Czyli paradoks jest taki, że na trzeźwo masz narzędzia do interpretacji, ale możesz ich używać jako tarczy. A po winie jesteś bardziej odsłonięta, ale nie masz jak tego opracować. Czy tak to widzisz? 😀
Mnie sie wydaje że to jest bardzo indywidualna sprawa. Jedna osoba moze sie rozluzniac przez wino i to jej pomagać, inna bedzie sie po prostu rozkojarzać. I to zalezy nie tylko od alkoholu, ale od tego jaka jest na co dzień - czy jest bardzo spięta, czy już jest raczej otwarta.
Dobry punkt, Martusia. I właściwie alkohol w takiej sytuacji może być wyjątkowo ryzykowny, bo nie masz punktu odniesienia. Nie wiesz, czy to co widzisz po winie jest bardziej szczere czy po prostu inne. A bez porównania nie ma jak ocenić.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mi nie daje spokoju. Czy ktoś z was robił ten sam rozkład na to samo pytanie raz na trzeźwo i raz po winie i porównywał? Nie mówię, że to miałoby być metodyczne, ale po prostu czy ktoś tak zrobił z ciekawości?
Czytam to co pisze Jacenty i uderza mnie, że on miał różne karty w obu rozkładach. Ja się zastanawiam, czy to już na etapie tasowania coś działa inaczej. Czy pod wpływem alkoholu tasujemy inaczej, jakoś mniej mechanicznie? A może bardziej mechanicznie, bo skupienie spada? Bo jeśli to wpływa na to, jakie karty wyciągamy, to pytanie o interpretację jest może wtórne.
O tasowaniu to nikt wcześniej nie mówił i to jest dobry punkt. Ja mam wrażenie, że po kieliszku trzymam karty inaczej, jakby delikatniej. Nie wiem czy to coś zmienia w sensie mistycznym, ale fizycznie napewno. 🙂
Wracając do pytania Dziewiecsil - czy ktoś próbował to samo pytanie, te same warunki, z notatką? Bo rozumiem, że Jacenty robił bez systematycznych zapisków, ale zastanawiam się, czy ktoś podszedł do tego bardziej metodycznie. Nie mówię o eksperymencie naukowym, tylko czy ktoś napisał bezpośrednio po każdym rozkładzie co widział i potem to porównał.
Chcę wrócić do wątku Czaromiry, bo myślę że ta rozmowa trochę odpłynęła od czegoś ważnego. Czaromira pisała o tym, że nie lubi siebie w lustrze i pyta czy karty mogą zmienić ten obraz. I teraz słucham o metodycznych notatkach i tasowaniu, a zastanawiam się - czy jeśli ktoś patrzy na siebie przez karty żeby siebie poczuć inaczej, to alkohol może właśnie ten proces zakłócić, zanim się zacznie?
Bernadetka, tak, dokładnie. I powiem więecj. Jak robie rozkład na siebie na trzeźwo, to bardzo szybko wchodzę w tryb "co ta karta mówi o mnie" w sensie ogólnym ale nie dopuszczam do siebie tego co naprawdę czuję. Po winie ta bariera na chwilę spada i widzę kartę i po prostu coś czuję, bez analizowania. Ale nie wiem, czy to jest wgląd, czy po prostu mam poluzowane hamulce i mniej się pilnuję.
Ale to co opisujesz, ta bariera na trzeźwo to brzmi jakbyś używała interpretacji jako ochrony. Czy miałaś kiedyś rozkład, gdzie ta bariera nie zadziałała? Bez alkoholu, ale coś cię zaskoczyło na tyle, że nie zdążyłaś się obronić?
Ten wątek z Księżycową i płaczem to jest coś, o czym warto powiedzieć głośniej. Czasem karty trafiają nie dlatego, że jesteśmy w odpowiednim stanie rytualnym, tylko dlatego że jesteśmy po prostu za zmęczone, żeby się bronić. Alkohol moze robić to samo. Pytanie, czy chcemy tego rodzaju dostępu do siebie celowo, czy to jest raczej przypadkowe i przez to nie do końca bezpieczne.
Ale czy nie zakładacie trochę z góry ze alkohol jest zły? Bo czytam to i mysle że sporo tutaj osób robiło rozkłady po winie i nie było zadnego kryzysu. Ja sama parę razy i było okej. Może to znowu kwestia tego, po co w ogóle siadasz z kartami - jesli szukasz ulgi albo potwierdzenia, to czy na trzeźwo jest bezpieczniej?
No bo własnie o to chodzi - nikt tutaj nie zemdlał i nie miał kryzysu po winie z kartami. Może te wszystkie obawy to trochę przesada? Czaromira, wracając do ciebie - masz wrażenie, że te rozkłady po winie dały ci coś konkretnego, czy to było bardziej takie emocjonalne przeżycie, które szybko minęło?
To bardzo ważne co mówisz o tym, że nie pamiętasz. Bo jeśli rozkład dotknął czegoś głębokiego, a potem to odpłynęło, to ten kontakt był może bez integracji. Jak sen, ktory wyparowuje. Czy zapisujesz te rozkłady zaraz po? Masz jakieś notatki z tamtego wieczoru?
Wlasnie dlatego zdjęcie rozkładu to za mało. Ja też przez długi czas myślałam, że zdjęcie wystarczy, ale potem wracalam do niego i nie wiedziałam, co wtedy czułam. A w tarocie to uczucie w momencie odczytu jest połową interpretacji, przynajmniej dla mnie.
To co Kornelka opisuje to trochę jak dwie różne funkcje pisania. Jedna to analiza, druga to wyznanie. I zastanawiam się, czy tarot nie wymaga obu na raz. Czy da się w ogole robić dobry odczyt bez zadnej z tych warstw?
Zdecydowanie w tym pierwszym. Nie planuję żadnej techniki, ja po prostu próbuję zrozumieć, czy to co mi się zdarza jest czymś, z czym warto pracować, czy czymś, co powinnam odpuścić. Bo wracając do mojego wyjściowego pytania - czy karty mogą zmienić to, jak siebie widzę, to nadal nie wiem.
I to jest moim zdaniem najbardziej uczciwa rzecz, którą powiedziałaś w tym wątku. Że nie wiesz. Bo myślę, że ta cała rozmowa o alkoholu jest trochę sposobem na okrążanie trudniejszego pytania. Czy ja w ogóle chcę zmienić to, jak siebie widzę, czy tylko chcę żeby bolało mniej?
Mam pytanie, może trochę z boku, ale mnie to nurtuje od jakiegoś czasu. Czy jest w ogóle jakieś podejście, tradycja, cokolwiek, które mówi wprost o stanach zmienionych świadomości w pracy z kartami? Nie mówię o alkoholu konkretnie, ale o całej tej kategorii. Bo czytam to wątku i mam wrażenie, że każdy z własnego doświadczenia, a nikt nie mówi, czy istnieje jakaś szersza rama dla tego.
Tylko że te "kontrolowane stany transu" brzmią bardzo dobrze w teorii, ale w praktyce większość z nas robi tarot przy stoliku kuchennym a nie w ceremonialnym kręgu. Więc moze pytanie nie jest "czy to tradycyjne", tylko "co realnie działa dla konkretnej osoby"?
eh, no i tu mamy chyba sedno. Że karty - z winem czy bez - dają strukturę na siedzenie z czymś trudnym. I może to jest właśnie to, o co chodziło Czaromirze od początku. Nie o to, czy alkohol pomaga w odczycie, tylko o to, czy w ogóle da się siąść z tym co w środku.
To co Dalia napisała na końcu chyba najbardziej do mnie trafia. Że karty dają strukturę na siedzenie z czymś trudnym. Bo jak myślę o tym, po co właściwie sięgam po nie po winie - to nie jest po to, żeby dostać przepowiednię. To jest po to, żeby wogole usiąść i nie uciekać. Tylko nie wiem, czy to jest praca z tarotem, czy to jest po prostu... terapia przez obraz. Czy to robi jakąś różnicę dla was? 🙂
Dla mnie robi różnicę, ale nie taką, żeby jedno dyskwalifikowało drugie. Pytanie tylko, czy jeśli używasz kart jako pretekstu do siedzenia z sobą - to czy ten pretekst nie zaczyna przeszkadzać? Bo karty mają własny język, własną logikę. I zastanawiam się, czy po winie ta logika nie gubi się po drodze i zostaje tylko "siedzenie z sobą", a karty leżą obok jako dekoracja.
Ale skąd wiadomo, gdzie przebiega ta granica? Bo "swobodne skojarzenia przy kartach" brzmi dla mnie jak bardzo dobry opis intuicyjnego tarota, który część osób praktykuje w pełni świadomie i na trzeźwo. Więc może nie alkohol jest tu zmienną, tylko podejście do samej metody?
I właśnie dlatego to pytanie jest takie nierozstrzygalne w formule "tak albo nie". Bo alkohol może jednocześnie zwiększać trafność emocjonalną i zmniejszać strukturalną spójność odczytu. I co wtedy? Że pomaga i przeszkadza zależnie od tego, czego szukasz?
