Zdarzyło mi się ostatnio coś dziwnego przy rozkładzie i nie wiem, co o tym mysleć. Pytanie dotyczyło sytuacji zawodowej, w której utknęłam od kilku miesiecy. Wyciągnęłam trzy karty i wyszło mi: As Pentakli, Słońce, Gwiazda. Wszystko pozytywne, wszystko pięknie, wszystko jakby ktoś celowo ułożył ideał. I zamiast się cieszyć, poczułam, że coś jest nie tak. Że może się pomyliłam, że karty jakoś się sklejały, że źle je potasowałam. Czy to w ogóle normalne że zbyt dobry rozkład wzbudza nieufność zamiast ulgi?
Znam to uczucie bardzo dobrze. Ten dyskomfort pojawia się chyba u każdego, kto trochę dłużej pracuje z kartami. Ale mam pytanie do Ciebie: czy zanim zaczęłaś losować, miałaś jakieś założenie co do odpowiedzi, którą chcesz dostać? Czasem ta nieufność bierze się nie z samego rozkładu, tylko z tego, że gdzieś wewnętrznie czujemy, że 'nie zasługujemy' na dobre wiadomości albo że sytuacja jest zbyt skomplikowana, żeby karty mogły dać coś tak prostego.
Dokładnie to samo miałam przy rozkładzie keltyjskim kilka tygodni temu. Siedem z dziesięciu kart wyszło pozytywnych i przez chwilę byłam przekonana, że źle ułożyłam pozycje albo pomyliłam znaczenia odwróconych. Sprawdziłam dwa razy i wszystko się zgadzało. Więc teraz mam inne pytanie do Landrynna: czy As Pentakli, Słońce i Gwiazda były wyprostowane, czy któraś była odwrócona? Bo jeśli wszystkie trzy stały prosto, to to naprawdę rzadkie, ale nie niemożliwe.
Hm, ja rozumiem ten dyskomfort, choć dopiero uczę się czytać karty. Ale właśnie dlatego pytam, bo może to naiwne: skąd wiadomo, że piękny rozkład to błąd, a nie po prostu dobra odpowiedź? Czy w tarocie jest jakaś zasada, że jeśli jest za dobrze, to coś poszło nie tak? 🙂
Tu wchodzi coś, o czym rzadko sie mówi wprost. Czy ta nieufność wobec pozytywnego rozkładu może być sygnalem z samego rozkładu? Bo Gwiazda i Slońce w połączeniu z Asem Pentakli to nie tylko 'będzie dobrze'. To karty, które mówią coś o nadziei odbudowanej po trudnym czasie. Może problem nie tkwi w tym, ze rozkład wyszedl zbyt pięknie, tylko w tym, że pytający nie potrafi jeszcze tej piekności przyjąc? To też jest coś do przepracowania.
Przepraszam, że może głupie pytanie, ale jak właściwie można się pomylić przy tasowaniu? Myślałam, że po prostu się tasuje i tyle. Czy chodzi o jakiś konkretny sposób?
O matko, nigdy bym nie pomyślała, że przy tasowaniu można popełnić tyle różnych błędów. Dziękuję za wyjaśnienie! To na prawdę otwiera oczy. A mogę zapytać, czy jest jakiś sposób, żeby sprawdzić po fakcie, czy rozkład był wykonany poprawnie?
Ja robię tak, że po rozkładzie, który wzbudza wątpliwości, ciągnę jedną kartę wyjaśniającą z osobnym pytaniem: 'czy ten rozkład oddaje prawdziwą sytuację?' Wiem, że to nieortodoksyjne i nie każdy tak robi, ale mi pomaga osadzić się w czytaniu. Choć oczywiście wtedy można się zapytać, czy ta dodatkowa karta też jest wiarygodna, i tak w kółko.
Ta dodatkowa karta potwierdzająca to popularny zwyczaj, ale moim zdaniem często prowadzi do spirali sprawdzania. Pytasz kartę, czy karta miała rację, i gdzieś w tym wszystkim gubi się pierwotne pytanie. Mam wrażenie, że ta metoda daje poczucie kontroli, ale niekoniecznie lepsze odczyty. Landrynna, a czy wróciłaś do tego rozkładu po jakimś czasie z dystansem?
Zastanawia mnie, czy ta nieufność do zbyt pięknych rozkładów to nie jest po prostu coś kulturowego. Mamy mocno zakorzenione przekonanie że życie jest trudne i że dobre rzeczy wymagają walki. Kiedy pojawia się coś prostego i pozytywnego, odruchowo szukamy haczyka. Pytanie brzmi: czy to wpływa na samo czytanie kart czy tylko na to, jak odczytujemy rezultat?
Chcę tylko doprecyzować jedną rzecz bo czytam tę rozmowę i widzę że miesza się tu kilka rożnych kwestii. Błąd przy tasowaniu to jest coś innego niż problem z interpretacją, a to znowu coś innego niż psychologiczne nastawienie pytającego. To trzy oddzielne warstwy i nie powinno się ich traktować zamiennie. Jeśli ktoś podejrzewa błąd przy tasowaniu, to warto sprawdzić tę warstwę osobno, a nie od razu wchodzić w głęboki samorozwój.
Ale czy nie jest tak, że nawet rozproszenie umysłu może być częścią czytania? Tzn. skoro tarot ma sięgać po coś głębszego niż świadoma myśl, to może właśnie te momenty, kiedy 'odpływamy', są bardziej autentyczne niż sztywne skupienie na pytaniu?
Tu wchodzimy w temat, który jest trochę oddzielny od pytania Landrynny ale jednak powiązany. Bo jeśli nie wiemy jak tarot działa, to ta cała dyskusja o błędach przy tasowaniu jest dyskusją o czymś niezdefiniowanym. Wrócę jednak do sedna, bo mi się wydaje, że Landrynna dostała odpowiedź, ktorej się bala, nie odpowiedz, która była błędna.
Jaromir77, to zdanie dużo mi daje. Serio. Siedziałam z tym przez kilka dni i chyba właśnie to czułam ale nie umiałam tego nazwać. Bałam się tej odpowiedzi, bo ona czegoś ode mnie wymaga. Dobry rozkład to nie jest koniec sprawy, to jest wezwanie do działania, prawda?
Dokładnie tak to odczytuję. Słońce i Gwiazda w jednym rozkładzie to nie jest obietnica, że wszystko samo się ułoży. To jest sygnał, że warunki są sprzyjające, ale to ty musisz zrobić krok. As Pentakli tym bardziej, bo to karta zaczątku, nie gotowego owocu.
Zawsze myślałem, że pozycje są takie same w każdym rozkładzie, ale teraz rozumiem, że to się zmienia. To znaczy, że dwie osoby z identycznymi kartami mogą dostać zupełnie inne informacje, bo inaczej ustawiły pozycje?
Czytam tę rozmowę i mam pytanie, może trochę z boku. Czy to wszystko, co tu opisujecie, te pozycje, skupienie, warstwy interpretacji, nie jest po prostu systemem, który sami tworzycie, żeby nadać sensowną strukturę czemuś, co jest w gruncie rzeczy nieweryfikowalne? Pytam szczerze, bo mnie to ciekawi, nie po to, żeby podważać.
O, to jest naprawdę pomocne rozróżnienie! Dziękuję, bo teraz widzę, że przez całą tę dyskusję sama mieszałam jedno z drugim. Czyli jak mi wyjdzie piękny rozkład, to najpierw powinnam sprawdzić, czy technicznie nic nie poszło nie tak, a dopiero potem zastanawiać się nad interpretacją, tak?
Przepraszam, że wchodzę w tę rozmowę bo dopiero zaczynam uczyć się tarota i pewnie czegoś nie rozumiem. Ale jak słyszę, że trzeba 'odtworzyć w pamięci' tasowanie, to mam pytanie: czy to w ogóle możliwe, kiedy się jest zestresowaną i bardzo zależy na pytaniu? Ja jak ciągnam karty, to potem w ogóle nie pamiętam, czy coś wypadło bo cała myślę o tym, co wyjdzie.
To jest coś, co mnie uderza w tej całej rozmowie. Nie pytałam tak naprawdę o błąd w tasowaniu. Pytałam o ten wewnętrzny głos, który mówi: 'to za ładne, żeby było prawdziwe'. I teraz myslę że ten głos to nie jest czujność wobec błędu, tylko po prostu niewiara w to, że coś dobrego może mnie spotkać. Że zasługuję na taki rozkład. Czy ktoś z was też tak miał, że rozkład był trudny do przyjęcia nie dlatego, że wygladał źle, tylko właśnie dlatego, że wyglądał dobrze?
Landrynna, to jest chyba najważniejsze pytanie w tym całym wątku i cieszę się, że je zadałaś wprost. Miałam tak nieraz. Wychodzi piękny rozkład, siadam z nim i zamiast go przyjąć, zaczynam szukać dziury. Czy to nie jest odwrócona karta, której nie zauważyłam, czy pozycja się zgadza, czy nie powinnam powtórzyć. A tak naprawdę karty powiedziały to, co powiedziały. Problem był we mnie.
