak runa bez intencji? Czyli samo powtarzanie to za mało, jeśli nie ma za tym żadnego gestu w stronę tej granicy?
A jak to jest z tym ciałem? Czy chodzi o to, że my fizycznie czujemy stres przed odmówieniem? Bo ja właśnie tak mam, że zanim komuś coś powiem, to mam szybsze bicie serca i jakoś nogi mi miekną. Czy to da się zmienić samymi afirmacjami?
Właśnie to Wiesia91 opisuje chyba najlepiej to, z czym ja też się mierzę. Afirmacja działa inaczej, kiedy środowisko jest w miarę bezpieczne, a inaczej kiedy każde 'nie' faktycznie coś kosztuje. Zastanawiam się, czy w takim razie trzeba najpierw zmienić środowisko, a dopiero potem pracować z afirmacjami, czy można to robić równolegle.
To, co Kapturek mówi o środowisku, jest dla mnie kluczowe. Długo szukałem afirmacji, które 'zadziałają', i dopiero po czasie zrozumiałem, że część problemu leżała w tym, z kim spędzałem czas. Nie mówię, że afirmacje były bez sensu, ale były jak naklejanie plastra na coś, co wymagało innego podejścia. Czy ktoś z was świadomie zmieniał otoczenie jako część pracy nad granicami?
Słuchajcie, mam wrażenie, że zeszliśmy w stronę terapii, a to jest wątek o afirmacjach. Nie mówię, że to zła rozmowa, bo mi to daje do myślenia, ale chciałabym wrócić do konkretów. Czy ktoś ma jakieś frazy, które u siebie sprawdziły i które dotyczą właśnie odmawiania, a nie ogólnie granic czy bezpieczeństwa?
Dodam do tego, co mówi Zawilec. W numerologii imię i słowo mają wibrację, więc fraza zbudowana wokół liczby, która komuś odpowiada, może mieć inne zakorzenienie niż przypadkowe zdanie. Ale muszę też powiedzieć, że fraza Zawilec jest dla mnie świetna właśnie dlatego, że jest prosta i stanowcza. Wibracja prostoty jest tu ważniejsza niż długość.
Właśnie to poczucie przynależności frazy do siebie jest według mnie niedoceniane. Można wziąć zdanie z internetu i powtarzać je miesiącami, ale jeśli w środku jest poczucie, że to nie moje słowa, to efekt będzie połowiczny. Stąd ważne jest, żeby każda osoba testowała kilka wersji i zostawiała tę, przy której coś fizycznie się rozluźnia, niekoniecznie tę, która brzmi 'najpiękniej' albo 'najbardziej mądrze'.
To jest naprawdę pomocna rozmowa, bardzo dziękuję wszystkim. Mam tylko jedno pytanie do Goździka albo Zawilec, bo nie wiem, jak to sprawdzić w praktyce. Skąd wiem, że fraza mnie 'rozluźnia'? Czy chodzi o jakieś konkretne odczucie w ciele, czy to bardziej takie ogólne 'ok, to pasuje'?
A ja mam pytanie, bo sie zastanawiam nad czymś innym. Czy te afirmacje na granicach dzialają inaczej kiedy mam do czynienia z szefem, a inaczej przy rodzinie? Bo mnie sie wydaje ze w pracy to inny rodzaj strachu niz z mamą.
To, co Hipolit mówi, jest ważne i myślę, że warto nie mieszać tych dwóch obszarów przy pracy z afirmacjami. Niektórzy próbują jedną frazą przykryć wszystko, a potem dziwią się, że efekt jest połowiczny. Może lepiej mieć dwie osobne, jedną na relacje zawodowe, jedną na rodzinę.
ale czy to nie jest trochę zbyt skomplikowane? Bo jeśli muszę mieć osobną afirmację na każdą relację w życiu, to zamiast się rozwijać, będę tylko kolekcjonował zdania.
Dodam tu coś, bo Goździka mówi sensownie, ale chcę uzupełnić. Różne konteksty to nie tylko różne afirmacje, to też różne poziomy gotowości do zmiany. Możesz mieć świetną frazę na szefa i w ogóle nie być gotowa jej użyć, bo strach w tej relacji jest głębszy niż myślisz. Afirmacja nie zastąpi zrozumienia, co konkretnie sprawia, że właśnie tam odmawianie jest najtrudniejsze.
Robiłam coś podobnego i u mnie wyszło, że prawie wszystkie sytuacje dotyczyły momentów, kiedy byłam zmęczona. Jak mam energię, to jakoś się udaje powiedzieć 'nie', a jak jestem wykończona, to mówię 'tak' zanim w ogóle pomyślę. Czy to ma jakieś znaczenie przy doborze afirmacji?
To, co Wiesia91 mówi, jest dla mnie bardzo znajome. Ja przez długi czas myślałem, że problem leży w braku odwagi, a okazało się, że leżał w tym, że po prostu byłem permanentnie przemęczony i nie miałem żadnej rezerwy na to, żeby wytrzymać cudzy dyskomfort po mojej odmowie. Afirmacja, która mi w końcu pomogła, dotyczyła właśnie tego, że cudzą reakcję na moje 'nie' to nie moja sprawa.
Słuchajcie, a co z takim momentem, kiedy powie się 'nie', a potem zaczyna się w głowie odgrywać całą scenę i myśleć, co tamta osoba teraz myśli, czy się gniewa, czy zerwaliśmy kontakt i tak dalej? Czy jest jakaś afirmacja na zatrzymanie tej spirali?
Glicynia opisuje coś, co w pracy z liczbami pojawia się przy osobach z silną czwórką lub dwójką w wykresie, to znaczy te osoby mają bardzo rozwinięte poczucie obowiązku i dbałości o harmonię w relacjach i dlatego po odmowie naturalnie wchodzą w tryb sprawdzania, czy wszystko jest okay. Nie mówię, że afirmacja nie pomoże, ale takie osoby często potrzebują jej po prostu dłużej.
Mnie to ruminowanie po odmowie kosztowało więcej energii niż sama odmowa. Serio, godziny w głowie replaying sceny, czy dobrze zrobiłem, czy tamta osoba teraz mnie nie lubi. Dopiero kiedy zacząłem świadomie przerywać tę pętlę krótką frazą, coś się zmieniło. Ale zajęło to kilka tygodni zanim stało się choć trochę automatyczne.
Właśnie, to, co Adept mówi o momencie użycia afirmacji, zmienia trochę moje myślenie. Ja do tej pory powtarzałam swoje frazy rano i wieczorem, ale może dlatego nie czuję dużej różnicy w codziennych sytuacjach. Może za bardzo traktuję to jak rytuał, a za mało jak reakcję na konkretną chwilę.
Mam wrażenie, że ta rozmowa robi się coraz bardziej psychologiczna, a coraz mniej ezoteryczna. Nie krytykuję, bo to ciekawe, ale zastanawiam się, czy jest tu w ogóle jakiś element energetyczny albo duchowy, czy to po prostu terapia słowami?
Myślę, że to nie jest 'albo, albo'. Afirmacja działa na poziomie mentalnym i emocjonalnym, ale w tradycji ezoterycznej słowo ma moc, intencja kształtuje rzeczywistość, to nie jest czysto psychologiczne. To co Celestyn56 nazywa 'terapią słowami', w pracy energetycznej to praca z wibracją języka i intencji.
ale jak to odróżnić? Znaczy, skąd wiadomo, że coś zadziałało dlatego, że słowo miało 'wibrację', a nie dlatego, że zwyczajnie w to uwierzyłam i zaczęłaś działać inaczej?
Wracając do tego, co Celestyn56 zauważył na początku, bo to ważna kwestia przy granicach. W numerologii osoby z silną siódemką w wykresie często mają właśnie ten dylemat, bo siódemka z jednej strony głęboko analizuje i zadaje takie pytania jak Celestyn56, z drugiej trudno jej uwierzyć w coś, czego nie może zweryfikować. To sprawia, że afirmacje mogą być dla takiej osoby szczególnie trudne na starcie, bo sama w siebie nie wierzy bez dowodów.
