U mnie był taki moment kiedy afirmacja przestała boleć i to był dla mnie sygnał, że coś się zmieniło naprawdę. Wcześniej przy 'akceptuję swoje ciało' miałam wewnętrzne 'nie, nieprawda'. Potem to 'nie, nieprawda' po prostu znikło. Nie wiem czy to dowód na cokolwiek, ale tak to u mnie wyglądało.
mówisz o notatkach - co konkretnie zapisywałaś? Samo to, że coś poczułaś, czy próbowałaś analizować skąd to się bierze?
A mam pytanie do całego wątku właściwie - mówimy cały czas o pracy z afirmacjami związanymi z ciałem i intymnością, ale czy ktoś próbował podejść do tego od strony partnerskiej? Tzn. nie tylko 'akceptuję swoje ciało', ale też coś w rodzaju 'mam prawo mówić czego potrzebuję w łóżku'? Bo to wydaje mi się jeszcze trudniejszy obszar niż sama akceptacja.
A ja mam inne pytanie - czy ktos próbował robić te afirmacje związane z seksualnością na głos, ale nie do siebie w lustrze, tylko jakby 'do partnera', którego nie ma? Tzn. mówisz jakby trenując to, co chciałbyś powiedzieć. Gdzies sie z takim podejsciem zetknąłem ale nie wiem jak to sie sprawdza w praktyce.
Mam wrażenie że ta rozmowa zakłada, że wiemy co konkretnie blokuje - że to jest wstyd wobec ciała albo trudność z mówieniem o potrzebach. Ale co jeśli ktoś nie wie skąd u niego ten opór? Czy afirmacja w ogóle ma sens zanim się to zidentyfikuje?
Mam wrażenie że w tym całym wątku trochę omijamy jeden temat - a co z osobami, które nie mają problemu z akceptacją ciała ani z mówieniem o potrzebach, ale mają blokadę tylko w konkretnych sytuacjach albo z konkretną osobą? Czy afirmacja generyczna w ogóle tu dosięga, czy to wymaga czegoś bardziej celowanego?
Słuchajcie, myślę że tu jest ważna różnica między afirmacją o osobie a afirmacją o sobie w sytuacji. 'Czuję się swobodnie z X' to faktycznie ryzykowne. Ale 'czuję się swobodnie kiedy jestem blisko kogoś bliskiego' albo 'moje ciało wie kiedy jest bezpieczne' - to już jest o tobie, nie o X. I może działać właśnie w tych konkretnych sytuacjach bez przywiązania do jednej osoby.
to jest ciekawe rozróżnienie. Ale jak sprawdzić czy takie przeformułowanie w ogóle trafi w to co naprawdę blokuje? Bo może blokada jest właśnie specyficznie związana z tą jedną osobą i żadna ogólniejsza wersja jej nie ruszy.
A co jeśli ktoś nie potrafi nawet zidentyfikować czy jego blokada jest ogólna czy sytuacyjna? Tzn. nie mam wystarczająco dużo punktów odniesienia żeby porównać.
Mam pytanie może naiwne - czy afirmacje związane z seksualnością mogą działać nawet jeśli w ogóle nie ma teraz partnera ani żadnej konkretnej sytuacji? Tzn. czy to ma sens robić 'w próżni'?
A wrócę do tego co mówiła Strzaska57 o obserwowaniu reakcji ciała. Czy to nie jest tak że w temacie seksualności ciało reaguje mocniej niż gdziekolwiek indziej i przez to trudniej odróżnić 'ta afirmacja jest dobra dla mnie' od 'ta afirmacja mnie po prostu podniecila'? Jak wy to odróżniacie?
Słuchajcie, mam pytanie które mnie chodzi po głowie od kilku postów - czy ktos próbował łączyć te afirmacje z jakąś pracą z oddechem? Nie mówię o niczym skomplikowanym, po prostu świadomy oddech przed albo w trakcie. Bo mi się wydaje że ciało w temacie seksualnosci i intymnosci reaguje najpierw właśnie przez oddech i może to byłby dobry łącznik.
Tak, próbowałem z oddechem i dla mnie to zrobiło dużą różnicę. Nie żaden specjalny pranajama, po prostu kilka głębokich wdechów przed. Jakby ciało dostawało sygnał 'zaraz coś ważnego'. Ale mam pytanie do Siemargla albo kogokolwiek kto długo z tym pracował - czy to nie jest tak że z czasem ten 'wstęp' staje się konieczny i bez niego afirmacja w ogóle nie idzie?
A jak to sobie uzmysłowiłaś? Bo mnie się wydaje że to musi być trudne do zauważenia od środka kiedy sama jesteś w tym procesie.
Słyszę w tym co mówi Strzaska57 coś co chyba dotyczy wielu osób w tym temacie - że unikanie potrafi wyglądać jak przygotowanie. Sama przez długi czas myślałam że 'jeszcze nie jestem gotowa' a tak naprawdę po prostu się bałam.
A jak ktoś zupełnie nie wie czy jego blokada jest lękowa czy po prostu to natura? Tzn. czy jest jakiś sposób żeby odróżnić 'mam przekonanie które mnie hamuje' od 'po prostu tak funkcjonuję i to jest ok'?
Ulgę a nie spokój - możesz rozwinąć tę różnicę? Bo nie wiem czy dobrze to rozumiem.
Ulgę czujesz kiedy odpuszczasz - czyli 'mogłabym to zmienić, ale nie muszę teraz'. Spokój to kiedy w ogóle nie ma napięcia do odpuszczenia. Jak próbujesz sobie wyobrazić że twoje przekonanie się zmienia i czujesz coś w stylu 'uff, nareszcie' - to znak że ono cię uwierało. Jak myśl o zmianie jest po prostu neutralna, bez żadnego ładunku, to może rzeczywiście jest to twoje.
ok, to teraz rozumiem. Ale czy to znaczy że jeśli czuję ulgę na myśl o zmianie, to ta afirmacja już niejako 'zadziałała' - że samo wyobrażenie jej efektu jest jakimś krokiem?
To co opisuje Siemargl jest bardzo zbliżone do tego co sama obserwuję, tylko że u mnie ten opór fizyczny nie zawsze jest od razu widoczny. Zdarzało mi się że afirmacja brzmiała 'neutralnie' przez tygodnie, a potem coś się w praktyce zmieniło i zobaczyłam że coś jednak działało pod powierzchnią. Czy to możliwe że zmiana przekonania w kontekście seksualności idzie inaczej niż w innych obszarach?
A jak w ogóle można pracować z afirmacjami seksualnymi kiedy nie ma się partnera? Pytam serio, bo wydaje mi się że bez kontekstu w którym można to 'sprawdzić' to trochę jak uczenie się pływania na lądzie.
A czy ktoś próbował afirmacji dosłownie w trakcie sytuacji intymnej? Bo to brzmi albo jak bardzo zaawansowana praktyka albo jak proszenie się o problemy.
to rozróżnienie wydaje mi się ważne. Czy te intencje przed wyglądają u ciebie jakoś konkretnie, czy to jest raczej ogólne nastawienie? Bo próbowałam czegoś podobnego ale trudno mi było to uchwycić żeby to nie było mechaniczne.
To co mówi Leokadia76 trochę mi przypomina coś co czytałem o podejściu ACT - nie walczysz z trudnymi myślami tylko im pozwalasz być. Tylko przy afirmacjach to jest trochę dziwne bo przecież afirmacja to aktywne działanie, a nie siedzenie. Jak to razem połączyć?
Wracając do tego co Dziedziliaa pytała wcześniej o pracę bez partnera - mam wrażenie że ten wątek urwał się za szybko. Bo dla mnie właśnie samotna praca z afirmacjami w tym temacie miała inny charakter niż cokolwiek w relacji. Nie gorsza, nie lepsza - po prostu inna. I ciekawe jest to że kiedy nie ma zewnętrznej sytuacji, dużo łatwiej zobaczyć co jest naprawdę twoim przekonaniem a co jest reakcją na drugą osobę.
to jest ciekawe. Czyli mówisz że samotna praca może być nawet dokładniejsza pod jakimś względem?
A czy ktoś pracował z afirmacjami w tym temacie i miał wrażenie że to wpłynęło na to kogo zaczął przyciągać? Albo na jakie sytuacje się natrafiało? Bo z tego co czytam to brzmi jakby zmiana była czysto wewnętrzna, ale muszą być jakieś zewnętrzne efekty.
