A próbowałaś kiedyś zostać przy tym napięciu zamiast sięgać po afirmację? Nie pytam złośliwie - pytam, bo czasem to napięcie coś komunikuje i zamknięcie go zdaniem sprawia, że nigdy nie dochodzimy do tego, co jest pod spodem.
Ale jak zostać przy napięciu bez tego, żeby po prostu było coraz gorzej? Napięcie to napięcie, siedzenie w nim brzmi jak zwykłe dręczenie się.
A jak to jest właściwie z tą tożsamością płciową w kontekście afirmacji? Czytam ten wątek od dłuższego czasu i zastanawiam się, czy te afirmacje, o których rozmawiacie, mają jakiś szczególny kształt, gdy chodzi konkretnie o to, a nie o ogólną pewność siebie.
Ja ciągle wracam do tego, co powiedział wcześniej Pranava o emocjach przy kotwicy. U mnie te emocje pojawiają się zanim w ogóle zdążę powiedzieć zdanie - jakby samo zatrzymanie się przy ciele już coś uruchamiało. I wtedy czuję, że afirmacja jest ostatnią rzeczą, o której myślę.
Mam pytanie trochę z boku. Skrzypowa.x pisała gdzieś wcześniej, że numerologia dat może pomóc dobrać afirmacje - ale ja to czytałem i nie rozumiałem, jak to ma się do tożsamości. Czy ktoś może to wyjaśnić, bo brzmi jak mocno pośrednie połączenie?
Chodziło mi o to, że liczba drogi życia wskazuje na pewne obszary, w których człowiek ma naturalny opór. I jeśli pracujesz nad tożsamością, to dobierając afirmacje pod swój numer, możesz ominąć te obszary oporu. Przykładowo - dwójka ma często problem z własną granicą i autonomią, więc afirmacje o przynależności do siebie będą jej szczególnie trudne.
A wracając do tego, co Sabineczka mówiła o zdaniu, które jest 'swoje' - jak w ogóle szukać takiego zdania? Czy jest jakiś sposób, żeby to przetestować, czy to przychodzi samo?
A co znaczy 'cofnąć się jeszcze dalej'? Znaczy - nie robić nic? Bo jak słyszę, że afirmacja może nie działać, forma może nie działać, siedzenie w napięciu może nie działać - to zaczynam się zastanawiać, co w ogóle ma tutaj działać.
Czytam tę rozmowę od początku i mam pytanie może trochę z innej strony. Czy afirmacje przy pracy z tożsamością płciową mają działać inaczej niż przy, powiedzmy, pracy nad pewnością siebie w ogóle? Tzn. czy samo 'jestem sobą' to za mało, czy potrzeba czegoś bardziej konkretnego?
Właśnie to 'dziś' jest dla mnie kluczowe. Kiedy próbowałam pracować z afirmacjami, które mówiły o stanie docelowym, zawsze gdzieś z tyłu głowy wiedziałam, że tam jeszcze nie jestem. I to 'wiem, że kłamię' rozbijało całość. Zdanie zakorzenione w teraźniejszości - 'uczę się', 'pozwalam sobie' - nie wymaga od razu bycia gdziekolwiek indziej.
A czy to 'dziś' nie sprawia, że efekty są tymczasowe? Że każdego dnia zaczynam od zera, bo nic nie jest stałe?
Wracając do tej konkretności o której pisała Sabineczka - w numerologii mamy pojęcie liczby osobistej roku, która zmienia się co rok i wskazuje, w jakim cyklu jest dana osoba. I jeśli ktoś jest w roku czwórki, to jest to rok fundamentów i stabilizacji, a nie przełomów. Może wtedy warto dobierać afirmacje pod ten cykl zamiast pracować pod prąd?
A jak to jest z tymi punktami orientacyjnymi w ogóle - bo mam wrażenie, że w tym wątku pojawia się dużo różnych metod, oddech, numerologia, zdania zakorzenione w teraźniejszości, cisza. Skąd wiadomo, od czego zacząć, jeśli jest się na początku?
To co napisała Pranava o 'najmniejszym oporze' - to jest chyba pierwsza instrukcja w tym wątku, którą rozumiem bez zastrzeżeń. Ale mam pytanie - czy to znaczy, że jeśli oddech jest dla mnie łatwiejszy niż pisanie afirmacji, to mogę w ogóle nie pisać afirmacji? Czy to jest wciąż praca z tożsamością?
Ale skąd wiedzieć, że coś 'uruchomiło' - skoro wcześniej tu pisano, że nie powinno się oceniać efektów? Jakiś sygnał musi być, bo inaczej można w nieskończoność robić cokolwiek i mówić sobie, że to działa.
Wracam do pytania Jolusi o oddech zamiast afirmacji. Przez pewien czas robiłam tylko to - żadnych zdań, tylko przestrzeń. I coś się zmieniało, ale nie umiałam tego nazwać. Problem pojawił się, kiedy chciałam to zanieść dalej - wyjść z pokoju, zachować się inaczej wobec kogoś. Bez słów trudniej mi było cokolwiek zaanonsować sobie jako zmianę.
To mnie zatrzymuje. Mówisz o 'zaanonsowaniu sobie' - czy to znaczy, że słowo pełni rolę czegoś w rodzaju ogłoszenia? Że bez niego zmiana nie jest 'oficjalna'?
To co opisuje Rezeda jest bliskie temu, co w pracy rytualnej nazywa się intencją zapieczętowaną. Nie chodzi o magiczną formułę - chodzi o to, że wypowiedziane słowo działa jak kotwica dla doświadczenia. Bez zakotwiczenia energia pracy może się rozproszyć. Przy tożsamości to jest szczególnie ważne, bo to co budujemy jest często delikatne i potrzebuje punktów, do których można wracać.
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem - jak się wybiera tę kotwicę fizyczną? Czy to powinna być jakaś intuicja, czy jest na to jakiś sposób?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie trochę na boku. Tu dużo się mówi o procesie, o powolności, o obserwacji. A co jeśli ktoś jest w momencie, kiedy po prostu nie ma na to zasobów - jest zmęczony, ma mało przestrzeni. Czy są jakieś skróty, albo przynajmniej wersje minimum?
To 'dzisiaj wytrzymałam' z posta Edmunda - to naprawdę może być afirmacja? Bo brzmi jak stwierdzenie faktu, nie jak coś, co zmienia nastawienie.
To co Edmund napisał o 'dzisiaj wytrzymałam' - siedzę nad tym. Czyli afirmacja to niekoniecznie coś optymistycznego? Myślałam, że chodzi właśnie o to pozytywne przeformułowanie, że mówisz sobie coś, w co chcesz uwierzyć. A tu nagle wychodzi, że można mówić po prostu prawdę i to też jest afirmacja tożsamości?
Wracam do tego, co Tatarak napisała - bo to dotknęło czegoś ważnego. Przez długi czas moje afirmacje były właśnie tym utrwalaniem. Mówiłam sobie zdania, które opisywały, jak daję radę, ale w środku było tylko zmęczenie. Zmiana przyszła dopiero wtedy, kiedy zaczęłam dodawać do tych zdań kierunek. Nie 'jestem taka a taka', tylko 'idę w stronę takiej a takiej'. Czy ktoś jeszcze próbował tej formy?
Tak, próbowałam. U mnie działało przez jakiś czas, ale potem zaczęłam się zastanawiać, czy to 'idę w stronę' nie jest ucieczką od teraźniejszości. Jakby ciągłe bycie w drodze zwalniało z bycia tutaj. Nie wiem, może źle to robiłam.
Trochę gubię się w tej rozmowie, ale właśnie to mi pomogło - to zdanie o 'jestem w procesie'. Przez długi czas miałam poczucie, że muszę zdecydować, określić się, zanim zacznę cokolwiek afirmować. I to było blokujące. Może problem polega właśnie na tym, że afirmacje kojarzy się z deklaracją końcową, a nie z czymś, co towarzyszy drodze?
Ja tu dorzucę coś z perspektywy numerologicznej, bo to może pomóc ustalić, kiedy afirmacje są najbardziej skuteczne dla konkretnej osoby. Liczba ścieżki życia mówi o głównym kierunku, więc afirmacje zgodne z tą liczbą powinny działać lepiej. Na przykład piątka to wolność i zmiana - afirmacje o stabilizacji mogą być dla piątki kontrskuteczne.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mi nie daje spokoju. Tu dużo się mówi o kierunku, o procesie, o intencji. Ale co z sytuacją, kiedy ktoś nie wie, kim chce być - nie jako brak zdecydowania, ale jako coś głębszego, jakiś rodzaj zagubienia w sobie? Czy afirmacje mogą pomóc, zanim człowiek w ogóle ma jakiś kierunek?
