szczerze to nie jestem pewna czy to dobre miejsce żeby o tym pisać, ale widzę że temat jest więc spróbuję.
ciekawi mnie jedno, czy ktoś z was miał tak że wróżki czy karty mówiły jedno a wy i tak szliście pod prąd i ostatecznie jakoś to wyszło? pytam bo sytuacja którą opisuję jest dość poważna. związek na odległość, oboje coś do siebie czujemy, przynajmniej tak mi sie wydaje, ale trzy różne wróżki w ciągu dwóch lat mówiły praktycznie to samo czyli że on nie jest szczery, pobawi się i zostawi, może zdradzić itd. pierwsza wróżba trafiła mnie w momencie gdy byliśmy w dołku i chyba potraktowałam to jako ostateczny werdykt. potem się ułożyło, ale ta wróżba siedziała z tyłu głowy i poleciałam do kolejnej... która bez żadnego szczegółowego wypytywania powiedziała prawie identycznie. no i przy kolejnym kryzysie trzecia wróżka, ta sama historia.
teraz mam problem bo zamiast normalnie funkcjonować w tym związku zaczynam być podejrzliwy i chyba sam sabotuje wszystko swoim zachowaniem. ciągle mam z tyłu głowy że to się rozpadnie, że on znajdzie kogoś innego a mi naprawde na nim zależy.
i tu jest sedno sprawy, czy jak ktoś słyszy złą wróżbę to zaczyna nieświadomie do niej dążyć? bo mam wrażenie że właśnie to mi sie przydarza i że żałuję że w ogóle poszłam do tej pierwszej wróżki. tarot to nie wyrok, to wiem, ale głupio dać się wciągnąć w tę spiralę...
szczerze to trochę śmieszy mnie ten wątek... karty ci mówią jedno, serce drugie i serio się nad tym zastanawiasz? wrozenie to bzdury, proste. talia kart nie ma pojecia o twoim zyciu, uczuciach ani o tym kim jest ta druga osoba. to kawałki papieru z rysunkami.
nie ma żadnej mistycznej siły która by ci tu cokolwiek podpowiadała, a jak serce ci mówi „tak” to idź za tym albo nie idź, ale decyzję podejmij sam/a, bez konsultowania się z kartami 🙂
hm, mam podobne przemyślenia na ten temat 🙂
gdybym jako wróżka ślepo słuchała kart za każdym razem, dawno bym już postradała rozum. Po prostu zbyt często mogłoby mi to zrobic więcej szkody niż pożytku. Tak samo z wahadełkiem i innymi narzędziami, od których człowiek po prostu potrzebuje czasem oddechu.
Po różnych przepychankach z wróżbitami i nie tylko, przez całe lata dałam sobie spokój, a przy okazji i od swojej kliki znajomych. Kiedy wróciłam do ulubionych technik, byłam silniejsza i bogatsha w doświadczenia. Głupsza na pewno nie.
Gdyby człowiek całe życie żył cudzymi radami, gatunek by pewnie wyginął, bo kobiety są o siebie zazdrosne, a mężczyźni zdradzają namiętnie, to wręcz ich naturalne powołanie. A kobiety, zwłaszcza z dziećmi, mają swoje za uszami. „Dobre rady” potrafią skończyć się nieszczęściem, a te złe, na przekór wszystkiemu, motywują nas do walki i budowania czegoś dobrego wokół siebie.
Taka jest moja filozofia. I często też filozofia moich kart, które zresztą też nie trzymają się mnie kurczowo. Traktuję je raczej jak przyjaciół w wędrówce przez zycie, a nie jako obsesję, którą można zaobserwować u niektórych „zawodowych wróżek” zachwlających swoje usługi. Wiara w Jezusa też może być spoko, o ile nie niszczy ci umysłu i psychiki.
Cichy głos Wyższego Ja, który prowadzi przez kłopoty. Jeśli coś staje się natrętne, może być to ostrzeżenie. Ale nie musi.
Ostatnio mam pewną historię z sąsiadem, który chciał ode mnie kupić dom. Prawie doszło do ugody, wszystko wyglądało wygodnie i byłam gotowa przeprowadzić się do mniejszego mieszkania obok. Całe lata czekałam na taką propozycję, ale przeszkadzały mi różne sprawy rodzinne, no wiesz, życie. Kiedy w końcu nadeszła chwila i poukładałam to sobie w głowie, postawiłam karty, pewna siebie i reakcji klienta. Karty opisały transakcję jako pozbawioną środków. Za drogim wróżeniem klient też nie miał deklarowanej kasy. Wycofałam się, a rodzina zapytana o zdanie zrobiła się agresywna, mimo że przez lata mówiła „nie”. Tarot umieścił tylko jeden wyraźny sygnał, że to dobra decyzja.
Doszłam do wniosku, żeby odsapnąć, dać wszystkim czas na rozsądek i nie tworzyć sobie tych samych problemów co sąsiadka. Karty odłożyłam na potem, bo sytuacja polityczna właśnie zaczynała szaleć, a połowa Wielkich Arkanów to karty zależne od osób na stanowiskach.
Powróżyłam też z I Cingu parę miesięcy temu. Wyszło coś w stylu: „ministrowie cię przygniatają, ale to już koniec”. Niedługo potem poleciała Szydło, potem Macierewicz, na którego odważyłam się nawrzeć w swoim wpisie. Potem dołożył jeszcze Trampek ze swoimi prowokacjami. Byłam zła jak cholera, ale szczęśliwa, że wojnę trzeba bedzie przełożyć. Przestałam się wkurzać, dałam sobie luz i mimo słabego zdrowia zaczełam własną terapię, bo certyfikowanym bioterapeutą jestem od jakiegoś czasu.
Cards are here to make you happy.
To nie karty jako takie, obrazki na nich pochodzą z drukarni. Aspekty astrologiczne to znane ciała niebieskie rozrysowane w układzie geocentrycznym. Nie uwzględniają asteroidów ani ich wpływu na zdarzenia. I mimo tych braków, słynny Nostradamus świetnie sobie z przepowiadaniem radził. Najważniejszy jest człowiek, dookoła którego coś się dzieje. Świat przejawiony.
Swoje przygody opisuję przeważnie we wpisach, możesz poczytać o różnych sytuacjach i doświadczeniach parapsychologicznych, które przeżyłam.
Żyj po prostu 🙂
---
Ktoś tu wyżej pisał że jedna osoba tu prowokuje, inaczej po co by siedziała na tym forum? Niech idzie do sceptyków, tam się wyżyje 😀
---
Nie byłabym sobą, gdybym choć z ciekawosci nie zajrzała w karty. Z jakichś powodów wolisz posługiwać się rozsądkiem (As Mieczy) i nie chcesz widzieć negatywnych stron waszego związku (Król Kielichów ujemny, Twój stosunek to Głupiec ujemny). Nie chcesz nic zmieniać ani sobie uświadamiać (8 Kielichów). Nieświadomość chroni przed ciosami i końcem (10
Znam ten dylemat i mogę powiedzieć, że w gruncie rzeczy są tylko dwa wyjścia z tej sytuacji. Albo zmieniamy talie, albo... bierzemy się za serce.
Mogę polecić swój własny tekst, no bo co innego miałabym polecać, cudze znam gorzej niż swoje, zatytułowany „Język wróżek”. Jest tam mowa dokładnie o tym, o czym piszesz. Znalazłam w nim cytaty z pewnej zabawy, gdzie wróżki przepowiadały odpowiedź na zagadkę, a ta z największą trafnością wygrywała. I wyobraź sobie, że kontynent opisały mniej więcej tak: „jest tam ciepło, ale są góry, w których bywa zimno”. Troszeczkę daleko od Afryki, która była poprawną odpowiedzią 🙂
No i dobrze rozumiesz, że Józio B. nie błyszczy w kwestiach taktyki wojskowej, za to w mówieniu i „wieszzczeniu” jest niezły. Podobnie zresztą jak czołowi nasi jasnowidze, pan Maciej teraz z Wałbrzycha i Warszawy, kolega pana Obamy, a także pewien pan z zaginionego Pomorza, a konkretnie z okolic Człuchowa, dziś też z warszawskiego Podwala. Nawet pan Piotr P. twierdził jasnowidząco, że przewidział katastrofę smoleńską, bo podobno w horoskopie widział coś w stylu „z prezydentem coś się stanie, przeziębienie może, czy nie chory”, tyle przynajmniej podała prasa.
Jego wypowiedzi w czasach wyborów były za to wyraźnie lepsze i bardziej trafne, dobrze przewidział faworytów i wytknął pewną nierówność charakteru braci Kaczyńskich. Prezydentura miała jednak ominąć te katastrofalne aspekty. Pisałam o tym gdzies w swoich notatkach, wpis o Jokerach i kolejne, o Bliźniętach, o ile dobrze pamiętam. No cóż... jakoś z biegiem lat zapomina się, że bardziej ceni się szczerość, a autentyczność potwierdzała dotąd raczej prawo karmy albo zwykłe błędne przeliczenie dat.
Co do znanych mi wieszców z Cechu, Podwale ma numer karmiczny 13, więc to miejsce obarczone takim numerologicznym „felerem” (przypomniał mi o tym jeden internauta i numerolog). Teraz zapełniają je chyba wszyscy święci naraz 🙂
Pozdrawiam
szczerze to mam wrazenie ze sama sobie odpowiedziałas na to pytanie 🙂 napisałas „myslę że on coś czuje„ a nie „wiem, czuję to”, to chyba spora roznica, nie? karty tylko pokazują to co już gdzies w środku wiesz...
hej, właśnie to chciałam powiedzieć! jakbyś nigdy nie poszła do tej wróżki, to może wszystko by się ułożyło normalnie i wasza relacja byłaby ok? 🙂
szczerze to spróbuj rytuału egipskiego, mi to pomogło i naprawdę wierze ze działa
karty to jedno, ale to tylko narzędzie w końcu 🙂 sama przez długi czas traktowałam każdy wynik dosłownie i jak wyszło „nie” to rezygnowałam, potem żałowałam bo serce mi mówiło żeby jednak spróbować... tarot nie jest wyrocznią! on pokazuje jakieś tendencje, energię w danym momencie, ale nasza wola i wybory też mają znaczenie. więc jeśli karty mówią „nie” a ty czujesz że jednak TAK, to może po prostu posłuchaj siebie 😀 nie oddawaj całej odpowiedzialnosci kartom bo to ty żyjesz swoim życiem, nie one
Mam wrażenie, że w ogóle nie zawsze musimy sięgać po karty...
karty to tylko narzędzie, nie wyrocznia. jeśli serce mówi jedno a rozkład pokazuje coś innego, może to znak że jeszcze nie czas albo że pytasz źle... sama intuicja czasem wie więcej niż jakikolwiek układ
Szczerze mówiąc, myślę że w takich sytuacjach po prostu rób to co czujesz, zamiast analizować co wyszło w kartach.
karty to tylko karty, po prostu kawałki papieru 😀 twoje serce wie lepiej niż jakiś obrazek na kartonie serio. zaufaj sobie i tyle, nie ma sensu sie stresowac tym co wyjdzie przy tasowaniu
Słuchajcie, może to niepopularna opinia na tym forum, ale imo karty to jest tylko narzędzie. Żadna talia na świecie nie zastąpi własnego rozumu i wyczucia sytuacji. Jak twoje serce mówi jedno, a kilka kart mówi co innego - to może warto najpierw posłuchać siebie, a nie kawałków papieru.
Wiesz, ja się trochę nie zgodzę z takim podejściem. Karty to nie wyrok, to prawda, ale zupełne ignorowanie ich przekazu... no, to chyba nie o to chodzi w tarocie. One są po to, żeby nam coś pokazac, zwrócić uwagę na coś, czego sami możemy nie widzieć z powodu emocji właśnie. Serce bywa zaślepione i to jest fakt. Myślę że warto słuchać obu stron, i intuicji, i tego co karty próbują nam powiedzieć.
czasami zastanawiam się czy w ogóle warto brać te karty poważnie... bo niby pokazują jedno, ale serce mówi coś zupełnie innego i nie wiem, co z tym zrobić szczerze mówiąc. może najlepiej po prostu słuchać tego wewnętrznego głosu? nie wiem, tak mi się wydaje
Zawsze gdy staję przed takim dylematem, wracam do jednej prostej myśli, że karty są tylko wskazówką, mapą, ale nie wyrokiem. Serce... no właśnie, serce często wie więcej niż nam się wydaje. Jeśli zignorujesz ten wewnętrzny głos, to prędzej czy pozniej i tak zapytasz siebie, co by było gdybyś posłuchała. I to pytanie potrafi doskwierać znacznie bardziej niż jakikolwiek błąd, który możesz popełnić idąc za własnym czuciem.
Słuchaj, to jest chyba sedno całej tej dyskusji... jeśli pójdziesz za tym co wskazują karty, ale twoje serce mówi co innego, to prędzej czy późńiej i tak tego pożałujesz.
kochasz kogoś naprawdę to żadne karty tego nie zmienią i nie powinny zmieniać. nie warto sie tym przejmować
serce wie coś czego karty nie powiedzą nigdy... to taki paradoks że my sięgamy po wróżby właśnie wtedy kiedy już w środku czujemy odpowiedź ale boimy się jej. jakby ktoś inny miał nam dać pozwolenie na to żeby być szczęśliwym
karty to tylko lustro, odzwierciedlają to co niesiesz w sobie w danej chwili, twój lęk, twoje nadzieje, twoje rozedrganie. i jesli pytasz z miejsca strachu, to strach ci odpowie.
ale serce... serce mowi innym jezykiem. cichszym. i właśnie dlatego tak trudno go usłyszeć w tym całym hałasie codzienności. imo trzeba najpierw wyciszyć się naprawdę, a nie pytać kart co mam robić, tylko słuchać tego co już wiem
iść za głosem serca to nie znaczy iść bezmyślnie. to znaczy mieć odwagę zaufać tej najgłębszej warstwie siebie, tej która nie krzyczy tylko szepce
Serce rzadko kłamie. Karty to tylko zwierciadło, pokazują nam pewien obraz chwili, ale nie są w stanie dotknąć tego, co drzemie głębiej, w nas samych. Ja zawsze mówię, że tarota można słuchać, ale nigdy ślepo. Jeśli twoje serce mówi „tak”, to znaczy że coś w środku wie więcej niż jakikolwiek archaiczny symbol na kartonie...
idź za sercem.
Serce to jednak najważniejszy kompas, który mamy.
tak, zdarza się to naprawdę często. Karty pokazują jedno, a ty czujesz zupełnie co innego w środku i nie wiesz co z tym zrobić.
