no wow, to co Gruszanka napisała to jest naprawdę mądre. Właśnie o to chodzi żeby tarot nie był odpowiedzią na "co się stanie" tylko lustrkiem które pokazuje gdzie jesteśmy we własnej głowie. Dziękuję że tak otwarcie to opisujesz, naprawdę dużo się uczę z tego wątku.
Wracając do pytania Brygitki o rozkłady pod kątem ukrytych aktywów - jest jeden układ który czasem polecam w takich sytuacjach. Trzy kolumny: co widać, co jest ukryte, co możesz zrobić. Prosta struktura ale właśnie ta środkowa kolumna często przynosi zaskoczenia. Ktoś z was używał czegoś podobnego?
Jedną na każdą kolumnę to minimum, ale ja zwykle daję dwie na środkową - właśnie tę "co jest ukryte". Jedna karta czasem nie wystarcza żeby coś wyjaśnić, a dwie razem tworzą napięcie które samo w sobie mówi coś o naturze ukrycia. Czasem jedna pokazuje "co", druga "dlaczego".
Mam pytanie do tego rozkładu z trzema kolumnami - jak go fizycznie układasz? Karty obok siebie poziomo, czy w kolumnach pionowo? I czy najpierw wyciągasz wszystkie naraz czy kolumna po kolumnie z intencją?
Ja bym powiedział że to nie ma az takiego znaczenia technicznie, ale intencja przy każdej kolumnie - to ma sens. Szczególnie ta środkowa, "ukryta" - warto sie zatrzymac i zapytac wprost: co nie jest widoczne na powierzchni tej sytuacji? 😛
Mnie bardziej ciekawi co Gruszanka by zrobiła z wynikiem takiego rozkładu praktycznie. Bo to ciekawe cwiczenie, ale jeśli karta powie "coś jest ukryte" to i tak potrzebny jest adwokat żeby to odkryć, nie kolejna karta.
Przepraszam że wchodzę z pytaniem, bo śledzę ten wątek od dłuższego czasu i zastanawiam się - czy tarot w sprawach finansowych w ogóle działa inaczej niż przy pytaniach o relacje? Tzn. czy karty "wiedzą" że pytanie jest o pieniądze, czy to tylko od interpretującego zależy?
oj, a ciekawe bo u mnie jak robiłam rozkld na sprawy pieniezne to wychodiły mi puchary cały czas a nie monety, i zastanawiałam się czy to błąd czy co. Może robiłam coś nie tak?
To właściwie wróćmy do tego co Wajdelota81 powiedział o moim lęku jako przeszkodzie. Robiłam ostatnio małe ćwiczenie - wyciągnęłam jedną kartę z pytaniem "co mnie blokuje przed pewnością siebie w negocjacjach" i wyszedł Diabeł. Nie wiem co o tym myśleć.
Diabeł jako "co blokuje" to naprawdę ciekawe. Klasycznie - iluzja braku wyjścia, przywiązanie do czegoś co nas trzyma. W kontekście negocjacji majątkowych mogłoby to byc przywiązanie do dawnego obrazu małżeństwa, do wspólnego życia - i przez to trudność żeby twardo powiedzieć "to jest moje".
Pierwsze wrażenie było takie... "aha, więc to jednak on" - ale potem pomyślałam że może zbyt łatwo projejuję na zewnątrz coś co jest we mnie. Diabeł rzadko jest o kimś innym, prawda? Bardziej o własnych łańcuchach.
Właśnie. I to jest ta różnica między dobrym a złym czytaniem - czy szukasz winnych na zewnątrz czy patrzysz co karta mówi o twojej własnej pozycji. Gruszanka, to co napisałaś o "własnych łańcuchach" to jest właśnie prawidłowy kierunek interpretacji tej karty w tym kontekście.
I tu wracamy do całej dyskusji o tym jak sformułować pytanie. Diabeł przy pytaniu "co mnie blokuje" to jedno, ale ten sam Diabeł gdyby wyszedł przy "co dzieje się po stronie męża w tej sprawie" - to mogłoby mówić zupełnie co innego. Gruszanka, masz zapisane dokładne pytania do każdego rozkładu który robiłaś?
I tu wracamy do całej dyskusji o tym jak sformułować pytanie. Diabeł przy pytaniu "co mnie blokuje" to jedno, ale ten sam Diabeł gdyby wyszedł przy "co dzieje się po stronie męża w tej sprawie" - to mogłoby mówić zupełnie co innego. Gruszanka, masz zapisane dokładne sformułowanie pytania które zadałaś przed wyciągnięciem tej karty?
Tak, prowadzę dziennik rozkładów właśnie po to żeby nie przekłamywać potem wspomnień. Napisałam dokładnie: "co we mnie samej przeszkadza mi stanąć pewnie w negocjacjach". Więc to zdecydowanie pytanie do środka, nie na zewnątrz.
oj, to bardzo ważne że to masz zapisane. I przy takim pytaniu Diabeł jest właściwie... podręcznikową odpowiedzią. Strach przed wolnością. Wiesz co? Diabeł często wychodzi kiedy ktoś podświadomie czuje że tracąc związek - nawet zły związek - traci też jakiś rodzaj bezpieczeństwa. Finansowego też. I to może blokować negocjacje bardziej niż jakikolwiek zewnętrzny czynnik.
To co Sylweria62 opisuje ma nawet swoją nazwę w terapii - opór przed domknięciem. Ale żeby nie odchodzić za daleko od kart - warto zapytać co Gruszanka zrobiła z tą informacją. Bo rozkład dał odpowiedź pytanie co dalej z tym zrobiłaś?
As Monet po Diable to jeden z tych zestawów które robie wrażenie nawet na sceptykach. Dosłownie: nowe otwarcie finansowe po przełamaniu iluzorycznego przywięzania. Ale Gruszanka - jak ty to odczułaś? Bo można to czytac bardzo dosłownie i trochę za łatwo.
Czytam tę dyskusję i chcę się upewnić że rozumiem - czy As Monet jako "co pomoże" oznacza że Gruszanka powinna podjąć jakieś konkretne działanie finansowe, czy raczej że powinna zmienić sposób myślenia o pieniądzach? Bo to są dla mnie dwie bardzo różne rzeczy.
Leżały obok siebie - Diabeł po lewej, As Monet po prawej. I rzeczywiście było w tym coś vizualnie bardzo wyraźnego. Diabeł jest taki ciemny, przytłaczający, a As Monet - przynajmniej w moim Rider-Waite - taki otwarty, jasny. jakby samo zestawienie mówiło: jest wyjście.
oj, ten obraz który opisujesz - ciemne po lewej, jasne po prawej - to bardzo typowe dla takich "przed i po" rozkladow. I niezaleznie od symboliki, samo to doświadczenie wizualne kiedy siedzisz z kartami i to widzisz, to coś robi z nastawieniem. Przynajmniej mnie by zrobilo. Czy poczułaś że coś się w tobie przestawiło po tej sesji?
