Ciągam kartę dnia od chyba trzech lat i szczerze mówiąc przez pierwszych kilka miesięcy kompletnie nie wiedziałam co z tym zrobić. Wyciągałam, patrzyłam, no fajnie, Słońce albo Wieża, i co z tego? Dopiero jak zaczęłam wieczorem wracać do tej karty i sprawdzać jak pasuje do tego co się wydarzyło w ciągu dnia, to coś zaczęło mi się układać. Chodzi o to żeby rano nie szukać przepowiedni tylko raczej nastawienia, perspektywy na ten konkretny dzień. Tylko nie wiem czy to co u mnie działa ma sens dla innych, bo widzę że ludzie bardzo różnie do tego podchodzą. Jak wy to robicie?
To jest właśnie sedno sprawy. Karta dnia to nie horoskop, nie mówi co się stanie. Mnie nauczyło czytania jej jedno proste ćwiczenie: rano pisze jedno zdanie, co ta karta mówi mi o dzisiejszym dniu, i wieczorem jedno zdanie weryfikacji. Przez miesiac masz bardzo konkretny obraz tego jak reagujesz na poszczególne karty. Ale mam pytanie do Kamilki bo wspomniałaś o nastawieniu, nie przepowiedni. Czy masz jakiś schemat, od czego zaczynasz tę poranną interpretację? Bo mi się wydaje, że to jest najtrudniejsza częśc dla osób które dopiero zaczynają.
Także, dobry watek! Ja mam problem z tym że często ciagne karte i sidzę nad nia pol godziny i nadal nie wiem jak ją odniesc do danego dnia. Na przykląd wyciagnełam ostatnio Pustelnika i co ja mam z tym zrobic o 7 rano przed prcą? Schowac sie gdzies? 🙂 Serio jak wy to przekładacie na takie zwykłe codzienne sytuacje?
Ciekawe co Kamilka mowi o tej pierwszej emocji. Sam zaczynalem od encyklopedycznych znaczen i to byl blad bo kazda karta ma takie spektrum znaczeń ze mozna to wyinterpretowac na sto sposobow i do niczego konkretnego sie nie dojdzie. Natomiast mam inne pytanie: czy wy trzymacie sie jednego zestawu tarota do karty dnia czy losujecie z roznych talii? Bo uważam ze to ma znaczenie dla spojnosci tej praktyki.
Przepraszam że może głupie pytanie, ale czy karta dnia to zawsze musi być z tarota? Słyszałam że są też karty wyroczni i one podobno są łatwiejsze dla początkujących. Czy to ta sama zasada działania?
A jak szybko widać różnicę jak się regularnie ciągnie kartę dnia? Bo próbowałam przez tydzień i nie widziałam żadnego związku między kartą a tym co się działo. Może robię coś nie tak albo po prostu nie mam do tego smykałki.
Interesuje mnie ten wątek notatek. Ja przy runach robię dziennik i to naprawdę zmienia perspektywę. Ale przy tarocie karta dnia mam pytanie techniczne: czy wy zapisujecie tylko kartę i krótką interpretację, czy też kontekst dnia, nastrój rano, co się działo? Bo podejrzewam że bez kontekstu te notatki mało mówią po czasie.
Ok rozumiem to z tym Pustelnikiem bardziej teraz. Ale mam kolejne pytanie co jesli rano wyciagnam karte i przez caly dzien zupelnie o niej zapomnę? Mi sie tak czesto zdarza wyciagne, pomysle chwile i lece do roboty i koniec. Czy wtedy ta karta cos jeszcze 'działa' czy trzeba aktywnie o niej pamietac?
Lidzia, ja miałam dokładnie ten sam problem. Teraz robię tak że fotografuję kartę telefonem i ustawiam ją jako tapetę na dany dzień. Głupio proste ale działa, bo co jakiś czas widzę ją na ekranie i wracam myślami do rana. Nie wiem czy karta 'działa' sama z siebie, bo tu pewnie każdy ma inne zdanie, ale ta świadomość przez cały dzień na prawdę pomaga wieczorem połączyć kropki. 🙂
Ciekawa dyskusja. Wtrącę się bo widzę że wszyscy mówią o tym jak zapamiętać kartę, jak ją zapisać, jak ją przypisać do dnia. Ale nikt nie poruszył chyba najważniejszej kwestii: co zrobić gdy karta jest bardzo trudna i rano dosłownie daje ci nieprzyjemne uczucie? Mam na myśli takie karty jak Wieża, Diabeł, Śmierć. Czy wy przekształcacie ich znaczenie żeby nie zepsuć sobie dnia, czy patrzysz na nie wprost?
Ale czy nie jest tak że jak wyciągniesz rano Wieżę i cały dzień chodzisz spięta, to sama tworzysz napięcie i przyciągasz problemy? Zawsze miałam wrażenie że nastawienie wpływa na to co się dzieje, więc ta karta dnia może być trochę samospełniającą się przepowiednią, i to w złą stronę przy trudnych kartach.
Wrócę do pytania Pandory bo jest ważne. Przy runach mam podobny dylemat z trudniejszymi symbolami. Moje podejście jest takie: trudna karta to nie wyrok, to informacja. Jeśli wyciągam coś nieprzyjemnego, pytam siebie konkretnie: w jakim obszarze życia czuję teraz niestabilność? I to zazwyczaj od razu pokazuje na co dzień będzie wymagający. To nie jest uciekanie od znaczenia, tylko celowanie.
Słuchajcie a czy może być tak ze karta dnia jakoś pasuje z energią miejsca w którym ciągasz? Bo podobno domy mają swoją energie i zastanawiam się czy nie powinno się tego robić zawsze w tym samym miejscu żeby miec spójne odczyty. 😛
Wracając do tego co pisała Frezja o kartach wyroczni kontra tarot, mam pytanie do bardziej doświadczonych: czy ktoś próbował ciągnąć rano jednocześnie kartę z tarota i kartę wyroczni jako takie dwie perspektywy na ten sam dzień? Czy to nie powoduje chaosu interpretacyjnego?
Latawiec podnosi coś ważnego, ale mam wrażenie że to jest ścieżka dla kogoś kto już dobrze czuje obie talie. Dla osoby uczącej się to prosta droga do racjonalizowania i dobierania kart pod tezę. Znam to z własnego doświadczenia. Przez długi czas ciągnęłam dwie karty bo wydawało mi się że jedna to za mało i kończyło się na tym że interpretowałam tę, która mi bardziej odpowiadała danego dnia.
Ok ale właściwie jak długo trzeba ćwiczyć żeby ta jedna karta naprawdę coś mówiła? Bo jak czytam tę rozmowę to mam wrażenie że to są lata praktyki i nie wiem czy mam do tego cierpliwość szczerze mówiąc.
Także, mnie tez zajelo duzo czasu zanim zobaczylam jakis zwiazek. I co ciekawe pierwszy raz zobaczylam go wstecz nie w trakcie dnia. Wyciagnelam kartoznik i nie rozumialam po co a wieczorem okazało sie ze mialam kilka bardzo waznych rozmow tego dnia. Czy komus tez tak bylo ze najpierw zwiazek widac dopiero po fakcie?
A czy mozliwe że miejsce w którym wieczorem siadamy do zapisywania też ma znaczenie? Wiem że Frezja napisała ze nie jest to tak ważne przy porannym ciąganiu ale przy refleksji wieczornej zastanawiam się czy nie powinno się tworzyć jakiegoś malego rytuału zamkniecia dnia. 😛
Właśnie, spokój i brak pośpiechu, ale jak to osiągnąć kiedy ciągniesz kartę o szóstej trzydzieści przed pracą i masz dosłownie trzy minuty? Bo to jest moja rzeczywistość i nie wyobrażam sobie robienia z tego długiego rytuału.
Chyba trafilismy na sedno problemu ktory dotyczy chyba wiekszosci osob pracujących. Karta dnia zaklada pewien poziom uwaznosci, a poranek to czesto najbardziej nieuwazna czesc doby. Zastanawiam sie czy nie lepiej byloby ciągnac karte wieczorem jako przewodnik na nastepny dzien, a nie rano jako przewodnik na ten dzien. Ktos tak probowal?
Przepraszam że wchodzę w połowie, ale przeczytałam cały wątek i mam pytanie do Kamilki albo Frezji: czy macie jakiś konkretny przykład jak karta rano zmieniła wasze podejście do jakiejś sytuacji w tym samym dniu? Nie ogólnie że 'pomogła', ale konkretnie, co wyciągnęłaś i co się przełożyło?
To co opisała Kamilka jest dla mnie istotą całej praktyki karty dnia. Nie chodzi o przepowiednię, chodzi o to jak wchodzisz w dzień. To co powiedziałam wcześniej o trudnych kartach też z tego wynika. Wieża rano nie znaczy że budynek się posypie, znaczy że masz mieć oczy otwarte na coś co może się nagle zmienić. I to jest pomocne. Bogusia, czy to ma dla ciebie sens jako odpowiedź na twoje pytanie o te 'związki'?
To co opisała Kamilka naprawdę dużo mi wyjaśnia. Ale mam jeszcze jedno pytanie: czy w momencie kiedy ciągnęłaś tę Dwójkę Mieczy, od razu wiedziałaś że chodzi o tę rozmowę z szefem? Czy to przyszło dopiero w trakcie dnia? 😛
Dobra, ale to nadal brzmi jak coś co można by sobie powiedzieć bez karty. Że 'wchodzę w tę rozmowę otwarcie'. Jaka jest różnica między kartą a zwykłą pozytywną myślą?
Mysle ze ta granica jest plynna i w zasadzie zawsze grozi nam projekcja. Pytanie czy to jest problem. Jesli projekcja prowadzi do lepszego dnia to czy jest zla?
Dla mnie odróżnienie projekcji od prawdziwej interpretacji polega na tym czy karta mnie zaskoczyła czy potwierdziła to co już myślałam. Jeśli potwierdziła, to prawdopodobnie projektuję. Jeśli zaskoczyła i mimo to wieczorem miała sens, to coś było w tej karcie.
Eh, wracam do swojego problemu z tymi trzema minutami rano, bo myślę że to co Wandka mówi jest ważne też w kontekście pośpiechu. Jeśli jestem w trybie 'lista zadań', to nawet jeśli karta mnie zaskoczy, to ja tego zaskoczenia nie poczuję, bo głowa jest gdzie indziej. Czy macie jakiś sposób żeby się szybko przestawić?
