Tak, i to jest wbrew temu co mówila Pelcia58 wcześniej o kwartalnym przeglądzie z identycznym pytaniem. Masz tu napięcie które warto rozwiązać. Albo standaryzujesz pytanie żeby porównywać wyniki w czasie, albo elastycznie zmieniasz pytanie żeby wyciągnąć więcej z jednego rozkładu. Oba podejścia mają sens, ale do innych celów.
Ja to rozwiązałam tak że mam dwa tryby pracy. raz na kwartał robię identyczny rozkład z identycznym pytaniem - tylko do porównań. A między tymi datami robię sobie rozkłady z rożnymi pytaniami kiedy chcę coś zgłębić. Te drugie nie wchodzą do archiwum porównawczego. Trochę jak różnica między badaniem a eksploracją.
To co mówisz o komentarzu - to jest coś czego bym nie wymyślił. Nie sama karta, ale to co piszesz po rozkładzie. Czy to znaczy że archiwum samo w sobie jest bardziej wartościowe jako dziennik interpretacji niż jako zapis kart?
Przepraszam że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale jak taki komentarz powinien wygladać? Czy to ma być interpretacja każdej karty z osobna czy raczej ogólne wrażenie z całego rozkładu?
Chcę wrócić do pytania Glifomistrza sprzed chwili, bo mi się kreci w głowie. On pyta czy pytanie jest ważniejsze niż karty i pozycje. A ja bym zapytała inaczej - co jest wskaźnikiem postępu: zmiana w kartach które wychodzą, czy zmiana w tym jak je interpretujesz?
Ale skąd wiesz że to nie jest po prostu normalizacja? Może rok temu słusznie się bałaś Rycerza Mieczy, a teraz go ignorujesz bo przestałaś go słuchać?
A co z kartmi dworskimi? Pytam bo mam wrazenie ze one mi sie zmieniaja z czasem bardziej niz atuty. kiedys Krolowa Mieczy wygladata dla mnie jak zagrozenie, teraz czesto wyciagam ja jako cos do czego daze. Czy to tez moze byc wskaznik?
Słuchajcie, zbierając to wszystko razem - wychodzi mi że wskaźniki postępu w rozkładzie to nie jest lista kart które 'powinny się pojawić', tylko raczej jakościowa zmiana w kilku wymiarach. Zmiana w reakcji na karty, zmiana w stylu komentarza, zdolność do siedzenia z niejednoznacznością. Czy to jest jakis consensus czy za bardzo upraszczam?
Dla mnie to brzmi sensownie ale brakuje mi jeszcze jednego wymiaru. Co z kontekstem życiowym? Jeśli rozkład pokazuje Gwiazdę i Słońce, a w życiu masz faktycznie okres spokoju i jasności, to jest spójność. Jeśli masz ten sam rozkład w środku kryzysu i interpretujesz go jako 'dobrze idzie' - tu bym była ostrożna.
I tu jest ten wymiar który mi brakowało przez całą rozmowe. Nie chodzi o to czy Gwiazda 'powinna' wychodzić przy postępie tylko czy to co widzisz w kartach ma pokrycie w tym co faktycznie przeżywasz. Bez tej konfrontacji z życiem cały odczyt wisi w powietrzu.
Właśnie ta rozbieżność mnie bardziej interesuje niż zgodność. Czy ktoś miał tak, że rozkład wskazywał postęp, a życie nie potwierdzało? i co z tym zrobiliście?
Ten przykład Zaklinaczki jest dla mnie bardzo konkretny. Czyli rozkład może być trafny ale 'przed czasem'? Że widzisz postęp który jeszcze nie doszedł do świadomości? 🙂
Joasia trafnie to ujęła. To jest ta sama kwestia weryfikacji którą poruszala Anielcia.ka ale tu jest jeszcze ostrzejsza. Opóźniona trafność jest nie do zweryfikowania bo zawsze mozesz poczekać kolejny rok i powiedziec że teraz dopiero rozumiesz.
OK ale czy nie jest tak z wiekszoscia symboli w zyciu? Czepiamy sie taortu, a przeciez jak cokolwiek interpretujesz - sen, zdarzenie - to tez mozesz powiedziec ze 'nie rozumilas wtedy'. Dlaczego tarot mialbym byc pod tym wzgledem surowiej oceniany? 🙂
Chyba właśnie tu jest ten węzeł. Ja zaczynałem ten temat pytając o karty które 'powinny się pojawic' przy postępie, i dyskusja doprowadziła nas do wniosku że to złe pytanie. Ale teraz jestem ciekawy - jeśli nie lista kart nie opóźniona trafność to co faktycznie mogę powiedzieć po roku prowadzenia rozkładów że się rozwinałem?
Może po prostu nic pewnego? Nie mówię że tarot jest bezwartościowy, ale jako miernik postępu osobistego jest dość miękki. zmieniasz interpretacje - może to postęp, może normalizacja. Masz spójność z życiem - może trafność, może potwierdzenie. Skąd pewność?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno pytanie do bardziej doświadczonych. Czy wy faktycznie po czasie widzicie coś w tych archiwach co was zaskoczyło? Nie to co potwierdziło ale co było nieoczekiwane?
Czyli wróciliśmy do tego co mówiła Joasia wcześniej - że zmiana interpretacji jest bardziej wiarygodna niż zmiana w tym które karty wychodzą. Ale to znaczy że właściwie tarot jest tu tylko lustrem, a nie samodzielnym wskaźnikiem?
