Runiarka, to co napisałaś na końcu - że chaos w snach może być częścią procesu - to jest pierwsza rzecz w tej rozmowie, która mnie naprawdę uspokoiła. Myślałam, że jak sny się pogarszają to afirmacje robią coś złego. Czy ktoś jeszcze miał taki etap na początku?
Czy ktoś jeszcze miał taki etap, że sny się najpierw pogorszyły zanim cokolwiek się zmieniło na lepsze? Bo jeśli tak, to chętnie usłyszę jak długo to trwało.
A może to w ogóle nie były afirmacje tylko inne rzeczy z życia? Bo sny zawsze są chaotyczne kiedy człowiek ma stres. Skąd wiadomo że to nie przypadek?
Ale jeśli nigdy nie masz punktu odniesienia sprzed afirmacji, to właściwie cała ta obserwacja jest bez wartości? Trzeba było zacząć zapisywać wcześniej?
No ale jak długo masz trzymać jedną afirmację jeśli nic się nie zmienia? Rok? Bo to trochę bez sensu jak nic nie widać przez miesiąc.
A co to znaczy 'sposób wypowiadania'? Czy chodzi o głos, tempo, coś innego? Bo nigdzie nie trafiłam na konkretne wytyczne co do tego.
Wróćmy na chwilę do snów, bo trochę zeszliśmy na samą technikę afirmacji. Mnie zastanawia co konkretnie w treści snu ma się zmienić, żeby powiedzieć że afirmacja zadziałała. Lepszy nastrój? Konkretne obrazy? Bo mam wrażenie, że każda z nas czego innego szuka.
I masz rację, że każda szuka czego innego - i to jest właśnie problem ze zbiorowym mówieniem 'afirmacje wpływają na sny'. Na co konkretnie? Na temat? Na emocje w trakcie snu? Na poczucie sprawczości we śnie? To są trzy różne rzeczy i każda z nich może reagować inaczej i w innym czasie.
To które z tych trzech zmienia się najszybciej? Bo jeśli emocje reagują szybciej niż konkretne obrazy, to może łatwiej to wychwycić na początku.
To jest dla mnie ważna informacja, naprawdę. Bo ja zapisuję głównie co się działo w śnie, a nie jak się czułam w trakcie. Chyba zaczynam od złej strony.
Dobra, ale ja mam inne doświadczenie. U mnie było akurat odwrotnie - najpierw zaczęły się śnić inne miejsca, a nastrój zmienił się znacznie później. Więc te wzorce to chyba nie są regułą dla każdego.
Wróćmy do tego co pisała Magicwoman o emocjach jako pierwszym sygnale. Bo jeśli dobrze rozumiem, to znaczy że przez jakiś czas możesz mieć te same sny, co zawsze, tylko budzisz się z innym odczuciem? I to ma być dowód że coś działa?
A co jeśli mam bardzo słabą pamięć snów i w ogóle często nie pamiętam nawet emocji po przebudzeniu? Czy w takim razie afirmacje nadal mogą wpływać na sny, tylko ja po prostu tego nie zarejestruję?
To jest osobny problem, który warto rozwiązać zanim w ogóle zaczniesz szukać efektów afirmacji w snach. Jeśli masz słabą pamięć snów, zacznij od prostego nawyku: zaraz po przebudzeniu, zanim wstaniesz, leż nieruchomo przez chwilę i próbuj złapać jakikolwiek fragment. Dopiero jak zaczniesz cokolwiek pamiętać regularnie, możesz sensownie obserwować zmiany.
Właśnie o to chciałam zapytać, bo sama mam ten problem. Ale zastanawia mnie - czy sama technika budzenia się, coś co robisz tuż po - nie wpłynie na to co zapiszesz? Znaczy, czy nie zniekształcasz materiału przez ten wysiłek przypomnienia?
Ale jak to możliwe że mózg 'dopełnia' sen? To brzmi jak wymówka żeby powiedzieć że nasze wspomnienia snów są zawsze fałszywe. Skąd to wiadomo?
Mam pytanie do Runiarki odnośnie tego co pisała wcześniej o stabilizacji wzorca. Jak rozpoznać że wzorzec 'się ustabilizował'? Czy chodzi o to że kilka nocy z rzędu masz podobny ton snu, czy o coś bardziej rozciągniętego w czasie?
Dorzucę coś czego jeszcze tutaj nie było. Mówicie dużo o zmianie tonu i treści snu, ale pomijamy kwestię tego co dzieje się z afirmacją w samym śnie. U mnie kilka razy zdarzało się, że słyszałem we śnie coś bardzo zbliżonego do afirmacji którą powtarzałem. Niekoniecznie dosłownie, ale jakby echo. To jest chyba inny mechanizm niż samo 'zmienianie nastroju snów'.
To jest ciekawe co napisałeś Wiciol. Czy to było głośne, jak prawdziwy głos, czy bardziej jak myśl we śnie? Bo sama nie wiem czy potrafiłabym to odróżnić.
Trudno to opisać precyzyjnie, bo granica między 'głosem' a 'myślą' we śnie jest płynna. To nie było akustyczne jak dźwięk z zewnątrz. Raczej coś w rodzaju zdania które 'wiedziałem' w śnie, bez słyszenia go. Jakby treść, nie forma.
To co opisuje Wiciol ma sens jeśli afirmacje są powtarzane tuż przed snem. Wtedy materiał trafia do pamięci krótkotrwałej w momencie kiedy mózg przechodzi w stan pre-sennego relaksu i jest duże prawdopodobieństwo że fragmenty tej treści pojawią się w fazie zasypiania albo w pierwszych cyklach snu. To nie jest mistyka, to raczej efekt primingu.
Bo u mnie jest odwrotnie i właśnie rano powtarzam. I szczerze mówiąc mam wrażenie że to działa tak samo. Ale może to tylko dlatego że nie mam żadnego punktu odniesienia, jak wcześniej pisał Shangie o tym dzienniku.
Wróćmy do tej kwestii dziennika, bo mnie ona nie daje spokoju. Czy wystarczy zapisywać tylko emocję po przebudzeniu, czy naprawdę trzeba mieć szczegółowy zapis co się śniło? Bo jeśli mam wybierać jedno, to wolę wiedzieć co dokładnie notować żeby to miało jakąkolwiek wartość.
Dziękuję Runiarce za tę odpowiedź, naprawdę mi to pomogło. Emocja plus jedno zdanie - to brzmi wykonalnie, bo zawsze się bałam że nie zdążę albo że zapomnę szczegółów zanim sięgnę po notes. Zaczynam od jutra.
A propos tego co mówił Wiciol o słyszeniu afirmacji w śnie - mi się to nie zdarzyło nigdy i powtarzam wieczorami od chyba trzech miesięcy. Może to zależy od tego jak głęboko się zasypia? Bo ja zasypiam bardzo szybko, prawie jak głowa trafia w poduszkę.
To ciekawe że Shangie pyta o cel, bo ja sama nie byłam tego do końca pewna kiedy zaczynałam. Chyba zakładałam że afirmacje po prostu 'poprawią' sny, ale teraz widzę że to za mało precyzyjne. Czy cel powinien być zdefiniowany z góry, zanim w ogóle zaczniesz?
To pytanie jest sensowne. Z mojego doświadczenia - jeśli nie wiesz czego szukasz, nie rozpoznasz kiedy to przyjdzie. Możesz mieć subtelne zmiany i je przeoczyć, bo nie masz punktu odniesienia. Ale nie twierdzę że trzeba mieć jakiś szczegółowy plan. Wystarczy jedno proste pytanie do siebie: po co mi to. Odpowiedź na to zmienia też dobór afirmacji.
