Hej 🙂 czy są tu może osoby z podobnym problemem? Ciekawa jestem ile wydałyście/wydaliście na wróżki jednorazowo w najgorszym momencie? I czy komuś udało się w końcu całkiem z tego wyjść?
Ja mam to za sobą już z 10 lat, oczywiście z przerwami. Najgorzej jest zawsze kiedy w życiu coś się dzieje, emocje, praca, związek... teraz mi ktoś wpadł w oko i no niestety, znów dzwonię i pytam jak to się wszystko potoczy 🙂
Mam przyjaciół, mam hobby, chodzę nawet do psychologa, i mimo to ta potrzeba zadzwonienia do wróżki jest po prostu silniejsza. Sama siebie nie rozumiem czasem.
Do tej pory radziłam sobie tak że nie zakazywałam sobie całkowicie, tylko „odkładałam” te dzwonienie w czasie. Stawiałam na sport, ruch, robiłam co mogłam żeby się wyciszyć zanim sięgnę po słuchawkę. I to działało! to co zaoszczędziłam w danym miesiącu naprawdę mnie motywowało żeby trzymać się tego toru.
Ale w styczniu wróciły duże emocje i... potrafiłam wydać wszystkie oszczędności w jeden weekend. Jeden weekend, serio 🙁
Zapraszam do rozmowy, chętnie posłucham jak wy sobie z tym radzicie!
Dobrze, że ktoś to w końcu poruszył, bo chyba sporo ludzi ma podobny problem, tylko nie chce się przyznać.
To, co opisujesz, świadczy o tym, że masz sporą samoświadomość i już widzisz ten schemat. A to wcale nie jest takie oczywiste.
Ten sposób z odkładaniem telefonu i wychodzeniem na spacer czy trening... szczerze, to całkiem sensowna strategia. Przynajmniej zamieniasz jeden nawyk na coś, co faktycznie nie robi ci krzywdy. Wróżby same w sobie może i dają chwilowe uspokojenie, ale problem jest taki, że potem człowiek wraca po następne potwierdzenie i następne, i robi się z tego koło bez końca.
Pomyśl może o tym, żeby zanim sięgniesz po telefon, zapisać sobie w zeszycie to, czego się boisz albo co cię dręczy. Brzmi banalnie, ale serio działa, bo kiedy piszesz, siłą rzeczy trochę dystansujesz się od tych emocji.
No i jedno jest pewne: żadna wróżka nie ma nad twoim życiem takiej władzy jak ty sama. Wiem, że to brzmi jak komunał, ale jak się trzeźwo patrzy na te rzeczy, to jest po prostu prawda. Masz juz wystarczajaco dużo rozumu, żeby to widzieć, więc trzymam kciuki żebyś z tego wyszła.
Wie cie, ja bym powiedziała żeby spróbować samej się tego nauczyć. Tylko na własny użytek, bez otwierania jakiegoś biznesu 🙂 Mnie osobiście skłoniło do tego właśnie to, że odpowiedzi które dostawałam od wróżek były... no, mało konkretne. Nic z nich nie wynikało, same ogólniki. W końcu stwierdziłam że skoro i tak niewiele mi dają, to równie dobrze mogę sama sprawdzić co z tego jest. Są różne karty wyroczni, takie które nie wymagają żadnej specjalnej wiedzy ani lat praktyki. Losujesz kartę, czytasz w książce co ona oznacza i masz tyle samo, co po rozmowie z wróżką, a nawet więcej bo przynajmniej sama nad tym siedzisz.
Może to trochę ograniczy tę potrzebę dzwonienia do wróżek co chwilę. Ale tak w ogóle, to warto sobie zadać jedno pytanie: jak duże masz do nich zaufanie? Czy następna odpowiedź nie będzie dokładnie taka sama jak poprzednia, czyli ni to ni owo bez żadnych konkretów? Naprawdę warto to przemyśleć zanim sie sięgnie po telefon
