Czyli niejako włączasz reakcję klientki do interpretacji? to ma sens, ale mam pytanie - gdzie wtedy jest granica między czytaniem karty a czymś w rodzaju improwizowanej terapii? Bo to, co opisujesz, brzmi jakbyś zaczęła pracować z emocją, a nie z symbolem.
Mam w notatkach z kilku sesji sytuacje, gdzie zwierzę na karcie wywoływało silną reakcje - raz pająk, raz własnie wąż. Za każdym razem okazywało się, ze to zwierzę było jakoś powiązane z tym, o co pytano. Nie twierdzę, że to regula ale za dużo razy się powtórzyło żebym to ignorował.
A wracając do samego pytania z początku wątku - czy natura zwierzęcia ma wpływ na interpretację - to wydaje mi się, że ta rozmowa sama sobie odpowiedziała. Oczywiście że ma. Tylko pytanie, czyja natura: ta z podręcznika symboliki, ta kulturowa, ta artysty, czy ta klientki.
Pytanie klientki. To jest punkt wyjścia. Jeśli pyta o coś konkretnego, to sprawdzam, który z tych kontekstów jest spójny z treścią pytania. Wąz przy pytaniu o relacje czytam inaczej niż wąż przy pytaniu o zdrowie. Nie dlatego, że wymyślam - tylko że kontekst pytania aktywuje inne skojarzenia z tego samego zwierzęcia.
Przepraszam, ze wchodzę z takim podstawowym pytaniem przy tej złożonej rozmowie, ale - co znaczy, że symbolika jest 'archetypiczna'? Rozumiem, że nie jest kulturowo specyficzna, ale co to jest w praktyce przy interpretacji karty ze zwierzęciem?
Dzięki za wytłumaczenie. To znaczy, że archetypiczne to coś, co nie zależy od tego, gdzie się urodziłaś ani jaką kulturę znasz - po prostu ludzki umysł tak samo reaguje na wilka czy orła niezależnie od miejsca? I to właśnie sprawia, że można się na tym oprzeć przy interpretacji, bo nie ryzykujesz, że klientka z zupełnie innej tradycji tego nie zrozumie?
To jest właśnie ten moment, w którym znajomość tali ma znaczenie. Jeśli używasz jednej tali przez dłuższy czas, zaczynasz rozumieć, jakie wybory zrobil jej twórca. Dlaczego ten orzeł patrzy w lewo, a nie w prawo. Dlaczego wąż jest zwinięty, a nie wyprostowany. To nie są przypadki - to język wizualny, który mozna sie nauczyć. I właśnie dlatego wolę pracować na jednej tali dlugo niż skakac między wieloma.
W sumie, A ja mam trochę odwrotne podejście i ciekawa jestem, co o tym myślicie - mam kilka tali i przy różnych pytaniach sięgam po różne. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale wydaje mi się ze niektóre talie po prostu lepiej gadają z pewnymi tematami. Thoth przy pytaniach o coś głębszego, a Rider-Waite jak chcę żeby bylo jasno i prosto. Czy to ma sens czy mi się wydaje?
Wracając do tego, co Danka mówiła o znajomości tali - to jest kluczowe przy zwierzętach szczególnie. Bo jeśli nie wiesz, skąd pochodzi dany motyw w danej tali, możesz go czytać zupełnie w poprzek intencji twórcy. I nie mówię, że to zawsze błąd - własna interpretacja ma wartość - ale powinna byc świadoma. Inna rzecz, gdy mówisz 'czytam to inaczej niż standard', a inna gdy nie wiesz, że standard istnieje.
Mam pytanie do całej dyskusji, bo chyba nikt wprost tego nie powiedział: czy jest jakaś zwierzęca symbolika, którą uważacie za szczególnie mylącą albo taką, gdzie najczęściej widzicie błędy w interpretacji? Nie mówię o klientkach, ale o osobach czytających. Bo mi się wydaje, że niektóre zwierzęta są czytane na autopilocie i właśnie tam pojawia się problem. 😉
Także, słoń. Słoń jest chyba najczęściej czytany przez skojarzenie z hinduizmem i Ganeshą, ale w talach, które nie mają indyjskiego kontekstu, ta interpretacja jest po prostu wklejona z zewnątrz. Słoń w europejskiej ikonografii znaczy coś innego - pamięć, powolność, ciężar, majestат. Nie mówię, że jedna jest lepsza, ale trzeba wiedzieć, skąd się ta interpretacja wzięła.
A ja chcę wrócić do czegos, co padło wcześniej bo mi nie daje spokoju. Mówiliscie o reakcji klientki na wizerunek zwierzęcia jako zródło informacji. Ale co jeśli ta reakcja jest skrajnie pozytywna? Tzn. klientka widzi lisa i mówi 'o, lis, uwielbiam lisy', i od tego momentu kazda karta z lisem jest dla niej dobra, niezależnie od kontekstu? Czy to nie zakłoca odczytu tak samo jak strach?
I jak to rozwiązałaś? Powiedziałaś wprost o tej dwoistości, czy inaczej?
To niesamowite, jak dużo w tym czytaniu zależy od słów, które się wybierze. Że ta sama obserwacja może być powiedziana tak, że klientka się zamknie, albo tak, że sama dojdzie do wniosku. Dziękuję za ten przykład z delfinem, to mi naprawdę dużo wyjaśnia jak to wygląda w praktyce.
To co powiedziała Danka o delfinie i naiwności - to mi chodzi po głowie. Bo rozumiem, że chodzi o to, żeby klientka sama doszła do wniosku, ale skąd wiadomo, że doszła do właściwego? Znaczy, czy nie ma ryzyka, że miękkość sformułowania sprawi, że ona w ogóle nie zobaczy tego, co karta próbuje powiedzieć?
To zależy, co rozumiesz przez 'ważniejsze'. Emocja jest informacją, ale nie jest interpretacją. Klientka, która widzi węża i czuje wstręt, dostarcza ci danych o sobie - ale to nie znaczy, że wąz w tej karcie mówi o wstręcie. Trzeba te dwie warstwy trzymać osobno.
Ale czy to nie zmienia dynamiki czytania? Tzn. czy klientka nie zaczyna wtedy kierować interpretacją zamiast ją przyjmować? Pytam serio bo próbowalam podobnego podejścia i miałam wrażenie że to staje się bardziej rozmową terapeutyczną niż czytaniem z kart.
Wracam do pytania, które rzuciłam wcześniej, bo widzę, że wątek trochę poszedł w inną stronę. Czy ktoś ma konkretny przykład zwierzęcia, które w różnych talach niesie sprzeczne znaczenia - nie tylko różne odcienie, ale naprawdę sprzeczne? Bo słoń był dobry, ale chcę wiedzieć, czy są inne takie przypadki.
Sowa. W talach nawiązujących do tradycji greckiej sowa to mądrość i Atena, jasno i wyraźnie. W talach czerpiących z tradycji słowianskiej lub nordyckiej sowa bywa zwiastunem śmierci albo przynajmniej trudnej wiedzy, której się nie chce znać. Te dwa odczyty na prawdę potrafią pójść w zupełnie różne strony przy tym samym pytaniu.
A co jesli tworca nic nie mówi? Tzn. niezależny twórca, mała nakładka, zero wywiadu w sieci. Miałam taką talię - piękna grafika, ale absolutnie brak jakiegokolwiek komentarza od autorki. I na kilku kartach były zwierzęta, i w ogóle nie wiedziałam, czy czytać je przez pryzmat natury tych zwierząt, czy przez ich wygląd na karcie, czy przez co.
Chcę się upewnić, że dobrze rozumiem to, co mówiła Bylica o sowie. bo jeśli ta sama karta może nieść sprzeczne znaczenia w zależności od tradycji, to jak to wygląda, gdy klientka pochodzi z innej kultury niż twórca tali? Czy klientka przynosi swoją kulturową sowę, czy ma 'przyjąć' sowę tali?
Mam wrażenie, że im dłużej czytam tę dyskusję, tym bardziej widzę, że zwierzęta w kartach to jest temat, który w zasadzie wymaga od czytającego znajomości nie tylko tarota, ale i mitologii, ikonografii i trochę kulturoznawstwa. czy to nie za duzo jak na 'tylko czytanie kart'? 😛
No, no ale Zenek ma trochę rację w tym sensie, że przy zwierzętach ta głębokość bywa przytłaczająca dla kogoś, kto dopiero zaczyna. Może na początku wystarczy po prostu patrzeć na zachowanie zwierzęcia na karcie - czy jest spokojne, czy agresywne, czy patrzy na ciebie, czy ucieka - i to wystarczy jako punkt wyjścia do interpretacji?
To, co mówi Konradek, jest na prawdę dobrym punktem wyjścia dla kogoś, kto zaczyna. Ale chcę dodać, że samo zachowanie zwierzęcia to jeszcze nie wszystko - bo lis siedzący spokojnie może być 'spokojną przebiegłościa', a niekoniecznie spokojem. Natura zwierzęcia i tak wchodzi tylnymi drzwiami.
A czy ta natura zwierzęcia, którą każdy z nas zna z życia albo z bajek, w ogóle powinna mieć takie duże znaczenie? Bo zastanawiam się, czy nie jest tak że te nasze kulturowe skojarzenia z lisem czy sową to czasem bardziej bajki dla dzieci niż cokolwiek głębszego.
Wydaje mi się, że w większości tarotów europejskich i tak masz do czynienia z europejskim lisem, więc kitsune to raczej wyjątek. Domyślna baza interpretacyjna to symbolika zachodnia i nie trzeba za każdym razem sprawdzać, skąd twórca czerpał.
