Hej, wrzucam tu bo trochę mi kręci się w głowie w tym temacie i potrzebuje spojrzenia z zewnątrz 🙂
Sytuacja jest taka że siedzę w pracy i nie wiem co robić, zostać czy szukać czegoś nowego. Do tego chodzą słuchy że w firmie mają być jakieś zmiany. Postawiłam sobie dwa rozkłady na pracę żeby trochę to poukładać.
Pierwszy rozkład, o tym co będzie przez najbliższe pół roku:
Sedno 3 buław, „tak nie będzie” 5 buław, „tak będzie” umiarkowanie, wynik 2 kielichów. Dołożyłam jeszcze asa mieczy i królową denarów.
Od kilku miesięcy jestem w innym dziale, miałam dostać nowe zadania, część starych miała mi być odebrana ale... wszystko stoi w miejscu i nic się nie rusza. No i sedno mi wychodzi jako szersza perspektywa, patrzenie z dystansu, ale ile można gadać że się chce rozwijać i nic z tego nie wynika?
Nie zamierzam się przepychać z koleżankami o obowiązki, po prostu robię swoje, biorę wynagrodzenie i tyle. Królową denarów kojarze ze swoją przełożoną albo z ksiegową, z żadną z nich nie mam za bardzo kontaktu. Siedzę, robię co do mnie należy i jak będzie trzeba to mnie zawołają.
Drugi rozkład to co planuje szef firmy:
As buław, 10 buław, paź kielichów. Z tego mi wychodzi że dość nagle i szybko zostane dosłownie zawalona robotą, jakieś nowe obowiązki w których będę zupełnie zielona.
Czy dobrze to czytam? Chętnie posłucham waszych interpretacji bo może coś mi umknęło 🙂
no i właśnie to jest chyba najgorszy scenariusz z możliwych... dostaniesz kogos do szkolenia, a potem i tak wszystko robisz sama bo on sie migal od robotę albo w ogole udaje że nie rozumie. albo ktoś nagle znika z połową swoich zadań i te obowiązki lądują na tobie, bo inaczej nikt tego nie ogarnie
